W końcu w domu.Kochanie.-powiedział Ervin i mnie pocalował.
Czemu mama tak szybko wyjechała?
-Może się bała.
-Czego?!
-Nie każdy człowiek jest taki odważny jak ty.
-Ja odważna?!żartujesz !
-Ależ skąd!
-Hehe.
-Dziś odwiedzi nas Bernard.
-Z Marckiem?
-Tak.
-Super.-powiedziałam i zjawali się a Marck się do mnie przytulił.
To dla ciebie ciociu.
-Co to?
-Rysunek.-powiedział Marck a Ervin z Bernardem poszedł do kuchni.
Co to za pani?
-Moja mama.
-Ale czemu ona spi nad ziemia?
-Ona wstaje z ziemi.Sniła mi się.
-Aha.-powiedziałam i usłyszałam,że Ervin z Bernardem wraca.
Pokaż mi to arcydzieło.-powiedział Bernard a gdy zobaczył rysunek przeraził się.
Coś nie tak?
-Nie.Nic.
-Bernard ty coś słabo wygladasz...
-A co jeśli Ida żyje i grasuje.
-Grasuje ?
-Niewie co robić i boi się wrócić.
-Ale mama wróci ?
-Muszę cos sprawdźic.-powiedział Bernard a Ervin popatrzył przerażony na niego.
Gdzie tato poszedł?
-Do sklepu.-skłamałam.
Ja zawsze z nim chodzę do sklepu.
-Oglądaj bajkę.-powiedział ervin.
To dziwne.
-Matylda ona jeśli żyje to musi czuć się zagubiona.
-No, ale przecież może tu wrócić.
-Boi się ,że skrzywdzi cie lub małego.
-Ale coś musi jeść.
-Pierwsze pół roku nie.
-Nierozumiem jej bo ja bym wolała wrócić.
-dobrze wiedzieć.
-a może się boi Bernarda?
-Czemu miałaby się go bać ?
-Że jej nie kocha już.
-Bardzo on ją kocha.
- tego to niewiesz.
-Wiem. Gdyby żyła to znajdzie ją i będzie szczęśliwy.
Ciociu możesz mi włączyć inna bajkę?
-Dobrze.
Matylda wampiry się tak szybko nieodkochują.Oni chcieli wsiąść ślub.
-pamiętam.-powiedziałam obojętnie i oglądałam bajkę z marckiem jak jakieś dziecko.
My też chcemy brać slub!
- Na podrabianych papierach?
-tylko trochę Zmienioną metryką.-powiedział Ervin i wrocil Bernard.
Nie ma jej ciała.
-Jestes pewien ?
-Tak.Muszę ją znaleźć !
-Bernard!Uspokoj się !
-Ona żyje !
-Jeśli żyje i chce to sama cie znajdzie.-powiedział Ervin a w Bernardzie pojawiła się nadzieja.
Gdy poszli Ervin zaczął znowu temat ślubu.
Może jescze w te wakacje ?
-Co?
-Ślub.
-Mówiłam ,że...
-A co nie chcesz?
-Przecież wiesz...zreszta muszę isc do mamy.
-Kochanie nie zmieniaj tematu!
-Ervin nie zmieniam tematu!
-Kochanie .kochamy się i to chyba normalne,że chce z tobą wziąć ślub!
-ja ide do domu.
-jestes w domu głuptasku.
-Muszę dziś pobyć z mama.
-No ok,ale w nocy sie pojawie.-powiedział a ja wyszłam i w domu zauważyłam,że nie ma mamy jednak byłam zmęczona i położyłam się spać i zbudził mnie jakiś szelest.
Nie chciałem cię zbudzić.-powiedział Ervin a ja wróciłam do snu.
Gdzie twoja mama?
-Dzwoniłam u niej i pojechała do cioci.
-Aha,ale wróci?
-Zawsze wraca..-powiedziałam z ochotą na sen,gdy poczułam,że jestem u Ervina w domu a on mnie całuje i zaczyna rozbierać.
Ja chce spać!
-Oj no tylko trochę..
-Ja też mam tu coś do powiedzenia!
-przecież lubisz to!
-Ervin daj mi spac albo wracam do siebie!
-Oj no dobra ! Nie to nie!-powiedział obrażony ,ale przytulił mnie do siebie.
Jestem zmęczona.
-Rozumiem myszko.-powiedział i pocalował mnie w czoło.
A może jestes w ciąży.-nagle powiedział.
Nie.to niemożliwe.
-żartuje!
-Denerwujesz mnie!
-Przepraszam.
-idź sobie..
-Myszko...
-To nie denerwuj mnie!
-Ok.Kocham cię i ciesze się ,że cie mam.
-ja też sie ciesze.
-Nie mówisz tego z przekonąniem.
-Spac mi sie chce.
-Jutro wpadnie bernard.
-To fajnie.
-Coś cię gryzie.
-Myślę o Idzie.
-Znajdzie się.
-Ale czemu tak z tym wzleka?
-niewiem. Strach ja blokuje albo odmówiła relacje z rodzina.
-A jej dziecko?!
-Napewno pamięta o nim.
Następnego dnia wstałam i poczułam jak Ervin mnie całuje.
No już głuptasie!
-Chciałem trochę cię rozbudzić.
-Już wstaje.
-A może dziś zostaniemy tu cały dzien?
-A może pójdziemy do mojej mamy?
-Może dajmy jej odpocząć.
-myślałam ,że lubisz moją mamę.
-Dziś mam dla nas inne atrakcje.
-Już nawet nie pytam jakie...
-Coś się dzieje ?jesteś zła na mnie?
-Nie chcesz iść ze mną do mojej matki.
-No pójdę.-powiedział bez przekonania Ervin.
Ale jak mnie pocałujesz.
-Nie chcesz to nie!
-Matylda dobrze wiesz ,że nie mogę wytrzymać bez ciebie.
-To chodź ze mna.
-Pójdę w końcu blisko.
-To fajnie.
-kocham cie. Umyje się i wracam.
Czemu Ervin nie chciał iść ze mną?
Coś się stało u jego rodziców,że tak szybko wyjechała?-zastanawiałam się i jadłam.
Kochanie.
-Tak?
-Będziesz zła jak dziś zjemy coś na mieście z Bernardem i znajomymi.
-Nie no spoko.-powiedziałam mało zdecydowanie.
-Dawno nie jadłem.-powiedział normalnie a ja miałam obraz z ich polowań i przypomniało mi się jak mnie tam jak wtedy myślałam zostawił na pastwę losu.
Poszliśmy do mojej mamy a mama też specjalnie się nie cieszyła.Czułam,że coś przede mna ukrywają.
Mamo wszystko dobrze?
-Tak.
-Napewno?
-Tak teraz mniej pracuje to mogę jeździć do cioci częściej.
-To fajnie.Pozdrów ją.
-Dobrze.Wiesz ja zaraz znowu muszę iść.
-No nie ma sprawy.-powiedziałam a Ervin sie dziwnie na mnie popatrzył.
Mama rzeczywiście miała jakieś sprawy na mieście a ja w sumie nie miałam co robić to czytałam książkę.
Gdy Ervin wrócił ja już leżałam a on chciał mnie pocalować.
Możesz wytrzeć usta?
-Dobrze.przepraszam za moje zwyczaje chłopskie.-powiedział.
A zabiliście kogoś?
-Nie.poprostu wypiliśmy trochę.
-A kto to był.
-Niewiem.
-dziewczyna czy facet?
-dziewczyna.
-Zawsze pijesz z dziewczyn.-zauważyłam.
-Mają najlepszą krew.
-A co później z nimi robisz ?
-Zostawiam w bezpiecznym miejscu.Nie bądź zazdrosna !
-A faceta próbowałeś?
-Nie.
-Mhm.W sumie to niewiem czy mnie kochasz czy zapach mojej krwi.
-Bez ciebie byłby jak inny.Kocham ciebie myszko.
-Przytulisz mnie?
-Pewnie. Coś się stało?
-Smutno mi tak samej było.
-Wiem. Wynagrodze ci to obiecuje.
-Jak?
-A niespodzianka.
Następnego dnia nigdzie nie było Ervina ,ale sniadanie czekało na mnie koło łóżka.Nagle usłyszałam głos mojej mamy i jakby się kłócili.
Ubrałam sie w dresy i podeszłam do nich.
O czym tak rozmawiacie?
-A o niczym.
-Słyszałam kłóciliście się!
-Poprostu o kolory.
-Kolory?
-Jakie sa ładne.
-Mhm.
-Kochanie jade do cioci podlewaj kwiaty.
-Dobrze mamo.-powiedziałam i Zamknęłam drzwi.
Ervin o co tu chodzi?
-chce zmienić kolory na jaśniejsze.
-Nic nie mówiłes.
-Taka niespodzianka.
-Ale mi się te podobają.
-No to zostaną.
-Aha.
-Kochanie nie masz się czym martwić.-powiedział i zjawił się bernard.
Miałem przyjsc ,ale nie miałem czasu. Znalazłem Ide
-I?
-Nic. Ona chyba nie chce wracać.
-Niemożliwe.
-poprostu jest z rodzina.
-Pogadaj z nią.
-Boję się.
-To ja z nią pogadam.
-Naprawdę Matylda?!
-Tak.
-Niewiemy jak na ciebie zareaguje.
-zaprowadź mnie do niej.-powiedziałam i po chwili już tam byłam.
To tu?-spytałam zaskoczona.
-Tak.-powiedział bernard.
-Skromnie to wygląda.-stwierdził Ervin.
Pójdę tam sama.
-Co?
-Tak będzie najlepiej.
-Jak chcesz.-powiedział bernard a Ervin był zmieszany.
Sama sie bałam. W sumie nieznałam rodziny Idy ,ale miala z nimi ciężko wiec po co wróciła?
Zadzwoniłam i otworzyła mi kobieta z chusta na głowie.Wyglądała okropnie.
Dzień dobry. Jest Ida?
-Matylda?
-Tak.
-Ida dużo.mi opowiadała o tobie.
Myslisz ,że ja wpuści?
-Wpuściła. Matylda ma taki dar.
-Kiedy wasz ślub?
-Sam niewiem.
-Jak to?!
-Ona się chyba boi i ma rację bo zrobiłem coś głupiego.
-Co?
-Nieważne.
-Jak nie chcesz to nie mów.
Poszłam na góre i zauważyłam Ide która była smutna.
Matylda ciesze sie ,że jestes !
-Zapomniałas o mnie?
-Nie. Poprostu moja mama jest ciężko chora i musiałam tu przyjsc.Co z marckiem?
-Wszystko dobrze ,ale wróć.
-Taki mam zamiar ,ale nie teraz.
-Kiedy ?
-Kiedy wszystko ucichnie.Masz jakieś jego zdjęcia ?
-Mam jedno.
-Jaki fajny.Szkoda,że go tu nie ma.
-Chodź ze mna.
-Matylda przyjde obiecuje.
-Bernard tęskni za tobą.
-Pozdrów go i powiedz,że też tęsknię.
-Ida nie chce nic mówić ,ale on sam tu przyjdzie.
-Matylda chyba mam prawo pobyć z chorą matką?
-No masz.
-A co tam u was?
-Dobrze.
-To fajnie.był ślub?
-Jeszcze nie.
-to radzę szybko.
-Mi się nie spieszy.Chętnie zobaczę wasz ślub.-powiedziałam i rozmawialam z jedyną wampirzyca która nie czuła przewagi nad kimś tak słabym jak ja.
I co tam z Idą?
-A zajmuje sie mamą.
-To dobrze sobie radzi.
-Nom.
-Wszystko dobrze kochanie?
-Niewiem.
-Co sie dzieje?!
-Poprostu jestem o ciebie strasznie zazdrosna.
-Nie masz powodu.-powiedział i mnie przytulił a ja wciąż czułam,że coś jest z nim nie tak i zrozumiałam to następnego dnia na wspólnym obiedzie z moja mamą.
Ja zostałam sama a on pomógł zanieść jej talerze do kuchni co mnie zdziwiło bo byli pokłuceni.
Pod pretekstem napicia się wody poszłam do kuchni gdzie zauważyłam jak on dotyka moją mamę za rekę. Tak jakby ją pieścił.Napoczatku myślałam,że mi się przewidziało,ale później okazało się ,że on ją pocalował i nie mogłam tego znieść.Wyszłam i zaczęłam się pakować i poczułam jak ktoś mnie złapał i gdzieś prowadził..
Gdzie jesteśmy ?-spytalam bo nieznałam tej okolicy.
Właź i się nie pytaj usłyszałam co mnie zdziwiło i nagle stanął przede mną facet o mrocznym wyglądzie.
Kim ty jestes ?
-Chris.
-Czemu mnie tu zabrałeś?
-Odpowiedź jest prosta.Chce cię zabić!
-Żartujesz ?!
-Podobasz mi się chce żebyś ze mna była.
-Obecnie nikogo nie szukam.
-Wiem,że on cię zdradza.
-Skąd?
-Obserwuje was jakiś czas.
-Chwilę ty byłeś na przyjęciu jak się wprowadził.
-O a jednak pamiętasz mnie.Wtedy bylem człowiekiem ,ale niedługo po tym zabili mnie.
-Czemu?
-Bo oni robią co chcą.W sumie dzięki nim poznałem ciebie.-powiedział i chciał mnie pocałować.
Mówisz ,że wiesz o tym...
-Tak wiem,że cię zdradzał.Muszę przyznać twoja matką ma kondycję!Zrobili to trzy razy pod rząd w te wakacje. No a ciebie okłamywał.
Tylko nie płacz Mandzia.
-Daj mi spokój!
-Tu masz swoj pokój.Ja pójdę ,ale wrócę. Na dole masz wszystko co potrzebne.-powiedział i wyszedł.
Na palcu miałam jeszcze pierścionek zareczynowy,jednak chciałam go zdjąć.U Chrisa było dziwnie. Przychodził do mnie siadł obok mnie,ale był pochłonięty swoją książką.
Bernard niewiem gdzie jest Matylda.-powiedział zaniepokojony Ervin.
Pewnie już daleko od was.
-Ty mi coś insynujesz?
-Ervin przecież napewno was zobaczyła!
-co ja narobiłem!
-Nie panikuj i daj jej czas.
-A jak nigdy nie wróci?!
-Jest ryzko.
-Pocieszenie. Dam jej czas ,ale znajde ją później i spróbuje to naprawić.
-Kochasz jej matkę?!
-to była przygoda ja chciałem tylko zobaczyć... Niewiem co ja sobie myślałem.wtedy na wakacjach Matylda szybko poszła spać. Ja zostałem z jej mama i tak rozmawialiśmy.Poźniej wypiliśmy trochę.to było tylko raz a wtedy w kuchni niewiem co ją naszło i pocalowała mnie a ja chciałem z nią porozmawiać,że z Matyldą chce być na poważnie.
-Kochasz ją czy Matylde?!
-Nie kocham jej. Ja Kocham Matylde i niewiem gdzie jest.Martwie się.
-Stary dasz sobie rade ja ide z małym dziś do Idy.
-To fajnie.-powiedział zamyślony Ervin.
Do jutra.
-Pa.-powiedział i wrócił do domu gdzie czekała na niego mama Matyldy.
Musimy z tym skończyć.-powiedział.
Tak.
-Jestem pewien że poznasz kogoś dla siebie.
-Gdzie matylda?
-Niewiem.Wdziała nas.
-To kiepsko.Mam nadzieję ,że wróci.
-Ja też.
Matylda siedziała sama i w sumie było jej na reke ,że ma gdzie być i mogła uciec od tego co ją spotkało.
Chris był spokojny,ale i samolubny choć o Matylde się troszczył to widziała jak źle traktuje swoich znajomych.
Dziwiła się ,że znajomi Ervina którzy odwiedzali Chrisa nic mu nie mówili zrezta jak myślała Ervin miał ją gdzieś.
Chris po czasie zrozumiał ,że źle zrobił jednak chciał sie zemścić na Ervinie i Bernardzie.potem uznał ,że matylda nie pasuje do niego ani trochę choć polubił ją bardzo.
Wtedy Matylda postanowiła iść do Idy jednak czuła ,że będzie tam Bernard jednak do domu wracać nie chciała.
Ervin dlugo jej szukał i znalazł dnia w którym chris ją wypuścił.
Matylda!-krzyknął i chciał ją przytulić jednak ona go nienawidziła.
Zostaw mnie!
-Martwiłem się!gdzie idziesz ?!
-napewno nie do was!
-Matylda ja już to skończyłem!
-Twoja sprawa !
-Czekaj!
-Daj mi spokoj !
-Spotkajmy się jutro .
-nie.A nie czekaj...masz tu swój pierścionek!
-Co?!-powiedział a Matylda poszła dalej sama.
-Matylda... To było głupie!
-Puść mnie!
-A jak z Nikolasem się spotykałaś...
-To mój kolega!Zrezta ostanio jest zajęty poprawkami!Zdradziłeś mnie!
-Kochanie!
-Zostaw mnie!
-Gdzie będziesz mieszkać ?!
-Na ulicy nawet jeśli...-powiedziałam a on wyjął swój portwel gdzie jak zawsze miał mnóstwo pieniędzy.
Wejś.-powiedział i wyjął całą jego zawartość.
Nie chce nic od ciebie daj mi święty spokój!-powiedziałam i uciekłam mu cudem. Sama niewiedziałam gdzie będę spała,ale wszędzie lepiej niż tam.Pieniędzy nie miałam ,ale do domu wracać nie chciałam.
Przypomniało mi się miejsce w parku gdzie łatwo było można wejść i miałam nadzieję ,że nie spotykam tam jakiś bezdomnych.
Położyłam się na ziemi i próbowałam zasnąć jednak było tam strasznie i wtedy poczułam czyjąś dłoń.
Ida ?!
-Matylda trzeba było przyjść do mnie.
-Bałam się.
-Choć zmarzłaś.-powiedziała a mi chciało się płakać.
Już cii...spokojnie.-powiedziała a ja nie mogłam przestać płakać.
Jak on mógł !nienawidze go!przez.niego spałam na zimnej ziemi!przez niego i matkę !
-Mandzia..chciał ci dać na hotel!
-Frajer!co ja dziwka! Czekaj skąd wiesz?!
-Bert mi mówił.
-Nie będę wam przeszkadzać?
-Nie. Nawet tak nie myśl!
-Odciągnęłam cię od małego.przepraszam.
-I tak spał.Chodź.Możesz zostać ile chcesz.
-Dzięki.-powiedziałam i weszłam do środka.
Będziesz spać w salonie,ok?
-ok.
-Wybacz ,ale dom jest mały.
-I tak dzięki.-powiedziałam i położyłam się zmęczona.
Rano gdy wstałam czułam ,że ktoś mnie przykrył i zobaczyłam Ervina.
Zostaw mnie!
-Matylda pogadajmy....-powiedział a ja wyszłam do łazienki.
Matylda wyjdź bo marck musi skorzystać.-powiedziała ida a ja już ubrana wyszłam z domu a za mna Ervin.
Matylda !
-Czego chcesz ?! Mało mi złego zrobiłeś?!
-Mandzia...
-Spie... Spiepszaj!
-Gdzie idziesz?!
-Nie twoja sprawa !
-Powiedz...
-ide do domu zabrać swoje rzeczy a później ... To już każdy idzie w swoją stronę !
-nie wybaczysz mi?!
-Nie.-powiedziałam i poszłam dalej a on szedł za mną tak blisko ,że czułam jego oddech na mojej skórze.
Wszystkie rzeczy miałam właściwe u siebie a u niego tylko jakieś dresy.
Mama niestety była w domu. Zapłakana była. Pewnie... Ale mojego faceta...byłego to fajnie jej było bzykać...byłam wściekła i miałam różne złe myśli.
Dziecko ja wyprowadze się do ciotki a ty tu mieszkaj. Będę ci wysyłać pieniądze.
-Nie!Wyprowadzam się !życzę wam szczęścia bo nas już nie spotka.-powiedziałam i zabrałam swoje rzeczy.
Wiedziałam że muszę znaleźć pracę,ale niewiedziałam gdzie jej szukać.
Wróciłam do Idy i widziałam ich razem szczęśliwych. Byli rodzina jakiej nigdy nie miałam i nigdy nie będę miała bo niewiem czy komuś jeszce zaufam.
Nagle dostałam smsa od nika co mnie zdziwiło.
"hej mała. Co tak długo się nie odzywasz ? Mam się obrazić?a tak serio co tam u ciebie!"
-Szkoda gadać.
-Nie gadaj... Nie no opowiadaj.
-Niewiem czy powinnam o tym pisać.
-To przyjde do ciebie. Pamiętam adres.
-Wyprowadziłam się z domu.
-to może jutro w parku się spotkamy.
-Ok.-odpisałam a Ida z Bernardem dziwnie na mnie spojrzeli i jakby on dał jej jakiś znak.
On poszedł z Marckiem a Ida podeszła do mnie i zagadała mnie.
Ktoś ciekawy napisał?
-Nick.
-Chwilę ten...
-Ten?
-Nieważne... Uważaj na niego!
-to mój przyjaciel !
-Przepraszam. Masz rację to twoj życie i decyzję. Ja ide spac a jutro powiem ci coś ważnego.-powiedziała podekcytowana.
-Ok.-odpowiedziałam zaskoczona i zasnęłam.
W nocy usłyszałam dziwne chałasy i się obudziłam.
Matylda!-wolał Ktoś i nagle przekonałam się ,że to pijany Ervin którego Bernard grzecznie wyprasza.
Obudzisz mi dziecko!
-ja chce tylko z Mandzia pogadać chwilę sam na sam.
-Jutro przyjdź.
-Nie!mandzia!
-Bernard idź do Idy.-powiedziałam i wyszłam na dwór z Ervinem.
Daj mi spokój!
-wróć ze mną do domu... -Powiedział a ja już miałam wracać gdy on pociągnął mnie za rękę do siebie.
Wracasz ze mną!-krzyknął a ja się przestraszyłam gdy zobaczyłam jego oczy które nabrały wściekłości.
Nagle jednak poczułam jego palący oddech na sobie.
Pusczaj mnie popaprańcu!-powiedziałam i dał mi spokój jednak nie na długo.
Rzucił się na mnie i zaczął mnie całować a ja się bronić i wtedy zjawił sie Bernard który mi pomógł.
Wracaj do srodka a ja sie nim zajmę!-powiedział a ja weszłam i zobaczyłam małego Marcka z sokiem.
My już idziemy spać. Dobranoc.-powiedziała ida.
Dobranoc.-powiedziałam i myślałam o tym że mimo nienawiści wciąż Ervin nie był mi obojętny.
Rano wstałam wyspana i szybko się ubrałam i zaskoczyłam się widokiem Ervina z kwiatami.
Przepraszam.-powiedział a ja śpieszyłam się na spotkanie z Nikiem.
Ide ,bernarda i marcka powinnieś przepraszać!-powiedziałam i wyszłam.
Nicka niewiedziałam z dwa miesiące i wyglądał jak zawsze jednak wtedy zauważyłam to jak mu zależy na spotkaniu ze mną.
Cześć.-powiedział i przytulił mnie na powitanie.
Cześć.
-no teraz możemy pogadać.To mów co tam.-powiedział a ja próbowałam nieskutecznie wykręcić się od rozmowy aż w końcu wszystko ze mnie wyciągnął.
Frajer.-powiedział pod nosem to samo słowo którym określałam Ervina a ja zapomniałam się i smiałam z tego bezmyślnie.
A u ciebie?-spytałam.
Poprawiłem zaległości i mieszkam sam.
-Twój ojciec się zgodził?!
-Mała mam 18 lat!
-No tak.
-Muszę ci coś wyznać...-zaczął gdy obok mnie zjawił się Ervin.
Widzę właśnie twoją wierność!-wykrzyknął ervin.
Nie jesteśmy już razem!
-Niewiadomo. Pogadajmy!-powiedział ervin a nick był zdenerwowany.
Nick sorry... Dokończymy jutro tą rozmowę.
-Wyśle ci smsa gdzie się spotkamy.-powiedział a ja poszłam z Ervinem.
Co ty sobie wyobrażasz?!
-Nie chcesz wiedzieć!
-Ervin nie jestem już z tobą !
-Mandzia... To był błąd... To zerwanie twoje też .
-ja decyduje sama za siebie!
-Jak będę chciał to siłą zdecyduje czy napewno!
-Jakoś sie ciebie nie boję!
-A wczoraj się bałaś!jesteś już tylko moja i pogudź się z tym Mandzia!-powiedział zdenerwowany.
Nie jestem!
-Zobaczymy ....-powiedział i znikł a ja zostałam sama i miałam dość tego wszystkiego.
Mama do mnie pisała,że mieszkanie jest wolne i mogę się wprowadzić a ja nie miałam ochoty mieszkać obok Ervina.
Wróciłam do idy i bernarda którzy byli tak szczęśliwi że czułam się przy nich jak uchodźca.
Matylda choć tu do nas.-powiedziała a ja usiadłam na fotelu obok.
Musze ci coś powiedzieć.
-mam się wyprowadzić ?
-Nie.No chyba że chcesz,ale bez ciebie jest kiepsko.
-to o co chodzi?
-Będziemy brać ślub!
-Kiedy ?
-za dwa tygodnie.
-To szybko.Znaczy się fajnie.
-Oczywiście będziesz ?
-No pewnie.
-Tylko Ervin też będzie.
-Aha.-powiedziałam obojętna.
Wiesz przyjaciel Bernarda.
-Wiem. Spoko rozumiem.-powiedziałam i poszłam pobawić się z Marckiem i nagle usłyszałam dzwonek a Bernard poszedł otworzyć drzwi.
Cześć Ervin.-powiedział a on gdy wszedł od razu popatrzył w moja stronę i zawiesił na mnie wzrok a ja go odwróciłam.
Ciociu poczytasz mi coś ?-spytał maly a ja sie zgodziłam bo widziałam jak spać się mu chce i sama byłam zmęczona.
Ervin za to rozgadał się z nimi w salonie gdzie miałam łóżko i walizkę więc nic nie mogłam zrobić i zostałam z Marckiem w pokoju. Nagle usłyszałam,że przenieśli się do kuchni ,ale Marck bał się sam zostać w pokoju.
Zostaniesz ciociu dopuki mama nie przyjdzie ?
-Dobrze.-powiedziałam i go pocalowałam w czoło i wtedy wszedł Ervin.
Ja już Ide więc nie musisz się chować.-powiedział smutno i weszła Ida która mnie zastąpiła.
Możesz isć spać.-powiedziała i położyła się obok Marcka a ja poszłam do salonu.
Żenią się.-powiedział zadowolony Ervin a mi nie chciało się z nim gadać i się położyłam.
Będziesz na ślubie ?
-No będę.
-ja też to może przyjdziemy razem,co?-powiedział i usiadł obok mnie i zobaczył nas razem zdziwiony Bernard i szybko poszedł.
To jak?-spytał i dotknął mojej ręki.
Lepiej bedzie jak pójdziesz z kimś innym.
-Lepiej będzie jak pójdziesz ze mną!
-Ciszej!masz dużo koleżanek!może moja mama sie zgodzi?-powiedziałam specjalnie a on ścisnął moją dłoń bardziej co mnie zabolało.
Ała!Ervin!
-Apropo twojej mamusi mam klucze od twojego mieszkania i ci je przywiozłem.
-Nie wrócę tam!
-Nie martw się nie będę cię.nawiedzał w nocy ,ale im tu przyda się miejsce...
-Może racja.. Klucze mi zostaw na stole. A napewno jej nie ma?!
-Jest u twojej ciotki a później znajdzie coś.Jej też jest bardzo przykro i żałuję...
-A ja nie chce jej znać i ciebie też.. Idź już sobie!-powiedziałam a on poszedł sobie.Rzeczywiście czułam ,że wadzę Idzie i Bernardowi.
Rano ugościli mnie śniadaniem ,ale wiedziałam,że musze wrócić do domu mimo tego ,że Ervin mieszka obok.Obiecał mi że da mi spokój .. Niby w nocy ,ale zawsze coś zrezta tęsknię za swoim łóżkiem.
Czyli wracasz do siebie ?-spytała Ida.
Tak.
-Z Ervinem?
-Nie! Sama... Poprostu czuję się...
-Naprawdę mi a raczej nam nie przeszkadzasz!
-potezebuje kąta dla siebie.
-Rozumiem jednak wpadnij pomóc mi ze ślubem a ja pomogę ci się ubrać w coś co będzie pasowało w końcu to mój dzień i musi być perfekcyjne.
-No jasne.
-moja ty biedna kruszynko.
-Ida moja mama mnie zdradziła a twoja poprostu umarła i nie chciala pewnie się kiedys z toba kłócić a twój ojciec jakby żył to by żałował wszystkiego.
