W końcu w domu.Kochanie.-powiedział Ervin i mnie pocalował.
Czemu mama tak szybko wyjechała?
-Może się bała.
-Czego?!
-Nie każdy człowiek jest taki odważny jak ty.
-Ja odważna?!żartujesz !
-Ależ skąd!
-Hehe.
-Dziś odwiedzi nas Bernard.
-Z Marckiem?
-Tak.
-Super.-powiedziałam i zjawali się a Marck się do mnie przytulił.
To dla ciebie ciociu.
-Co to?
-Rysunek.-powiedział Marck a Ervin z Bernardem poszedł do kuchni.
Co to za pani?
-Moja mama.
-Ale czemu ona spi nad ziemia?
-Ona wstaje z ziemi.Sniła mi się.
-Aha.-powiedziałam i usłyszałam,że Ervin z Bernardem wraca.
Pokaż mi to arcydzieło.-powiedział Bernard a gdy zobaczył rysunek przeraził się.
Coś nie tak?
-Nie.Nic.
-Bernard ty coś słabo wygladasz...
-A co jeśli Ida żyje i grasuje.
-Grasuje ?
-Niewie co robić i boi się wrócić.
-Ale mama wróci ?
-Muszę cos sprawdźic.-powiedział Bernard a Ervin popatrzył przerażony na niego.
Gdzie tato poszedł?
-Do sklepu.-skłamałam.
Ja zawsze z nim chodzę do sklepu.
-Oglądaj bajkę.-powiedział ervin.
To dziwne.
-Matylda ona jeśli żyje to musi czuć się zagubiona.
-No, ale przecież może tu wrócić.
-Boi się ,że skrzywdzi cie lub małego.
-Ale coś musi jeść.
-Pierwsze pół roku nie.
-Nierozumiem jej bo ja bym wolała wrócić.
-dobrze wiedzieć.
-a może się boi Bernarda?
-Czemu miałaby się go bać ?
-Że jej nie kocha już.
-Bardzo on ją kocha.
- tego to niewiesz.
-Wiem. Gdyby żyła to znajdzie ją i będzie szczęśliwy.
Ciociu możesz mi włączyć inna bajkę?
-Dobrze.
Matylda wampiry się tak szybko nieodkochują.Oni chcieli wsiąść ślub.
-pamiętam.-powiedziałam obojętnie i oglądałam bajkę z marckiem jak jakieś dziecko.
My też chcemy brać slub!
- Na podrabianych papierach?
-tylko trochę Zmienioną metryką.-powiedział Ervin i wrocil Bernard.
Nie ma jej ciała.
-Jestes pewien ?
-Tak.Muszę ją znaleźć !
-Bernard!Uspokoj się !
-Ona żyje !
-Jeśli żyje i chce to sama cie znajdzie.-powiedział Ervin a w Bernardzie pojawiła się nadzieja.
Gdy poszli Ervin zaczął znowu temat ślubu.
Może jescze w te wakacje ?
-Co?
-Ślub.
-Mówiłam ,że...
-A co nie chcesz?
-Przecież wiesz...zreszta muszę isc do mamy.
-Kochanie nie zmieniaj tematu!
-Ervin nie zmieniam tematu!
-Kochanie .kochamy się i to chyba normalne,że chce z tobą wziąć ślub!
-ja ide do domu.
-jestes w domu głuptasku.
-Muszę dziś pobyć z mama.
-No ok,ale w nocy sie pojawie.-powiedział a ja wyszłam i w domu zauważyłam,że nie ma mamy jednak byłam zmęczona i położyłam się spać i zbudził mnie jakiś szelest.
Nie chciałem cię zbudzić.-powiedział Ervin a ja wróciłam do snu.
Gdzie twoja mama?
-Dzwoniłam u niej i pojechała do cioci.
-Aha,ale wróci?
-Zawsze wraca..-powiedziałam z ochotą na sen,gdy poczułam,że jestem u Ervina w domu a on mnie całuje i zaczyna rozbierać.
Ja chce spać!
-Oj no tylko trochę..
