▼
ZAPACH JEJ KRWI.11
Myślałam,że Ervin zwariował.Już wszystkiego próbował żebym tylko do niego wróciła.
Nawet jeśli jestem w ciąży to wątpię,że twoja kontrola mnie nie zirytuje bardziej niż pomoże!
-To też moje dziecko!
-Poprostu ostanio jestem nerwowa i tyle...
-Ja wiem lepiej!
-Jak zawsze...-powiedziałam pod nosem a on wyglądał na wkurzonego.
Ile razy mam ci mówić ,że kocham tylko ciebie!
-Nie chce być wampirem.
-Musisz.
-Nie muszę.
-A co z naszym dzieckiem?
-Niewiem.
-Zabijesz własne dziecko?!
-Ono zabije mnie!
-Musi coś jeść...zresztą ostrzegałem!
-jakbym wiedziała jakim chamem jesteś i jak to boli to nigdybym z tobą nie chciała mieć do czynienia!
-Już za późno!-powiedział i gdzieś poszedł a ja myślałam nad tym wszystkim i coraz bardziej się bałam.
Czułam się coraz gorzej i byłam w szoku jak Ida mogła wytrzymać w tym stanie tak długo. Erwin powiedział mi,że to może trwać od 3 do 8 miesięcy.
Jak zwykle wieczorem coś oglądałam i podjadałam a Ervin do mnie przyszedł a raczej"przyleciał" i usiadł obok.Ja nie mogłam zapomnieć sytuacji z moją mamą i nie miałam zamiaru jej mówić o swoim dziecku.
Pomału trzeba myśleć nad imieniem.-stwierdził zadowolony i mnie dotknął a ja szybko zmieniłam pozycję.
Sama wybiorę.
-Na to licze.Jakieś pomysły?
-Evan lub Essa
-Ładnie.I jak z tym wiecznym a raczej dłuższym życiem ?
-Niewiem. Chce być przy dziecku,ale nie chce tak dlugo żyć.
-300 czy 1000 lat to nie jest dlugo!
-Może dla ciebie!
-Zawsze można się dotrówać,ale to góra dwa lata ci da a przez kilkanaście lat będziesz wyglądać jak żywy trup.
-przecież jesz też normalnie?
-To tak jakbyś jadła jedną kanapkę na kilka miesięcy.
-Ojoj.
-Matylda myślałem,że jestes poważna!
Nagle pojawił się bernard z Idą.
Humorki ciążowe.-skomentował bernard.
Haha bardzo śmieszne.-powiedziałam i poczułam straszny ból i usiadłam.
Matylda wszystko dobrze?-spytał ervin.
Boli mnie.
-Podkówa się.-stwierdziła ida.
Co?-spytałam.
-Je a raczej cię pije.Jak boli to musisz coś zjeść,wypić.
-Ja Idzie dawałem krew,ale nie dużo.
-Mandzia musisz coś jeść!
-Przecież jem Ervin!
-Matylda wiem jak się odżywiasz,ale musisz więcej.
-Nie mogę.
-Czemu?
-Bo coś mnie blokuje i nie mogę jesc więcej.Zjem tyle ile mi trzeba...
Może pójdzie do lekarza vahiusa?
-No może..-powiedział ervin i na mnie popatrzył.
No co?!-spytałam.
Zobaczysz na miejscu.
Doktor był ostry. Nakazał mi tyle rzeczy,że miałam dosyć.
Widzisz musisz mnie słuchać.-powiedział ervin a ja mialam dość.
Myślisz o ślubie?
-Jakim ślubie!
-No naszym.
-Nie będzie żadnego ślubu!
-Co?!
-Zdradziles mnie. Nie pamiątasz już?
-Mówilem ci że to był błąd. Może zacznij mnie słuchac ?!
-A może ty mnie?!Aua!
-Położ się.-powiedział a ja to zrobiłam bo nie moglam wytrzymac bólu.
On przyszedł i dał mi wody i mial jeszcze krew.
Wiesz co musisz zrobić.-powiedział a ja nie chętnie wypiłam i chociaż poczułam się lepiej.
Wieczorem zasnęłam a on przyszedł i położył się obok mnie i nagle poczułam jego ręce na sobie i miałam dziwne myśli.
Lekarz mówił że w ciąży zblizenia pomagają.-powiedział ervin i mnie pocalował w policzek.