-sama niewiem. Ervin szaleje za tobą.
-ja mam go dość !
-Wiem zdrada jest najgorsza ,ale co teraz?
-Niewiem nie szukam nikogo.
-A ten Nick ?
-to kolega...ciągle czymś zajęty...kolega.
-Mhm.to dziś wracasz do domu?
-Tak zresztą mimo wszystko tak będzie lepiej.
-Ale wpadaj jeśli chcesz i kiedy chcesz!
-Wiem.-powiedziałam a później wracałam do domu. Zanim wyszłam zauważyłam Ervina opartego o auto który na mnie czekał co mnie nawet zdziwiło.
Daj mi tą walizkę!-powiedział i zabrał ją ode mnie i wsadził do bagażnika.
Wsiadaj.-powiedział a ja usiadłam obok niego jakby nigdy nic.
W czasie jazdy złapał moją rękę jak zawsze gdy razem jechaliśmy jednak nic nie było już jak zawsze.
Ciągle miałam ich przed oczami.Jego i moja matkę to obrzydliwe!
On zauważył ,że coś ze mną nie tak i jechał dalej w ciszy.
Najgorsze było to ,że jeszcze niedawno gdy niewiedziałam nic o jego zdradzie spałam z nim.
On jechał tak szybko ,że prawie wpadlibyśmy w jakiś słup.
Kiedy byliśmy już na miejscu ucieszyłam się i chciałam być u siebie i zamknąć się na klucz po czym w samotności zasnąć.
Matylda pogadamy?
-Nie mamy o czym.
-Ja cię wciąż kocham. Zawsze tylko ciebie...
-Daj mi spokój..-powiedziałam i zamknęłam się.
Rano gdy wstałam dostałam smsa od Nicka ,że chętnie się spotka i zgodziłam się gdy zobaczyłam w środku Bernarda.
Co robisz?!
-Chcialem pogadac.
-Mówiłam nie chce!
-Wiesz że jestes ze mna w ciąży?!
-Co?!
-Mówiłem ci,że wiem wszystko o ciele i czuję każdą zmianę.Zresztą spaliamy razem !
-Bzdura...
-Nie czujesz się ostatnio słaba?
-To z nerwów ...
-a inne...
- Wrócisz do mnie czy ci się to tobie podoba czy nie!
-Psuć mnie!
-Nie pozwole żeby moje dziecko wychowało się beze mnie.
-Ale ja ciebie nie kocham...
-Od teraz będziesz pod moją stałą kontrolą.
▼
Zapach jej krwi.9
Już prawie zgodziłabym się,ale zadzwonił mój telefon.-nick do mnie dzwonił i odebrałam co niespodobało się Ervinowi jednak czułam,że on słuchał o czym my rozmawiamy.
Matylda musisz wracać!Masz poprawić matme!-krzyknął nick.
Poprawiłam.
-Brakuje ci oceny a jest tylko miesiąc!
-Oj no zdążę nick!wracam za kilka dni całuski.-powiedziałam szybko i sie rozłączyłam.
Hm całuski.-stwierdził wkurzony Ervin.
No co!?
-A może mi dasz jednego za zoragnizowanie tego wszystkiego?-spytał a ja pocalowałam go w policzek i zauważyłam ,że za oknem pada deszcz.
No to na spacer nie ma co iść.-stwierdził Ervin i zrobił smutną minę a po chwili zmienił ją na wesołą.
To może chodź pod koc i coś poglądamy.-zaproponował a ja zgodziłam się.Mimo,że byłam obok niego to starałam trzymać się na dystans co on mi jak zwykle skutecznie nieumożliwiał.
Jak ci nie wygodnie to możesz położyć swoją głowę na moim ramieniu.-zaproponował a ja odsunęłam się i położyłam głowę na ścianę.
Wszystko ok?-spytał po chwili.
Tak.-Powiedziałam i poszłam do toalety żeby pobyć chwilę sama na sam z moimi myślami.
Ale ja jestem głupia!mogłam się nie zgodzić i wracać do domu a teraz on ma okazję przekonać mnie do powrotu do siebie.-myślałałam i znów nie mogłam się mu oprzeć.Z każdym dniem byłam związana z nim coraz dłuższym i grubszym sznurkiem.Tylko szkoda ,że ten sznur czułam już na szyi która w końcu odmówi mi swojej wytrzymałości i cała moja krew się wyleje a on zrobi ze mnie potwora ze swojej bajki.
Matylda?!Napewno wszystko dobrze ?-spytał i zapukał do toalety a ja wyszłam.
Tak.-Powiedziałam słabo.
To może chodź cię położymy.
-Sama sobie poradzę.-powiedziałam i położyłam się na swoim łóżku.Chciałam zasnąć ,ale Ervin rozpoczął rozmowę.
Martwie sie o ciebie.Wyglądasz na zmęczoną.
-Zdaje ci się..
-Napewno nie!
-Poprostu mam dużo stresów.
-Dlatego zamieszkaj ze mną a wtedy wszystko co złe skończy się.
-Nienadaje się...nie pasujemy do siebie.Zreztą muszę wspierać mamę.
-nie przesadzaj.!Jakoś sobie damy rade.Tylko zgodź się.Pomogę ci.-ciągle namawiał mnie Ervin.
-Zgodzę się,ale obiecaj ,że nie oszukasz mnie już nigdy nawet w słusznej sprawie!
-obiecuje!-powiedział radośnie i pocałował moje czoło.
Fajnie.
-Czyli wróciliśmy do siebie?
-Tak jakby.-powiedziałam a on położył się koło mnie i rozmawialiśmy o wszystkim co się ostatnio działo gdy nagle Ervin spoważniał.
Wiesz nie mówiłem ci jeszcze wielu rzeczy o sobie.
-Jakich rzeczy?
-Kiedyś z Bernardem mieliśmy radość z tego jak ktoś umiera.Często dla zabawy kogoś zabijaliśmy.
Teraz nie lubię tego i czesto nie zabijam jednak czasem pragnienie robi swoje i nie mogę się powstrzymać jak to wampir.Jak wtedy gdy przeze mnie trafiłaś do szpitala bo poprostu musiałem...-mówił załamany.
-Rozumiem.-powiedziałam trochę przerażona tym,że w każdej chwili mógłby mnie zabić.
Wiesz nie rozumiałem Bernarda gdy zakochał się w Idzie i starałał się pić i zabijać jak najmniej i dziwiło mnie to,że jej nie zabił.Miał dużo dziewczyn ,ale wybrał ją.Zrozumiałem to gdy cię poznałem.Wiesz ,że te twoje koszmary to byłem ja.Mówiłem ci już.Zreztą wszystkiego nie pamiętasz bo cie hipnotyzowałem.
-A nadal chcesz mnie straszyć jak jakiś potwór?
Nie...Nie...Ja Żałuję ,że taki byłem.
Jaki?
Miałem ochotę wtedy wypić ci całą krew.Związać sznurem i najlepej gwałcić przez całą noc i dzień,ale gdy widziałem jak spisz i jak twoje serce bije a ty oddychasz przyśpieszonym tępem to nie mogłem.Zrezta czułem ,że w końcu sama się zgodzisz bo gdy tylko cie dotykałem czułem jak ci się to podoba.-powiedział i zaczął Mnie całować a mi z miejsca zrobiło się gorąco.On sam zaczął się rozbierać po czym i mnie gdy nagle usłyszałam,że ktoś puka do naszego pokoju.
Ja otworze a ty leż.-powiedział Ervin i w drzwiach stanął Nick.
Jest Matylda?-spytał zdenerwowany a ja szybko się ubrałam.
Co tu robisz?-spytałam.
Notatki z dziś ci spisałem i chciałem dać.-powiedział próbując ukryć załamanie.
-Dzięki.-powiedziałam zdzwiona.
Możemy pogadać?-spytał Nick.
No dobrze.-powiedziałam i wyszłam z nim na korytarz i Zamknęłam drzwi za sobą.
Skąd wiesz ,że tu jestem?-spytałam.
Twoja mama mi powiedziała.
-A no tak.
-Martwiłem się -powiedział.
Wszystko wporządku.
-Serio Wrociłaś do niego?!
-Tak.
-Aha.To ja już Ide.Dozobaczenia w szkole-powiedział obojętnie a ja wróciłam i zobaczyłam,że Ervin czyta to co mi przyniósł Nick jednak to tylko notatki z lekcji więc i nic specjalnego.
Masz się z nim nie spotykać !-wykrzyczał mi w twarz.
Bo jestes zazdrosny?!
-TAK!Chyba mnie kochasz tak?!
-No tak...-powiedział niepewnie.
Co?!Bo nie słyszałem!
-Kocham cię.-powiedziałam a on mnie pocalował i rzucił na łóżko.
Był taki dziki jakby chciał coś udowodnić mi kto tu jest lepszy.Niewiem jak ktoś ,ale ja nie mogłabym kogoś zdradzić.
Co jakiś czas patrzył na mnie wojowniczym wzrokiem co robiło na mnie wrażenie.Zwłaszcza jego umięśniona klatka,gładka skóra i zielone oczy na które patrzyłam i nie czułam tego jak długo to robię.
Gdy obudziłam się był już ranek i spałam na nim.
Nie było ci nie wygodnie?-spytałam go i wstałam.
-Było w sam raz.Robimy powtórkę?
-a chcesz?
-Bardzo.-powiedział i zaczął mnie całować gdy zadzwonił mój telefon.
Kto dzwoni?-spytał.
Nick.-powiedziałam i nie odebrałam a on zaczął mnie całować gdy chcialam napisać wiadomość do nicka ,że nie mogę teraz rozmawiać.
Zawsze tak próbował coś ugrać bo wiedział,że miałam słabość do niego.
Ale sexsownie ci w tej pościeli.-stwierdził i dotknął mojej nagiej skóry po czym powtórzyliśmy to co w nocy jednak tym razem krócej bo wciąż musieliśmy uważać.
Też bym chciał tak jak wczoraj.-powiedział i mnie pocalował.
Musimy uważać i dobrze,że do tej pory nic..
-No tak.-powiedział zmieszany i pocałował mnie po czym poszliśmy na śniadanie i zaczęliśmy gadać o końcu tego roku choć jeszcze dwa lata conajmniej przede mna.Staram się każdy rok liczyć jak koniec jednak do końca jescze daleko,ale później studia lub praca i spokój mam nadzieję.
Ze mną o nic się nie musisz martwić.-powiedział i złapał mnie za rękę a jego kły zaczęły się wyłaniać jednak nagle się schowały.
Chodźmy na góre.-zaproponował a ja się zgodziłam.
Na górze zauważyłam jego dziwne zachowanie odrazu.
Patrzył na mnie i zauważyłam,że chciał wbić mi swoje kły w szyje.Niby chciał mnie tylko całować po niej,ale czułam je.
Matylda mogę trochę?-spytał nagle niepewnie co mi się niespodobało.
Przepraszam,że spytałem to głupie było.-powiedział i spojrzał na mnie.
Powiedz coś!-wykrzyknął i prawie złamał krzesło.
Ale co?
-Co kolwiek!
-Jeślibyłabym wampirem to nie mógłbyś pić mojej krwi.
-może i tak,ale żylibyśmy wiecznie razem.
-poznałbyś inną.
-Nie!-powiedział i pocałował mnie a tym razem to ja chciałam czegoś więcej i zaczęłam go rozbierać.
Nie możemy!-powiedział Ervin.
To Idź po gumki.
-Nie.-powiedział a ja się wkurzyłam.
Nie to nie!-powiedziałam i odwróciłam się od niego.
Matylda.Za kilka dni...
-To mi się nie będzie chciało!
-Dobrze wiesz jak chce ,ale sama mówiłaś,że lepiej nie ryzykować!
-To Idź kupić gumki.
-a jak pękną?!
-Nie pękną.-powiedziałam a on poszedł a gdy wrócił zaczął całować mnie od tyłu.
Dla ciebie nawet to pieroństwo założę!-powiedział i zaczął mnie całować po czym podniósł z ziemi i zaniusł na łóżko.
Bałam się ,ale pożądanie zrobiło swoje i udało się mu przejąć kontrolę nad umysłem.Kocham go mimo wszystko.Jego ciało podziwiać mogłabym bez końca.Niewiem tylko czy on mnie kocha.Niewiem czy mogę być tego pewna,ale chce spróbować i zgodzić się na wszystko.
Kochanie....-powiedział nagle Ervin.
Tak?
-Wieczorem zapraszam cię na kolację.
-Tu?
-Nie w restauracji.
-I później wracamy do domu już?
-A chcesz?
-Chce już wracać.-powiedziałam sama siebie szokując.
No to będziemy dziś wracać.-powiedział zmęczony Ervin a ja na chwilę położyłam się obok niego i patrzyłam na niego i wciąż nie wierzyłam w to jakie rzeczy przed chwilą robiłam z nim.Z chłopakiem,który nie powinnien mnie kochać.On idealny a ja taka starszna.
Kiedy chciałam go dotknąc to złapał moją rękę i ją pocalował pozwalając mi tylko na chwilę pieszczoty po czym Nagle usłyszałam telefon.
Kto to?-spytał Ervin.
Mama.
-Odbierz.-powiedział i uśmiechnął się a ja rozmawiałam z mamą.
Fajną masz mamę.-stwierdził Ervin.
Dzięki.
-Może kiedyś poznasz moją i też ci się spodoba.
-Może.
-Wiesz moja mama to jakby twoja babcia.
-Wiem wiem.
-I moja mama jest i twoją.-powiedział i dotknął mojej ręki a ja miałam ochotę go pocałować co wyczuł i sam zaczął to robić.
Kocham cię.-powiedział.
Ja ciebie też.-powiedziałam i pocałował mnie.
Wieczorem na koalicji był miły i to bardzo miły aż w końcu zadał mi jedno z ważniejszych pytań na świecie.
Wyjdziesz za mnie?
-Że co?!-stwierdziłam zdziwiona,gdy zaczął jakiś facet grać na skrzypcach.
Ervin to za wcześnie.
-Damy radę zobaczysz.-powiedział i założył mi pierścionek na rękę po czym grajek sobie poszedł a Ervin przytulił mnie mocno do siebie a ja zgodziłam się bezsilna.Zresztą tyle ludzi nas obserwowało,że nie chciałam wstydu.Później Jak wcześniej już było mówione wróćiliśmy do domu.
Kochanie chodź do mnie.-powiedział Ervin.
Muszę iść do domu.
-To czekaj tam na mnie.
-Już czekam cała naga.-zażartowałam.
Tym bardziej wpadnę.
Mama jakoś sobie radziła w domu a przynajmniej starała się.Choć widziałam jaka była załamana.W końcu jedyny facet jaki zwrócił uwagę na nią i był idealny okazał się takim nie być.
Nagle zauważyła mój pierścionek zaręcżynowy na ręce,który później starałam się ukryć.
Jesteś pewna swojej decyzji?-spytała.
Mamo.Jeśli coś będzie nie tak to ją zmienię.
-Kim jest ten szczęśliwiec?
-Ervin.
-Pamiątaj tylko ,żeby na siebie uważać.
-Wiem mamo.
-Wiesz po mnie jak to jest.
-Mamo on nie był fair wobec ciebie i to nie twoja wina.Nawet tak nie myśl!-powiedziałam jej a ona się na chwilę uśmiechnęła.
A proponował ci już żebyś z nim zamieszkała?
-Tak,ale muszę tu z tobą zostać żeby cię wspierać i nie mogę cię samej zostawić.
-mną się nie martw.Opowiedz mi lepiej jak ci się oświadczył.
-Wiesz wtedy zabrał mnie na kilka dni żebym odpoczęła od tego wszystkiego jak myślałam.Na sam koniec zaprosił mnie na kolację i gdy zjadłam to podszedł do nas jakiś grajek i zaczął grać a Ervin założył mi pierścionek na rękę.
-Jesteś szczęśliwa?-spytała a ja uśmiechnęłam się do niej.
Dobrze kochanie idź spać bo jutro już chyba mass zamiar wrócić do szkoły?-spytała mama.
Tak.-powiedziałam i poszłam bez myślnie do pokoju i ubrałam piżame po czym poczułam jak on dotyka mojego ramienia i całuje moją szyję.
Śpimy razem.Pamiętasz?-spytał.
No pamiętam,ale myślałam,że tylko u ciebie.
Kochanie mamy się żenić więc moje czy twoje to jedno.
-No ale chyba ze ślubem poczekamy.
-No poczekamy.-powiedział a ja pocalowałam go w policzek.
Chce ci się spać?-spytał.
Jutro ide do szkoły.Muszę.
-Kur..cze. Kiedy kończysz lekcje ?
-14:30.
-To będę po ciebie.
-Fajnie.
-I nie ściągaj mojego pierścionka.
-Na noc i w szkole muszę.
-No to na noc i tylko na wf ściągaj.
-Zgubi się.
-Nie gubi się.-powiedział a ja położyłam się obok niego i poczułam,że mnie przytulił mocno do siebie.
Rano gdy wstałam usłyszałam,że rozmawia w kuchni z moja mamą i ucieszyłam się,że dogadują się jak powinni.
O jesteś kochanie.-powiedziała mama a ja usiadłam.
Zrobiłem ci śniadanie.-powiedział Ervin i mi je podał.
Dzięki.-powiedziałam.
Ja już idę.-powiedziała mama i wyszła wcześniej zostawiając mi pieniądzę.
Twoja mama nie ma nic przeciwko temu żebyśmy razem mieszkali.-powiedział i poprawił mi swoją ręką nieułożone włosy.
Może i nie ma ,ale martwię się o nią.
-Przecież ja mieszkam obok was więc w czym problem?
-przecież możesz śpać ze mną u mnie.
-U mnie moglibyśmy więcej...-powiedział mi i pocalował moją szyję.
-Do końca roku szkolengo miesiąc to chyba wytrzymasz?
-Miesiąc z chakiem.Apropo zabieram ciebie i twoja mame do moich rodziców.
-Żartujesz?!
-Bynajmniej.Nic wam nie zrobią!Chyba ,Że chodzi o herbate czy kawę to napewno.Moja mama sama była w twojej sytuacji więc się dogadacie.Jak myślę.
-Czemu nie spytałeś mnie tylko decydujesz za mnie?
-Bo tak było szybciej.-powiedział a ja się obraziłam.
Oj no wiem źle to wszyszło i przepraszam,ale miałem dobre intencje.
-Podwieziesz mnie do szkoły?-spytałam go.
Tylko na to czekam.
Ervin był chyba szczęśliwy ze mną,ale,czasem czułam,że jego wzrok wędruje gdzie indziej.Podziwiał rodziny i starsze ode mnie kobiety.
Jakby marzył o tym,żeby być człowiekiem a ja tylko mu przypominałam jak to jest.
W końcu cudem dotrwałam do wakacji i oczywiście wyjazdu do moich przyszłych rodziców.
Ervin był taki szczęśliwy i całował mnie co chwilę.
Moja mama podobnie jak i ja bała się nieznanego.
W końcu Ervin miał wszystko a my mógłyśmy o tym pomarzyć.
Ervin wziął moją rękę żeby mnie uspokoić.
Na miejscu zobaczyłam wielki dom z basenem.
Jego rodzice już na nas czekali a ja byłam coraz bardziej wystraszona.
Dzień dobry.-usłyszałam od pani Adeli i Lukasa( rodziców Ervina)
Moja mama za to jakby wyczuwała,że coś jest nie tak.Wkońcu im do jej rówieśników było daleko.Udało im się trochę zestarzeć,ale wampiry robią to wolniej niż rosną.Nie sa wieczni,ale napewno mogą żyć dłużej od nas i przy tym wyglądać świetnie.
Stosuje pani jakieś kremy?-spytała moja mama bo już nie mogła wytrzymać.
Tak,ale bardzo lubię zdrowa kuchnie-wymyślała napoczekaniu mama Ervina a jego ojciec starał się nie śmiać i zaprosił nas do środka jednak mama Ervina mnie na chwilę zagarnęła.
Wiesz twoja mama powinna o nas wiedzieć w końcu będziemy rodziną.
-Powiem jej w odpowiednim czasie.
-Jak uważasz.Ta mądra kobieta w końcu sama się domyśli.Ty za to powinnaś zastanowić się na kim ci zależy bo w końcu to zemścić się na tobie.
-Jak pani to robi?!
-Doświadczenie mnie tego nauczyło.Ja też miałam do wyboru normalne zycie,ale czy teraz ono dałoby mi coś nowego i innego oprócz bólu?Z wiekiem pojawia się fizyczny ból,którego nie cierpię a wampira nie jest tak łatwo złamać fizycznie czy psychicznie.Mój syn bardzo cię kocha.Mógłby wszystko oddać żeby spełnić twoje marzenia.Chciałby żyć normalnie i żałuję,że nie może jednak najgorsze dla niego byłoby życie bez ciebie.-stwierdziła pani Adela a ja już mniej się jej bałam.Z wyglądu miła ,niska i ułożona,ale charakter ma straszliwy momenatami.
Ach ta moja mama i ten jej dar "czarnego"jasnowidzenia.-powiedział Ervin.
Nie boisz się ?
-Czego?
-Że Clara będzie chciała nam coś zrobić.
-Bernard nam zawsze pomoże a my za to mu.
-A co u Marcka?
-Chodzi,mówi i śpiewa.Jak wróćimy to Bernard obiecał nam go pokazać-powiedział Ervin.
Rano okazało się,że nigdzie nie ma mamy Matyldy.
Pojechała do pracy.-stwierdził lucas.
Aha.
-Wy też dziś wracie?
-Tak.
-Tylko uważajcie na zakrętach bo tu sa strasznie niebezpieczne i o wypadek nie trudno.
Jechaliśmy razem w ciszy i w końcu dotarliśmy do domu.
Zapach jej krwi.8
Czyli twoja koleżanka Francesca ma udawać zainteresowanie Jorgiem gdy razem z nią przyjdziemy do mojej mamy?
-tak.Zahipnotyzuje twoją mamę tak żeby weszła w odpowiednim momencie.
-Niewiem czy to się uda.
-Uda!Zaufaj mi.
-Kiedy to zrobimy?!
-Nawet jutro.
-Byłoby świetnie bo boję się,że on zamieszka z nami i będzie chciał mi coś zrobić...
-To zamieszkasz ze mną
-No,ale będę ci przeszkadzać.
-Chyba żartujesz.
-A gdzie ja będę spała?
-Ze mną.
-A nie mogę w salonie?
-przysięgam nie dotknę cię jeśli się nie zgodzisz.
Wieczorem oglądaliśmy razem film.
Było miło,ale ja wciąż czułam,że Ervin nie robił tego tylko żeby mi pomóc,ale po to żebym była blisko niego.
Zimno ci?-spytał.
Trochę.-powiedziałam a on zakrył mnie kocem i przytulił się do mnie.Oglądaliśmy razem jakiś glupi film gdy on nagle popatrzył na mnie i zaczął pocierać mój policzek.
Miło tu tak z tobą a nie samemu.-powiedział a ja się nie odzywałam.
Matylda zrozum ,że chce dobrze.
Chce żebyśmy byli szczęśliwi.-powiedział a ja obróciłam się od niego.
Chce żebyś pragnęła mnie jak napoczątku.-powiedział i pocalował mnie z tyłu glowy.
Niewiem Ervin.
-Ja...zrobię wszystko dla nas.Żeby było nam dobrze!-powiedział i złapał moją rękę.
Ja boję się.
-Nie ma czego.
-A jak znowu ci się spodoba inna albo samo to ,że nie jestem nie zniszczalna.
-Inna mi się niespodoba a na to drugie zawsze jest rozwiązanie.Matylda ja chce z tobą być.Zestarzeć się na mój sposób i nawet jeśli się uda założyć rodzine.-powiedział i pocalował mnie w policzek.
Ida też chciała a teraz jej syn wychowuję się bez niej.Chcesz tego?
-Jeśli miałbym cię stracić to nie.Jednak jak kiedyś chciałabyś to zaryzykujemy.
-Ervin ty masz 23 lata już na zawsze.Ja jak skończę szkołę to będę miała 20 lat.Może pujdę na studia i będę mieć 25.Jak sobie sobie wyobrażasz to gdy będę od ciebie starsza?
-Wtedy o tym pomyślimy.A nie podoba ci się młodość?-powiedział i zaczął mnie całować.
Niewiem.-powiedziałam.
Może zmienię cię za dwa lata albo gdy skończysz tyle co ja.
-Ervin daj spokój!
Dobranoc.-powiedział.
-Dobranoc.-powiedziałam i śnił mi się Nick jak mnie całował co mnie zdziwiło i odrazu się przebudziłam i wtedy poczułam,że jestem w ramionach Ervina który patrzył się na mnie jak na jedną ze swoich ofiar.
Już już wstajemy bo się spóźnimy.
-No dobrze.
-Śniło ci się coś?
-Tak.
-Widzę ,że przy mnie masz same miłe sny.-powiedział Ervin.
Mogą być.
-Zaraz przyjdzie Francesca.
-Ok.-powiedziałam obojętnie.
Jakoś za wesoła to dziś nie jesteś.
-Martwię się.Dziwisz mi się?
-Nie skarbie.-powiedział a ja niewiedziałam o co mu chodzi.
A no tak mamy udawać ,że jesteśmy razem.
-Nie musimy udawać.-powiedział a ja to zignorowałam.
Ide się ubrać.
-Twoje rzeczy są u mnie w szafie.
-Szybki jesteś.
-Przecież wiadomo.-powiedział a ja wzięłem rzeczy i poszłam z nimi do toalety.
Oj nie wstydź się tak!Pokaż się.-powiedział a ja niepewnie wyszłam.
Bardzo ładnie.-powiedział i poczułam jak mnie przytula a jego usta schodzą do mojej szyj.
Co robisz?-spytałam.
To co najbardziej lubisz.-powiedział i zaczął całować mnie szybciej.
Ervin.
-Tak?
-Możesz się ode mnie otklejć!
-Wyluzuj.-powiedział gdy pojawił się Bernard i wtedy mnie zostawił.
Są dwie sprawy..-stwierdził Bernard a Ervin z nim poszedł.
Ja oczywiście musiałam podsłuchiwać.
Ten Jorge to gwałciciel!Żona go zostawiła po tym jak na nakryła go z jakąś dziewczynką.
-cieszej bo usłyszy a nie chce żeby wiedziała!
-A druga sprawa to czy nie zajmiesz się Marckiem z Matyldą.
-Muszę jej spytć a co się dzieje?
-Idę polować.
-Wytrzymasz do wieczora?
-Tak..miłej zabawy.-powiedział i znikł.
Nie ładnie oj nie ładnie podsłuchiwać.
-Nie ładnie to spiskować za moimi plecami.
-Przepraszam o Francesa już jest.-powiedział i wyszedł a ,gdy ją przyprowadził widziałam,że jest ładniejsza ode mnie i jak działa na niego,ale to w końcu jego sprawa.
Coś się stało?-spytał mnie Ervin.
Nic.
-Ok.To idziemy?
-Jasne.-powiedziałam niepewnie.
Napewno mu się spodobam.-powiedziała pewna siebie
Francesca a Ervin klepnął ją po tyłku.Jednak nie myliłam się co do niego.Jest jak każdy.Zboczony i bezwstydny.
Mama otworzyła mi i ucieszyła się.
Chodźcie!-powiedziała a ja ,gdy zobaczyłam Jorga prawie dostałam szału co zauważył Ervin i wziął mnie za reke która ja szybko zabrałam i usiadłam.
Oczywiśćie plan wypalił.Francesca odrazu go poderwała jednak niepodobało mi się to jak mama płakała ,gdy weszła do kuchni i zobaczyła go z nią jak ją całował.On głupi chciał wszystko na nią zwalić ,że to wina Francescy ,ale mu się nie udało.Mama od razu wyrzuciła go z domu i kazała mu nigdy nie wracać a ja wróciłam na chwilę do Ervina.
Francesca!Byłaś świetna!-powiedział Ervin i pocalował ją w policzek.
Wiesz za taką nagrodę było warto,ale mam nadzieję,że zaproszenie aktualne.
-Pewnie.Obgadamy to jeszcze.-powiedział Ervin.
Ciau.
-Ciau.-pożegnał ją i wrócił do mnie.
Co robisz?-spytał Ervin.
-Pakuje się.
-była umowa,że zostajesz ze mną!
-Była a teraz wracam do domu!
-Nie!-powiedział i wziął moje rzeczy.
Nie będziesz mi mówił co mam robić!
-Właśnie,że będę!
-Zajmuj się lepiej Francescą!
-Zazdrosna Jesteś?!-spytał tym razem z zadowoleniem.
-Nie mam o co!-powiedziałam wściekła i wzięłam swoje rzeczy.