-Ja też mam tu coś do powiedzenia!
-przecież lubisz to!
-Ervin daj mi spac albo wracam do siebie!
-Oj no dobra ! Nie to nie!-powiedział obrażony ,ale przytulił mnie do siebie.
Jestem zmęczona.
-Rozumiem myszko.-powiedział i pocalował mnie w czoło.
A może jestes w ciąży.-nagle powiedział.
Nie.to niemożliwe.
-żartuje!
-Denerwujesz mnie!
-Przepraszam.
-idź sobie..
-Myszko...
-To nie denerwuj mnie!
-Ok.Kocham cię i ciesze się ,że cie mam.
-ja też sie ciesze.
-Nie mówisz tego z przekonąniem.
-Spac mi sie chce.
-Jutro wpadnie bernard.
-To fajnie.
-Coś cię gryzie.
-Myślę o Idzie.
-Znajdzie się.
-Ale czemu tak z tym wzleka?
-niewiem. Strach ja blokuje albo odmówiła relacje z rodzina.
-A jej dziecko?!
-Napewno pamięta o nim.
Następnego dnia wstałam i poczułam jak Ervin mnie całuje.
No już głuptasie!
-Chciałem trochę cię rozbudzić.
-Już wstaje.
-A może dziś zostaniemy tu cały dzien?
-A może pójdziemy do mojej mamy?
-Może dajmy jej odpocząć.
-myślałam ,że lubisz moją mamę.
-Dziś mam dla nas inne atrakcje.
-Już nawet nie pytam jakie...
-Coś się dzieje ?jesteś zła na mnie?
-Nie chcesz iść ze mną do mojej matki.
-No pójdę.-powiedział bez przekonania Ervin.
Ale jak mnie pocałujesz.
-Nie chcesz to nie!
-Matylda dobrze wiesz ,że nie mogę wytrzymać bez ciebie.
-To chodź ze mna.
-Pójdę w końcu blisko.
-To fajnie.
-kocham cie. Umyje się i wracam.
Czemu Ervin nie chciał iść ze mną?
Coś się stało u jego rodziców,że tak szybko wyjechała?-zastanawiałam się i jadłam.
Kochanie.
-Tak?
-Będziesz zła jak dziś zjemy coś na mieście z Bernardem i znajomymi.
-Nie no spoko.-powiedziałam mało zdecydowanie.
-Dawno nie jadłem.-powiedział normalnie a ja miałam obraz z ich polowań i przypomniało mi się jak mnie tam jak wtedy myślałam zostawił na pastwę losu.
Poszliśmy do mojej mamy a mama też specjalnie się nie cieszyła.Czułam,że coś przede mna ukrywają.
Mamo wszystko dobrze?
-Tak.
-Napewno?
-Tak teraz mniej pracuje to mogę jeździć do cioci częściej.
-To fajnie.Pozdrów ją.
-Dobrze.Wiesz ja zaraz znowu muszę iść.
-No nie ma sprawy.-powiedziałam a Ervin sie dziwnie na mnie popatrzył.
Mama rzeczywiście miała jakieś sprawy na mieście a ja w sumie nie miałam co robić to czytałam książkę.
Gdy Ervin wrócił ja już leżałam a on chciał mnie pocalować.
Możesz wytrzeć usta?
-Dobrze.przepraszam za moje zwyczaje chłopskie.-powiedział.
A zabiliście kogoś?
-Nie.poprostu wypiliśmy trochę.
-A kto to był.
-Niewiem.
-dziewczyna czy facet?
-dziewczyna.
-Zawsze pijesz z dziewczyn.-zauważyłam.
-Mają najlepszą krew.
-A co później z nimi robisz ?
-Zostawiam w bezpiecznym miejscu.Nie bądź zazdrosna !
-A faceta próbowałeś?
-Nie.
-Mhm.W sumie to niewiem czy mnie kochasz czy zapach mojej krwi.
-Bez ciebie byłby jak inny.Kocham ciebie myszko.
-Przytulisz mnie?