Nie chce.-powiedziałam.
A ja myślę że chcesz i to bardzo chcesz...-powiedział i zaczął mnie całować a ja nie moglam nic zrobić.
Może rzeczywiście czułam sie lepiej bo tej nocy a raczej rankiem lepiej spalam.Gdy wstałam zbudziło mnie śniadanie a ja jakoś miałam obrzydzenie do siebie.
Było miło co?-spytal zadowolony ervin.
Mogło być...
-Matylda dobrze wiesz że jestes tylko ty i nasze dziecko.
-a może znowu mnie zdradzisz mam jakąś pewność?
-Wiesz co... Nie mam takiego zamiaru. Myslisz że mi było z tym dobrze jak ciebie straciłem?
-Niewiem ,ale mogłeś nie ściągac gatek i to przy mojej mamie.
-Apropo wciąż nie masz zamiaru jej mówić o dziecku?
-Nie chce jej znać!
-Aż tak Źle jest?
-Gdyby nie dziecko to ciebie też bym nie chciala widzieć!
-Fajnie wiedzieć.-powiedział zawiedzony a ja wstałam i poszłam do kuchni po coś jeszcze i usłyszałam dzwonek.
Cześć ida.-powiedział ervin a ja zobaczyłam ją z małym.
Er wejś małego a my porozmawiamy.-powiedziała ida a on ją posłuchal.
Musi sie przeznaczajać.-stwierdziła ida.
Miło Że jesteś.
-Co tam u was?
-Opowiadałam.
-To normalne,że chce ci się sexu.
-Ale on mnie zdradził!
-Matylda on się stara.. Chce ciebie i dziecka. Wybacz mu zresztą zobaczysz co będzie dalej i to was zbliży. Ja też nie chcialam znać Bernarda a teraz się pobieramy.
-O właśnie co z ślubem?
-za tydzień zapraszam.
-A gdzie?
-W twierdzy.
-Spytam ervina gdzie to..
-Widzisz oboje jesteście teraz od siebie nie zależni a on musi być z tobą i dzieckiem ciągle bo poczuje nie pokój.
-Tego nie wiedzialam.
-Pamiętasz jak bernard chcial żebym wracala do domu?
-Tak.
-Bo czuł nie pokój. A teraz ważne ..Mandzia musisz wychodzić na powietrze a nie siedzieć w domu!
-Wstydzę się tego...
-To wygląda normalnie na prawdę ,ale musisz pic więcej.
-A jak ktoś zobaczy ?
-Pomyśli ,że to przecier... A i najlepiej krew ervina oczywiśćie.
-Czemu?
-Bo to jest ważne!
Ervin bawił się z malym Marckiem dość dlugo jednak sprawilo mu to radość.
Marck!-wolała ida a on grzecznie do niej podszedł.
My idziemy a wy za tydzień w twierdzy o 12.
-Ok.-powiedziałam i popatrzyłam na nich i jakbym zobaczyła siebie a raczej marzenia. Ida jest ode mnie silniejsza a była blisko śmierci więc ciekawe co będzie ze mną.
O czym myslisz?-spytał zaniepokojony ervin.
Że szkoda,że nie może być normalnie. Kiedyś miałam Chcoiaz matkę.a teraz juz.nic.nie.mam!
-Matylda!
-Daj mi spokoj!to.twoja.wina!
-Wiem.Jest mi.cholernie przykro.
Czułam się sama z tym wszystkim. Ida broniła Ervina a Ervinowi od dawna nie ufałam. Myślałam o zabiciu własnego dziecka bo nie mogłam wytrzymać tego stanu.
Ervin poszedł do Bernarda a ja próbowałam robić małe porządki na ile tylko miałam sił i zadzwonił dzwonek.
Mama?
-Przyjechałam po resztę rzeczy i zobaczyć co u ciebie.Może kiedyś mi wybaczysz?
-Ja... Nie umiem.-powiedziałam osłabiona.
Ja wiem kim oni są...
-Skąd?
-Zauważyłam od razu że są inni i niebezpieczni.Może lepiej że już nie Jestes z Ervinem.-powiedziała i popatrzyła na mnie i zauważyła coś.
Jestes w ciąży?!
-Dowiedziedzialam się niedawno...
-czyli po tym jak ciebie zdradził zrobił to z tobą?-powiedziała jej mama a ona przypomniala sobie to co najgorsze.