Przecież jak chcesz mogę odwołać z nią kolację!
-Tak będzie lepiej ja mam Nicka a ty ją.
-Co?!Ja nikogo nie mam!Mam tylko ciebie!A ty zapomnij o nicku!
-Każdą laskę klepiesz po tyłku?!Z każdą sypiasz?Każdą zapraszasz na kolację?No właśnie..
-To był żart!Kolacja to tylko zwykłe spotkanie.
-Mnie ten żart nie śmieszył a kolacja to już twoja i jej sprawa bo ja już do ciebie niewrócę!-powiedziałam a on znowu bez mojej zgody wepchnął mnie do swojego łóżka jak jakąś lalkę i znowu doszło do czegoś więcej niż powinno.
Z nią tego co z tobą przed chwilą nigdy nie zrobiłem.-powiedział a ja czułam do siebie obrzydzenie bo sama w trakcie tego chciałam jak zawsze dalej w tym trwać.
Coś nie tak?!-spytał.
To niczego nie zmienia!
-Co?!
-Nick mi coś zaproponował i nie możemy się już spotykać Ervin to był ostatni raz.
-Nie!Kurwa!Nigdy ode mnie nie odejdziesz!Jesteś tylko moja!-zaczął krzyczeć a ja go uspokajać.
Nie zgadzam się!Przpraszam za to,że jestem takim palantem!Miałem troche dziewczyn,ale to z tobą chce być!Żadna nie dała mi tego co ty!
-Pa Ervin.-powiedział,ale on niepozwolił mi wyjść.
Matylda ja przecież wiem,że ty też mnie kochasz!-powiedział a ja wyszłam bez słowa.W domu weszłam na facebooka i zauważyłam ,że Nick do mnie napisał czy nie mogłabym się z nim zaraz spotkać a ja już prawie zgodziłam się ,gdy wszedł Ervin z małym Marckiem.
Pytał się gdzie ciocia.-powiedział i zamknął mi laptopa.
Ervin!Chyba poradzisz sobie dziś z nim?
-Nie!Zawsze mi pomagasz..
-Ervin muszę gdzieś iść..
-Matylda proszę..następnym razem ja ci w czymś pomogę.
-Dobra...-powiedziałam i napisałam Nickowi,że spotkamy się jutro.
Chodź do cioci!-powiedziałam do Marcka a on odpowiedział wesoło -tak.Marck był najpiękniejszym dzieckiem jakie widziałam.Szkoda ,że Ida nie może być tu z nami.Ida moja jedyna prawdziwa przyjaciółka...ciekawe czy Bernard tęskni za nią jeszcze.W końcu większość wampirów myśli tylko o sobie-pomyślałam ciekawa.
Marck zadziwiłał mnie coraz bardziej.Gdy ludzkie dzieci dorastają to wszystko wygląda inaczej.Marck zaczynał mówić.Ząbki mu rosły.
Przepraszam Matylda.-zaczął Ervin.
-Ervin ja już postanowiłam.
-Ale ja nie.
-I co niby zrobisz?!Kiedyś poznam kogoś innego..
-Możesz poznać a ja cię odbije.
-Ciekawe jak?!
A tak.-powiedział i zaczął mnie całować a ja odleciałam na chwilę.
Też cię kocham.-powiedział zdyszany i popatrzył na mnie dotykając moich ust.
Mamy się zająć nim.-powiedziałam chcąc zmienić temat.
Zajmujemy się.Widzisz mały śpi chodź pobawimy się.
-Nie chce.
-no to poglądamy coś ciekawego.-powiedział szybko a ja dostałam smsa od nicka.
"ja byłem przy tobie gdy mnie potrzebowałaś,ale rozumiem twoje zero czasu.Przemyślałaś już moją propozycje?"
Coś się stało?-spytał Ervin.
Nic.-odpowiedziałam.
Nick Miał rację.Powinnam coś wybrać.Ervin to chlopak moich snów jednak i mój terrorysta.Nick nie jest idealny,ale dla mnie stara się zmienić.
Poczułam dłoń Ervina która głaskała mnie czule po głowie tak jak najbardziej lubiłę i znowu przy nim odleciałam.
Wróć do mnie.-powiedział.
Nie...-chciałam powiedzieć,ale poczułam jego ciepły oddech i z wrażenia zakręcił mi się cały mój świat.
Malutka kochana moja.-powiedział i przytulił mnie do siebie a ja w spokoju zasnęłam.Rano gdy wstałam on całował mój policzek.
Która godzina?-spytałam.
Prawie 7rano.
-Muszę iść do szkoły!
-Zawiozę cię!
-Nie trzeba!-powiedziałam a on pojawił się za mną.
Jesteś tylko moja a ja pilnuje swojego.Jesteś moim najcenniejszym skarbem.-powiedział ze śliną w ustach.
Ervin kiedy zrozumiesz,że nasze życia się nie łączą?!Rozumieez,że ja już wybrałam,ale nie ciebie!-powiedziałam próbując maskując swój żal a on tylko wziął mnie za rękę i zaprowadził do szkoły.
Nie jestem nawet zły bo dobrze wiem jaka jest prawda w tym temacie.Prędzej czy później sama do tego dojdziwsz.Nie da się być z kimś kogo się nawet nie kocha.
-Czasem ten kto myślimy,że nas kocha potrafi nas bardziej zranić.
-Czasami każdy popełnia błędy.Sztuką jest wybaczać.
-Nie da się wszystkiego wybaczyć.-powiedziałam a on przybliżył się do mnie.
A chcesz zranić Nicka?-spytał a ja wzięłam plecak i chciałam isc sama.
Jedziesz ze mna powiedział i zapiął mi pas bo znowu zanim się obejrzałam byłam w jego samochodzie.Ervin też miał rację ...może najlepej nie być z żadnym z nich?
Nagle zauważyłam,że jedziemy w innym kierunku.
Małe wagary nam nie zaszkodzą.-powiedział i odpiął mój pas.
Gdzie my jesteśmy?!
-W hotelu gdzie spędzimy najbliże kilka dni.Szkoła się nie martw.
-Łatwo ci mówić.
-Chce cię przekonać,że umiem dbać o to co kocham a tu najlepiej się to udowadnia.To najlepszy hotel w mieście.-powiedział a ja zrezygnowana zgodziłam się bo może tego mi potrzeba.
Musiałam odpocząć od wszystkich ludzi którzy nie dawali mi spokoju.Ervin mimo swojego terroru był najlepszym kompanem jaki mógł istnieć.Ostatnio stałam się silniejsza jednak to pewnie kolejny chwilowy wzrost.Ciekawe jak dlugo to potrwa.Wszyscy chcą poznać jakiegoś wampira.Ja go już znam a żyje jak wcześniej z różnicą w każdej chwili on albo ktoś inny z jego przyjaciół może mnie zabić.
Ervin znał ten hotel widziałam po jego zadowolnej minie.że bywał tam nie raz.
Chciałem potwierdzić rezerwację.-powiedział uśmiechnięty a recepcjonistka miała ochotę go poderwać.
On jednak podziękował i wziął mnie za rękę.
To nasz pokój.-powiedział a ja byłam w szoku.Był wielki i chociaż raz nie zrobił mi psikusa i były dwa osobne łóżka.położyłam swoje rzeczy na łóżko.
Fajnie,co?-spytał.
Nom.
-Jest basen.
-Nie mam stroju.
-Masz spakowałem.
-Dzięki.
-Wszystko już zaplanowałem.
-To znaczy?
-Niespodzianka.
-Nie lubię ich.
-Mam 50% szans,że ta ci się spodoba.
-Zobaczymy.-powiedziałam i dostałam smsa od nicka.
"czemu nie ma cię w szkole?!"
-Wagary.
-Z Ervinem?
-Tak.-odpisałam i zostałam bez żadnej odpowiedzi.
Jest zazdrosny.Przejdzie mu.Musi bo będziemy razem.-powiedział Ervin.
Nie bądź tego taki pewien!
-Założymy się?
-O co?!
-O to że zamieszkasz u mnie.
-I tak nie będziemy razem.
-Chodźmy coś zjeść w końcu mamy śniadanie.
-Ok.-powiedziałam i poszliśmy na dół.On usiadł na przeciw mnie i ciągle patrzył mi w oczy a mi wstyd się przyznać przypominało wszystko co robiliśmy u niego w sypialni,gdy nagle przynieśli nam sniadanie.
Smakuje ci?-spytał.
Tak.
-Ciesze się- powiedział i wziął moją dłoń.
Ciepła.To dobrze-stwierdził a ja wtedy się przeraziłam.
Nie możesz mi się przeziębić.-powiedział Ervin a ja zajęłam się jedzeniem.
Fajnie tak się odciąć,co?-spytał Ervin.
Tak.-powiedziałam i jadłam.
Ciesze się,że jesteś wesoła.
Wiesz może co u Bernarda?
-Musiał pojechać gdzieś ,ale mały ma dobrą opiekę.
-To dobrze.
-A może pujdziemy popływać?
-Ok.-powiedziałam i wróciliśmy na góre.
Gdy byliśmy już w pokoju odrazu poszłam przebrać się do łazienki.
Już?-pytał Ervin.
Już.-powiedziałam i wyszłam a on znowu popatrzył się na mnie takim wzrokiem,że wszystko wokół bladło.
Wziął mnie za reke i poszliśmy na dół.
Na basenie było fajnie do czasu gdy jeden cwaniak chciał mnie poderwać.
Hej lalka sama tu jesteś?-spytał i dotknął mojego łuda gdy wrócil Ervin i wystraszył go.
Frajer.-stwierdził Ervin i wziął nasze rzeczy po czym wróciliśmy na góre.
Zabić tylko takich!-powiedział wkurzony Ervin.
Nie przesadzaj!
-Nie przesadzam!-Powiedział i poszedł w stronę balkonu i stał tam trochę aż wrócił.
Jest szansa żebyśmy wrócili do siebie ?-spytał Ervin.
Sama niewiem.
-Matylda będzie dobrze obiecuje!Będę cię na rękach nosił jak będziesz tylko chciała!
-jak mam chcieć gdy wszystko jest na nie!
-Niby co?!Nick?!Matylda znamy się prawie rok a ja z każdym dniem coraz bardziej cię kocham czy to nie dowód?-powiedział i wziął mnie za moje ręce.
Zawsze marzyłem o kims takim jak ty..O kimś kto mnie zrozumie i zakceptuje.-powiedział i zaczął mnie całować.Nie umiałam mu odmówić a on wcale mnie nie hipnotyzował.Mnie nie mógł.
-tak.Zahipnotyzuje twoją mamę tak żeby weszła w odpowiednim momencie.
-Niewiem czy to się uda.
-Uda!Zaufaj mi.
-Kiedy to zrobimy?!
-Nawet jutro.
-Byłoby świetnie bo boję się,że on zamieszka z nami i będzie chciał mi coś zrobić...
-To zamieszkasz ze mną
-No,ale będę ci przeszkadzać.
-Chyba żartujesz.
-A gdzie ja będę spała?
-Ze mną.
-A nie mogę w salonie?
-przysięgam nie dotknę cię jeśli się nie zgodzisz.
Wieczorem oglądaliśmy razem film.
Było miło,ale ja wciąż czułam,że Ervin nie robił tego tylko żeby mi pomóc,ale po to żebym była blisko niego.
Zimno ci?-spytał.
Trochę.-powiedziałam a on zakrył mnie kocem i przytulił się do mnie.Oglądaliśmy razem jakiś glupi film gdy on nagle popatrzył na mnie i zaczął pocierać mój policzek.
Miło tu tak z tobą a nie samemu.-powiedział a ja się nie odzywałam.
Matylda zrozum ,że chce dobrze.
Chce żebyśmy byli szczęśliwi.-powiedział a ja obróciłam się od niego.
Chce żebyś pragnęła mnie jak napoczątku.-powiedział i pocalował mnie z tyłu glowy.
Niewiem Ervin.
-Ja...zrobię wszystko dla nas.Żeby było nam dobrze!-powiedział i złapał moją rękę.
Ja boję się.
-Nie ma czego.
-A jak znowu ci się spodoba inna albo samo to ,że nie jestem nie zniszczalna.
-Inna mi się niespodoba a na to drugie zawsze jest rozwiązanie.Matylda ja chce z tobą być.Zestarzeć się na mój sposób i nawet jeśli się uda założyć rodzine.-powiedział i pocalował mnie w policzek.
Ida też chciała a teraz jej syn wychowuję się bez niej.Chcesz tego?
-Jeśli miałbym cię stracić to nie.Jednak jak kiedyś chciałabyś to zaryzykujemy.
-Ervin ty masz 23 lata już na zawsze.Ja jak skończę szkołę to będę miała 20 lat.Może pujdę na studia i będę mieć 25.Jak sobie sobie wyobrażasz to gdy będę od ciebie starsza?
-Wtedy o tym pomyślimy.A nie podoba ci się młodość?-powiedział i zaczął mnie całować.
Niewiem.-powiedziałam.
Może zmienię cię za dwa lata albo gdy skończysz tyle co ja.
-Ervin daj spokój!
Dobranoc.-powiedział.
-Dobranoc.-powiedziałam i śnił mi się Nick jak mnie całował co mnie zdziwiło i odrazu się przebudziłam i wtedy poczułam,że jestem w ramionach Ervina który patrzył się na mnie jak na jedną ze swoich ofiar.
Już już wstajemy bo się spóźnimy.
-No dobrze.
-Śniło ci się coś?
-Tak.
-Widzę ,że przy mnie masz same miłe sny.-powiedział Ervin.
Mogą być.
-Zaraz przyjdzie Francesca.
-Ok.-powiedziałam obojętnie.
Jakoś za wesoła to dziś nie jesteś.
-Martwię się.Dziwisz mi się?
-Nie skarbie.-powiedział a ja niewiedziałam o co mu chodzi.
A no tak mamy udawać ,że jesteśmy razem.
-Nie musimy udawać.-powiedział a ja to zignorowałam.
Ide się ubrać.
-Twoje rzeczy są u mnie w szafie.
-Szybki jesteś.
-Przecież wiadomo.-powiedział a ja wzięłem rzeczy i poszłam z nimi do toalety.
Oj nie wstydź się tak!Pokaż się.-powiedział a ja niepewnie wyszłam.
Bardzo ładnie.-powiedział i poczułam jak mnie przytula a jego usta schodzą do mojej szyj.
Co robisz?-spytałam.
To co najbardziej lubisz.-powiedział i zaczął całować mnie szybciej.
Ervin.
-Tak?
-Możesz się ode mnie otklejć!
-Wyluzuj.-powiedział gdy pojawił się Bernard i wtedy mnie zostawił.
Są dwie sprawy..-stwierdził Bernard a Ervin z nim poszedł.
Ja oczywiście musiałam podsłuchiwać.
Ten Jorge to gwałciciel!Żona go zostawiła po tym jak na nakryła go z jakąś dziewczynką.
-cieszej bo usłyszy a nie chce żeby wiedziała!
-A druga sprawa to czy nie zajmiesz się Marckiem z Matyldą.
-Muszę jej spytć a co się dzieje?
-Idę polować.
-Wytrzymasz do wieczora?
-Tak..miłej zabawy.-powiedział i znikł.
Nie ładnie oj nie ładnie podsłuchiwać.
-Nie ładnie to spiskować za moimi plecami.
-Przepraszam o Francesa już jest.-powiedział i wyszedł a ,gdy ją przyprowadził widziałam,że jest ładniejsza ode mnie i jak działa na niego,ale to w końcu jego sprawa.
Coś się stało?-spytał mnie Ervin.
Nic.
-Ok.To idziemy?
-Jasne.-powiedziałam niepewnie.
Napewno mu się spodobam.-powiedziała pewna siebie
Francesca a Ervin klepnął ją po tyłku.Jednak nie myliłam się co do niego.Jest jak każdy.Zboczony i bezwstydny.
Mama otworzyła mi i ucieszyła się.
Chodźcie!-powiedziała a ja ,gdy zobaczyłam Jorga prawie dostałam szału co zauważył Ervin i wziął mnie za reke która ja szybko zabrałam i usiadłam.
Oczywiśćie plan wypalił.Francesca odrazu go poderwała jednak niepodobało mi się to jak mama płakała ,gdy weszła do kuchni i zobaczyła go z nią jak ją całował.On głupi chciał wszystko na nią zwalić ,że to wina Francescy ,ale mu się nie udało.Mama od razu wyrzuciła go z domu i kazała mu nigdy nie wracać a ja wróciłam na chwilę do Ervina.
Francesca!Byłaś świetna!-powiedział Ervin i pocalował ją w policzek.
Wiesz za taką nagrodę było warto,ale mam nadzieję,że zaproszenie aktualne.
-Pewnie.Obgadamy to jeszcze.-powiedział Ervin.
Ciau.
-Ciau.-pożegnał ją i wrócił do mnie.
Co robisz?-spytał Ervin.
-Pakuje się.
-była umowa,że zostajesz ze mną!
-Była a teraz wracam do domu!
-Nie!-powiedział i wziął moje rzeczy.
Nie będziesz mi mówił co mam robić!
-Właśnie,że będę!
-Zajmuj się lepiej Francescą!
-Zazdrosna Jesteś?!-spytał tym razem z zadowoleniem.
-Nie mam o co!-powiedziałam wściekła i wzięłam swoje rzeczy.
Przecież jak chcesz mogę odwołać z nią kolację!
-Tak będzie lepiej ja mam Nicka a ty ją.
-Co?!Ja nikogo nie mam!Mam tylko ciebie!A ty zapomnij o nicku!
-Każdą laskę klepiesz po tyłku?!Z każdą sypiasz?Każdą zapraszasz na kolację?No właśnie..
-To był żart!Kolacja to tylko zwykłe spotkanie.
-Mnie ten żart nie śmieszył a kolacja to już twoja i jej sprawa bo ja już do ciebie niewrócę!-powiedziałam a on znowu bez mojej zgody wepchnął mnie do swojego łóżka jak jakąś lalkę i znowu doszło do czegoś więcej niż powinno.
Z nią tego co z tobą przed chwilą nigdy nie zrobiłem.-powiedział a ja czułam do siebie obrzydzenie bo sama w trakcie tego chciałam jak zawsze dalej w tym trwać.
Coś nie tak?!-spytał.
To niczego nie zmienia!
-Co?!
-Nick mi coś zaproponował i nie możemy się już spotykać Ervin to był ostatni raz.
-Nie!Kurwa!Nigdy ode mnie nie odejdziesz!Jesteś tylko moja!-zaczął krzyczeć a ja go uspokajać.
Nie zgadzam się!Przpraszam za to,że jestem takim palantem!Miałem troche dziewczyn,ale to z tobą chce być!Żadna nie dała mi tego co ty!
-Pa Ervin.-powiedział,ale on niepozwolił mi wyjść.
Matylda ja przecież wiem,że ty też mnie kochasz!-powiedział a ja wyszłam bez słowa.W domu weszłam na facebooka i zauważyłam ,że Nick do mnie napisał czy nie mogłabym się z nim zaraz spotkać a ja już prawie zgodziłam się ,gdy wszedł Ervin z małym Marckiem.
Pytał się gdzie ciocia.-powiedział i zamknął mi laptopa.
Ervin!Chyba poradzisz sobie dziś z nim?
-Nie!Zawsze mi pomagasz..
-Ervin muszę gdzieś iść..
-Matylda proszę..następnym razem ja ci w czymś pomogę.
-Dobra...-powiedziałam i napisałam Nickowi,że spotkamy się jutro.
Chodź do cioci!-powiedziałam do Marcka a on odpowiedział wesoło -tak.Marck był najpiękniejszym dzieckiem jakie widziałam.Szkoda ,że Ida nie może być tu z nami.Ida moja jedyna prawdziwa przyjaciółka...ciekawe czy Bernard tęskni za nią jeszcze.W końcu większość wampirów myśli tylko o sobie-pomyślałam ciekawa.
Marck zadziwiłał mnie coraz bardziej.Gdy ludzkie dzieci dorastają to wszystko wygląda inaczej.Marck zaczynał mówić.Ząbki mu rosły.
Przepraszam Matylda.-zaczął Ervin.
-Ervin ja już postanowiłam.
-Ale ja nie.
-I co niby zrobisz?!Kiedyś poznam kogoś innego..
-Możesz poznać a ja cię odbije.
-Ciekawe jak?!
A tak.-powiedział i zaczął mnie całować a ja odleciałam na chwilę.
Też cię kocham.-powiedział zdyszany i popatrzył na mnie dotykając moich ust.
Mamy się zająć nim.-powiedziałam chcąc zmienić temat.
Zajmujemy się.Widzisz mały śpi chodź pobawimy się.
-Nie chce.
-no to poglądamy coś ciekawego.-powiedział szybko a ja dostałam smsa od nicka.
"ja byłem przy tobie gdy mnie potrzebowałaś,ale rozumiem twoje zero czasu.Przemyślałaś już moją propozycje?"
Coś się stało?-spytał Ervin.
Nic.-odpowiedziałam.
Nick Miał rację.Powinnam coś wybrać.Ervin to chlopak moich snów jednak i mój terrorysta.Nick nie jest idealny,ale dla mnie stara się zmienić.
Poczułam dłoń Ervina która głaskała mnie czule po głowie tak jak najbardziej lubiłę i znowu przy nim odleciałam.
Wróć do mnie.-powiedział.
Nie...-chciałam powiedzieć,ale poczułam jego ciepły oddech i z wrażenia zakręcił mi się cały mój świat.
Malutka kochana moja.-powiedział i przytulił mnie do siebie a ja w spokoju zasnęłam.Rano gdy wstałam on całował mój policzek.
Która godzina?-spytałam.
Prawie 7rano.
-Muszę iść do szkoły!
-Zawiozę cię!
-Nie trzeba!-powiedziałam a on pojawił się za mną.
Jesteś tylko moja a ja pilnuje swojego.Jesteś moim najcenniejszym skarbem.-powiedział ze śliną w ustach.
Ervin kiedy zrozumiesz,że nasze życia się nie łączą?!Rozumieez,że ja już wybrałam,ale nie ciebie!-powiedziałam próbując maskując swój żal a on tylko wziął mnie za rękę i zaprowadził do szkoły.
Nie jestem nawet zły bo dobrze wiem jaka jest prawda w tym temacie.Prędzej czy później sama do tego dojdziwsz.Nie da się być z kimś kogo się nawet nie kocha.
-Czasem ten kto myślimy,że nas kocha potrafi nas bardziej zranić.
-Czasami każdy popełnia błędy.Sztuką jest wybaczać.
-Nie da się wszystkiego wybaczyć.-powiedziałam a on przybliżył się do mnie.
A chcesz zranić Nicka?-spytał a ja wzięłam plecak i chciałam isc sama.
Jedziesz ze mna powiedział i zapiął mi pas bo znowu zanim się obejrzałam byłam w jego samochodzie.Ervin też miał rację ...może najlepej nie być z żadnym z nich?
Nagle zauważyłam,że jedziemy w innym kierunku.
Małe wagary nam nie zaszkodzą.-powiedział i odpiął mój pas.
Gdzie my jesteśmy?!
-W hotelu gdzie spędzimy najbliże kilka dni.Szkoła się nie martw.
-Łatwo ci mówić.
-Chce cię przekonać,że umiem dbać o to co kocham a tu najlepiej się to udowadnia.To najlepszy hotel w mieście.-powiedział a ja zrezygnowana zgodziłam się bo może tego mi potrzeba.
Musiałam odpocząć od wszystkich ludzi którzy nie dawali mi spokoju.Ervin mimo swojego terroru był najlepszym kompanem jaki mógł istnieć.Ostatnio stałam się silniejsza jednak to pewnie kolejny chwilowy wzrost.Ciekawe jak dlugo to potrwa.Wszyscy chcą poznać jakiegoś wampira.Ja go już znam a żyje jak wcześniej z różnicą w każdej chwili on albo ktoś inny z jego przyjaciół może mnie zabić.
Ervin znał ten hotel widziałam po jego zadowolnej minie.że bywał tam nie raz.
Chciałem potwierdzić rezerwację.-powiedział uśmiechnięty a recepcjonistka miała ochotę go poderwać.
On jednak podziękował i wziął mnie za rękę.
To nasz pokój.-powiedział a ja byłam w szoku.Był wielki i chociaż raz nie zrobił mi psikusa i były dwa osobne łóżka.położyłam swoje rzeczy na łóżko.
Fajnie,co?-spytał.
Nom.
-Jest basen.
-Nie mam stroju.
-Masz spakowałem.
-Dzięki.
-Wszystko już zaplanowałem.
-To znaczy?
-Niespodzianka.
-Nie lubię ich.
-Mam 50% szans,że ta ci się spodoba.
-Zobaczymy.-powiedziałam i dostałam smsa od nicka.
"czemu nie ma cię w szkole?!"
-Wagary.
-Z Ervinem?
-Tak.-odpisałam i zostałam bez żadnej odpowiedzi.
Jest zazdrosny.Przejdzie mu.Musi bo będziemy razem.-powiedział Ervin.
Nie bądź tego taki pewien!
-Założymy się?
-O co?!
-O to że zamieszkasz u mnie.
-I tak nie będziemy razem.
-Chodźmy coś zjeść w końcu mamy śniadanie.
-Ok.-powiedziałam i poszliśmy na dół.On usiadł na przeciw mnie i ciągle patrzył mi w oczy a mi wstyd się przyznać przypominało wszystko co robiliśmy u niego w sypialni,gdy nagle przynieśli nam sniadanie.
Smakuje ci?-spytał.
Tak.
-Ciesze się- powiedział i wziął moją dłoń.
Ciepła.To dobrze-stwierdził a ja wtedy się przeraziłam.
Nie możesz mi się przeziębić.-powiedział Ervin a ja zajęłam się jedzeniem.
Fajnie tak się odciąć,co?-spytał Ervin.
Tak.-powiedziałam i jadłam.
Ciesze się,że jesteś wesoła.
Wiesz może co u Bernarda?
-Musiał pojechać gdzieś ,ale mały ma dobrą opiekę.
-To dobrze.
-A może pujdziemy popływać?
-Ok.-powiedziałam i wróciliśmy na góre.
Gdy byliśmy już w pokoju odrazu poszłam przebrać się do łazienki.
Już?-pytał Ervin.
Już.-powiedziałam i wyszłam a on znowu popatrzył się na mnie takim wzrokiem,że wszystko wokół bladło.
Wziął mnie za reke i poszliśmy na dół.
Na basenie było fajnie do czasu gdy jeden cwaniak chciał mnie poderwać.
Hej lalka sama tu jesteś?-spytał i dotknął mojego łuda gdy wrócil Ervin i wystraszył go.
Frajer.-stwierdził Ervin i wziął nasze rzeczy po czym wróciliśmy na góre.
Zabić tylko takich!-powiedział wkurzony Ervin.
Nie przesadzaj!
-Nie przesadzam!-Powiedział i poszedł w stronę balkonu i stał tam trochę aż wrócił.
Jest szansa żebyśmy wrócili do siebie ?-spytał Ervin.
Sama niewiem.
-Matylda będzie dobrze obiecuje!Będę cię na rękach nosił jak będziesz tylko chciała!
-jak mam chcieć gdy wszystko jest na nie!
-Niby co?!Nick?!Matylda znamy się prawie rok a ja z każdym dniem coraz bardziej cię kocham czy to nie dowód?-powiedział i wziął mnie za moje ręce.
Zawsze marzyłem o kims takim jak ty..O kimś kto mnie zrozumie i zakceptuje.-powiedział i zaczął mnie całować.Nie umiałam mu odmówić a on wcale mnie nie hipnotyzował.Mnie nie mógł.
Zapach jej krwi.7
Spodobałam się Nickowi i cieszyło mnie to,ale Ervin od wczoraj nie był już moim wrogiem w końcu uratował mnie i nie mogłam już go traktować z obojętnością jednak Nick też mi się spodobał a co najważniejsze był żywy jak i ja co bardziej spodobałoby się mojej mamie czy cioci.
Matylda.-spytał Nick.
-Tak?
-Pójdziemy razem na koncert?
-Chętnie.
-Ale tylko my razem.Bez twojego ex prześladowcy.
-Niewiem czy się uda.
-Dlaczego?
-Bo mam poprostu z nim wspólne sprawy.
-Jakie?
-Rodzinne.-skłamałam.
To kiespko.Ok przeżyje jakoś tego "Ervina" ,ale musisz tam być!Znam głównego wokaliste i poznałabyś go!
-No dobrze.-powiedziałam i już cieszyłam się na koncert.
Po szkole Nick odprowadził mnie do domu i nawet przytulił mnie na pożegnanie co widział z okna wściekły Ervin.