-Pewnie. Coś się stało?
-Smutno mi tak samej było.
-Wiem. Wynagrodze ci to obiecuje.
-Jak?
-A niespodzianka.
Następnego dnia nigdzie nie było Ervina ,ale sniadanie czekało na mnie koło łóżka.Nagle usłyszałam głos mojej mamy i jakby się kłócili.
Ubrałam sie w dresy i podeszłam do nich.
O czym tak rozmawiacie?
-A o niczym.
-Słyszałam kłóciliście się!
-Poprostu o kolory.
-Kolory?
-Jakie sa ładne.
-Mhm.
-Kochanie jade do cioci podlewaj kwiaty.
-Dobrze mamo.-powiedziałam i Zamknęłam drzwi.
Ervin o co tu chodzi?
-chce zmienić kolory na jaśniejsze.
-Nic nie mówiłes.
-Taka niespodzianka.
-Ale mi się te podobają.
-No to zostaną.
-Aha.
-Kochanie nie masz się czym martwić.-powiedział i zjawił się bernard.
Miałem przyjsc ,ale nie miałem czasu. Znalazłem Ide
-I?
-Nic. Ona chyba nie chce wracać.
-Niemożliwe.
-poprostu jest z rodzina.
-Pogadaj z nią.
-Boję się.
-To ja z nią pogadam.
-Naprawdę Matylda?!
-Tak.
-Niewiemy jak na ciebie zareaguje.
-zaprowadź mnie do niej.-powiedziałam i po chwili już tam byłam.
To tu?-spytałam zaskoczona.
-Tak.-powiedział bernard.
-Skromnie to wygląda.-stwierdził Ervin.
Pójdę tam sama.
-Co?
-Tak będzie najlepiej.
-Jak chcesz.-powiedział bernard a Ervin był zmieszany.
Sama sie bałam. W sumie nieznałam rodziny Idy ,ale miala z nimi ciężko wiec po co wróciła?
Zadzwoniłam i otworzyła mi kobieta z chusta na głowie.Wyglądała okropnie.
Dzień dobry. Jest Ida?
-Matylda?
-Tak.
-Ida dużo.mi opowiadała o tobie.
Myslisz ,że ja wpuści?
-Wpuściła. Matylda ma taki dar.
-Kiedy wasz ślub?
-Sam niewiem.
-Jak to?!
-Ona się chyba boi i ma rację bo zrobiłem coś głupiego.
-Co?
-Nieważne.
-Jak nie chcesz to nie mów.
Poszłam na góre i zauważyłam Ide która była smutna.
Matylda ciesze sie ,że jestes !
-Zapomniałas o mnie?
-Nie. Poprostu moja mama jest ciężko chora i musiałam tu przyjsc.Co z marckiem?
-Wszystko dobrze ,ale wróć.
-Taki mam zamiar ,ale nie teraz.
-Kiedy ?
-Kiedy wszystko ucichnie.Masz jakieś jego zdjęcia ?
-Mam jedno.
-Jaki fajny.Szkoda,że go tu nie ma.
-Chodź ze mna.
-Matylda przyjde obiecuje.
-Bernard tęskni za tobą.
-Pozdrów go i powiedz,że też tęsknię.
-Ida nie chce nic mówić ,ale on sam tu przyjdzie.
-Matylda chyba mam prawo pobyć z chorą matką?
-No masz.
-A co tam u was?
-Dobrze.
-To fajnie.był ślub?
-Jeszcze nie.
-to radzę szybko.
-Mi się nie spieszy.Chętnie zobaczę wasz ślub.-powiedziałam i rozmawialam z jedyną wampirzyca która nie czuła przewagi nad kimś tak słabym jak ja.
I co tam z Idą?
-A zajmuje sie mamą.
-To dobrze sobie radzi.
-Nom.
-Wszystko dobrze kochanie?
-Niewiem.
-Co sie dzieje?!
-Poprostu jestem o ciebie strasznie zazdrosna.