Niewiedziałam wtedy o tym wszystkim!
-Wiem,ale nie jesteście razem?
-Nie.
A on wie?
-Wie o dziecku. Stara się,ale ja nie chce z nim być..
-Rozumiem.Będę mogla kiedyś zobaczyć twoje dziecko?
-Niewiem.
-Trudno,ale życzę wam jak najlepiej i zawsze możesz na mnie liczyć. Ja teraz mieszkam z ciocia w anglii i lepiej zarabiam więc...
-Dziwie się ciocte że po tym co przeżyła z mężem przyjęła kolejnego zdrajcę pod swój dach..
-Nie było latwo ,ale to inna sytuacja. Zresztą okazało się że wojek zdradził ją z wampirzycą!oni każdego uwodza ,zdradzają i zostawiają . Bawia sie tak i rozbijają rodziny...uwazaj na niego.
-Ciężko uważać skoro noszę nasze dziecko...
-To nie znaczy że musisz z nim być... Ma obowiązek ci pomoc...-powiedziała ostrzegając a wtedy pojawił się ervin .
Dobrze wiemy że ty jestes zazdrosna..
-Mam kogos a ostrzegam ją przed tobą..
-Sama już miałaś to komuś bronisz?Matylda cały czas z tobą była pod kloszem. Bała się wszystkiego . Dręczylaś ją!ja może jestem wampirem,ale to nie ja skrzywdziłem swoje dziecko.twoja mama zna się na wapirach bardziej niż myslisz! Dolala mi amoniaku floryzujacego. Nie bronię sie,ale ona to zrobiła specjalnie. Przyznaj się!
-Chcialam ciebie chronić... Powiedziałam że spalismy razem...
-Słyszałam jak mowiles "trzeba to skończyc" więc nie raz i całowałeś ją!
-Ona mnie i mówiłem że ma tego nie kończyć...
-Próbujecie ze mnie zrobić głupia?!
-Matylda nie denerwuj się nie wolno...
-to wynoś się z mojego życia razem z nią!
-Przecież znasz już prawdę.
-Jakoś wtedy nie zaprzeczałeś że z nią..
-Niedawno się przyznała. Wtedy w kuchni zrobiła to specjalnie!
-nie chce znać was obojga. Wyjdźcie stad!
-I coś narobiła?!
-Już jednego wampira w rodzinie mamy i wiemy jacy jesteście!Myślę że nawet jeśli ci kiedyś wybaczy to nigdy nie zaufa i będzie uważać na siebie i dziecko...
-Wiesz że dziecko będzie wampirem...
-Nawet jeśli to tylko w połowie.
-Wiesz co grozi jej deerwowanie sie?!Tak wogule czemu chciałaś rozbić nasz zwiazek po tym jak ci pomogłem?twój były to kryminalista a o mnie masz gorsze zdanie co ja ci zrobiłem?
-Nie mi,ale jej!
-Chyba nic nie rozumiesz. Mi jakoś wybaczy a tobie nigdy.
-Tylko dlatego że macie dziecko i niewiadomo czy nie zostaniesz z nim sam lub czy oboje nie umrą ...
-Jak możesz jej tego życzyć... To twoja córka..
-Nie życze jej tego a wiem że teraz nie jest sobą. Moja córka gdybyś nie był wampirem nawet by z tobą niczego nie zaczęła bo by się bała..
-I ty nazywasz się matką...żałosne.
-Chroniłam ją jak tylko mogłam. A że ty musiałeś zainteresować się właśnie nią to już nic na to nie poradzę...-powiedziała i poszła bez słowa.
Matylda siedziała sama i nie chciała go wpuścić do środka,ale poczuła się słabo a on usłyszał huk.
Matylda!
-Krew mi leci stamtąd...
-Widzę.
-Umieram?
-Chyba nie.-powiedział i zaniósł ją.
Nie zadzwonisz po lekarza.
-Nie to normalne..
-Co?
-Wydala to co zostało...
-boli...
-Chwilę zaraz przestanie.-powiedział ervin a matylda przypomniała sobie plamę która miała kiedyś ida przy końcu ciąży.
To już nie długo..-powiedziała ledwo.
Na to się zapowiada... Nie bój się będę was chronił.-powiedział i pocalował jej dłoń.
-