Gdy wróciłam na górę i otworzyłam drzwi mojego mieszkania poczułam ręcę Ervina na moich biodrach.
Co on ma w sobie czego mi brak?-spytał Ervin.
Kto?
-Nick?
-Jest moim przyjacielem.
-Po tym co ci zrobił?
-Był pijany!
-A ty chcesz się spotykać z kimś takim?Pijakiem?
-To ty wczoraj pijany pomyliłeś mieszkania!
-Nie pomyliłem.
-Co?!
-Czekałem na ciebie.
-Po co?
-Mam dwa bilety na koncert.
-Nick mnie już zaprosił.
-Ale pujdziesz ze mną!-powiedział i brutalnie zaczął mnie całować wpychając swoi język do moich ust co mi się nawet podobało,ale nie mogłam się na to zgodzić.
Ervin nie będziemy już razem.
-W takim razie zmuszę cię do tego.
-Co?!-spytałam a on zaniusł mnie do łóżka i znowu zaczął mnie całować.
Tym razem był tak brutalny ,że czułam jego zęby na swoim całym ciele.
Nadal nie chcesz ze mną być?-spytał.
Puść mnie!-powiedziałam a on stał się jeszcze bardziej brutalny.
Ani mi się śni!Nigdy nie będziesz z kimś innym!-powiedział i zaczął mnie całować.Postanowiłam jakoś go zepchnąć ,ale nie mogłam i wtedy mnie uderzył.
Matylda przepraszam.Proszę nie płacz.-powiedział a już zapomniałam o tym ,że byłam mu czegokolwiek wdzięczna i wtedy weszła mama.
Wróciłam.Matylda!Kto ci to zrobił?!-spytała.
Nikt ważny .-stwierdziłam a ona tylko popatrzyła na mnie z żalem.
Chciałam już dziś iść do Jorga,ale nie mogę cię zostawić samej.
-Mamo idź!Ja i tak jutro ide na koncert.
-napewno mogę?
-Tak.Masz prawo do szczęścia.
-Kocham cię.
-A ja ciebie.-powiedziałam i wyszła po czym wrócił Ervin i chciał mi pomóc z bolącym policzkiem a ja nie chętnie się zgodziłam.
Zdenerwowałem się!To wszystko przez to,że staram się o ciebie a ty masz to gdzieś!Teraz masz Nicka i nie jestem ci potrzeby-powiedział zawiedzony.
Zrozum.Ja nie umiem ci wybaczyć.
-Nawet nie próbujesz!Zresztą nie to nie,ale później nie przychodź do mnie!-powiedział i wyszedł.
Następnego dnia był mój wymarzony koncert ,ale ja wciąż w głowie miałam słowa Ervina.
Świetnie wyglądasz!-powiedział Nick i zauważył sniaka na moim policzku.
Ty też.
-Idziemy?
-Idziemy!-powiedziałam a on wziął mnie za rękę.
Całą drogę żartowaliśmy z wszystkiego a na miejscu zobaczyłam Ervina z jakąś wampirzycą jak trzymał ja i całował w szyje zadowolony.Nick to zauważył i dobijął mnie swoim ramieniem po czym poszliśmy.
Frajer!-stwierdził Nick.
Żebyś wiedział.
-Może piwa?
-Chętnie.-powiedziałam i wypiłam pół.
Wiesz mam dziś wolną chatę.-powiedział Nick.
Aha.
-Może wpadniesz?
-Nie.
-Czemu?Byłoby fajnie.
-No może.Zastanowie się.
Cały koncert był świetny jednak niewiem dokońca co było później.
Idziemy do mnie?!-wolał Nick.
Nie słyszę!-krzyknęłam.
-Pytam czy pójdziemy do mnie?
-Źle się czuję.Wracam do domu!-powiedziałam i zwymiotowałam.
Odprowadze cię.
-Sama pujde.-powiedziałam a on pocalował mnie w usta na dowidzenia.
Do domu jakoś doszłam jednak niespodziewałam się w nim Ervina.
I co fajny koncert?-spytał.
Wyjdź stąd!
-A co mi zrobisz?!Ja mogę wszystko!-powiedział kompletnie pijany i zaczął mnie szarpać po czym wkuł mi się w szyje tak mocno ,że straciłam przytomność.
Obudziłam się w szpitalu gdzie obok mnie był Nick.
Gdy wstałam zauważył to i od razu do mnie podbiegł.
Nie Miałam siły na nic i czułam się słabo.
Matylda!-wolał mnie Nick a ja jakbym odpływała jednak wróciłam.
Co się stało?-spytałam ledwo co.
Ervin znalazł cię na ulicy nie przytomną.-powiedział Nick.
Ervin?
-Tak.Gdyby nie on to byłoby źle.-Powiedział Nick a Ervin wszedł.
Wyjdź na chwile Nick.-powiedziałam
Ok.
To twoja sprawka?-spytałam.
Tak.
-Czemu?!
-Nie mogłem się powstrzymać.Zawsze nie mogę.
-Mogłeś mnie zabić!
-Wiem.-powiedział prawie płacząc.
Nie pasujemy do siebie.Zrozum.-powiedziałam.
Nie potrafię cię zostawić!-powiedział.
Musisz.
-Matylda wiem to głupie,ale chce żebyś wyszła za mnie.-powiedział i pokazał mi pierścionek z diamentem.
-Nie.-powiedziałam a on znikł.
Czego on chciał?-spytał Nick.
Niczego.-powiedziałam.
Do domu szybko wróciłam jednak nie chętnie.Przyszedł do mnie Bernard z Marckiem.
Muszę coś załatwić a Ervin teraz nie nadaje się do opieki więc może ty się zgodzisz?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam.
Mały śpi więc wystarczy,że czasem do niego zerkniesz.Będę za godzinę.-powiedział a ja włączyłam telewizor.
Ta dziewczyna Z wczoraj to nikt ważny.-powiedział smutny Ervin który nagle się pojawił.
-Nie o nią chodzi.
To o co?
-O to,że nie pasujemy do siebie.
Zastanów się.Ja nadal chce z tobą być i chce żebyś była moją żoną.
-Nie wyjdę za ciebie.
-Błagam!Zrobię wszystko!-powiedział i nawet całował moje ręce klęcząc na dywanie.
Nic oprócz przyjaźni.-powiedziałam.
Ok.-powiedział zawiedzony a ja zajrzałam do małego który sobie spał.Ervin stanął obok mnie tak blisko ,że nie mogłam się ruszyć.
Nagle zaczął mnie całować a mnie niewiem co napadło,że też go całowałam i to mocno on odrazu zaczął mnie rozbierać jednak ja przestałam i poszłam do toalety.
Matylda!-zaczął wołać.
Daj mi spokój!Idź sobie!
-Ty też mnie kochasz!-powiedział a ja zawstydziłam się.
Poprostu to była chwila emocji.-stwierdziłam.
Jesteś pewna?!
-Tak.
-To dlaczego uciekłaś skoro mogłaś na tym zapanować!
-Poprostu źle się czuję.
-Otwórz te drzwi!-powiedział a ja to zrobiłam i wtedy on wszedł i zaczął mnie całować a ja czułam,że nie mogę się mu oprzeć i wtedy przyszedł Bernard.
Ładnie się zajmujecie Marckiem.-stwierdził zażenowany a mi się zrobiło przykro,że pozwoliłam na to wszystko.
Przecież mały jest pod dobrą opieką!-stwierdził Ervin.
Na Matylde nie narzekam ,ale ty nigdy nie umiesz trzymać rąk przy sobie!Zwłaszcza przy niej!
-Przecież dziecku nic nie jest!
-A jakby coś się stało?!
-To bym zauważył!
-Jakoś tego ,że koszulkę masz tył naprzód nie widzisz!-powiedział Bernard a Ervin poszedł do toalety.
Matylda wiem,że jesteś odpowiedzialna,ale Ervin za to głupieje!
-On sam tu przyszedł.-zaczęłam się bronić.
Dlatego następnym razem zadzwoń do mnie a ja go wygonie jak będzie wariował.
-Nie ma takiej pogrzeby-powiedział Ervin.
Nieważne.-Powiedział Bernard i zabrał małego a ja zostałam sama z Ervinem.
I po co ja zakładałem tą bluzkę.-stwierdził i zaczął mnie całować.
Miałam wtedy na to ochotę,ale miałam też wyrzuty sumienia.
Matylda przecież już możemy.-powiedział Ervin.
Moja mama dziś wraca.-powiedziałam a zanim zauważyłam byłam u niego w domu a on całował mnie wszędzie i glaskał po obolałej szyi.
Ervin ja muszę wracać!-powiedziałam a on zatrzymał mnie u siebie i niepozwolił mi wyjść.
Nic nie musisz a widzę,że chcesz tu zostać.-powiedział i rozebrał mnie całą a ja już nie mogłam wytrzymać i całowałam go jak szalona.Gdy się obudziłam był ranek a ja wciąż byłam u niego.Postanowiłam szybko wstać jednak on znowu mnie zatrzymał.
Może powtórka?
-Śpieszę się!
-Twoja mama wie,że u mnie jesteś.
-Skąd?
-Powiedziałem jej.
-Ktoś cię prosił?!
-No nie,ale powinna wiedzieć gdzie jesteś nie bądź zła!
-Mam cie dość!Nigdy nie pytasz mnie o zdanie!
-Gdy się nie pytam to chociaż możemy na tym skorzystać.
-Daruj sobie!-powiedziałam i wyszłam.
O jesteś!-powiedziała mama.
Tak.
-Co robiłaś u Ervina.
-Zajmowałam się Marckiem.-skłamałam.
Podziwiam cię.
-Muszę jakoś pomóc Bernardowi.
-Dobrze.Pewnie jesteś zmęczona.
-Tak.ide spać.-powiedziałam a gdy bylam w pokoju zauważyłam Bernarda.
Umiesz kłamać.Trzeba przyznać.-powiedział.
Co tu robisz?
-Przyszedłem cię odwiedzić.
-Gdzie mały?
-Z Ervinem.Mam prośbę do ciebie.
-Jaką?
-Muszę wyjechać.Mogłabyś zająć się małym?
-No dobrze.
-Dzięki.Ervin ci pomoże.Tylko nie bawcie się za dużo razem.
-Z kim?
-Z Ervinem.Musicie pilnować mojego maleństwa bo się wkurze!
-No dobrze.-powiedziałam a on znikł.
Miałam już dość zajmowania sie dzieckiem,ale dzięki mojemu wypadkowi miałam chociaż trochę wolnego.Nick ciągle do mnie pisał,ale ja po tym jak znów zbliżyłam się do Ervina nie miałam ochoty dawać mu nadziej jednak on nie dawał za wygraną.
Matylda!Słuchasz mnie?-spytał Nick.
Tak.
-To powtórz co mówiłem.
-Z twój ojciec gdzieś wyjeżda i nie będzie matmy.
-No tak a ,że ocenki mamy nie najgorsze to może wybierzemy się w piątek na piwo?
-Wiesz wtedy wypiłam trochę,ale rzadko tak pije.
-Ze mną się nie napijesz?-spytał Nick.
No,ale teraz zajmuje się takim dzieckiem.
-Jakim znowu dzieckiem?!
-Kolegi.
-A może twoim?!
-nie!Zwariowałeś!
-Cały weekend się nie odzywałaś.
-Nie miałam czasu!
-Przyznaj ,że to twoje dziecko!
-Jak tak bardzo cię to ciekawi to mojej koleżanki,ale zmarła przy porodzie jednak muszę przyznać ,że kocham Marcka jakby był moim dzieckiem w końcu zajmuje się nim od samego początku!
-Przepraszam!Jak chcesz mogę ci pomóc?!
-Ervin już mi pomaga!
-I znowu on?!
-To moja sprawa!
-Gdyby nie moja pomoc to gówno byś zdała a nie matematykę!-powiedział Nick a mi zrobiło się smutno.
Wiesz co nie musisz już mi pomagać!Nigdy cię o to nie prosiłam!-powiedziałam i sobie poszłam.
Nagle zobaczyłam Ervina w jego aucie.
Wskakuj!-powiedział a ja weszłam do środka i zaczęłam płakać.
Co się stało?-spytał i dotknął mojego policzka.
Mam dość tego wszystkiego!
-O co chodzi?!
-Każdy myśli,że Marck to nasze dziecko.Obiecałam Idzie,że się nim zajmę ,ale to nie jest proste!
-Spokojnie!Dobrze wiem jacy są ludzie.Uwierz mi sam to przechodziłem a wampiry są nie lepsze.-powiedział a ja już się trochę uspokoiłam.Mimo wszystko przy nim czułam się zawsze bezpiecznie a teraz wiedziałam,że mogę na niego liczyć.Cieszyłam się,że Clara dała mi spokój i już nie bałam się niczego.
U niego w mieszkaniu spał sobie Marck a on mi zaproponował wspólną kąpiel a ja zgodziłam się.Jeszcze nigdy z nim się nie myłam.
Podobało mi się to jednak nagle.usłyszałam płacz Marcka i szybko.wzięłam ręcznik po czym zauważyłam Clare.
Już wrociłaś do niego?-spytała i odłożyła Marcka.
Nie.-powiedziałam a ona wzięła mnie i już rzucała,gdy Ervin zaczął mnie bronić.
Po co tu przyszłaś?!-spytał Ervin.
Chciałam cię zobaczyć.-powiedziała i już chciała go pocałować na co on się nie zgodził i odpechnął ja a ona wtedy się wkurzyła i znowu się do mnie rzucała.
Zostaw ją!-powiedział Ervin a ona chciała ugryźć Marcka jednak nagle pojawił się Bernard i jej to nie umożliwił.
Jak zobaczę cię przy moim dziecku kurwo to oberwiesz a jak coś mu zrobisz to zagłodze cię na śmierć.!-powiedział Bernard trzymając Clare za szyje.
Dobra!-powiedziała i podeszła do mnie.
A my się jeszcze zobaczymy Matyldo.-powiedziała clara i znikła.
O co jej chodziło?-spytałam.
Ona coś planuje.-powiedział Ervin do Bernarda.
Musisz wyjechać!-powiedział Bernard.
Nie mogę!
Matylda.-spytał Nick.
-Tak?
-Pójdziemy razem na koncert?
-Chętnie.
-Ale tylko my razem.Bez twojego ex prześladowcy.
-Niewiem czy się uda.
-Dlaczego?
-Bo mam poprostu z nim wspólne sprawy.
-Jakie?
-Rodzinne.-skłamałam.
To kiespko.Ok przeżyje jakoś tego "Ervina" ,ale musisz tam być!Znam głównego wokaliste i poznałabyś go!
-No dobrze.-powiedziałam i już cieszyłam się na koncert.
Po szkole Nick odprowadził mnie do domu i nawet przytulił mnie na pożegnanie co widział z okna wściekły Ervin.
Gdy wróciłam na górę i otworzyłam drzwi mojego mieszkania poczułam ręcę Ervina na moich biodrach.
Co on ma w sobie czego mi brak?-spytał Ervin.
Kto?
-Nick?
-Jest moim przyjacielem.
-Po tym co ci zrobił?
-Był pijany!
-A ty chcesz się spotykać z kimś takim?Pijakiem?
-To ty wczoraj pijany pomyliłeś mieszkania!
-Nie pomyliłem.
-Co?!
-Czekałem na ciebie.
-Po co?
-Mam dwa bilety na koncert.
-Nick mnie już zaprosił.
-Ale pujdziesz ze mną!-powiedział i brutalnie zaczął mnie całować wpychając swoi język do moich ust co mi się nawet podobało,ale nie mogłam się na to zgodzić.
Ervin nie będziemy już razem.
-W takim razie zmuszę cię do tego.
-Co?!-spytałam a on zaniusł mnie do łóżka i znowu zaczął mnie całować.
Tym razem był tak brutalny ,że czułam jego zęby na swoim całym ciele.
Nadal nie chcesz ze mną być?-spytał.
Puść mnie!-powiedziałam a on stał się jeszcze bardziej brutalny.
Ani mi się śni!Nigdy nie będziesz z kimś innym!-powiedział i zaczął mnie całować.Postanowiłam jakoś go zepchnąć ,ale nie mogłam i wtedy mnie uderzył.
Matylda przepraszam.Proszę nie płacz.-powiedział a już zapomniałam o tym ,że byłam mu czegokolwiek wdzięczna i wtedy weszła mama.
Wróciłam.Matylda!Kto ci to zrobił?!-spytała.
Nikt ważny .-stwierdziłam a ona tylko popatrzyła na mnie z żalem.
Chciałam już dziś iść do Jorga,ale nie mogę cię zostawić samej.
-Mamo idź!Ja i tak jutro ide na koncert.
-napewno mogę?
-Tak.Masz prawo do szczęścia.
-Kocham cię.
-A ja ciebie.-powiedziałam i wyszła po czym wrócił Ervin i chciał mi pomóc z bolącym policzkiem a ja nie chętnie się zgodziłam.
Zdenerwowałem się!To wszystko przez to,że staram się o ciebie a ty masz to gdzieś!Teraz masz Nicka i nie jestem ci potrzeby-powiedział zawiedzony.
Zrozum.Ja nie umiem ci wybaczyć.
-Nawet nie próbujesz!Zresztą nie to nie,ale później nie przychodź do mnie!-powiedział i wyszedł.
Następnego dnia był mój wymarzony koncert ,ale ja wciąż w głowie miałam słowa Ervina.
Świetnie wyglądasz!-powiedział Nick i zauważył sniaka na moim policzku.
Ty też.
-Idziemy?
-Idziemy!-powiedziałam a on wziął mnie za rękę.
Całą drogę żartowaliśmy z wszystkiego a na miejscu zobaczyłam Ervina z jakąś wampirzycą jak trzymał ja i całował w szyje zadowolony.Nick to zauważył i dobijął mnie swoim ramieniem po czym poszliśmy.
Frajer!-stwierdził Nick.
Żebyś wiedział.
-Może piwa?
-Chętnie.-powiedziałam i wypiłam pół.
Wiesz mam dziś wolną chatę.-powiedział Nick.
Aha.
-Może wpadniesz?
-Nie.
-Czemu?Byłoby fajnie.
-No może.Zastanowie się.
Cały koncert był świetny jednak niewiem dokońca co było później.
Idziemy do mnie?!-wolał Nick.
Nie słyszę!-krzyknęłam.
-Pytam czy pójdziemy do mnie?
-Źle się czuję.Wracam do domu!-powiedziałam i zwymiotowałam.
Odprowadze cię.
-Sama pujde.-powiedziałam a on pocalował mnie w usta na dowidzenia.
Do domu jakoś doszłam jednak niespodziewałam się w nim Ervina.
I co fajny koncert?-spytał.
Wyjdź stąd!
-A co mi zrobisz?!Ja mogę wszystko!-powiedział kompletnie pijany i zaczął mnie szarpać po czym wkuł mi się w szyje tak mocno ,że straciłam przytomność.
Obudziłam się w szpitalu gdzie obok mnie był Nick.
Gdy wstałam zauważył to i od razu do mnie podbiegł.
Nie Miałam siły na nic i czułam się słabo.
Matylda!-wolał mnie Nick a ja jakbym odpływała jednak wróciłam.
Co się stało?-spytałam ledwo co.
Ervin znalazł cię na ulicy nie przytomną.-powiedział Nick.
Ervin?
-Tak.Gdyby nie on to byłoby źle.-Powiedział Nick a Ervin wszedł.
Wyjdź na chwile Nick.-powiedziałam
Ok.
To twoja sprawka?-spytałam.
Tak.
-Czemu?!
-Nie mogłem się powstrzymać.Zawsze nie mogę.
-Mogłeś mnie zabić!
-Wiem.-powiedział prawie płacząc.
Nie pasujemy do siebie.Zrozum.-powiedziałam.
Nie potrafię cię zostawić!-powiedział.
Musisz.
-Matylda wiem to głupie,ale chce żebyś wyszła za mnie.-powiedział i pokazał mi pierścionek z diamentem.
-Nie.-powiedziałam a on znikł.
Czego on chciał?-spytał Nick.
Niczego.-powiedziałam.
Do domu szybko wróciłam jednak nie chętnie.Przyszedł do mnie Bernard z Marckiem.
Muszę coś załatwić a Ervin teraz nie nadaje się do opieki więc może ty się zgodzisz?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam.
Mały śpi więc wystarczy,że czasem do niego zerkniesz.Będę za godzinę.-powiedział a ja włączyłam telewizor.
Ta dziewczyna Z wczoraj to nikt ważny.-powiedział smutny Ervin który nagle się pojawił.
-Nie o nią chodzi.
To o co?
-O to,że nie pasujemy do siebie.
Zastanów się.Ja nadal chce z tobą być i chce żebyś była moją żoną.
-Nie wyjdę za ciebie.
-Błagam!Zrobię wszystko!-powiedział i nawet całował moje ręce klęcząc na dywanie.
Nic oprócz przyjaźni.-powiedziałam.
Ok.-powiedział zawiedzony a ja zajrzałam do małego który sobie spał.Ervin stanął obok mnie tak blisko ,że nie mogłam się ruszyć.
Nagle zaczął mnie całować a mnie niewiem co napadło,że też go całowałam i to mocno on odrazu zaczął mnie rozbierać jednak ja przestałam i poszłam do toalety.
Matylda!-zaczął wołać.
Daj mi spokój!Idź sobie!
-Ty też mnie kochasz!-powiedział a ja zawstydziłam się.
Poprostu to była chwila emocji.-stwierdziłam.
Jesteś pewna?!
-Tak.
-To dlaczego uciekłaś skoro mogłaś na tym zapanować!
-Poprostu źle się czuję.
-Otwórz te drzwi!-powiedział a ja to zrobiłam i wtedy on wszedł i zaczął mnie całować a ja czułam,że nie mogę się mu oprzeć i wtedy przyszedł Bernard.
Ładnie się zajmujecie Marckiem.-stwierdził zażenowany a mi się zrobiło przykro,że pozwoliłam na to wszystko.
Przecież mały jest pod dobrą opieką!-stwierdził Ervin.
Na Matylde nie narzekam ,ale ty nigdy nie umiesz trzymać rąk przy sobie!Zwłaszcza przy niej!
-Przecież dziecku nic nie jest!
-A jakby coś się stało?!
-To bym zauważył!
-Jakoś tego ,że koszulkę masz tył naprzód nie widzisz!-powiedział Bernard a Ervin poszedł do toalety.
Matylda wiem,że jesteś odpowiedzialna,ale Ervin za to głupieje!
-On sam tu przyszedł.-zaczęłam się bronić.
Dlatego następnym razem zadzwoń do mnie a ja go wygonie jak będzie wariował.
-Nie ma takiej pogrzeby-powiedział Ervin.
Nieważne.-Powiedział Bernard i zabrał małego a ja zostałam sama z Ervinem.
I po co ja zakładałem tą bluzkę.-stwierdził i zaczął mnie całować.
Miałam wtedy na to ochotę,ale miałam też wyrzuty sumienia.
Matylda przecież już możemy.-powiedział Ervin.
Moja mama dziś wraca.-powiedziałam a zanim zauważyłam byłam u niego w domu a on całował mnie wszędzie i glaskał po obolałej szyi.
Ervin ja muszę wracać!-powiedziałam a on zatrzymał mnie u siebie i niepozwolił mi wyjść.
Nic nie musisz a widzę,że chcesz tu zostać.-powiedział i rozebrał mnie całą a ja już nie mogłam wytrzymać i całowałam go jak szalona.Gdy się obudziłam był ranek a ja wciąż byłam u niego.Postanowiłam szybko wstać jednak on znowu mnie zatrzymał.
Może powtórka?
-Śpieszę się!
-Twoja mama wie,że u mnie jesteś.
-Skąd?
-Powiedziałem jej.
-Ktoś cię prosił?!
-No nie,ale powinna wiedzieć gdzie jesteś nie bądź zła!
-Mam cie dość!Nigdy nie pytasz mnie o zdanie!
-Gdy się nie pytam to chociaż możemy na tym skorzystać.
-Daruj sobie!-powiedziałam i wyszłam.
O jesteś!-powiedziała mama.
Tak.
-Co robiłaś u Ervina.
-Zajmowałam się Marckiem.-skłamałam.
Podziwiam cię.
-Muszę jakoś pomóc Bernardowi.
-Dobrze.Pewnie jesteś zmęczona.
-Tak.ide spać.-powiedziałam a gdy bylam w pokoju zauważyłam Bernarda.
Umiesz kłamać.Trzeba przyznać.-powiedział.
Co tu robisz?
-Przyszedłem cię odwiedzić.
-Gdzie mały?
-Z Ervinem.Mam prośbę do ciebie.
-Jaką?
-Muszę wyjechać.Mogłabyś zająć się małym?
-No dobrze.
-Dzięki.Ervin ci pomoże.Tylko nie bawcie się za dużo razem.
-Z kim?
-Z Ervinem.Musicie pilnować mojego maleństwa bo się wkurze!
-No dobrze.-powiedziałam a on znikł.
Miałam już dość zajmowania sie dzieckiem,ale dzięki mojemu wypadkowi miałam chociaż trochę wolnego.Nick ciągle do mnie pisał,ale ja po tym jak znów zbliżyłam się do Ervina nie miałam ochoty dawać mu nadziej jednak on nie dawał za wygraną.
Matylda!Słuchasz mnie?-spytał Nick.
Tak.
-To powtórz co mówiłem.
-Z twój ojciec gdzieś wyjeżda i nie będzie matmy.
-No tak a ,że ocenki mamy nie najgorsze to może wybierzemy się w piątek na piwo?
-Wiesz wtedy wypiłam trochę,ale rzadko tak pije.
-Ze mną się nie napijesz?-spytał Nick.
No,ale teraz zajmuje się takim dzieckiem.
-Jakim znowu dzieckiem?!
-Kolegi.
-A może twoim?!
-nie!Zwariowałeś!
-Cały weekend się nie odzywałaś.
-Nie miałam czasu!
-Przyznaj ,że to twoje dziecko!
-Jak tak bardzo cię to ciekawi to mojej koleżanki,ale zmarła przy porodzie jednak muszę przyznać ,że kocham Marcka jakby był moim dzieckiem w końcu zajmuje się nim od samego początku!
-Przepraszam!Jak chcesz mogę ci pomóc?!
-Ervin już mi pomaga!
-I znowu on?!
-To moja sprawa!
-Gdyby nie moja pomoc to gówno byś zdała a nie matematykę!-powiedział Nick a mi zrobiło się smutno.
Wiesz co nie musisz już mi pomagać!Nigdy cię o to nie prosiłam!-powiedziałam i sobie poszłam.
Nagle zobaczyłam Ervina w jego aucie.
Wskakuj!-powiedział a ja weszłam do środka i zaczęłam płakać.
Co się stało?-spytał i dotknął mojego policzka.
Mam dość tego wszystkiego!
-O co chodzi?!
-Każdy myśli,że Marck to nasze dziecko.Obiecałam Idzie,że się nim zajmę ,ale to nie jest proste!
-Spokojnie!Dobrze wiem jacy są ludzie.Uwierz mi sam to przechodziłem a wampiry są nie lepsze.-powiedział a ja już się trochę uspokoiłam.Mimo wszystko przy nim czułam się zawsze bezpiecznie a teraz wiedziałam,że mogę na niego liczyć.Cieszyłam się,że Clara dała mi spokój i już nie bałam się niczego.
U niego w mieszkaniu spał sobie Marck a on mi zaproponował wspólną kąpiel a ja zgodziłam się.Jeszcze nigdy z nim się nie myłam.
Podobało mi się to jednak nagle.usłyszałam płacz Marcka i szybko.wzięłam ręcznik po czym zauważyłam Clare.
Już wrociłaś do niego?-spytała i odłożyła Marcka.
Nie.-powiedziałam a ona wzięła mnie i już rzucała,gdy Ervin zaczął mnie bronić.
Po co tu przyszłaś?!-spytał Ervin.
Chciałam cię zobaczyć.-powiedziała i już chciała go pocałować na co on się nie zgodził i odpechnął ja a ona wtedy się wkurzyła i znowu się do mnie rzucała.
Zostaw ją!-powiedział Ervin a ona chciała ugryźć Marcka jednak nagle pojawił się Bernard i jej to nie umożliwił.
Jak zobaczę cię przy moim dziecku kurwo to oberwiesz a jak coś mu zrobisz to zagłodze cię na śmierć.!-powiedział Bernard trzymając Clare za szyje.
Dobra!-powiedziała i podeszła do mnie.
A my się jeszcze zobaczymy Matyldo.-powiedziała clara i znikła.
O co jej chodziło?-spytałam.
Ona coś planuje.-powiedział Ervin do Bernarda.
Musisz wyjechać!-powiedział Bernard.