-Nie masz powodu.-powiedział i mnie przytulił a ja wciąż czułam,że coś jest z nim nie tak i zrozumiałam to następnego dnia na wspólnym obiedzie z moja mamą.
Ja zostałam sama a on pomógł zanieść jej talerze do kuchni co mnie zdziwiło bo byli pokłuceni.
Pod pretekstem napicia się wody poszłam do kuchni gdzie zauważyłam jak on dotyka moją mamę za rekę. Tak jakby ją pieścił.Napoczatku myślałam,że mi się przewidziało,ale później okazało się ,że on ją pocalował i nie mogłam tego znieść.Wyszłam i zaczęłam się pakować i poczułam jak ktoś mnie złapał i gdzieś prowadził..
Gdzie jesteśmy ?-spytalam bo nieznałam tej okolicy.
Właź i się nie pytaj usłyszałam co mnie zdziwiło i nagle stanął przede mną facet o mrocznym wyglądzie.
Kim ty jestes ?
-Chris.
-Czemu mnie tu zabrałeś?
-Odpowiedź jest prosta.Chce cię zabić!
-Żartujesz ?!
-Podobasz mi się chce żebyś ze mna była.
-Obecnie nikogo nie szukam.
-Wiem,że on cię zdradza.
-Skąd?
-Obserwuje was jakiś czas.
-Chwilę ty byłeś na przyjęciu jak się wprowadził.
-O a jednak pamiętasz mnie.Wtedy bylem człowiekiem ,ale niedługo po tym zabili mnie.
-Czemu?
-Bo oni robią co chcą.W sumie dzięki nim poznałem ciebie.-powiedział i chciał mnie pocałować.
Mówisz ,że wiesz o tym...
-Tak wiem,że cię zdradzał.Muszę przyznać twoja matką ma kondycję!Zrobili to trzy razy pod rząd w te wakacje. No a ciebie okłamywał.
Tylko nie płacz Mandzia.
-Daj mi spokój!
-Tu masz swoj pokój.Ja pójdę ,ale wrócę. Na dole masz wszystko co potrzebne.-powiedział i wyszedł.
Na palcu miałam jeszcze pierścionek zareczynowy,jednak chciałam go zdjąć.U Chrisa było dziwnie. Przychodził do mnie siadł obok mnie,ale był pochłonięty swoją książką.
Bernard niewiem gdzie jest Matylda.-powiedział zaniepokojony Ervin.
Pewnie już daleko od was.
-Ty mi coś insynujesz?
-Ervin przecież napewno was zobaczyła!
-co ja narobiłem!
-Nie panikuj i daj jej czas.
-A jak nigdy nie wróci?!
-Jest ryzko.
-Pocieszenie. Dam jej czas ,ale znajde ją później i spróbuje to naprawić.
-Kochasz jej matkę?!
-to była przygoda ja chciałem tylko zobaczyć... Niewiem co ja sobie myślałem.wtedy na wakacjach Matylda szybko poszła spać. Ja zostałem z jej mama i tak rozmawialiśmy.Poźniej wypiliśmy trochę.to było tylko raz a wtedy w kuchni niewiem co ją naszło i pocalowała mnie a ja chciałem z nią porozmawiać,że z Matyldą chce być na poważnie.
-Kochasz ją czy Matylde?!
-Nie kocham jej. Ja Kocham Matylde i niewiem gdzie jest.Martwie się.
-Stary dasz sobie rade ja ide z małym dziś do Idy.
-To fajnie.-powiedział zamyślony Ervin.
Do jutra.
-Pa.-powiedział i wrócił do domu gdzie czekała na niego mama Matyldy.
Musimy z tym skończyć.-powiedział.
Tak.
-Jestem pewien że poznasz kogoś dla siebie.
-Gdzie matylda?
-Niewiem.Wdziała nas.
-To kiepsko.Mam nadzieję ,że wróci.
-Ja też.
Matylda siedziała sama i w sumie było jej na reke ,że ma gdzie być i mogła uciec od tego co ją spotkało.
Chris był spokojny,ale i samolubny choć o Matylde się troszczył to widziała jak źle traktuje swoich znajomych.
Dziwiła się ,że znajomi Ervina którzy odwiedzali Chrisa nic mu nie mówili zrezta jak myślała Ervin miał ją gdzieś.
Chris po czasie zrozumiał ,że źle zrobił jednak chciał sie zemścić na Ervinie i Bernardzie.potem uznał ,że matylda nie pasuje do niego ani trochę choć polubił ją bardzo.
Wtedy Matylda postanowiła iść do Idy jednak czuła ,że będzie tam Bernard jednak do domu wracać nie chciała.
Ervin dlugo jej szukał i znalazł dnia w którym chris ją wypuścił.
Matylda!-krzyknął i chciał ją przytulić jednak ona go nienawidziła.
Zostaw mnie!
-Martwiłem się!gdzie idziesz ?!
-napewno nie do was!
-Matylda ja już to skończyłem!
-Twoja sprawa !
-Czekaj!
-Daj mi spokoj !
-Spotkajmy się jutro .
-nie.A nie czekaj...masz tu swój pierścionek!
-Co?!-powiedział a Matylda poszła dalej sama.
-Matylda... To było głupie!
-Puść mnie!
-A jak z Nikolasem się spotykałaś...
-To mój kolega!Zrezta ostanio jest zajęty poprawkami!Zdradziłeś mnie!
-Kochanie!
-Zostaw mnie!
-Gdzie będziesz mieszkać ?!
-Na ulicy nawet jeśli...-powiedziałam a on wyjął swój portwel gdzie jak zawsze miał mnóstwo pieniędzy.
Wejś.-powiedział i wyjął całą jego zawartość.
Nie chce nic od ciebie daj mi święty spokój!-powiedziałam i uciekłam mu cudem. Sama niewiedziałam gdzie będę spała,ale wszędzie lepiej niż tam.Pieniędzy nie miałam ,ale do domu wracać nie chciałam.
Przypomniało mi się miejsce w parku gdzie łatwo było można wejść i miałam nadzieję ,że nie spotykam tam jakiś bezdomnych.
Położyłam się na ziemi i próbowałam zasnąć jednak było tam strasznie i wtedy poczułam czyjąś dłoń.
Ida ?!
-Matylda trzeba było przyjść do mnie.
-Bałam się.
-Choć zmarzłaś.-powiedziała a mi chciało się płakać.
Już cii...spokojnie.-powiedziała a ja nie mogłam przestać płakać.
Jak on mógł !nienawidze go!przez.niego spałam na zimnej ziemi!przez niego i matkę !
-Mandzia..chciał ci dać na hotel!
-Frajer!co ja dziwka! Czekaj skąd wiesz?!
-Bert mi mówił.
-Nie będę wam przeszkadzać?
-Nie. Nawet tak nie myśl!
-Odciągnęłam cię od małego.przepraszam.
-I tak spał.Chodź.Możesz zostać ile chcesz.
-Dzięki.-powiedziałam i weszłam do środka.
Będziesz spać w salonie,ok?
-ok.
-Wybacz ,ale dom jest mały.
-I tak dzięki.-powiedziałam i położyłam się zmęczona.
Rano gdy wstałam czułam ,że ktoś mnie przykrył i zobaczyłam Ervina.
Zostaw mnie!
-Matylda pogadajmy....-powiedział a ja wyszłam do łazienki.
Matylda wyjdź bo marck musi skorzystać.-powiedziała ida a ja już ubrana wyszłam z domu a za mna Ervin.
Matylda !
-Czego chcesz ?! Mało mi złego zrobiłeś?!
-Mandzia...
-Spie... Spiepszaj!
-Gdzie idziesz?!
-Nie twoja sprawa !
-Powiedz...
-ide do domu zabrać swoje rzeczy a później ... To już każdy idzie w swoją stronę !
-nie wybaczysz mi?!
-Nie.-powiedziałam i poszłam dalej a on szedł za mną tak blisko ,że czułam jego oddech na mojej skórze.
Wszystkie rzeczy miałam właściwe u siebie a u niego tylko jakieś dresy.