Nie mogę!
Zapach jej krwi.6
Widzę szczęśliwą rodzinke.-stwierdziła Christina.
A co masz coś do tego?!-krzyknął Ervin.
Niewiem czy mam czy nie,ale gdzie jest ta ładniejsza laska co wczoraj wieczorem cię z nią widziałam?-spytała Christina a ja już miałam dość!Znowu spotkał się z Clarą!
Gdzie idziesz?!Matylda!-krzyknął Ervin i pobiegł za mna z wózkiem.
Czekaj!-zawołał.
Daj mi spokój!-powiedziałam.
Matylda!O co chodzi?!
-Nie mam obowiązku z tobą przybywać!
-Chodzi o Clare?!Boże ja tylko chciałem jej powiedzieć żeby dała nam wszystkim spokój!
-Akurat.-powiedziałam lekceważąc go a on odwrócił mnie do siebie i pocalował.
Naprawdę mi na tobie zależy.-powiedział a ja i tak miałam dość wszystkiego.
Spotkamy się dziś wieczorem?
-Niewiem.
-Proszę.
-Dobra.-powiedziałam i miałam już iść ,ale on mi dał wózek do ręki.
On cię bardzo lubi.Płakałby jakbyś poszła.-powiedział.
Serio?
-Tak.Czegoś ci nie mówiłem o małych wampirach.
-Czego?
-Szybko rosną im ząbki,szybciej uczą się chodzić i mówić.
-Ile im to zajmuje?
-Pół roku naj dłużej.Patrz mały już prawie ma ząbki.
-A taki mały wampir jest w stanie kogoś zabić?
-Zwierzęta napewno,ale nie umieją polować a jeśli to rzadko kiedy.Takie w połowie wampiry jedzą to co inne dzieci.
-Dużo wiesz.-stwierdziłam.
Wiesz muszę.Teraz mogę tym pomóc Bernardowi.
-Ty go uczysz?
-Wymieniamy się wiedzą.To on mi poradził starać o ciebie z całych sił.
-Aha.
-Patrz maluszek się obudził.
-Wracamy do domu?
-Tak.A co się dzieje?
-Poprostu chce już wrócić.
-A co z twoją mamą?
-Pracuje.
-Ciągle?!
-Na zycie trzba zarobić.
-No tak.Zawsze tak było?
-Wiesz mój ojciec zmarł jak miałam dwa lata.
-O Boże!
-Wszystko na jej głowie.Kiedyś jej pomogę.
-Ja mogę ci pomoc.
-Nie musisz.
-Jak będziesz miała problem to wiesz gdzie mnie szukać.
-Jeśli nie zmienisz zdania.-powiedziałam szeptem a on usłyszał i obrócił do siebie.
Nie zmienię zdania i spotkamy się dziś u mnie.
-Jak mama mnie puści.
-Przecież jest w pracy a ty masz 18 lat.
-Liczę się z jej zdaniem.
-Rozumiem.Musisz jednak żyć-powiedział i byliśmy przed bramą gdzie czekał Bernard palący papierosa jednak gdy nas zobaczył to go zgasił.
Zimno jest.Nie zmarzł?-spytał się i wziął małego na ręce.
Mogę się już nim zająć.-dopowiedział po chwil Bernard.
No to super.-powiedział zadowolony Ervin i poszliśmy razem na górę.
Bernard zachowywał się już normalnie i nawet bawił się z małym.
Ervin możemy pogadać w kuchni?-spytał nagle Bernard.
Jasne.Popilnuj małego.-powiedział Ervin a ja poprostu zaczęłam bawić się z nim,jednak byłam ciekawa o czym rozmawiali i postanowiłam przejść koło kuchni jednak nic tam ciekawego nie usłyszałam.
Mały był świetny jednak zaczął mnie gryźć co mało mi się podobało.
Już jesteśmy.Bernard weźmie już małego.-powiedział Ervin.
Dobrze.Au!-krzyknęłam.
Coś się stało?
-Marck mnie ugryzł!
-Jest głodny w domu mam dla niego zwierzątka.-powiedział Bernard i wziął małego po czym znikli.
Bernard przemyślał to wszystko.-powiedział Ervin.
W końcu mały to wszystko co ma.
-No tak.To może już coś zjemy w końcu 18.-zaproponował Ervin.
No dobrze.-powiedziałam a on przyniósł jedzenie i nalał wina.
Ja nie pije.
-Jednego chyba możesz?
-Spróbuje.
-W końcu to jedno z lepszych.
-Po co ta kolacja?-spytałam w końcu.
Żeby mile i wspólnie spędzić czas.
-Przecież i tak już spędzamy go większość razem.
-Chce do ciebie wrócić.Chce żeby było jak dawniej.-powiedział i wziął moją dłoń.
Przecież i tak już rozmawiamy.
-Cieszy mmie to,ale.Ja chce tego co wcześniej.
-To już nie wróci.
-Wróci jeśli mi zaufasz.-powiedział i zadzął mnie całować.
Co ty robisz?!-krzyknęłam do niego a on nie przestawał dopóki i mi się nie zrobiło gorąco.Gdy już zaczął mnie dotykać i powoli rozbierać to zadzwonił dzwonek.
Otwórz!-powiedziałam.
Nie.-Stwierdził i znów mnie całował jednak dzwonek wciąż dzwonił.
Zaraz wracam.-powiedział a ja usłyszałam głos wkurzonej Clary i ich kłótnię.
Szybko się ubrałam jednak on wrócił i znowu mnie rozebrał.Nie miałam jak wyjść a on nie chciał mnie wypuścić i nawet się z tym nie krył.Po wszystkim chciałam wyjść,ale on przykrył mnie i objął mocno.Czułam,że całował mnie jednak myślami byłam przy tym co mi zrobił gdy był z Clara.Postanowiłam zasnąć a rano szybko wyjść i zapomnieć o tym co miało miejsce.
Rano gdy wstałam on spał obok.Gdy się ubierałam to on wstał i przygniutł mnie sobą do łóżka.
Gdzie się wybierasz?-spytał.
Do domu.
-A wspólne śniadanie?
-To wczoraj to był błąd.
-Podobało ci się.
-Nie miałam jak wyjść!-powiedziałam jednak on nie słuchał i zamknął drzwi.
Zjesz śniadanie to wyjdziesz!-powiedział stanowczo.
Ok.-powiedziałam a on zniknął i wrócił ze śniadaniem.
Dzięki.-powiedziałam.
To ja ci dziękuję za tą noc kochanie.-powiedział i chciał mnie pocałować.
Co się dzieje?-spytał.
Nic nie czuję.
-Zdaje ci się.
-Nie!To ty mnie zmuszasz!Ciągle prześladujesz sobą!Ja chciałam to skończyć!
-Zjedz chociaż.-powiedział zawiedzony i wyszedł.
Ja zjadłam to co zrobił i wyszłam.
W domu znowu myślałam o tym ,że nie powinnam z nim niczego wczoraj robić ,ale zmusił mnie.Nagle przyszedł do mnie Bernard z małym.
Zajmiesz się nim?
-dobrze.
Tu masz wszystko.-powiedział i wyszedł a ja byłam ciekawa czemu nie poszedł poprosić o to Ervina.Mały wyglądał na starszego jednak wciąż miał tylko kilka tygodni.Bernard dbał o niego i ładnie go ubrał.Ida byłaby dumna z tego.Nagle zauważyłam,że bawił się myszką,ale to nie był pluszak.Wizęłam ją od niego i wyrzuciłam a on zaczął płakać więc znalazłam mu inną zabawkę.
Napewno nie taką która kiedyś chodziła i żyła i też się ucieszył.
Bernard po chwili wrócił i spytał czy wiem gdzie jest Ervin?
Niewiem.-powiedziałam.
Możesz trochę się nim jeszcze zająć?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam zmęczona a on zniknął.
Mały za to szukał go wszędzie i wyglądało to słodko aż w końcu wrócił do mnie i zobaczyłam,że obok pojawił się Ervin.
Co tu robisz?-spytałam.
Bernard mnie poprosił żebym tu przyszedł.
-Aha..-powiedziałam a on nagle odwrócił mnie do siebie i wziął za rękę.
Nie odpuszcze cię!-powiedział.
Chyba ja mam coś do powiedzenia!
-Nie znajdziesz lepszego ani ja więc po co tak uciekać po śniadaniu?
-Mam 18 lat więc mów za siebie!Zreztą nikogo nie szukam!
-Zobaczymy.-powiedział Ervin i znów na mnie popatrzył.
Miałam już go dość!Gdy się tylko na mnie chwilę popatrzył czułam się jakbym była prześladowana.
Bernard w końcu przyszedł po małego jednak Ervin nie opuścił mojego mieszkania nawet gdy wróciła mama.
Długo już jest?-spytała mama.
No kilka godzin.Mogłabyś go jakoś wygonić grzecznie?-poprosiłam.
Właściwie nie mam innego wyjśćia.Musimy porozmawiać.
-O czym?
-O zagrożeniu z matematyki.-powiedziała mama a ja już miałam dość.
Ervin musisz wyjść bo muszę pilnie porozmawiać z Matyldą.-powiedziała mama a on od razu wyszedł.
Musisz poprawić oceny.Wiem,że chcesz pomóc Bernardowi jednak nie ma o tym mowy.Musisz się zająć sobą i swoimi sprawami.
-Wiem mamo.-powiedziałam i poszłam do swojego pokoju uczyć się gdzie zobaczyłam Ervina leżącego na łóżku bez koszulki.
Idź sobie!-powiedziałam cicho.
Co bo nie słyszę?-powiedział i zanim się obojerzałam leżałam obok niego.
Co ty wyprawiasz!Muszę się uczyć!-powiedziałam.
Ja cię zaraz wszystkiego nauczę.-powiedział zadowlony.
Nie możesz mnie zabić albo oddalić się ode mnie?!
-Mówiłem nie ma takiej opcji!
-To chociaż daj mi się uczyć!-powiedziałam a on ubrał się i usiadł normalnie.
Tak się tego nie nauczysz.-powiedział.
A niby jak?!Co geniuszu?!-spytałam a on zaczął mi tłumaczyć aż nagle wziął ode mnie książkę i rzucił nią o podłogę.
Mówiłam nic nie umiem.
-Rzeczywiście jesteś odporna na matematykę.Może powtórzymy to co ostatnio?
-A co zmusisz mnie?!
-A to była propozycja?!Chętnie.-powiedział i weszła mama.
Książka mi spadła.
-Wychodzę.Umówiłam się.-powiedziała
-Z kim?-spytałam.
Z kolegą z pracy.Jorgiem.
To miłego wieczoru.-powiedziałam i wróciłam do pokoju.Gdy wzięłam książkę poczułam,że Ervin znowu wrócił.
Nie drocz się.-powiedział i mnie przytulił.
Co mam zrobić żebys zrozumiał,że nie wrócę?!
-Nic nie możesz zrobić.Ja mam swoje plany wobec nas.
-Mnie bzykanie nie interesuje!
-Chyba nie jestem w tym aż taki zły?Zresztą chciałem cię zaprosić do moich rodziców.
-Nie dzięki.
-Czemu?
-Poprostu nie mam czasu.
-A jak będziesz go miała?
-To też nie pojadę.
-Twoja mama potrafi się bawić a ty wciąż masz żal o jedno.Nikt nie zechce takiej zołzy!Przepraszam ,że to powiedziałem.
-Wyjdź stąd.
-Przepraszam.
-Nie chce cię znać!-powiedziałam i Zamknęłam drzwi.
Poczułam straszny żal po tym co mi powiedział a jutro szkoła i znów będę mieć doła.
Rano gdy wstałam mamy wciąż nie było,ale był nowy prezent od Ervina.
Nie powiem.On potrafi kupić dobry prezent,ale mnie nim nie kupi.
Matylda.Przyjmij prezent ode mnie.-powiedział Ervin i spoglądał na mnie.
Nie chce niczego od ciebie.Nawet cię nie lubię.
-Naprawdę?
-Niektóre rzeczy nie są warte wydarzenia.
-Dobrze dam ci narazie spokój.-powiedział.
Śpieszę się!-odpowiedziałam.
Kocham tylko ciebie.Pamiętaj.-powiedział i zniknął.
W mojej klasie była sensacja.Syn Pana Noaha.
Nick-Nicholas od dziś był w naszej klasie.On jednak nie chciał gadać z nikim a Miał wzięcie u nas.
Ze mną nikt nie chciał a on sam wybrał to co mam ja.
Współczułam mu jednak takiego ojca jednak w końcu sam go wychowywał.
Na matematyce stał się cud.
Nick do mnie przemówił.
Cześć.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Wolne?-spytał.
Tak.-odpowiedziałam.
Fanka rocka?-spytał.
Tak.
-Lubisz ich?
-Uwielbiam.
-Byłem na ich koncercie.
-Fajnie.
-Może kiedyś pujdziemy razem?
-Nie mam środków.
-Znam kumpla który ma bilety za darmo.
Mama jej nie puści.Ja chętnie pujde-powiedziała Christina
Ma 18 lat a z tobą to może iść twój chłopak chyba ,że go nie masz. -Powiedział a Christina się wkurzyła.
To jak?-spytał a ja dostałam kolejnego smsa od Ervina,że tęskni za mną.
Ona już ma Ervina.-powiedziała zadowolona Christina.
Cisza!jest lekcja!-krzyknął Noah a ja zauważyłam jak Nick się go bał.
Dziś kartkówka.Wyciągamy karteczki.-powiedział a ja bałam się ruszyć jednak Nick Puścił do mnie oczko.
I podał mi jakąś kartkę.
Pożycze ci bo nie masz.-powiedział do mnie a jego ojciec już nie patrzył na nas z podejrzeniem.
Na kartce była mała dodatkowa z ściągą.Chciałam mu ją oddać bo to była jego jedyna kartka jednak on tylko się uśmiechnął i poprosił o nową ojca.
Mówiłem ci żebyś wziął.-powiedział Pan Noah.
Wzięłem,ale koleżanka nie miała.
-Siadaj!Za trzy minuty oddajemy!-krzyknął pan Noah a ja byłam wdzięczna Nikowi.
Dzięki niemu w końcu radość wróciła do mnie i miałam z kim spędzać czas.To byłoby najlepsze ostanie pół roku w tej szkole jak myślałam.
Dzięki Nick.
-Może wzamian przyjedziesz dziś do mnie?
-No niewiem.
-Mieszkam niedaleko to mój numer.
-dzięki
-Zostaniemy przyjaciómi?
-Chętnie.-powiedziałam i zobaczyłam Ervina który nas obserwował.
Przyniosłem ci śniadanie.-powiedział Ervin
Dzięki.Nie trzeba było.-powiedziałam.
To twój chlopak?-spytał Nick.
Były.Poprostu czasem przychodzi do mnie.
-A ty to kto?-spytał Ervin.
Nick.-powiedział podkreślając każdą literę.
Rockowiec?
-Może a bo co?
-Tatuś wie ,że syneczek o mało co nie przedawkowałby?
-Daj mu spokój!-powiedziałam.
Nic niewiesz.Niewiesz jak to żyć z kimś takim jak mój tatuś!-powiedział Nick i sobie poszedł a ja zrobiłam to samo.
Matylda!-krzyknął Ervin.
Nie jesteśmy razem!Nie jestem twoją własnością!-powiedziałam i poszłam na lekcje.
Nick nie był na mnie zły i usiadł koło mnie.Cieszyłam się ,że w końcu mam przyjaciela.Odprowadził mnie nawet do domu jednak to co zastałam w moim pokoju było straszne.Ervin pijany spał w moim łóżku w środku tygodnia.
Wstawaj!-powiedziałam cicho.
Kochanie?-spytał.
Wstań!
Skarbie.Nie gniewaj się na mnie!Ja ciebie kocham.
-Wyjdź stąd Ervin!
-Tylko się wyśpie.-powiedział i zasnął.
Ja tego dnia i tak byłam umowiona z Nickiem więc nie miałam czasu na awantury.
Do Nicka idziesz?!-powiedział pogardliwie.
Ide.Wyjdź stąd!
-Chcesz tam iść?Znasz go?
-Ide żeby poznać.
-Idziesz bo sie boisz.Chcesz mieć przyjaciela.
-To moja sprawa.
-Mylisz się.-powiedział i wyszedł a ja w spokoju mogłam pujść do Nicka.
Hej.-powiedział wesoło i palił coś.
Hej.-odpowiedziałam i zaczęłam myśleć o tym co powiedział mi Ervin.
Mój ojciec gdzieś pojechał.Mamy ściągi na zajęcia.Zrób zzdjęcia.-powiedział i zaciągnął się.
Palisz?-spytałam.
Tak.Chcesz spróbować?
-Nie.
Rozweslisz się trochę.
-Będę już isc.
-Chyba coś mi się należy.-stwierdził i dotknął mojej twarzy gdy już prawie mnie całował zjawił się Ervin i mnie uratował.
Powinnieś dostać w mordę!-powiedział Ervin i mnie zabrał.
Mówiłem ci.-powiedział a ja się rozpłakałam.
Nie płacz mała.
-Ty zawsze musisz mieć rację?!Też mam prawo kogoś poznać!Kogoś normalnego!Trzebabyło być z Clara a mi dać spokój!-powiedziałam i zauważyłam Bernarda który poszedł gdzieś gdy zauważył nas.
Nigdy nie chciałem być z Clara!Chciałem cię chronić!Jak dziś!-powiedział a ja poszłam do domu.
Coś się stało?-spytała mama.
Głowa mnie boli.
-Odpocznij.
-A jak u ciebie?
-Jorge zapraszał mnie na weekend.
-To zgudź się.
-Zgodziłam.Odpocznij już od nauki.
-Obiecuję.-powiedziałam i położyłam się spać.Tej nocy miałam spokój od Ervina.
Następnego dnia było ciężko,ale omijałam Nicka.
Matylda przepraszam.Niewiedziałem co robię!
-Jakoś pamiętasz!
-Podobasz mi się,ale nie powinnienem tak.Wybacz mi.
-Ok.
-Wczoraj miałem zły dzień.
-Dlatego byłeś pijany jak przyszłam?
-Mój ojciec mnie wkurza.-opowiadał a ja myślałam o tym co się wydarzyło.
Słuchasz?-spytał.
Wiesz nie dziwie się.
-Szkoda,że tak późno cię poznałem.-powiedział i prawieby mnie pocakował,ale zadzwonił dzwonek.
A co masz coś do tego?!-krzyknął Ervin.
Niewiem czy mam czy nie,ale gdzie jest ta ładniejsza laska co wczoraj wieczorem cię z nią widziałam?-spytała Christina a ja już miałam dość!Znowu spotkał się z Clarą!
Gdzie idziesz?!Matylda!-krzyknął Ervin i pobiegł za mna z wózkiem.
Czekaj!-zawołał.
Daj mi spokój!-powiedziałam.
Matylda!O co chodzi?!
-Nie mam obowiązku z tobą przybywać!
-Chodzi o Clare?!Boże ja tylko chciałem jej powiedzieć żeby dała nam wszystkim spokój!
-Akurat.-powiedziałam lekceważąc go a on odwrócił mnie do siebie i pocalował.
Naprawdę mi na tobie zależy.-powiedział a ja i tak miałam dość wszystkiego.
Spotkamy się dziś wieczorem?
-Niewiem.
-Proszę.
-Dobra.-powiedziałam i miałam już iść ,ale on mi dał wózek do ręki.
On cię bardzo lubi.Płakałby jakbyś poszła.-powiedział.
Serio?
-Tak.Czegoś ci nie mówiłem o małych wampirach.
-Czego?
-Szybko rosną im ząbki,szybciej uczą się chodzić i mówić.
-Ile im to zajmuje?
-Pół roku naj dłużej.Patrz mały już prawie ma ząbki.
-A taki mały wampir jest w stanie kogoś zabić?
-Zwierzęta napewno,ale nie umieją polować a jeśli to rzadko kiedy.Takie w połowie wampiry jedzą to co inne dzieci.
-Dużo wiesz.-stwierdziłam.
Wiesz muszę.Teraz mogę tym pomóc Bernardowi.
-Ty go uczysz?
-Wymieniamy się wiedzą.To on mi poradził starać o ciebie z całych sił.
-Aha.
-Patrz maluszek się obudził.
-Wracamy do domu?
-Tak.A co się dzieje?
-Poprostu chce już wrócić.
-A co z twoją mamą?
-Pracuje.
-Ciągle?!
-Na zycie trzba zarobić.
-No tak.Zawsze tak było?
-Wiesz mój ojciec zmarł jak miałam dwa lata.
-O Boże!
-Wszystko na jej głowie.Kiedyś jej pomogę.
-Ja mogę ci pomoc.
-Nie musisz.
-Jak będziesz miała problem to wiesz gdzie mnie szukać.
-Jeśli nie zmienisz zdania.-powiedziałam szeptem a on usłyszał i obrócił do siebie.
Nie zmienię zdania i spotkamy się dziś u mnie.
-Jak mama mnie puści.
-Przecież jest w pracy a ty masz 18 lat.
-Liczę się z jej zdaniem.
-Rozumiem.Musisz jednak żyć-powiedział i byliśmy przed bramą gdzie czekał Bernard palący papierosa jednak gdy nas zobaczył to go zgasił.
Zimno jest.Nie zmarzł?-spytał się i wziął małego na ręce.
Mogę się już nim zająć.-dopowiedział po chwil Bernard.
No to super.-powiedział zadowolony Ervin i poszliśmy razem na górę.
Bernard zachowywał się już normalnie i nawet bawił się z małym.
Ervin możemy pogadać w kuchni?-spytał nagle Bernard.
Jasne.Popilnuj małego.-powiedział Ervin a ja poprostu zaczęłam bawić się z nim,jednak byłam ciekawa o czym rozmawiali i postanowiłam przejść koło kuchni jednak nic tam ciekawego nie usłyszałam.
Mały był świetny jednak zaczął mnie gryźć co mało mi się podobało.
Już jesteśmy.Bernard weźmie już małego.-powiedział Ervin.
Dobrze.Au!-krzyknęłam.
Coś się stało?
-Marck mnie ugryzł!
-Jest głodny w domu mam dla niego zwierzątka.-powiedział Bernard i wziął małego po czym znikli.
Bernard przemyślał to wszystko.-powiedział Ervin.
W końcu mały to wszystko co ma.
-No tak.To może już coś zjemy w końcu 18.-zaproponował Ervin.
No dobrze.-powiedziałam a on przyniósł jedzenie i nalał wina.
Ja nie pije.
-Jednego chyba możesz?
-Spróbuje.
-W końcu to jedno z lepszych.
-Po co ta kolacja?-spytałam w końcu.
Żeby mile i wspólnie spędzić czas.
-Przecież i tak już spędzamy go większość razem.
-Chce do ciebie wrócić.Chce żeby było jak dawniej.-powiedział i wziął moją dłoń.
Przecież i tak już rozmawiamy.
-Cieszy mmie to,ale.Ja chce tego co wcześniej.
-To już nie wróci.
-Wróci jeśli mi zaufasz.-powiedział i zadzął mnie całować.
Co ty robisz?!-krzyknęłam do niego a on nie przestawał dopóki i mi się nie zrobiło gorąco.Gdy już zaczął mnie dotykać i powoli rozbierać to zadzwonił dzwonek.
Otwórz!-powiedziałam.
Nie.-Stwierdził i znów mnie całował jednak dzwonek wciąż dzwonił.
Zaraz wracam.-powiedział a ja usłyszałam głos wkurzonej Clary i ich kłótnię.
Szybko się ubrałam jednak on wrócił i znowu mnie rozebrał.Nie miałam jak wyjść a on nie chciał mnie wypuścić i nawet się z tym nie krył.Po wszystkim chciałam wyjść,ale on przykrył mnie i objął mocno.Czułam,że całował mnie jednak myślami byłam przy tym co mi zrobił gdy był z Clara.Postanowiłam zasnąć a rano szybko wyjść i zapomnieć o tym co miało miejsce.
Rano gdy wstałam on spał obok.Gdy się ubierałam to on wstał i przygniutł mnie sobą do łóżka.
Gdzie się wybierasz?-spytał.
Do domu.
-A wspólne śniadanie?
-To wczoraj to był błąd.
-Podobało ci się.
-Nie miałam jak wyjść!-powiedziałam jednak on nie słuchał i zamknął drzwi.
Zjesz śniadanie to wyjdziesz!-powiedział stanowczo.
Ok.-powiedziałam a on zniknął i wrócił ze śniadaniem.
Dzięki.-powiedziałam.
To ja ci dziękuję za tą noc kochanie.-powiedział i chciał mnie pocałować.
Co się dzieje?-spytał.
Nic nie czuję.
-Zdaje ci się.
-Nie!To ty mnie zmuszasz!Ciągle prześladujesz sobą!Ja chciałam to skończyć!
-Zjedz chociaż.-powiedział zawiedzony i wyszedł.
Ja zjadłam to co zrobił i wyszłam.
W domu znowu myślałam o tym ,że nie powinnam z nim niczego wczoraj robić ,ale zmusił mnie.Nagle przyszedł do mnie Bernard z małym.
Zajmiesz się nim?
-dobrze.
Tu masz wszystko.-powiedział i wyszedł a ja byłam ciekawa czemu nie poszedł poprosić o to Ervina.Mały wyglądał na starszego jednak wciąż miał tylko kilka tygodni.Bernard dbał o niego i ładnie go ubrał.Ida byłaby dumna z tego.Nagle zauważyłam,że bawił się myszką,ale to nie był pluszak.Wizęłam ją od niego i wyrzuciłam a on zaczął płakać więc znalazłam mu inną zabawkę.
Napewno nie taką która kiedyś chodziła i żyła i też się ucieszył.
Bernard po chwili wrócił i spytał czy wiem gdzie jest Ervin?
Niewiem.-powiedziałam.
Możesz trochę się nim jeszcze zająć?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam zmęczona a on zniknął.
Mały za to szukał go wszędzie i wyglądało to słodko aż w końcu wrócił do mnie i zobaczyłam,że obok pojawił się Ervin.
Co tu robisz?-spytałam.
Bernard mnie poprosił żebym tu przyszedł.
-Aha..-powiedziałam a on nagle odwrócił mnie do siebie i wziął za rękę.
Nie odpuszcze cię!-powiedział.
Chyba ja mam coś do powiedzenia!
-Nie znajdziesz lepszego ani ja więc po co tak uciekać po śniadaniu?
-Mam 18 lat więc mów za siebie!Zreztą nikogo nie szukam!
-Zobaczymy.-powiedział Ervin i znów na mnie popatrzył.
Miałam już go dość!Gdy się tylko na mnie chwilę popatrzył czułam się jakbym była prześladowana.
Bernard w końcu przyszedł po małego jednak Ervin nie opuścił mojego mieszkania nawet gdy wróciła mama.
Długo już jest?-spytała mama.
No kilka godzin.Mogłabyś go jakoś wygonić grzecznie?-poprosiłam.
Właściwie nie mam innego wyjśćia.Musimy porozmawiać.
-O czym?
-O zagrożeniu z matematyki.-powiedziała mama a ja już miałam dość.
Ervin musisz wyjść bo muszę pilnie porozmawiać z Matyldą.-powiedziała mama a on od razu wyszedł.
Musisz poprawić oceny.Wiem,że chcesz pomóc Bernardowi jednak nie ma o tym mowy.Musisz się zająć sobą i swoimi sprawami.
-Wiem mamo.-powiedziałam i poszłam do swojego pokoju uczyć się gdzie zobaczyłam Ervina leżącego na łóżku bez koszulki.
Idź sobie!-powiedziałam cicho.
Co bo nie słyszę?-powiedział i zanim się obojerzałam leżałam obok niego.
Co ty wyprawiasz!Muszę się uczyć!-powiedziałam.
Ja cię zaraz wszystkiego nauczę.-powiedział zadowlony.
Nie możesz mnie zabić albo oddalić się ode mnie?!
-Mówiłem nie ma takiej opcji!
-To chociaż daj mi się uczyć!-powiedziałam a on ubrał się i usiadł normalnie.
Tak się tego nie nauczysz.-powiedział.
A niby jak?!Co geniuszu?!-spytałam a on zaczął mi tłumaczyć aż nagle wziął ode mnie książkę i rzucił nią o podłogę.
Mówiłam nic nie umiem.
-Rzeczywiście jesteś odporna na matematykę.Może powtórzymy to co ostatnio?
-A co zmusisz mnie?!
-A to była propozycja?!Chętnie.-powiedział i weszła mama.
Książka mi spadła.
-Wychodzę.Umówiłam się.-powiedziała
-Z kim?-spytałam.
Z kolegą z pracy.Jorgiem.
To miłego wieczoru.-powiedziałam i wróciłam do pokoju.Gdy wzięłam książkę poczułam,że Ervin znowu wrócił.
Nie drocz się.-powiedział i mnie przytulił.
Co mam zrobić żebys zrozumiał,że nie wrócę?!
-Nic nie możesz zrobić.Ja mam swoje plany wobec nas.
-Mnie bzykanie nie interesuje!
-Chyba nie jestem w tym aż taki zły?Zresztą chciałem cię zaprosić do moich rodziców.
-Nie dzięki.
-Czemu?
-Poprostu nie mam czasu.
-A jak będziesz go miała?
-To też nie pojadę.
-Twoja mama potrafi się bawić a ty wciąż masz żal o jedno.Nikt nie zechce takiej zołzy!Przepraszam ,że to powiedziałem.
-Wyjdź stąd.
-Przepraszam.
-Nie chce cię znać!-powiedziałam i Zamknęłam drzwi.
Poczułam straszny żal po tym co mi powiedział a jutro szkoła i znów będę mieć doła.
Rano gdy wstałam mamy wciąż nie było,ale był nowy prezent od Ervina.
Nie powiem.On potrafi kupić dobry prezent,ale mnie nim nie kupi.
Matylda.Przyjmij prezent ode mnie.-powiedział Ervin i spoglądał na mnie.
Nie chce niczego od ciebie.Nawet cię nie lubię.
-Naprawdę?
-Niektóre rzeczy nie są warte wydarzenia.
-Dobrze dam ci narazie spokój.-powiedział.
Śpieszę się!-odpowiedziałam.
Kocham tylko ciebie.Pamiętaj.-powiedział i zniknął.
W mojej klasie była sensacja.Syn Pana Noaha.
Nick-Nicholas od dziś był w naszej klasie.On jednak nie chciał gadać z nikim a Miał wzięcie u nas.
Ze mną nikt nie chciał a on sam wybrał to co mam ja.
Współczułam mu jednak takiego ojca jednak w końcu sam go wychowywał.
Na matematyce stał się cud.
Nick do mnie przemówił.
Cześć.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Wolne?-spytał.
Tak.-odpowiedziałam.
Fanka rocka?-spytał.
Tak.
-Lubisz ich?
-Uwielbiam.
-Byłem na ich koncercie.
-Fajnie.
-Może kiedyś pujdziemy razem?
-Nie mam środków.
-Znam kumpla który ma bilety za darmo.
Mama jej nie puści.Ja chętnie pujde-powiedziała Christina
Ma 18 lat a z tobą to może iść twój chłopak chyba ,że go nie masz. -Powiedział a Christina się wkurzyła.
To jak?-spytał a ja dostałam kolejnego smsa od Ervina,że tęskni za mną.
Ona już ma Ervina.-powiedziała zadowolona Christina.
Cisza!jest lekcja!-krzyknął Noah a ja zauważyłam jak Nick się go bał.
Dziś kartkówka.Wyciągamy karteczki.-powiedział a ja bałam się ruszyć jednak Nick Puścił do mnie oczko.
I podał mi jakąś kartkę.
Pożycze ci bo nie masz.-powiedział do mnie a jego ojciec już nie patrzył na nas z podejrzeniem.
Na kartce była mała dodatkowa z ściągą.Chciałam mu ją oddać bo to była jego jedyna kartka jednak on tylko się uśmiechnął i poprosił o nową ojca.
Mówiłem ci żebyś wziął.-powiedział Pan Noah.
Wzięłem,ale koleżanka nie miała.
-Siadaj!Za trzy minuty oddajemy!-krzyknął pan Noah a ja byłam wdzięczna Nikowi.
Dzięki niemu w końcu radość wróciła do mnie i miałam z kim spędzać czas.To byłoby najlepsze ostanie pół roku w tej szkole jak myślałam.
Dzięki Nick.
-Może wzamian przyjedziesz dziś do mnie?
-No niewiem.
-Mieszkam niedaleko to mój numer.
-dzięki
-Zostaniemy przyjaciómi?
-Chętnie.-powiedziałam i zobaczyłam Ervina który nas obserwował.
Przyniosłem ci śniadanie.-powiedział Ervin
Dzięki.Nie trzeba było.-powiedziałam.
To twój chlopak?-spytał Nick.
Były.Poprostu czasem przychodzi do mnie.
-A ty to kto?-spytał Ervin.
Nick.-powiedział podkreślając każdą literę.
Rockowiec?
-Może a bo co?
-Tatuś wie ,że syneczek o mało co nie przedawkowałby?
-Daj mu spokój!-powiedziałam.
Nic niewiesz.Niewiesz jak to żyć z kimś takim jak mój tatuś!-powiedział Nick i sobie poszedł a ja zrobiłam to samo.
Matylda!-krzyknął Ervin.
Nie jesteśmy razem!Nie jestem twoją własnością!-powiedziałam i poszłam na lekcje.
Nick nie był na mnie zły i usiadł koło mnie.Cieszyłam się ,że w końcu mam przyjaciela.Odprowadził mnie nawet do domu jednak to co zastałam w moim pokoju było straszne.Ervin pijany spał w moim łóżku w środku tygodnia.
Wstawaj!-powiedziałam cicho.
Kochanie?-spytał.
Wstań!
Skarbie.Nie gniewaj się na mnie!Ja ciebie kocham.
-Wyjdź stąd Ervin!
-Tylko się wyśpie.-powiedział i zasnął.
Ja tego dnia i tak byłam umowiona z Nickiem więc nie miałam czasu na awantury.
Do Nicka idziesz?!-powiedział pogardliwie.
Ide.Wyjdź stąd!
-Chcesz tam iść?Znasz go?
-Ide żeby poznać.
-Idziesz bo sie boisz.Chcesz mieć przyjaciela.
-To moja sprawa.
-Mylisz się.-powiedział i wyszedł a ja w spokoju mogłam pujść do Nicka.
Hej.-powiedział wesoło i palił coś.
Hej.-odpowiedziałam i zaczęłam myśleć o tym co powiedział mi Ervin.
Mój ojciec gdzieś pojechał.Mamy ściągi na zajęcia.Zrób zzdjęcia.-powiedział i zaciągnął się.
Palisz?-spytałam.
Tak.Chcesz spróbować?
-Nie.
Rozweslisz się trochę.
-Będę już isc.
-Chyba coś mi się należy.-stwierdził i dotknął mojej twarzy gdy już prawie mnie całował zjawił się Ervin i mnie uratował.
Powinnieś dostać w mordę!-powiedział Ervin i mnie zabrał.
Mówiłem ci.-powiedział a ja się rozpłakałam.
Nie płacz mała.
-Ty zawsze musisz mieć rację?!Też mam prawo kogoś poznać!Kogoś normalnego!Trzebabyło być z Clara a mi dać spokój!-powiedziałam i zauważyłam Bernarda który poszedł gdzieś gdy zauważył nas.
Nigdy nie chciałem być z Clara!Chciałem cię chronić!Jak dziś!-powiedział a ja poszłam do domu.
Coś się stało?-spytała mama.
Głowa mnie boli.
-Odpocznij.
-A jak u ciebie?
-Jorge zapraszał mnie na weekend.
-To zgudź się.
-Zgodziłam.Odpocznij już od nauki.
-Obiecuję.-powiedziałam i położyłam się spać.Tej nocy miałam spokój od Ervina.
Następnego dnia było ciężko,ale omijałam Nicka.
Matylda przepraszam.Niewiedziałem co robię!
-Jakoś pamiętasz!
-Podobasz mi się,ale nie powinnienem tak.Wybacz mi.
-Ok.
-Wczoraj miałem zły dzień.
-Dlatego byłeś pijany jak przyszłam?
-Mój ojciec mnie wkurza.-opowiadał a ja myślałam o tym co się wydarzyło.
Słuchasz?-spytał.
Wiesz nie dziwie się.
-Szkoda,że tak późno cię poznałem.-powiedział i prawieby mnie pocakował,ale zadzwonił dzwonek.
Zapach jej krwi.5
To fajnie.-powiedziałam.
Matylda mogę u ciebie zostać na kilka dni?-spytała ida.
Jasne.Chwilę przecież się pogodziliście.
-Tak,ale chce żebys mi pomogła.
-W czym?
-Kupić cos dla dziecka.Pogadac.
-No spróbuje.
-Dobra dziewczyny ja przyjde za godzinę.-powiedział Bernard.
Idzie do Ervina.-stwierdziła Ida.
A tak serio ci pomoc?
-Tak będę wdzięczna.U ciebie mam spokoj.
-Mogę spac w salonie.-powiedziałam.
Jestes świetna!Moja kochana!-powiedziała Ida.
Czas z Ida leciał szybko i przyjemnie a raczej za szybko.Bałam się o nią i o jej dziecko.
Mama wróciła zmęczona z pracy i zasnęła a ja robiłam obiad i wtedy odwiedzil mnie Ervin.
Co robisz?-spytał ,ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać.
Poszli już?-znowu zapytal.
-TAk!Idź stad!-krzyknęłam.
Matylda nie możemy chociaż się przyjaźnić?!
-Ja się z wampirami nie przyjaźnie!
-Wogule ci niezależy?!
-Nie dziw się.
-Matylda!Ona nic nie znaczyła!
-No jak ona nic to ja tym bardziej!
-Kocham cię!Tęsknię za tobą!
-Gdzie byłeś jak wyciągali ze mnie kule?!Na Clarze...Nie ze mna.
-Byłem z nią,ale nie na niej!
-W dupie to mam i tak zdanie zmienieniasz ciągle!
-Chciałem cię chronić!
-Brawo!Nienawidze cię!Tak jak zaplanowałeś!
-Matylda!Zrobię wszystko żebyś mi wybaczyła!
-Prędzej zdechne!
-Mówiłem ci to już.Nie pozwolę na to żeby coś ci się stało!
-Ervin.Daj mi spokój!Idz do Clary albo innej.Ja mam dość!
-Nie chce innej!
-Wyjdź stąd!
-Wychodze.Jestem ci przecież posłuszny,ale wrócę.
Ida z Bernardem niedługo potem wrócili,ale nie byli zadowoleni.
Mówcie!-powiedziałam i obok mnie pojawił się Ervin którego ominęłam.
4miesiac.-powiedział Bernard.
Jesteś pewien?Przecież prawie nie widać.-powiedział Ervin.co zdenerwowało Bernarda.
Bo ono ją wyżera każdego dnia i będzie gorzej!Lekarz dał jej góra miesiąc.
-No,ale dziecko nie przeżyje jeśli.urodzi sie w piątym miesiącu.-powiedział Ervin.
Tak geniuszu!Ona i dziecko umrą!-powiedział Bernard a Ida nie odzywała się.
Co nic nie mowisz! IdaPrzepraszam.-powiedział do Idy -Bernard.
Ida nieodzywała się.Przeżywała w środku to co mialo się stać.Nie moglam znieść widoku jej oczu z których blask zniknął.Chciałam jej pomoc ,ale nie mogłam.
Matylda obiecała mi,że pomoże ci zaopiekować się dzieckiem.-nagle powiedziała Ida.
Ja też mogę pomoc.-powiedział Ervin.
Naprawdę Matylda?-spytał Bernard.
Tak.Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Ale sama masz obowiązki.
-Dam rade.
-Ja jej pomoge.-powiedział Ervin.
U ciebie Ervin nie ma mowy na pomoc.-powiedział Bernard
Dlaczego?!
-Bo za toba lata Clara!A dobrze wiesz co lubi najbardziej!
Co lubi?!-spytałam zaciekawiona.
Krew niemowląt.Zwłaszcza takich nie ludzkich.-odpowiedział Bernard a ja poczułam się obrzydzona i takim samym wzrokiem popatrzyłam na Ervina który ciągle miał smutek na twarzy który dodatkowo mnie brzydził.Nie umiałam mu wybaczyć tego co mi zrobił.Patrzyłam na Bernarda który teraz jakby bał się o Ide i ich dziecko.Szczerze było mi ich żal bo czułam,że stanie się coś strasznego.
Matylda pomożesz mi wstać?-spytała ida.
Ja ci pomogę skarbie.-powiedział Bernard.
Dobrze.-powiedziała Ida i poszli.
To straszne.-stwierdził Ervin.
Tak.-powiedziałam.
Mogli pomyśleć.
-Łatwo ci mówić.Oni się kochają i nie myślą rozsądnie.
-My też się kochaliśmy,ale umieliśmy się powstrzymać.
-I dobrze.Niechciałabym być z tobą w takiej sytuacji.-powiedziałam a on odwrócił się i zaczął płakać i wtedy wrócili Bernard z Ida.
Coś ty mu zrobiła?!-zapytał Bernard pomagając położyć się Idzie.
Nic.-odpowiedziałam.
To moja wina.-powiedział Ervin a ja nie chciałam go słuchać.
Przynieść ci coś Ida?-spytałam.
Przynieś mi wodę.-powiedziała ledwo co a ja poszłam do kuchni i miałam ochotę się rozpłakać.Nie chciałabym stracić jedynej przyjaciółki jaką miałam.
Dobrze się czujesz?-spytał Ervin a ja wzięłam wodę i chciałam wyjść jednak mnie zatrzymał.
Wiem zjebałem to wszystko.Przepraszam.-powiedział i popatrzył na mnie swoimi płacącymi oczami.
Tak zjebałeś.-powiedziałam i wyszłam.
Matylda proszę cię spotkajmy się później u mnie.Chciałem porozmawiać.Naprawić to!
-Ja nigdy tego nie zapomnę!To było okropne!Najlepej będzie jak nie będziemy sobie wchodzić w drogę.
-Nie mogę ci tego obiecać.-powiedział czym mnie rozłościł.
Dobra!Narazie i tak musimy się widywać ze względu na Ide.
-Może zrozumiesz ,że cię kocham?!Ja chciałem cię chronić!
-Bardziejbym to czuła gdybyś wtedy był obok.
-Byłem,ale kazałem nie mówić im o tym.
-Raz byłeś.Miałeś wyrzuty sumienia.
-Ja chciałem być przy tobie ,ale wtedy jak cię nie uratowałem to poczułem,że przeze mnie mogłabyś umrzeć.Zrozum chce cie odzyskać!
-I tak kiedyś zdechne.
-Nie pozwolę.
-Nie masz nic do gadania!
-Ty coś planujesz?!-spytał a ja się uśmiechnęłam i wróciłam do salonu z wodą dla Idy.
Dzięki.-powiedziała a gdy wzięła wodę wylała ją.Bernard szybko wziął ścierke i ją powycierał.
Ida wracamy do domu.-stwierdził nagle.
Chce tu zostać.
-Pomyśl ,że mama Matyldy nie może tego widzieć.
-Ale Matylda mnie wspiera i mi pomaga.
-Matylda zamieszkasz z nami do porodu?!-spytał Bernard.
Muszę spytać mamy.
-Dobrze.-powiedział a Ervin miał minę jakby chciał go zabić.
Ona ma szkołe a wy mieszkacie na końcu miasta!-powiedział Ervin.
Masz lepszy pomysł?!-Spytał Bernard.
Zamieszkacie u mnie z Ida.Mam wolny pokój.
Dzięki.-powiedziała Ida.
Gdyby tam zamieszkali byłabym skazana na nieustające towarzystwo Ervina jednak jestem to winna Idzie za jej pomoc dla mnie.
Już za kilka dni mieszkali z Ervinem a ja byłam coraz częszczym gościem w jego mieszkaniu.Ida mimo wszystko radziła sobie i oczekiwała dziecka jednak Bernard był coraz bardziej zaniepokojony i nie opuszczał jej na krok.
Ida.Skarbie?!-Wolał Bernard.
Ja słabo się czuję.-powiedziała Ida i upadła.
Dzwoń po naszego lekarza!-krzyknął Bernard a Ervin odrazu zadzwonił.
Doktorze.Tam!-powiedział i zaprowadził Ervin.
Który to miesiąc?-spytał lekarz.
Prawie 8.-odpowiedział Bernard.
Poród trochę trwał jednak Ida wciąż się nie budziła mimo tego ,że Bernard przemienił ją w wampira
Co się dzieje?!-spytał Bernard.
Ona nie żyje.-odpowiedział lekarz a Bernard na siłę budził Ide aż zauważył,że zbaladła i przestała oddychać.Ich syn był cały zdrowy jednak Bernard nie chciał na niego patrzeć gdy raz spojrzał to z obrzydzeniem do niego.
To twój syn.-powiedział Ervin.
Zajmicie się nim.-powiedział i poprostu sobie poszedł.
Jak się niby mamy nim zająć a co z Idą?!Gdzie ona jest?!-Spytałam Ervina.
On pewnie wziął jej ciało i idzie gdzieś ją zakopać.
-A co z dzieckiem?!
-Napewno wróci po nie jak dojdzie do siebie.-powiedział a ja wzięłam je z łóżka.
Co ono je?-spytałam.
Takie małe to krew zwierzątek.-powiedział.
Jakich zwierzątek?-spytałam.
Różnych.
-A kiedy będzie głodne?
-Puki co nie jest w końcu miał co jeść.
-Czemu ono jest takie spokojne?
-Bo takie sa dzieci jak ono.Właściwie sa jak maskotki.-powiedział i wziął rękę małego Marcka.
Chciałem kiedyś mieć rodzine,ale nie tak ryzykując.
-Aha.-powiedziałam i popatrzyłam na małego.
Niewiem jak ono poradzi sobie bez matki i z Bernardem.
-Ja też niewiem.A normalnie urośnie?
-Tak.
Mały spał a my czekaliśmy na Bernarda który wrócil pijany.
Stary!Oszalałeś?!-Krzyknął do niego Ervin.
To dziecko zabiło mi Ide!Trzeba je zabić!-powiedział Bernard.
To jedyne co ci pozostało po niej!-powiedział Ervin.
Gdyby nie ono to nie musiałbym jej chować w tej zimnej ziemi.-powiedział Bernard.
Wiem to przykre ,ale to twoje dziecko.-powiedział Ervin.
Jesteś moim przyjacielem?-spytał Bernard.
-Tak.
-To zajmij się nim.Ja może kiedyś was odwiedze.-powiedział i wyszedł.
To muszę poszukać niani.-powiedział Ervin a ja już miałam wychodzić do domu.
Może zostaniesz?-spytał.
Mały śpi przecież.
-Moglibyśmy się napić czekolady?
-No dobra chwilę zostanę.
-Dzięki.-powiedział a ja usiadłam na kanapie w salonie i myślałam o biednej Idzie.
O czym tak rozmyślasz?-spytał Ervin i podał mi czekoladę jednak wciąż trzymał moją rękę i patrzył mi w oczy.
Możesz puścić?Bo się poparzę.-powiałam.
Przepraszam.-powiedział a ja zaczęłam pić czekoladę.
Smakuje ci?-spytał.
Tak.-powiedziałam i usłyszałam dzwonek.
Clara?!-krzyknął Ervin.
Cześć kochanie.-powiedziała i zaczęła się rozglądać.
Czuję maluszka.-powiedziała Clara.
Tak,ale tam nie wchodź.-powiedział Ervin.
Dlaczego?!Chce poznać tego małego.Nic mu nie zrobię!-powiedziała i weszła do pokoju gościnnego gdzie spał Marck.
Jaki słodki.-powiedziała.
Tak.Możesz już wyjść?!-krzyknął Ervin.
Ciocia tylko chciała pocałować.-powiedziała i przysała się prawie do małego ,ale coś ja odciągnęło.
Bernard.-powiedziała i uciekła.
Boi się go?-spytałam.
Bardzo.W końcu on jest najsliniejszy.
-Co ty.
-Tak.
-Dziwne,że przyszedł obronić go skoro go nienawidzi.
-Ida go pewnie wcześniej pouczyła co ma robić i robi to dla niej.
-Szkoda,że nie przeżyła.-powiedziałam i miałam ochotę się rozpłakać a on tylko wziął moją rękę i popatrzył mnie w oczy.
Widocznie tak miało być żeby on żył.-powiedział Ervin i przybliżył się do mnie jakby chciał mnie pocalować.
Ja wstałam i poszłam do małego.
Spał już ,ale widać było dwie rany.Popatrzyłam na krzesło i był tam Bernard ,ale szybko zniknął.
Postanowiłam zakryć małego żeby nie zmarzł.
Nie płacz.-powiedział Ervin.
Clara jest okropna!
-Wiem.-powiedział Ervin.
Bernard pilnował małego.-powiedziałam.
Może mu zależy jednak.-stwierdził Ervin.
Pewnie potrzebuje czasu.-powiedziałam i miałam iść,ale Ervin mnie zatrzymał.
Mam coś dla ciebie.
-Co?
-Masz urodziny.
-Skąd wieez?!
-Ja wszystko wiem.
-Nie chce prezentów od ciebie.
-Ale ja nalegam.
-Dobra pokaż.powiedziałam a on wyciągął jakieś pudełko.
-Co to?!
-Naszyjnik.
-Piękny,ale ja nie chce go.
-Proszę cię zobacz go chociaż.-powiedział i założył mi go i spodobał mi się ,ale nie mogłam go przyjąć i go zdjęłam.
Jest twój.Możesz go wyrzucić ,ale nie oddawać.-powiedział Ervin.
Daj go komuś innemu.
-Nie podoba się?
-Nie chce niczego od ciebie!
-Proszę cię daj mi szansę.Pujdź ze mną na kolację.-powiedział i wziął moją rękę.
Ale to nie ma sensu.Z tego co widzę do Clara i tak nie da ci spokoju a ja w wasze sprawy nie chce się mieszać.
-Proszę cię to tylko jedna kolacja.
-I dasz mi spokój?!
-Tak trochę.
-A kiedy ta kolacja?!
-Jutro?
-No dobrze a która teraz godzina?
-22.
-To ja muszę iść do domu.
-A będziesz jutro?
-Jutro weekend i chciałam odpocząć.
-Ale sam sobie nie poradzę z małym.
-No dobrze.
-Zatrudnię jakąś nianie.
-Ale chyba nie człowieka?
-No nie.Jest dużo wampirów które się na tym znają.
-A nie zjedzą go?
-Nie ma mowy.
Następnego dnia gdy wstałam zauważyłam,że obok na fotelu śpi Marck a Ervin przyniósł mi śniadanie.
Mówiłam,że sama przyjde.-powiedziałam.
I tak mi się budziło.-stwierdził i poddał mi śniadanie.
Dzięki.
-Proszę.-powiedział a ja zauważyłam naszyjnik na szafce jednak nie chciałam się kłócić.
Gdzie moja mama?-spytałam.
Poszła do pracy,ale zdążyła poznać Marcka.
-Żartujesz?!
-Nie.Nie martw się powiedziałem jej,że to dziecko Idy.
-A pytała o nią?!
-Nie.
-To dobrze.
-Pójdziemy na spacer?
-Z małym?
-Tak.Musi trochę świata poznać.
-muszę się przebrać.
-Poczekamy.
-Ok.-powiedziałam i bałam się żeby ktoś nie pomyślał,że to moje dziecko.
A mamy wózek?-spytałam Ervina
Bernard był rano i przyniósł.
-I tyle?
-Tak.On się boi go.
-Wiem.Jednak on jest taki mały.
-Dlatego musimy pomóc pozbierać się jemu.On mi też pomagł z Idą.
-No tak.Jak myślisz kiedy on będzie chciał go w końcu traktować jak syna?
-niewiem.Chodźmy.-powiedział i wziął małego.
Kiedy schodziliśmy zobaczyliśmy Bernarda.
Pujdziesz z nami?-spytałam.
Przyniosłem rzeczy małemu.-powiedział Bernard.
To zanieś do mnie.-powiedział Ervin.
A z małym dobrze wszystko?-spytał Bernard.
Tak.Możesz go zobaczyć.-powiedział Ervin i pokazał małego Bernardowi który wziął go na ręce a po chwili zrzucił jednak Ervin szybko go złapał.
On wygląda jak Ida.-powiedział Bernard.
W końcu to wasze dziecko.Do ciebie też jest podobny.Nie możesz go tak odrzucić.-powiedziałam.
Wiem Matylda.Proszę cię zajmuj się nim jeszcze trochę ja postaram się go pokochać.-powiedział i poszedł.
Ervin za to był wściekły.
Rzucił se dziecko o schody i poszedł zadowolony!-powiedział.
Spokojnie.
-Przepraszam.-powiedział i odłożył małego do wózka.
Spacerowaliśmy trochę i rozmawialiśmy trochę o szkole i.Bernardzie i o wszystkim.
Pamiętasz ,że dziś kolacja?
-A u ciebie?
-Tak.
-A co z małym?
-Moja koleżanka się nim zajmie.
-Koleżanka.-powiedziałam obojętnie.
-Tak.Nie bądź zazdrosna.
-Nie jestem,ale niewiem czy przypadkiem ona go nie zje!
-Mam też normalne koleżanki.
-A nie możemy z nim zjeść?
-Chciałem żebyśmy byli we dwoje.
-Aha.
-chciałem z tobą porozmawiać.-powiedział a ja zauważyłam Christine z koleżankami jak się ze mnie śmiały.
Nie przejmuj się nimi.-Powiedział Ervin.
Chyba trzeba małego przewinąć.-powiedziałam.
Ja to zrobię.-zaproponował Ervin.
A umiesz?!
-A ty?!
-Niewiem.Ale to chyba trzeba iść gdzieś na ławkę.-zaproponowałam.
Dobrze.-powiedział a gdy skończyliśmy przewijać Marcka.Podeszła do nas Christina z koleżankami.
Matylda mogę u ciebie zostać na kilka dni?-spytała ida.
Jasne.Chwilę przecież się pogodziliście.
-Tak,ale chce żebys mi pomogła.
-W czym?
-Kupić cos dla dziecka.Pogadac.
-No spróbuje.
-Dobra dziewczyny ja przyjde za godzinę.-powiedział Bernard.
Idzie do Ervina.-stwierdziła Ida.
A tak serio ci pomoc?
-Tak będę wdzięczna.U ciebie mam spokoj.
-Mogę spac w salonie.-powiedziałam.
Jestes świetna!Moja kochana!-powiedziała Ida.
Czas z Ida leciał szybko i przyjemnie a raczej za szybko.Bałam się o nią i o jej dziecko.
Mama wróciła zmęczona z pracy i zasnęła a ja robiłam obiad i wtedy odwiedzil mnie Ervin.
Co robisz?-spytał ,ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać.
Poszli już?-znowu zapytal.
-TAk!Idź stad!-krzyknęłam.
Matylda nie możemy chociaż się przyjaźnić?!
-Ja się z wampirami nie przyjaźnie!
-Wogule ci niezależy?!
-Nie dziw się.
-Matylda!Ona nic nie znaczyła!
-No jak ona nic to ja tym bardziej!
-Kocham cię!Tęsknię za tobą!
-Gdzie byłeś jak wyciągali ze mnie kule?!Na Clarze...Nie ze mna.
-Byłem z nią,ale nie na niej!
-W dupie to mam i tak zdanie zmienieniasz ciągle!
-Chciałem cię chronić!
-Brawo!Nienawidze cię!Tak jak zaplanowałeś!
-Matylda!Zrobię wszystko żebyś mi wybaczyła!
-Prędzej zdechne!
-Mówiłem ci to już.Nie pozwolę na to żeby coś ci się stało!
-Ervin.Daj mi spokój!Idz do Clary albo innej.Ja mam dość!
-Nie chce innej!
-Wyjdź stąd!
-Wychodze.Jestem ci przecież posłuszny,ale wrócę.
Ida z Bernardem niedługo potem wrócili,ale nie byli zadowoleni.
Mówcie!-powiedziałam i obok mnie pojawił się Ervin którego ominęłam.
4miesiac.-powiedział Bernard.
Jesteś pewien?Przecież prawie nie widać.-powiedział Ervin.co zdenerwowało Bernarda.
Bo ono ją wyżera każdego dnia i będzie gorzej!Lekarz dał jej góra miesiąc.
-No,ale dziecko nie przeżyje jeśli.urodzi sie w piątym miesiącu.-powiedział Ervin.
Tak geniuszu!Ona i dziecko umrą!-powiedział Bernard a Ida nie odzywała się.
Co nic nie mowisz! IdaPrzepraszam.-powiedział do Idy -Bernard.
Ida nieodzywała się.Przeżywała w środku to co mialo się stać.Nie moglam znieść widoku jej oczu z których blask zniknął.Chciałam jej pomoc ,ale nie mogłam.
Matylda obiecała mi,że pomoże ci zaopiekować się dzieckiem.-nagle powiedziała Ida.
Ja też mogę pomoc.-powiedział Ervin.
Naprawdę Matylda?-spytał Bernard.
Tak.Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Ale sama masz obowiązki.
-Dam rade.
-Ja jej pomoge.-powiedział Ervin.
U ciebie Ervin nie ma mowy na pomoc.-powiedział Bernard
Dlaczego?!
-Bo za toba lata Clara!A dobrze wiesz co lubi najbardziej!
Co lubi?!-spytałam zaciekawiona.
Krew niemowląt.Zwłaszcza takich nie ludzkich.-odpowiedział Bernard a ja poczułam się obrzydzona i takim samym wzrokiem popatrzyłam na Ervina który ciągle miał smutek na twarzy który dodatkowo mnie brzydził.Nie umiałam mu wybaczyć tego co mi zrobił.Patrzyłam na Bernarda który teraz jakby bał się o Ide i ich dziecko.Szczerze było mi ich żal bo czułam,że stanie się coś strasznego.
Matylda pomożesz mi wstać?-spytała ida.
Ja ci pomogę skarbie.-powiedział Bernard.
Dobrze.-powiedziała Ida i poszli.
To straszne.-stwierdził Ervin.
Tak.-powiedziałam.
Mogli pomyśleć.
-Łatwo ci mówić.Oni się kochają i nie myślą rozsądnie.
-My też się kochaliśmy,ale umieliśmy się powstrzymać.
-I dobrze.Niechciałabym być z tobą w takiej sytuacji.-powiedziałam a on odwrócił się i zaczął płakać i wtedy wrócili Bernard z Ida.
Coś ty mu zrobiła?!-zapytał Bernard pomagając położyć się Idzie.
Nic.-odpowiedziałam.
To moja wina.-powiedział Ervin a ja nie chciałam go słuchać.
Przynieść ci coś Ida?-spytałam.
Przynieś mi wodę.-powiedziała ledwo co a ja poszłam do kuchni i miałam ochotę się rozpłakać.Nie chciałabym stracić jedynej przyjaciółki jaką miałam.
Dobrze się czujesz?-spytał Ervin a ja wzięłam wodę i chciałam wyjść jednak mnie zatrzymał.
Wiem zjebałem to wszystko.Przepraszam.-powiedział i popatrzył na mnie swoimi płacącymi oczami.
Tak zjebałeś.-powiedziałam i wyszłam.
Matylda proszę cię spotkajmy się później u mnie.Chciałem porozmawiać.Naprawić to!
-Ja nigdy tego nie zapomnę!To było okropne!Najlepej będzie jak nie będziemy sobie wchodzić w drogę.
-Nie mogę ci tego obiecać.-powiedział czym mnie rozłościł.
Dobra!Narazie i tak musimy się widywać ze względu na Ide.
-Może zrozumiesz ,że cię kocham?!Ja chciałem cię chronić!
-Bardziejbym to czuła gdybyś wtedy był obok.
-Byłem,ale kazałem nie mówić im o tym.
-Raz byłeś.Miałeś wyrzuty sumienia.
-Ja chciałem być przy tobie ,ale wtedy jak cię nie uratowałem to poczułem,że przeze mnie mogłabyś umrzeć.Zrozum chce cie odzyskać!
-I tak kiedyś zdechne.
-Nie pozwolę.
-Nie masz nic do gadania!
-Ty coś planujesz?!-spytał a ja się uśmiechnęłam i wróciłam do salonu z wodą dla Idy.
Dzięki.-powiedziała a gdy wzięła wodę wylała ją.Bernard szybko wziął ścierke i ją powycierał.
Ida wracamy do domu.-stwierdził nagle.
Chce tu zostać.
-Pomyśl ,że mama Matyldy nie może tego widzieć.
-Ale Matylda mnie wspiera i mi pomaga.
-Matylda zamieszkasz z nami do porodu?!-spytał Bernard.
Muszę spytać mamy.
-Dobrze.-powiedział a Ervin miał minę jakby chciał go zabić.
Ona ma szkołe a wy mieszkacie na końcu miasta!-powiedział Ervin.
Masz lepszy pomysł?!-Spytał Bernard.
Zamieszkacie u mnie z Ida.Mam wolny pokój.
Dzięki.-powiedziała Ida.
Gdyby tam zamieszkali byłabym skazana na nieustające towarzystwo Ervina jednak jestem to winna Idzie za jej pomoc dla mnie.
Już za kilka dni mieszkali z Ervinem a ja byłam coraz częszczym gościem w jego mieszkaniu.Ida mimo wszystko radziła sobie i oczekiwała dziecka jednak Bernard był coraz bardziej zaniepokojony i nie opuszczał jej na krok.
Ida.Skarbie?!-Wolał Bernard.
Ja słabo się czuję.-powiedziała Ida i upadła.
Dzwoń po naszego lekarza!-krzyknął Bernard a Ervin odrazu zadzwonił.
Doktorze.Tam!-powiedział i zaprowadził Ervin.
Który to miesiąc?-spytał lekarz.
Prawie 8.-odpowiedział Bernard.
Poród trochę trwał jednak Ida wciąż się nie budziła mimo tego ,że Bernard przemienił ją w wampira
Co się dzieje?!-spytał Bernard.
Ona nie żyje.-odpowiedział lekarz a Bernard na siłę budził Ide aż zauważył,że zbaladła i przestała oddychać.Ich syn był cały zdrowy jednak Bernard nie chciał na niego patrzeć gdy raz spojrzał to z obrzydzeniem do niego.
To twój syn.-powiedział Ervin.
Zajmicie się nim.-powiedział i poprostu sobie poszedł.
Jak się niby mamy nim zająć a co z Idą?!Gdzie ona jest?!-Spytałam Ervina.
On pewnie wziął jej ciało i idzie gdzieś ją zakopać.
-A co z dzieckiem?!
-Napewno wróci po nie jak dojdzie do siebie.-powiedział a ja wzięłam je z łóżka.
Co ono je?-spytałam.
Takie małe to krew zwierzątek.-powiedział.
Jakich zwierzątek?-spytałam.
Różnych.
-A kiedy będzie głodne?
-Puki co nie jest w końcu miał co jeść.
-Czemu ono jest takie spokojne?
-Bo takie sa dzieci jak ono.Właściwie sa jak maskotki.-powiedział i wziął rękę małego Marcka.
Chciałem kiedyś mieć rodzine,ale nie tak ryzykując.
-Aha.-powiedziałam i popatrzyłam na małego.
Niewiem jak ono poradzi sobie bez matki i z Bernardem.
-Ja też niewiem.A normalnie urośnie?
-Tak.
Mały spał a my czekaliśmy na Bernarda który wrócil pijany.
Stary!Oszalałeś?!-Krzyknął do niego Ervin.
To dziecko zabiło mi Ide!Trzeba je zabić!-powiedział Bernard.
To jedyne co ci pozostało po niej!-powiedział Ervin.
Gdyby nie ono to nie musiałbym jej chować w tej zimnej ziemi.-powiedział Bernard.
Wiem to przykre ,ale to twoje dziecko.-powiedział Ervin.
Jesteś moim przyjacielem?-spytał Bernard.
-Tak.
-To zajmij się nim.Ja może kiedyś was odwiedze.-powiedział i wyszedł.
To muszę poszukać niani.-powiedział Ervin a ja już miałam wychodzić do domu.
Może zostaniesz?-spytał.
Mały śpi przecież.
-Moglibyśmy się napić czekolady?
-No dobra chwilę zostanę.
-Dzięki.-powiedział a ja usiadłam na kanapie w salonie i myślałam o biednej Idzie.
O czym tak rozmyślasz?-spytał Ervin i podał mi czekoladę jednak wciąż trzymał moją rękę i patrzył mi w oczy.
Możesz puścić?Bo się poparzę.-powiałam.
Przepraszam.-powiedział a ja zaczęłam pić czekoladę.
Smakuje ci?-spytał.
Tak.-powiedziałam i usłyszałam dzwonek.
Clara?!-krzyknął Ervin.
Cześć kochanie.-powiedziała i zaczęła się rozglądać.
Czuję maluszka.-powiedziała Clara.
Tak,ale tam nie wchodź.-powiedział Ervin.
Dlaczego?!Chce poznać tego małego.Nic mu nie zrobię!-powiedziała i weszła do pokoju gościnnego gdzie spał Marck.
Jaki słodki.-powiedziała.
Tak.Możesz już wyjść?!-krzyknął Ervin.
Ciocia tylko chciała pocałować.-powiedziała i przysała się prawie do małego ,ale coś ja odciągnęło.
Bernard.-powiedziała i uciekła.
Boi się go?-spytałam.
Bardzo.W końcu on jest najsliniejszy.
-Co ty.
-Tak.
-Dziwne,że przyszedł obronić go skoro go nienawidzi.
-Ida go pewnie wcześniej pouczyła co ma robić i robi to dla niej.
-Szkoda,że nie przeżyła.-powiedziałam i miałam ochotę się rozpłakać a on tylko wziął moją rękę i popatrzył mnie w oczy.
Widocznie tak miało być żeby on żył.-powiedział Ervin i przybliżył się do mnie jakby chciał mnie pocalować.
Ja wstałam i poszłam do małego.
Spał już ,ale widać było dwie rany.Popatrzyłam na krzesło i był tam Bernard ,ale szybko zniknął.
Postanowiłam zakryć małego żeby nie zmarzł.
Nie płacz.-powiedział Ervin.
Clara jest okropna!
-Wiem.-powiedział Ervin.
Bernard pilnował małego.-powiedziałam.
Może mu zależy jednak.-stwierdził Ervin.
Pewnie potrzebuje czasu.-powiedziałam i miałam iść,ale Ervin mnie zatrzymał.
Mam coś dla ciebie.
-Co?
-Masz urodziny.
-Skąd wieez?!
-Ja wszystko wiem.
-Nie chce prezentów od ciebie.
-Ale ja nalegam.
-Dobra pokaż.powiedziałam a on wyciągął jakieś pudełko.
-Co to?!
-Naszyjnik.
-Piękny,ale ja nie chce go.
-Proszę cię zobacz go chociaż.-powiedział i założył mi go i spodobał mi się ,ale nie mogłam go przyjąć i go zdjęłam.
Jest twój.Możesz go wyrzucić ,ale nie oddawać.-powiedział Ervin.
Daj go komuś innemu.
-Nie podoba się?
-Nie chce niczego od ciebie!
-Proszę cię daj mi szansę.Pujdź ze mną na kolację.-powiedział i wziął moją rękę.
Ale to nie ma sensu.Z tego co widzę do Clara i tak nie da ci spokoju a ja w wasze sprawy nie chce się mieszać.
-Proszę cię to tylko jedna kolacja.
-I dasz mi spokój?!
-Tak trochę.
-A kiedy ta kolacja?!
-Jutro?
-No dobrze a która teraz godzina?
-22.
-To ja muszę iść do domu.
-A będziesz jutro?
-Jutro weekend i chciałam odpocząć.
-Ale sam sobie nie poradzę z małym.
-No dobrze.
-Zatrudnię jakąś nianie.
-Ale chyba nie człowieka?
-No nie.Jest dużo wampirów które się na tym znają.
-A nie zjedzą go?
-Nie ma mowy.
Następnego dnia gdy wstałam zauważyłam,że obok na fotelu śpi Marck a Ervin przyniósł mi śniadanie.
Mówiłam,że sama przyjde.-powiedziałam.
I tak mi się budziło.-stwierdził i poddał mi śniadanie.
Dzięki.
-Proszę.-powiedział a ja zauważyłam naszyjnik na szafce jednak nie chciałam się kłócić.
Gdzie moja mama?-spytałam.
Poszła do pracy,ale zdążyła poznać Marcka.
-Żartujesz?!
-Nie.Nie martw się powiedziałem jej,że to dziecko Idy.
-A pytała o nią?!
-Nie.
-To dobrze.
-Pójdziemy na spacer?
-Z małym?
-Tak.Musi trochę świata poznać.
-muszę się przebrać.
-Poczekamy.
-Ok.-powiedziałam i bałam się żeby ktoś nie pomyślał,że to moje dziecko.
A mamy wózek?-spytałam Ervina
Bernard był rano i przyniósł.
-I tyle?
-Tak.On się boi go.
-Wiem.Jednak on jest taki mały.
-Dlatego musimy pomóc pozbierać się jemu.On mi też pomagł z Idą.
-No tak.Jak myślisz kiedy on będzie chciał go w końcu traktować jak syna?
-niewiem.Chodźmy.-powiedział i wziął małego.
Kiedy schodziliśmy zobaczyliśmy Bernarda.
Pujdziesz z nami?-spytałam.
Przyniosłem rzeczy małemu.-powiedział Bernard.
To zanieś do mnie.-powiedział Ervin.
A z małym dobrze wszystko?-spytał Bernard.
Tak.Możesz go zobaczyć.-powiedział Ervin i pokazał małego Bernardowi który wziął go na ręce a po chwili zrzucił jednak Ervin szybko go złapał.
On wygląda jak Ida.-powiedział Bernard.
W końcu to wasze dziecko.Do ciebie też jest podobny.Nie możesz go tak odrzucić.-powiedziałam.
Wiem Matylda.Proszę cię zajmuj się nim jeszcze trochę ja postaram się go pokochać.-powiedział i poszedł.
Ervin za to był wściekły.
Rzucił se dziecko o schody i poszedł zadowolony!-powiedział.
Spokojnie.
-Przepraszam.-powiedział i odłożył małego do wózka.
Spacerowaliśmy trochę i rozmawialiśmy trochę o szkole i.Bernardzie i o wszystkim.
Pamiętasz ,że dziś kolacja?
-A u ciebie?
-Tak.
-A co z małym?
-Moja koleżanka się nim zajmie.
-Koleżanka.-powiedziałam obojętnie.
-Tak.Nie bądź zazdrosna.
-Nie jestem,ale niewiem czy przypadkiem ona go nie zje!
-Mam też normalne koleżanki.
-A nie możemy z nim zjeść?
-Chciałem żebyśmy byli we dwoje.
-Aha.
-chciałem z tobą porozmawiać.-powiedział a ja zauważyłam Christine z koleżankami jak się ze mnie śmiały.
Nie przejmuj się nimi.-Powiedział Ervin.
Chyba trzeba małego przewinąć.-powiedziałam.
Ja to zrobię.-zaproponował Ervin.
A umiesz?!
-A ty?!
-Niewiem.Ale to chyba trzeba iść gdzieś na ławkę.-zaproponowałam.
Dobrze.-powiedział a gdy skończyliśmy przewijać Marcka.Podeszła do nas Christina z koleżankami.
Zapach jej krwi.4
Tak będzie ,ale proszę niegniewaj się na mnie.
-Ona tam będzie?!Przecież coś mi obiecałeś!
-Przecież będę ja ignorował.
-Jakoś ci nie wierzę!
-Proszę cię nie zaczynaj znowu!
-To ty ciągle wszędzie ją za sobą ciągniesz!
-To był pomysł Bernarda.
-Kogo?!
-Mojego przyjaciela.
-Jakoś go nie znam.
-Bo wtedy go nie było na imprezie.Zreztą wiem,że nie lubisz Clary,ale ona potrafi polować.
-Mogę iść z wami?
-Nie!Nie ma mowy!
-Napewno?!
-Przecież to nie bezpieczne!
-Idę tam na swoją odpowiedzialność!
-Nie ma mowy!Niezgadzam sie!-odpowiedział zdenerwowany Ervin.
Skoro tak to nie mogę ci ufać więc musimy zerwać.-powiedziałam obojętnie i pościeliłam swoje łóżko.
To szantaż?!-powiedział niepewnie.
Nie.Poprostu nie będziemy razem bo nie mogę ci ufać.
-Ok zgadzam się i pójdziesz tam z nami,ale masz się mnie słuchać i bez mojego pozwolenia nie ruszyć się na krok!
-Dobrze.-powiedziałam i go przytuliłam.
Nie mógłbym być bez ciebie.Proszę jednak nie szantażuj mnie tak już.
-Narazie.
-Co?!
-Nic ...nic.-powiedziałam i nie mogłam się doczekać polowania jednak miałam złe przeczucia.
Kiedy przygotowywałam się Ervin założył mi kurtkę i czapke.
Żeby ci było ciepło.-powiedział i mnie pocałował.
Dziękuję.
-Zanim pójdziemy to chcialem cię o coś prosić.
-Tak?
-Matylda proszę cie nie rozmawiaj z nikim.
-No dobrze.-powiedziałałam i po chwili byliśmy przed jakimś klubem i zobaczyłam Clare i jak myślałam Bernarda.
To jest ta mała?-spytał Bernard.
Tak!
-Tylko żeby niezrobiła czegoś głupiego.-stwierdziła Clara.
Matylda zostań tu.-powiedział do mnie jak do psa i poszedł z Clara.
Ja za to byłam coraz bardziej zdenerwowana i poszłam za nimi.
Zauważyłam,że mimo obiecał mi ignorować Clare to jakoś miło się im rozmawiało.Już miałam iść gdy to zobaczyłam,ale Bernard mi nie pozwolił.
Chciałaś to chodź!-krzyknął do mnie.
Zostaw mnie!-krzyknęłam.
Co ty robisz debilu!-krzyknął Ervin.
Poluje.Ona też jest człowiekiem jakbyś nie zauważył!-krzyknął Bernard.
Ale to moja dziewczyna i jak ja tylko tkniesz to twoją też zabije!
Wow jego dziewczyna też jest człowiekiem.-pomyślałam.
Przepraszam.-powiedział Bernard.
Wracaj na dwór!-powiedziała Clara a ja nie reagowałam.
Schowaj się Matylda!-krzyknął Ervin a ja się ukryłam za ścianą i obserwowałam ich wszystkich z zaciekawieniem.
Zauważyłam,że Clara wraca z jakimś chłopakiem.
Kotku gdzie ty mnie tak ciągniesz po zakamarkach.-spytał.
Chciałam żebyś poznał dwóch moich kolegów.-stwierdziła Clara.
Ostra jesteś.-Powiedział.
Nawet niewiesz jak bardzo.-powiedziała i nagle wyszli.Bernard z Ervinem.Nigdy w jego oczach niewidziałam takiego mroku i chęci mordu.On pierwszy wbił się w jego szyje a za nim inni.Nie mogłam na to patrzeć ,ale gorsze było tylko to jak widziałam gdy z on razem z Clara ustalali zgodnie kto ile i gdzie pije z chłopaka gdy nagle wszedł jakiś facet z bronią i zaczął szczelać.Wtedy nagle uciekli a ja myślałam ,że jestem sama gdy poczułam,że Ervin próbuje mnie stamtąd zabrać jednak nagle usłyszałam strzał w moja stroną i z nikąd ratunku choć byłam pewna,że jeśli chciałby to mógłby mnie stamtąd wyciągnąć.
Co to za dziewczyna?-usłyszałam tylko głos jakiegoś faceta i myślałam,że umarłam.
Gdzie ja jestem?-spytałam.
W domu.-powiedziała jakaś dziewczyna.
My się znamy?!
-Mój chłopak Bernard kazał mi wrócić po ciebie.
-A co z tym facetem?!
-Nie chciał cię ratować.Gdyby nie ja i mój chłopak umarłabyś na miejscu.-powiedziała a mi się chciało płakać.
I może lepiej!-stwierdziłam nagle.
Co ty piepszysz?!Jesteś młoda i całe życie na ciebie czeka!
-Łatwo ci mówić.Twój chłopak by ciebie chociaż samej nie zostawił!
-Ervin poprostu.
-Co?!
-Kazał przekazać że jest z Clara.
-I dobrze!Możesz sobie iść!
-Matylda...
-Znamy się że mówisz mi na ty?!
-Rozumiem.Też byłabym zła.Ja też wiele poświęciłam dla Bernarda ,ale on mnie kochał.
-Słabe pocieszenie.Zresztą oni oboje słuchają tylko jej!
-To że on cię zostawił to nie moja sprawa!Ale ty nie oczerniaj Bernarda bo to on cię ratował i wyciągał te kule!
-Podziekuj mój i idź sobie!
-Jakbyś zmieniła zdanie to zostawiłam ci mój numer.
-Wyjdź!-powiedziałam zła na siebie że zaufałam Ervinowi a on poprostu wolał Clare.Czułam jednak większy ból na swoim brzuchu po kuli niż po złamanym sercu a przynajmniej chciałam tak myśleć.W nocy nie mogłam spać i chciało mi się płakać gdy myślałam,że on jest teraz z Clara u niego w mieszkaniu.Widocznie bezpłodna i myślna wampirzyca zawsze lepsza.Po co wampirowi zwykły i zdychający człowiek.
Nagle usłyszałam szmer za szybą,ale gdy się odwróciłam nikogo tam nie było.Może i lepiej by było jakby mnie wtedy nikt nie uratował,ale mama by tego nie przeżyła.Niby Bernard uratował mnie ,ale czułam sie strasznie i postanowiłam zadzwonić do Idy.
Przyjdziesz?-spytałam.
O a jednak zmieniłaś zdanie?
-Proszę przyjdź..słabo się czuję..
-Matylda!Już ide!
Matylda!Matylda!halo!-wolała po chwili.
Zawieź mnie do szpitala.
-Zadzwonie po Bernarda.
-Ja chyba umieram.
-Co?!Matylda!
Po chwili zobaczyłam Ervina ,ale nie chciałam na niego patrzeć jednak okazało się ,że go tam nie było.
Matylda!-krzyknął Bernard i czułam ,że zaczął coś robić.
Co sie dzieje?!-usłyszałam jakby Ervina.
Jedna kula została.Muszę ja zwieść do szpitala.-powiedział Bernard.
Kurwa!Przecież wyciągnęłeś wszystkie!Nie mozemy jej zawieść!-powiedział jakby przejęty.
Dobra to zachipnozuj jakiegoś lekarza.
-Ty to zrób!Ja nie chce żeby ona wiedziała,że to byłem wracam do Clary.-powiedział i sobie poszedł a jq zasnęłam.
Matylda!-krzyknęła Ida.
Żyje.-odpowiedziałam.
Tak się bałam!
-Bez potrzeby!-powiedziałam obojętnie.
Pamiętaj jak by się coś działo to dzwoń do mnie.
-Ta jasne..
-Matylda!Wiem że ty mnie nie lubisz ,ale martwię sie o ciebie!
-Dzięki.Jestem ci wdzięczna.-powiedziałam.
Przyjde jutro.
-Jak chcesz.-powiedziałam udając obojętna ,ale polubiłam Ide.Zawsze chciałam taką przyjaciółkę,ale ona przychodzi do mnie z litości.
Rano czułam się lepiej i chciałam wyjść z domu,ale gdy zauważyłam Ervina i Clare całujących się to postanowiłam wrócić się do domu.Nagle usłyszałam dzwonek.
Hej Matylda.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Coś cię boli?
-Duma.
-Chcesz pogadać?
-Nie..
-Matylda!Znajdziesz lepszego niż Ervin.Zobaczysz wszystko się ułoży.On poprostu zrozumiał,że skrzywdziłby cię udając miłość.
-Już mnie raz skrzywdził.Przeżyje.
-Widzisz!Dasz sobie radę!
-Dzięki.
-Może poznamy się bo w sumie nie było czasu?
-Ok.
-ida.-powiedziała i poddała mi reke.
Matylda.-odpowiedziałam i zrobiłam to samo.
Masz ochotę na gorącą czekoladę?
-Nie chce wychodzić.
-Matylda!Musisz wyjść do ludzi!Ja też byłam kiedyś jak ty..-powiedziała a ja zauważyłam pierścionek zręczynowy na jej palcu.
Bernard ci się oświadczył?!
-Miesiąc temu.
-Gratuluję.
-Dziękuję.Długo na to czekałam i nie liczyłam na to.
-Ile masz lat?
-Siedemnaście.
-Ja też.Długo jesteś z nim?
-Pół roku,ale znam go długo.Poznałam go jak miałam siedem lat i pomógł mi znaleźć drogę do domu gdy się tu przeprowadziłam.
-Wow.
-Idziemy?!
-Poczekaj.-powiedziałam i zaczełam się ubierać i myśleć o tym jak to możliwe ,że tak ją polubiłam nieznając jej prawie.Podobna do mnie nie jest bo ona z Bernardem jest szczęśliwa i zazdroszte jej tego a ja jestem właściwe sama.Miło spędzało mi się z nią każda chwilę i dzięki niej mniej myślałam o tym co przykre.
Gdy była u mnie wieczorem przyszedł po nią Bernard.
Nie możesz sie z nią zadawać!Mówiłem ci coś!-krzyknął do niej a ona niereagowała.
Tak ją traktujesz?!Tak ją kochasz?!-powiedziałam najgłośniej jak mogłam a on już prawieby mnie popchnął.
Ciesz się ,że żyjesz śmiertelniczko!
-Twoja narzeczona też nią jest!
-Już nie długo w przeciwieństwie do ciebie!-powiedział i wyszli a ja miałam ochotę zakopać się pod ziemnią.
Nad ranem usłyszałam dzwonek,ale gdy wyjrzałam nikogo tam nie było.Zamknęłam drzwi i zobaczyłam Bernarda.
Nie dzwoń więcej do Idy!Trzymaj się od niej z daleka!
-Spytałam się jej tylko jak sie czuję!
-Masz zakaz!
-Bo co mi zrobisz?!Zabijesz!
-Może.
-Super!Możesz nawet teraz!
-Masz się do niej nie zbliżać!
-Dobra!Wyjdź!
-Z przyjemnościa.
-Tam masz drzwi!-powiedziałam i poczułam ból głowy.
Miałam dość.Najlepej będzie jak się wyprowadze stąd,ale do tego jescze mam czas.
Położyłam się spac a gdy wstałam zobaczyłam Clare.
Co tu robisz?
-Przyszłam cię odwiedzić.
-Wyjdź stąd!
-Taka bylas pewna siebie a on i tak wybrał mnie!Ah muszę ci podziękować bo tylko go dodatkowo nakręciłaś na mnie!
-Super!Idź sobie!
-Chętnie,ale nie nudzi ci sie tu tak samotnie?!W końcu nikt cie nie lubi.-powiedziała i wyszła.
Miałam już dość tego miejsca i ich wszystkich!Niech sobie będą szczęśliwi!-pomyślałam i przyszła mama.
Co z ciocia?!
-Wszystko dobrze.Nudziłaś się tu sama?
-Bardzo.
-A Ervin?!
-Mamo nie chce go znać!
-Co się stało?!
-Nie chce o tym rozmawiać.
-Dobrze.A nauka?
-Miałam lenia.
-To nie dobrze.Może pojedziemy razem do cioci na te ostanie dni feri?
-Mogę jechać nawet dziś.
-To pakuj się.-powiedziała mama a ja byłam szczęśliwa ,że odpoczne od tego wszystkiego jednak okazało się,że tam poczuje to bardziej.Ciocia wyglądała okropnie i noe poznałam jej.Była smutna a kiedyś to ona zarażała energia.Na jej kanapie równie dobrze mogłabym być i ja.
Matylda.Nigdy się nie zakochuj.Pamiętaj!-powiedziała mi ostatniego dnia gdy odjezdalismy.
Z ciocia nie jest dobrze.
-Dlatego będę ja częściej odwiedzać.
-Dobrze.
-Obiecuje ,że jak już się ciocia pozbiera to razem z nią pojdziemy na zakupy albo do kina.
-To dlugo potrwa.
-Wiem.Widzisz ciocia i tak sobie radzi.
-No tak.-powiedziałam choć nie myślałam.
Gdy byłyśmy na klatce spotkałyśmy Ervina z Clara co już nie robiło na mnie wrażenia.
Dzień dobry pani Doris.Cześć Matylda.-powiedział jakby nigdy nic a moja mama wyczuła o co chodzi i nawet mu nie odpowiedziała.
To jego nowa dziewczyna.-powiedziała mama.
Razej jedyna.-powiedziałam i zaśmiałam się.
Nie był ciebie wart.
-Wiem.
-To dobrze.Pamiętaj we wszystkim cię będę wspierać.
-Dzięki mamo.-powiedziałam i poszłam do salonu.
Chcesz herbate?-spytała mama.
Chętnie.-powiedziałam i dostałam wiadomość od Ervina która usunęłam i nie czytałam nawet i jedną od Idy.
Mogę u ciebie zanocować?-ida.
Mamo!
-Tak?
-Może koleżanka u mnie zanocować?!
-No jasne.-powiedziała zaskoczona mama.
Dobrywieczór.-powiedziała zapłakana Ida.
Wejdź.-powiedziałam.
Dziewczynki ja ide do pracy a wy tu nic głupiego nie róbcie!-nakazała mama.
Dobrze mamo.
-Będę jutro.
-Ok.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Co się dzieje?!-spytałam Idy.
Mam go dość!
-Rozumiem.
-Zastanawiam się czy z nim nie zerwać.
-Wiesz on jest brutalem,ale chyba cię kocha.
-Ja się go boję!Niby traktuje mnie jak równą sobie,ale jest szorstki.
-Wiesz zrobisz co chcesz.
-A jak z tobą?!
-A ze mną lepiej.Nauczyłam się żyć w bólu nic nowego.-powiedziałam a ona zaczęła płakać.
Ja chyba jestem w ciąży.-powiedziała.
Co?!
-Mam objawy.Boję się go.Ostatnio jak się kłócił ze mną to miałam wrażenie ,że chce mnie zbić!I już raz prawie to zrobił!
-Wiesz może nie jestes w ciąży a to nerwy.
-Matylda ja czuję się nie najlepej.Jakby coś mnie wyżerało!
-Musisz mu powiedzieć on coś zaradzi!
-Zabije mnie i dziecko.
-Czasem udaje sie uratować matkę i dziecko.
-Czasem.Zwykle to dziecko przeżywa.
-Musisz byc dobrej myśli.
-Wolę żeby ono przeżyło,ale obiecaj mi,że wychowasz je i nic mu nie powiesz jeślibym tego nie przeżyła.
-Ida.To nie proste.Ja sama się uczę.
-Obiecaj mi.Proszę!
-Ida on ma prawo wiedzieć.
-No tak.-powiedziała a ja nagle usłyszałam walenie do drzwi.
Ida!Ida!-krzyczał Bernard.
On czuje mój zapach.
-Trzeba było wcześniej powiedzieć!-powiedziałam a Bernard był już w środku.
Kochanie!Gdzie ty znikasz!
-Ja chciałam...
-Mówiłem ci żebys tu nie przychodziła!
-Mam cię dość
-Co'?!Przesłyszałem się chyba!Wracasz ze mna!-powiedział i zaczął ja ciągnąć a ja zaczełam ją bronić.
Puść ja!-powiedziałam i zaczęłam się z nim szarpać a on poprostu rzucił mną w podłogę.Ona jakoś oderwała sie od niego i starała mi się pomóc.
Zostaw ja!Idziemy!-nakazał jej Bernard.
Nigdzie nie ide!Matylda wszystko dobrze?!-spytała i pomogła mi wstać.
Tak a z tobą?!
-Też.-powiedziała prawie ze łzami w oczach.
Przepraszam.Chodź Ida!
-Nie!To koniec!-powiedziała ledwo co a on zbił ją w twarz i zemdlała.
Ida!Ida!-próbował ja przepraszać a ona tam leżała.Co się gapisz?!-powiedział do mnie.
Kochanie!-wolał ja a ja wzięłam ja na swoje łóżko i otarłam jej policzek woda.
To twoja wina!-powiedział.
To nie ja ją uderzyłam.-powiedziałam i usłyszałam,że ktoś wszedł.
Co się tu dzieję?!-Spytała Clara a obok niej stał Ervin.
Ja miałam isc,ale Ida zatrzymała mnie reka przy sobie.
Nic.Wszystko dobrze.-powiedziała Ida.
Coś ty im zrobił!-krzyknął Ervin a Clara zasmiala się i sobie poprostu poszła.
Odwal sie!To wina twojej byłej!
-To ty mnie zbiles!A dotego Matylde!-powiedziała Ida a Ervin już miał szykować się do bicia.
Należało się jej!A ciebie przepraszam!
-Ciebie kurwa całkowicie popierdolilo!-powiedział Ervin co mnie zdziwiło.
To ty bujasz się w niej a ruchasz Clare więc się nie odzywaj!-powiedział Bernard a ja wolałam zająć się Ida.
Jestem w ciazy.-powiedziala cichutko Ida .
Co?!-krzyknął Bernard.
Tak!I donosze ja!
-Który to miesiąc?!
-Niewiem.
-Jestes nie odpowiedzialna!
-Chyba ty!-powiedziała i kazał mu wyjść.
Matylda jak on mógł.-mówiła zapłakana.
-Cii.Śpij.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.Postanowiłam spac w salonie i przebrać się jednak nagle pojawił się Ervin.
Nigdy mi nie wybaczysz.-powiedział a ja nie reagowałam.
Matylda chciałem cię chronić!-powiedział izłapał mnie za reke,ale ja swoją wzięłam.
Ciekawe.Każdy wampir jest takim Dupkiem?!
-Niewiem.Matydla nie możesz mnie znienawidzic.
-Wyjdź stąd!Idz sobie lepiej do swojej kochanej dziewczyny.-powiedziałam zmęczona.
Czytałas chociaż mojego smsa?!
-Nie i zmieniam numer!
-Co'?!
-No nie udawaj zaskoczonego!Wynocha!-powiedziałam i wyszedł.
Na co to coś liczy?!Jak ja mogłam to kochać?!Pewnie mi czegoś dosypywał.-myślałam i żałowałam biednej Idy bo w końcu Bernard to kretyn.
Słyszałem.-powiedział Bernard.
Masz rację.Ona nie zasługuje na takie traktowanie.
-To nie traktuj jej tak.
-Poprostu byłem zazdrosny.
-O mnie?!
-Tak.Nie chce żeby mnie zostawiła i jeszcze to dziecko.Boję się o nią!-powiedział a mi się zrobilo przykro.
Ervin też bał się wtedy.
-Nie chce o nim gadać!Nie istnieje dla mnie!
-On poprostu czuję się odpowiedzialny za ciebie i nie chcial być z tobą żeby cię nie narażać!
-Poprostu leciał na Clare i tyle..
-Clara to tylko miała za zadanie odciągnąć ciebie od niego.
-Udało sie jej.
-Teraz jest zla bo zerwał z nią.
-Przecież miała okazję do sexu i zabawy nierozumiem jej niezadowolenia.
-Ty już go nie kochasz.
-Nienawidze go.
-Proszę cie pomóż mi chociaż odzyskać Ide!
-Przecież jestem tylko nedzna śmiertelniczka!
-Ratowałem cię!
-Trzeba nie było!Ida tu podejmuje decyzję nie ja ,ale radzę ci jej wiecej nie bić bo to napewno nie pomaga!
-Wiem!Głupio mi!
-Słusznie!Możesz isc bo chce mi się spać?!
-A mógłbym wejść do niej?!
-Jej też daj spac a raczej im.
-Dobrze.Przyjde rano.-powiedział a ja zasnełam.
Rano gdy wstałam wszystko tętniło życiem w moim mieszkaniu.Bernard z Ida siedzieli razem a Ervin obserwował mnie z fotela obok.
Zapraszałam cię?!-spytałam go.
Poprostu chciałem zobaczyć co u Idy i Bernarda i u ciebie.Już ide.
-Tam sa drzwi.
-Wiem.-powiedział smutny a ja popatrzyłam na niego z obrzydzeniem.Może Bernard był zły,ale chce się zmienic dla Idy i nigdy jej nie zdradził.
Pogodzeni?!-spytałam wesoło.
Tak.-powiedziała Ida a on ja pocałował.
Słodko.
-Ervin zrobił ci śniadanie.-powiedziała Ida.
Nie jestem głodna smacznego.
-musicie się pogodzić!-powiedziała Ida.
Ja nic nie muszę.I tak to nawet nie był zwiazek.Poprostu chciałam zobaczyć jak to z wampirem i mi się nie podoba.
Ide do ginekologa z Bernardem.-powiedziała Ida a ja zazdrościłam im tej zgody.
-Ona tam będzie?!Przecież coś mi obiecałeś!
-Przecież będę ja ignorował.
-Jakoś ci nie wierzę!
-Proszę cię nie zaczynaj znowu!
-To ty ciągle wszędzie ją za sobą ciągniesz!
-To był pomysł Bernarda.
-Kogo?!
-Mojego przyjaciela.
-Jakoś go nie znam.
-Bo wtedy go nie było na imprezie.Zreztą wiem,że nie lubisz Clary,ale ona potrafi polować.
-Mogę iść z wami?
-Nie!Nie ma mowy!
-Napewno?!
-Przecież to nie bezpieczne!
-Idę tam na swoją odpowiedzialność!
-Nie ma mowy!Niezgadzam sie!-odpowiedział zdenerwowany Ervin.
Skoro tak to nie mogę ci ufać więc musimy zerwać.-powiedziałam obojętnie i pościeliłam swoje łóżko.
To szantaż?!-powiedział niepewnie.
Nie.Poprostu nie będziemy razem bo nie mogę ci ufać.
-Ok zgadzam się i pójdziesz tam z nami,ale masz się mnie słuchać i bez mojego pozwolenia nie ruszyć się na krok!
-Dobrze.-powiedziałam i go przytuliłam.
Nie mógłbym być bez ciebie.Proszę jednak nie szantażuj mnie tak już.
-Narazie.
-Co?!
-Nic ...nic.-powiedziałam i nie mogłam się doczekać polowania jednak miałam złe przeczucia.
Kiedy przygotowywałam się Ervin założył mi kurtkę i czapke.
Żeby ci było ciepło.-powiedział i mnie pocałował.
Dziękuję.
-Zanim pójdziemy to chcialem cię o coś prosić.
-Tak?
-Matylda proszę cie nie rozmawiaj z nikim.
-No dobrze.-powiedziałałam i po chwili byliśmy przed jakimś klubem i zobaczyłam Clare i jak myślałam Bernarda.
To jest ta mała?-spytał Bernard.
Tak!
-Tylko żeby niezrobiła czegoś głupiego.-stwierdziła Clara.
Matylda zostań tu.-powiedział do mnie jak do psa i poszedł z Clara.
Ja za to byłam coraz bardziej zdenerwowana i poszłam za nimi.
Zauważyłam,że mimo obiecał mi ignorować Clare to jakoś miło się im rozmawiało.Już miałam iść gdy to zobaczyłam,ale Bernard mi nie pozwolił.
Chciałaś to chodź!-krzyknął do mnie.
Zostaw mnie!-krzyknęłam.
Co ty robisz debilu!-krzyknął Ervin.
Poluje.Ona też jest człowiekiem jakbyś nie zauważył!-krzyknął Bernard.
Ale to moja dziewczyna i jak ja tylko tkniesz to twoją też zabije!
Wow jego dziewczyna też jest człowiekiem.-pomyślałam.
Przepraszam.-powiedział Bernard.
Wracaj na dwór!-powiedziała Clara a ja nie reagowałam.
Schowaj się Matylda!-krzyknął Ervin a ja się ukryłam za ścianą i obserwowałam ich wszystkich z zaciekawieniem.
Zauważyłam,że Clara wraca z jakimś chłopakiem.
Kotku gdzie ty mnie tak ciągniesz po zakamarkach.-spytał.
Chciałam żebyś poznał dwóch moich kolegów.-stwierdziła Clara.
Ostra jesteś.-Powiedział.
Nawet niewiesz jak bardzo.-powiedziała i nagle wyszli.Bernard z Ervinem.Nigdy w jego oczach niewidziałam takiego mroku i chęci mordu.On pierwszy wbił się w jego szyje a za nim inni.Nie mogłam na to patrzeć ,ale gorsze było tylko to jak widziałam gdy z on razem z Clara ustalali zgodnie kto ile i gdzie pije z chłopaka gdy nagle wszedł jakiś facet z bronią i zaczął szczelać.Wtedy nagle uciekli a ja myślałam ,że jestem sama gdy poczułam,że Ervin próbuje mnie stamtąd zabrać jednak nagle usłyszałam strzał w moja stroną i z nikąd ratunku choć byłam pewna,że jeśli chciałby to mógłby mnie stamtąd wyciągnąć.
Co to za dziewczyna?-usłyszałam tylko głos jakiegoś faceta i myślałam,że umarłam.
Gdzie ja jestem?-spytałam.
W domu.-powiedziała jakaś dziewczyna.
My się znamy?!
-Mój chłopak Bernard kazał mi wrócić po ciebie.
-A co z tym facetem?!
-Nie chciał cię ratować.Gdyby nie ja i mój chłopak umarłabyś na miejscu.-powiedziała a mi się chciało płakać.
I może lepiej!-stwierdziłam nagle.
Co ty piepszysz?!Jesteś młoda i całe życie na ciebie czeka!
-Łatwo ci mówić.Twój chłopak by ciebie chociaż samej nie zostawił!
-Ervin poprostu.
-Co?!
-Kazał przekazać że jest z Clara.
-I dobrze!Możesz sobie iść!
-Matylda...
-Znamy się że mówisz mi na ty?!
-Rozumiem.Też byłabym zła.Ja też wiele poświęciłam dla Bernarda ,ale on mnie kochał.
-Słabe pocieszenie.Zresztą oni oboje słuchają tylko jej!
-To że on cię zostawił to nie moja sprawa!Ale ty nie oczerniaj Bernarda bo to on cię ratował i wyciągał te kule!
-Podziekuj mój i idź sobie!
-Jakbyś zmieniła zdanie to zostawiłam ci mój numer.
-Wyjdź!-powiedziałam zła na siebie że zaufałam Ervinowi a on poprostu wolał Clare.Czułam jednak większy ból na swoim brzuchu po kuli niż po złamanym sercu a przynajmniej chciałam tak myśleć.W nocy nie mogłam spać i chciało mi się płakać gdy myślałam,że on jest teraz z Clara u niego w mieszkaniu.Widocznie bezpłodna i myślna wampirzyca zawsze lepsza.Po co wampirowi zwykły i zdychający człowiek.
Nagle usłyszałam szmer za szybą,ale gdy się odwróciłam nikogo tam nie było.Może i lepiej by było jakby mnie wtedy nikt nie uratował,ale mama by tego nie przeżyła.Niby Bernard uratował mnie ,ale czułam sie strasznie i postanowiłam zadzwonić do Idy.
Przyjdziesz?-spytałam.
O a jednak zmieniłaś zdanie?
-Proszę przyjdź..słabo się czuję..
-Matylda!Już ide!
Matylda!Matylda!halo!-wolała po chwili.
Zawieź mnie do szpitala.
-Zadzwonie po Bernarda.
-Ja chyba umieram.
-Co?!Matylda!
Po chwili zobaczyłam Ervina ,ale nie chciałam na niego patrzeć jednak okazało się ,że go tam nie było.
Matylda!-krzyknął Bernard i czułam ,że zaczął coś robić.
Co sie dzieje?!-usłyszałam jakby Ervina.
Jedna kula została.Muszę ja zwieść do szpitala.-powiedział Bernard.
Kurwa!Przecież wyciągnęłeś wszystkie!Nie mozemy jej zawieść!-powiedział jakby przejęty.
Dobra to zachipnozuj jakiegoś lekarza.
-Ty to zrób!Ja nie chce żeby ona wiedziała,że to byłem wracam do Clary.-powiedział i sobie poszedł a jq zasnęłam.
Matylda!-krzyknęła Ida.
Żyje.-odpowiedziałam.
Tak się bałam!
-Bez potrzeby!-powiedziałam obojętnie.
Pamiętaj jak by się coś działo to dzwoń do mnie.
-Ta jasne..
-Matylda!Wiem że ty mnie nie lubisz ,ale martwię sie o ciebie!
-Dzięki.Jestem ci wdzięczna.-powiedziałam.
Przyjde jutro.
-Jak chcesz.-powiedziałam udając obojętna ,ale polubiłam Ide.Zawsze chciałam taką przyjaciółkę,ale ona przychodzi do mnie z litości.
Rano czułam się lepiej i chciałam wyjść z domu,ale gdy zauważyłam Ervina i Clare całujących się to postanowiłam wrócić się do domu.Nagle usłyszałam dzwonek.
Hej Matylda.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Coś cię boli?
-Duma.
-Chcesz pogadać?
-Nie..
-Matylda!Znajdziesz lepszego niż Ervin.Zobaczysz wszystko się ułoży.On poprostu zrozumiał,że skrzywdziłby cię udając miłość.
-Już mnie raz skrzywdził.Przeżyje.
-Widzisz!Dasz sobie radę!
-Dzięki.
-Może poznamy się bo w sumie nie było czasu?
-Ok.
-ida.-powiedziała i poddała mi reke.
Matylda.-odpowiedziałam i zrobiłam to samo.
Masz ochotę na gorącą czekoladę?
-Nie chce wychodzić.
-Matylda!Musisz wyjść do ludzi!Ja też byłam kiedyś jak ty..-powiedziała a ja zauważyłam pierścionek zręczynowy na jej palcu.
Bernard ci się oświadczył?!
-Miesiąc temu.
-Gratuluję.
-Dziękuję.Długo na to czekałam i nie liczyłam na to.
-Ile masz lat?
-Siedemnaście.
-Ja też.Długo jesteś z nim?
-Pół roku,ale znam go długo.Poznałam go jak miałam siedem lat i pomógł mi znaleźć drogę do domu gdy się tu przeprowadziłam.
-Wow.
-Idziemy?!
-Poczekaj.-powiedziałam i zaczełam się ubierać i myśleć o tym jak to możliwe ,że tak ją polubiłam nieznając jej prawie.Podobna do mnie nie jest bo ona z Bernardem jest szczęśliwa i zazdroszte jej tego a ja jestem właściwe sama.Miło spędzało mi się z nią każda chwilę i dzięki niej mniej myślałam o tym co przykre.
Gdy była u mnie wieczorem przyszedł po nią Bernard.
Nie możesz sie z nią zadawać!Mówiłem ci coś!-krzyknął do niej a ona niereagowała.
Tak ją traktujesz?!Tak ją kochasz?!-powiedziałam najgłośniej jak mogłam a on już prawieby mnie popchnął.
Ciesz się ,że żyjesz śmiertelniczko!
-Twoja narzeczona też nią jest!
-Już nie długo w przeciwieństwie do ciebie!-powiedział i wyszli a ja miałam ochotę zakopać się pod ziemnią.
Nad ranem usłyszałam dzwonek,ale gdy wyjrzałam nikogo tam nie było.Zamknęłam drzwi i zobaczyłam Bernarda.
Nie dzwoń więcej do Idy!Trzymaj się od niej z daleka!
-Spytałam się jej tylko jak sie czuję!
-Masz zakaz!
-Bo co mi zrobisz?!Zabijesz!
-Może.
-Super!Możesz nawet teraz!
-Masz się do niej nie zbliżać!
-Dobra!Wyjdź!
-Z przyjemnościa.
-Tam masz drzwi!-powiedziałam i poczułam ból głowy.
Miałam dość.Najlepej będzie jak się wyprowadze stąd,ale do tego jescze mam czas.
Położyłam się spac a gdy wstałam zobaczyłam Clare.
Co tu robisz?
-Przyszłam cię odwiedzić.
-Wyjdź stąd!
-Taka bylas pewna siebie a on i tak wybrał mnie!Ah muszę ci podziękować bo tylko go dodatkowo nakręciłaś na mnie!
-Super!Idź sobie!
-Chętnie,ale nie nudzi ci sie tu tak samotnie?!W końcu nikt cie nie lubi.-powiedziała i wyszła.
Miałam już dość tego miejsca i ich wszystkich!Niech sobie będą szczęśliwi!-pomyślałam i przyszła mama.
Co z ciocia?!
-Wszystko dobrze.Nudziłaś się tu sama?
-Bardzo.
-A Ervin?!
-Mamo nie chce go znać!
-Co się stało?!
-Nie chce o tym rozmawiać.
-Dobrze.A nauka?
-Miałam lenia.
-To nie dobrze.Może pojedziemy razem do cioci na te ostanie dni feri?
-Mogę jechać nawet dziś.
-To pakuj się.-powiedziała mama a ja byłam szczęśliwa ,że odpoczne od tego wszystkiego jednak okazało się,że tam poczuje to bardziej.Ciocia wyglądała okropnie i noe poznałam jej.Była smutna a kiedyś to ona zarażała energia.Na jej kanapie równie dobrze mogłabym być i ja.
Matylda.Nigdy się nie zakochuj.Pamiętaj!-powiedziała mi ostatniego dnia gdy odjezdalismy.
Z ciocia nie jest dobrze.
-Dlatego będę ja częściej odwiedzać.
-Dobrze.
-Obiecuje ,że jak już się ciocia pozbiera to razem z nią pojdziemy na zakupy albo do kina.
-To dlugo potrwa.
-Wiem.Widzisz ciocia i tak sobie radzi.
-No tak.-powiedziałam choć nie myślałam.
Gdy byłyśmy na klatce spotkałyśmy Ervina z Clara co już nie robiło na mnie wrażenia.
Dzień dobry pani Doris.Cześć Matylda.-powiedział jakby nigdy nic a moja mama wyczuła o co chodzi i nawet mu nie odpowiedziała.
To jego nowa dziewczyna.-powiedziała mama.
Razej jedyna.-powiedziałam i zaśmiałam się.
Nie był ciebie wart.
-Wiem.
-To dobrze.Pamiętaj we wszystkim cię będę wspierać.
-Dzięki mamo.-powiedziałam i poszłam do salonu.
Chcesz herbate?-spytała mama.
Chętnie.-powiedziałam i dostałam wiadomość od Ervina która usunęłam i nie czytałam nawet i jedną od Idy.
Mogę u ciebie zanocować?-ida.
Mamo!
-Tak?
-Może koleżanka u mnie zanocować?!
-No jasne.-powiedziała zaskoczona mama.
Dobrywieczór.-powiedziała zapłakana Ida.
Wejdź.-powiedziałam.
Dziewczynki ja ide do pracy a wy tu nic głupiego nie róbcie!-nakazała mama.
Dobrze mamo.
-Będę jutro.
-Ok.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Co się dzieje?!-spytałam Idy.
Mam go dość!
-Rozumiem.
-Zastanawiam się czy z nim nie zerwać.
-Wiesz on jest brutalem,ale chyba cię kocha.
-Ja się go boję!Niby traktuje mnie jak równą sobie,ale jest szorstki.
-Wiesz zrobisz co chcesz.
-A jak z tobą?!
-A ze mną lepiej.Nauczyłam się żyć w bólu nic nowego.-powiedziałam a ona zaczęła płakać.
Ja chyba jestem w ciąży.-powiedziała.
Co?!
-Mam objawy.Boję się go.Ostatnio jak się kłócił ze mną to miałam wrażenie ,że chce mnie zbić!I już raz prawie to zrobił!
-Wiesz może nie jestes w ciąży a to nerwy.
-Matylda ja czuję się nie najlepej.Jakby coś mnie wyżerało!
-Musisz mu powiedzieć on coś zaradzi!
-Zabije mnie i dziecko.
-Czasem udaje sie uratować matkę i dziecko.
-Czasem.Zwykle to dziecko przeżywa.
-Musisz byc dobrej myśli.
-Wolę żeby ono przeżyło,ale obiecaj mi,że wychowasz je i nic mu nie powiesz jeślibym tego nie przeżyła.
-Ida.To nie proste.Ja sama się uczę.
-Obiecaj mi.Proszę!
-Ida on ma prawo wiedzieć.
-No tak.-powiedziała a ja nagle usłyszałam walenie do drzwi.
Ida!Ida!-krzyczał Bernard.
On czuje mój zapach.
-Trzeba było wcześniej powiedzieć!-powiedziałam a Bernard był już w środku.
Kochanie!Gdzie ty znikasz!
-Ja chciałam...
-Mówiłem ci żebys tu nie przychodziła!
-Mam cię dość
-Co'?!Przesłyszałem się chyba!Wracasz ze mna!-powiedział i zaczął ja ciągnąć a ja zaczełam ją bronić.
Puść ja!-powiedziałam i zaczęłam się z nim szarpać a on poprostu rzucił mną w podłogę.Ona jakoś oderwała sie od niego i starała mi się pomóc.
Zostaw ja!Idziemy!-nakazał jej Bernard.
Nigdzie nie ide!Matylda wszystko dobrze?!-spytała i pomogła mi wstać.
Tak a z tobą?!
-Też.-powiedziała prawie ze łzami w oczach.
Przepraszam.Chodź Ida!
-Nie!To koniec!-powiedziała ledwo co a on zbił ją w twarz i zemdlała.
Ida!Ida!-próbował ja przepraszać a ona tam leżała.Co się gapisz?!-powiedział do mnie.
Kochanie!-wolał ja a ja wzięłam ja na swoje łóżko i otarłam jej policzek woda.
To twoja wina!-powiedział.
To nie ja ją uderzyłam.-powiedziałam i usłyszałam,że ktoś wszedł.
Co się tu dzieję?!-Spytała Clara a obok niej stał Ervin.
Ja miałam isc,ale Ida zatrzymała mnie reka przy sobie.
Nic.Wszystko dobrze.-powiedziała Ida.
Coś ty im zrobił!-krzyknął Ervin a Clara zasmiala się i sobie poprostu poszła.
Odwal sie!To wina twojej byłej!
-To ty mnie zbiles!A dotego Matylde!-powiedziała Ida a Ervin już miał szykować się do bicia.
Należało się jej!A ciebie przepraszam!
-Ciebie kurwa całkowicie popierdolilo!-powiedział Ervin co mnie zdziwiło.
To ty bujasz się w niej a ruchasz Clare więc się nie odzywaj!-powiedział Bernard a ja wolałam zająć się Ida.
Jestem w ciazy.-powiedziala cichutko Ida .
Co?!-krzyknął Bernard.
Tak!I donosze ja!
-Który to miesiąc?!
-Niewiem.
-Jestes nie odpowiedzialna!
-Chyba ty!-powiedziała i kazał mu wyjść.
Matylda jak on mógł.-mówiła zapłakana.
-Cii.Śpij.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.Postanowiłam spac w salonie i przebrać się jednak nagle pojawił się Ervin.
Nigdy mi nie wybaczysz.-powiedział a ja nie reagowałam.
Matylda chciałem cię chronić!-powiedział izłapał mnie za reke,ale ja swoją wzięłam.
Ciekawe.Każdy wampir jest takim Dupkiem?!
-Niewiem.Matydla nie możesz mnie znienawidzic.
-Wyjdź stąd!Idz sobie lepiej do swojej kochanej dziewczyny.-powiedziałam zmęczona.
Czytałas chociaż mojego smsa?!
-Nie i zmieniam numer!
-Co'?!
-No nie udawaj zaskoczonego!Wynocha!-powiedziałam i wyszedł.
Na co to coś liczy?!Jak ja mogłam to kochać?!Pewnie mi czegoś dosypywał.-myślałam i żałowałam biednej Idy bo w końcu Bernard to kretyn.
Słyszałem.-powiedział Bernard.
Masz rację.Ona nie zasługuje na takie traktowanie.
-To nie traktuj jej tak.
-Poprostu byłem zazdrosny.
-O mnie?!
-Tak.Nie chce żeby mnie zostawiła i jeszcze to dziecko.Boję się o nią!-powiedział a mi się zrobilo przykro.
Ervin też bał się wtedy.
-Nie chce o nim gadać!Nie istnieje dla mnie!
-On poprostu czuję się odpowiedzialny za ciebie i nie chcial być z tobą żeby cię nie narażać!
-Poprostu leciał na Clare i tyle..
-Clara to tylko miała za zadanie odciągnąć ciebie od niego.
-Udało sie jej.
-Teraz jest zla bo zerwał z nią.
-Przecież miała okazję do sexu i zabawy nierozumiem jej niezadowolenia.
-Ty już go nie kochasz.
-Nienawidze go.
-Proszę cie pomóż mi chociaż odzyskać Ide!
-Przecież jestem tylko nedzna śmiertelniczka!
-Ratowałem cię!
-Trzeba nie było!Ida tu podejmuje decyzję nie ja ,ale radzę ci jej wiecej nie bić bo to napewno nie pomaga!
-Wiem!Głupio mi!
-Słusznie!Możesz isc bo chce mi się spać?!
-A mógłbym wejść do niej?!
-Jej też daj spac a raczej im.
-Dobrze.Przyjde rano.-powiedział a ja zasnełam.
Rano gdy wstałam wszystko tętniło życiem w moim mieszkaniu.Bernard z Ida siedzieli razem a Ervin obserwował mnie z fotela obok.
Zapraszałam cię?!-spytałam go.
Poprostu chciałem zobaczyć co u Idy i Bernarda i u ciebie.Już ide.
-Tam sa drzwi.
-Wiem.-powiedział smutny a ja popatrzyłam na niego z obrzydzeniem.Może Bernard był zły,ale chce się zmienic dla Idy i nigdy jej nie zdradził.
Pogodzeni?!-spytałam wesoło.
Tak.-powiedziała Ida a on ja pocałował.
Słodko.
-Ervin zrobił ci śniadanie.-powiedziała Ida.
Nie jestem głodna smacznego.
-musicie się pogodzić!-powiedziała Ida.
Ja nic nie muszę.I tak to nawet nie był zwiazek.Poprostu chciałam zobaczyć jak to z wampirem i mi się nie podoba.
Ide do ginekologa z Bernardem.-powiedziała Ida a ja zazdrościłam im tej zgody.