Mama niestety była w domu. Zapłakana była. Pewnie... Ale mojego faceta...byłego to fajnie jej było bzykać...byłam wściekła i miałam różne złe myśli.
Dziecko ja wyprowadze się do ciotki a ty tu mieszkaj. Będę ci wysyłać pieniądze.
-Nie!Wyprowadzam się !życzę wam szczęścia bo nas już nie spotka.-powiedziałam i zabrałam swoje rzeczy.
Wiedziałam że muszę znaleźć pracę,ale niewiedziałam gdzie jej szukać.
Wróciłam do Idy i widziałam ich razem szczęśliwych. Byli rodzina jakiej nigdy nie miałam i nigdy nie będę miała bo niewiem czy komuś jeszce zaufam.
Nagle dostałam smsa od nika co mnie zdziwiło.
"hej mała. Co tak długo się nie odzywasz ? Mam się obrazić?a tak serio co tam u ciebie!"
-Szkoda gadać.
-Nie gadaj... Nie no opowiadaj.
-Niewiem czy powinnam o tym pisać.
-To przyjde do ciebie. Pamiętam adres.
-Wyprowadziłam się z domu.
-to może jutro w parku się spotkamy.
-Ok.-odpisałam a Ida z Bernardem dziwnie na mnie spojrzeli i jakby on dał jej jakiś znak.
On poszedł z Marckiem a Ida podeszła do mnie i zagadała mnie.
Ktoś ciekawy napisał?
-Nick.
-Chwilę ten...
-Ten?
-Nieważne... Uważaj na niego!
-to mój przyjaciel !
-Przepraszam. Masz rację to twoj życie i decyzję. Ja ide spac a jutro powiem ci coś ważnego.-powiedziała podekcytowana.
-Ok.-odpowiedziałam zaskoczona i zasnęłam.
W nocy usłyszałam dziwne chałasy i się obudziłam.
Matylda!-wolał Ktoś i nagle przekonałam się ,że to pijany Ervin którego Bernard grzecznie wyprasza.
Obudzisz mi dziecko!
-ja chce tylko z Mandzia pogadać chwilę sam na sam.
-Jutro przyjdź.
-Nie!mandzia!
-Bernard idź do Idy.-powiedziałam i wyszłam na dwór z Ervinem.
Daj mi spokój!
-wróć ze mną do domu... -Powiedział a ja już miałam wracać gdy on pociągnął mnie za rękę do siebie.
Wracasz ze mną!-krzyknął a ja się przestraszyłam gdy zobaczyłam jego oczy które nabrały wściekłości.
Nagle jednak poczułam jego palący oddech na sobie.
Pusczaj mnie popaprańcu!-powiedziałam i dał mi spokój jednak nie na długo.
Rzucił się na mnie i zaczął mnie całować a ja się bronić i wtedy zjawił sie Bernard który mi pomógł.
Wracaj do srodka a ja sie nim zajmę!-powiedział a ja weszłam i zobaczyłam małego Marcka z sokiem.
My już idziemy spać. Dobranoc.-powiedziała ida.
Dobranoc.-powiedziałam i myślałam o tym że mimo nienawiści wciąż Ervin nie był mi obojętny.
Rano wstałam wyspana i szybko się ubrałam i zaskoczyłam się widokiem Ervina z kwiatami.
Przepraszam.-powiedział a ja śpieszyłam się na spotkanie z Nikiem.
Ide ,bernarda i marcka powinnieś przepraszać!-powiedziałam i wyszłam.
Nicka niewiedziałam z dwa miesiące i wyglądał jak zawsze jednak wtedy zauważyłam to jak mu zależy na spotkaniu ze mną.
Cześć.-powiedział i przytulił mnie na powitanie.
Cześć.
-no teraz możemy pogadać.To mów co tam.-powiedział a ja próbowałam nieskutecznie wykręcić się od rozmowy aż w końcu wszystko ze mnie wyciągnął.
Frajer.-powiedział pod nosem to samo słowo którym określałam Ervina a ja zapomniałam się i smiałam z tego bezmyślnie.
A u ciebie?-spytałam.
Poprawiłem zaległości i mieszkam sam.
-Twój ojciec się zgodził?!
-Mała mam 18 lat!
-No tak.
-Muszę ci coś wyznać...-zaczął gdy obok mnie zjawił się Ervin.
Widzę właśnie twoją wierność!-wykrzyknął ervin.
Nie jesteśmy już razem!
-Niewiadomo. Pogadajmy!-powiedział ervin a nick był zdenerwowany.
Nick sorry... Dokończymy jutro tą rozmowę.
-Wyśle ci smsa gdzie się spotkamy.-powiedział a ja poszłam z Ervinem.
Co ty sobie wyobrażasz?!
-Nie chcesz wiedzieć!
-Ervin nie jestem już z tobą !
-Mandzia... To był błąd... To zerwanie twoje też .
-ja decyduje sama za siebie!
-Jak będę chciał to siłą zdecyduje czy napewno!
-Jakoś sie ciebie nie boję!
-A wczoraj się bałaś!jesteś już tylko moja i pogudź się z tym Mandzia!-powiedział zdenerwowany.
Nie jestem!
-Zobaczymy ....-powiedział i znikł a ja zostałam sama i miałam dość tego wszystkiego.
Mama do mnie pisała,że mieszkanie jest wolne i mogę się wprowadzić a ja nie miałam ochoty mieszkać obok Ervina.
Wróciłam do idy i bernarda którzy byli tak szczęśliwi że czułam się przy nich jak uchodźca.
Matylda choć tu do nas.-powiedziała a ja usiadłam na fotelu obok.
Musze ci coś powiedzieć.
-mam się wyprowadzić ?
-Nie.No chyba że chcesz,ale bez ciebie jest kiepsko.
-to o co chodzi?
-Będziemy brać ślub!
-Kiedy ?
-za dwa tygodnie.
-To szybko.Znaczy się fajnie.
-Oczywiście będziesz ?
-No pewnie.
-Tylko Ervin też będzie.
-Aha.-powiedziałam obojętna.
Wiesz przyjaciel Bernarda.
-Wiem. Spoko rozumiem.-powiedziałam i poszłam pobawić się z Marckiem i nagle usłyszałam dzwonek a Bernard poszedł otworzyć drzwi.
Cześć Ervin.-powiedział a on gdy wszedł od razu popatrzył w moja stronę i zawiesił na mnie wzrok a ja go odwróciłam.
Ciociu poczytasz mi coś ?-spytał maly a ja sie zgodziłam bo widziałam jak spać się mu chce i sama byłam zmęczona.
Ervin za to rozgadał się z nimi w salonie gdzie miałam łóżko i walizkę więc nic nie mogłam zrobić i zostałam z Marckiem w pokoju. Nagle usłyszałam,że przenieśli się do kuchni ,ale Marck bał się sam zostać w pokoju.
Zostaniesz ciociu dopuki mama nie przyjdzie ?
-Dobrze.-powiedziałam i go pocalowałam w czoło i wtedy wszedł Ervin.
Ja już Ide więc nie musisz się chować.-powiedział smutno i weszła Ida która mnie zastąpiła.
Możesz isć spać.-powiedziała i położyła się obok Marcka a ja poszłam do salonu.
Żenią się.-powiedział zadowolony Ervin a mi nie chciało się z nim gadać i się położyłam.
Będziesz na ślubie ?
-No będę.
-ja też to może przyjdziemy razem,co?-powiedział i usiadł obok mnie i zobaczył nas razem zdziwiony Bernard i szybko poszedł.
To jak?-spytał i dotknął mojej ręki.
Lepiej bedzie jak pójdziesz z kimś innym.
-Lepiej będzie jak pójdziesz ze mną!
-Ciszej!masz dużo koleżanek!może moja mama sie zgodzi?-powiedziałam specjalnie a on ścisnął moją dłoń bardziej co mnie zabolało.
Ała!Ervin!
-Apropo twojej mamusi mam klucze od twojego mieszkania i ci je przywiozłem.
-Nie wrócę tam!
-Nie martw się nie będę cię.nawiedzał w nocy ,ale im tu przyda się miejsce...
-Może racja.. Klucze mi zostaw na stole. A napewno jej nie ma?!
-Jest u twojej ciotki a później znajdzie coś.Jej też jest bardzo przykro i żałuję...
-A ja nie chce jej znać i ciebie też.. Idź już sobie!-powiedziałam a on poszedł sobie.Rzeczywiście czułam ,że wadzę Idzie i Bernardowi.
Rano ugościli mnie śniadaniem ,ale wiedziałam,że musze wrócić do domu mimo tego ,że Ervin mieszka obok.Obiecał mi że da mi spokój .. Niby w nocy ,ale zawsze coś zrezta tęsknię za swoim łóżkiem.
Czyli wracasz do siebie ?-spytała Ida.
Tak.
-Z Ervinem?
-Nie! Sama... Poprostu czuję się...
-Naprawdę mi a raczej nam nie przeszkadzasz!
-potezebuje kąta dla siebie.
-Rozumiem jednak wpadnij pomóc mi ze ślubem a ja pomogę ci się ubrać w coś co będzie pasowało w końcu to mój dzień i musi być perfekcyjne.
-No jasne.
-moja ty biedna kruszynko.
-Ida moja mama mnie zdradziła a twoja poprostu umarła i nie chciala pewnie się kiedys z toba kłócić a twój ojciec jakby żył to by żałował wszystkiego.
-sama niewiem. Ervin szaleje za tobą.
-ja mam go dość !
-Wiem zdrada jest najgorsza ,ale co teraz?
-Niewiem nie szukam nikogo.
-A ten Nick ?
-to kolega...ciągle czymś zajęty...kolega.
-Mhm.to dziś wracasz do domu?
-Tak zresztą mimo wszystko tak będzie lepiej.
-Ale wpadaj jeśli chcesz i kiedy chcesz!
-Wiem.-powiedziałam a później wracałam do domu. Zanim wyszłam zauważyłam Ervina opartego o auto który na mnie czekał co mnie nawet zdziwiło.
Daj mi tą walizkę!-powiedział i zabrał ją ode mnie i wsadził do bagażnika.
Wsiadaj.-powiedział a ja usiadłam obok niego jakby nigdy nic.
W czasie jazdy złapał moją rękę jak zawsze gdy razem jechaliśmy jednak nic nie było już jak zawsze.
Ciągle miałam ich przed oczami.Jego i moja matkę to obrzydliwe!
On zauważył ,że coś ze mną nie tak i jechał dalej w ciszy.
Najgorsze było to ,że jeszcze niedawno gdy niewiedziałam nic o jego zdradzie spałam z nim.
On jechał tak szybko ,że prawie wpadlibyśmy w jakiś słup.
Kiedy byliśmy już na miejscu ucieszyłam się i chciałam być u siebie i zamknąć się na klucz po czym w samotności zasnąć.
Matylda pogadamy?
-Nie mamy o czym.
-Ja cię wciąż kocham. Zawsze tylko ciebie...
-Daj mi spokój..-powiedziałam i zamknęłam się.
Rano gdy wstałam dostałam smsa od Nicka ,że chętnie się spotka i zgodziłam się gdy zobaczyłam w środku Bernarda.
Co robisz?!
-Chcialem pogadac.
-Mówiłam nie chce!
-Wiesz że jestes ze mna w ciąży?!
-Co?!
-Mówiłem ci,że wiem wszystko o ciele i czuję każdą zmianę.Zresztą spaliamy razem !
-Bzdura...
-Nie czujesz się ostatnio słaba?
-To z nerwów ...
-a inne...
- Wrócisz do mnie czy ci się to tobie podoba czy nie!
-Psuć mnie!
-Nie pozwole żeby moje dziecko wychowało się beze mnie.
-Ale ja ciebie nie kocham...
-Od teraz będziesz pod moją stałą kontrolą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz