Zapach jej krwi.9


Już prawie zgodziłabym się,ale zadzwonił mój telefon.-nick do mnie dzwonił i odebrałam co niespodobało się Ervinowi jednak czułam,że on słuchał o czym my rozmawiamy.
Matylda musisz wracać!Masz poprawić matme!-krzyknął nick.
Poprawiłam.
-Brakuje ci oceny a jest tylko miesiąc!
-Oj no zdążę nick!wracam za kilka dni całuski.-powiedziałam szybko i sie rozłączyłam.
Hm całuski.-stwierdził wkurzony Ervin.
No co!?
-A może mi dasz jednego za zoragnizowanie tego wszystkiego?-spytał a ja pocalowałam go w policzek i zauważyłam ,że za oknem pada deszcz.
No to na spacer nie ma co iść.-stwierdził Ervin i zrobił smutną minę a po chwili zmienił ją na wesołą.
To może chodź pod koc i coś poglądamy.-zaproponował a ja zgodziłam się.Mimo,że byłam obok niego to starałam trzymać się na dystans co on mi jak zwykle skutecznie nieumożliwiał.
Jak ci nie wygodnie to możesz położyć  swoją głowę na moim ramieniu.-zaproponował a ja odsunęłam się i położyłam głowę na ścianę.
Wszystko ok?-spytał po chwili.
Tak.-Powiedziałam i poszłam do toalety żeby pobyć chwilę sama na sam z moimi myślami.
Ale ja jestem głupia!mogłam się nie zgodzić i wracać do domu a teraz on ma okazję przekonać mnie do powrotu do siebie.-myślałałam i znów nie mogłam się mu oprzeć.Z każdym dniem byłam związana z nim coraz dłuższym i grubszym sznurkiem.Tylko szkoda ,że ten sznur czułam już na szyi która w końcu odmówi mi swojej wytrzymałości i cała moja krew się wyleje a on zrobi ze mnie potwora ze swojej bajki.
Matylda?!Napewno wszystko dobrze ?-spytał i zapukał do toalety a ja wyszłam.
Tak.-Powiedziałam słabo.
To może chodź cię położymy.
-Sama sobie poradzę.-powiedziałam i położyłam się na swoim łóżku.Chciałam zasnąć ,ale Ervin rozpoczął rozmowę.
Martwie sie o ciebie.Wyglądasz na zmęczoną.
-Zdaje ci się..
-Napewno nie!
-Poprostu mam dużo stresów.
-Dlatego zamieszkaj ze mną a wtedy wszystko co złe skończy się.
-Nienadaje się...nie pasujemy do siebie.Zreztą muszę wspierać mamę.
-nie przesadzaj.!Jakoś sobie damy rade.Tylko zgodź się.Pomogę ci.-ciągle namawiał mnie Ervin.
-Zgodzę się,ale obiecaj ,że nie oszukasz mnie już nigdy nawet w słusznej sprawie!
-obiecuje!-powiedział radośnie i pocałował moje czoło.
Fajnie.
-Czyli wróciliśmy do siebie?
-Tak jakby.-powiedziałam a on położył się koło mnie i rozmawialiśmy o wszystkim co się ostatnio działo gdy nagle Ervin spoważniał.
Wiesz nie mówiłem ci jeszcze wielu rzeczy o sobie.
-Jakich rzeczy?
-Kiedyś z Bernardem mieliśmy radość z tego jak ktoś umiera.Często dla zabawy kogoś zabijaliśmy.
Teraz nie lubię tego i czesto nie zabijam jednak czasem pragnienie robi swoje i nie mogę się powstrzymać jak to wampir.Jak wtedy gdy przeze mnie trafiłaś do szpitala bo poprostu musiałem...-mówił załamany.
-Rozumiem.-powiedziałam trochę przerażona tym,że w każdej chwili mógłby mnie zabić.
Wiesz nie rozumiałem Bernarda gdy zakochał się w Idzie i starałał się pić i zabijać jak najmniej i dziwiło mnie to,że jej nie zabił.Miał dużo dziewczyn ,ale wybrał ją.Zrozumiałem to gdy cię poznałem.Wiesz ,że te twoje koszmary to byłem ja.Mówiłem ci już.Zreztą wszystkiego nie pamiętasz bo cie hipnotyzowałem.
-A nadal chcesz mnie straszyć jak jakiś potwór?
Nie...Nie...Ja Żałuję ,że taki byłem.
Jaki?
Miałem ochotę wtedy wypić ci całą krew.Związać sznurem i najlepej gwałcić przez całą noc i dzień,ale gdy widziałem jak spisz i jak twoje serce bije a ty oddychasz przyśpieszonym tępem to nie mogłem.Zrezta czułem ,że w końcu sama się zgodzisz bo gdy tylko cie dotykałem czułem jak ci się to podoba.-powiedział i zaczął Mnie całować a mi z miejsca zrobiło się gorąco.On sam zaczął się rozbierać po czym i mnie gdy nagle usłyszałam,że ktoś puka do naszego pokoju.
Ja otworze a ty leż.-powiedział Ervin i w drzwiach stanął Nick.
Jest Matylda?-spytał zdenerwowany a ja szybko się ubrałam.
Co tu robisz?-spytałam.
Notatki z dziś ci spisałem i chciałem dać.-powiedział próbując ukryć załamanie.
-Dzięki.-powiedziałam zdzwiona.
Możemy pogadać?-spytał Nick.
No dobrze.-powiedziałam i wyszłam z nim na korytarz i Zamknęłam drzwi za sobą.
Skąd wiesz ,że  tu jestem?-spytałam.
Twoja mama mi powiedziała.
-A no tak.
-Martwiłem się -powiedział.
Wszystko wporządku.
-Serio Wrociłaś do niego?!
-Tak.
-Aha.To ja już Ide.Dozobaczenia w szkole-powiedział obojętnie a ja wróciłam i zobaczyłam,że Ervin czyta to co mi przyniósł Nick jednak to tylko notatki z lekcji więc i nic specjalnego.
Masz się z nim nie spotykać !-wykrzyczał mi w twarz.
Bo jestes zazdrosny?!
-TAK!Chyba mnie kochasz tak?!
-No tak...-powiedział niepewnie.
Co?!Bo nie słyszałem!
-Kocham cię.-powiedziałam a on mnie pocalował i rzucił na łóżko.
Był taki dziki jakby chciał coś udowodnić mi kto tu jest lepszy.Niewiem jak ktoś ,ale ja nie mogłabym kogoś zdradzić.
Co jakiś czas patrzył na mnie wojowniczym wzrokiem co robiło na mnie wrażenie.Zwłaszcza jego umięśniona klatka,gładka skóra i zielone oczy na które patrzyłam i nie czułam tego jak długo to robię.
Gdy obudziłam się był już ranek i spałam na nim.
Nie było ci nie wygodnie?-spytałam go i wstałam.
-Było w sam raz.Robimy powtórkę?
-a chcesz?
-Bardzo.-powiedział i zaczął mnie całować gdy zadzwonił mój telefon.
Kto dzwoni?-spytał.
Nick.-powiedziałam i nie odebrałam a on zaczął mnie całować gdy chcialam napisać wiadomość do nicka ,że nie mogę teraz rozmawiać.
Zawsze tak próbował coś ugrać bo wiedział,że miałam słabość do niego.
Ale sexsownie ci w tej pościeli.-stwierdził i dotknął mojej nagiej skóry po czym powtórzyliśmy to co w nocy jednak tym razem krócej bo wciąż musieliśmy uważać.
Też bym chciał tak jak wczoraj.-powiedział i mnie pocalował.
Musimy uważać i dobrze,że do tej pory nic..
-No tak.-powiedział zmieszany i pocałował mnie po czym poszliśmy na śniadanie i zaczęliśmy gadać o końcu tego roku choć jeszcze dwa lata conajmniej przede mna.Staram się każdy rok liczyć jak koniec jednak do końca  jescze daleko,ale później studia lub praca i spokój mam nadzieję.
Ze mną o nic się nie musisz martwić.-powiedział i złapał mnie za rękę a jego kły zaczęły się wyłaniać jednak nagle się schowały.
Chodźmy na góre.-zaproponował a ja się zgodziłam.
Na górze zauważyłam jego dziwne zachowanie odrazu.
Patrzył na mnie i zauważyłam,że chciał wbić mi swoje kły w szyje.Niby chciał mnie tylko całować po niej,ale czułam je.
Matylda mogę trochę?-spytał nagle niepewnie co mi się niespodobało.
Przepraszam,że spytałem to głupie było.-powiedział i spojrzał na mnie.
Powiedz coś!-wykrzyknął i prawie złamał krzesło.
Ale co?
-Co kolwiek!
-Jeślibyłabym wampirem to nie mógłbyś pić mojej krwi.
-może i tak,ale żylibyśmy wiecznie razem.
-poznałbyś inną.
-Nie!-powiedział i pocałował mnie a tym razem to ja chciałam czegoś więcej i zaczęłam go rozbierać.
Nie możemy!-powiedział Ervin.
To Idź po gumki.
-Nie.-powiedział a ja się wkurzyłam.
Nie to nie!-powiedziałam i odwróciłam się od niego.
Matylda.Za kilka dni...
-To mi się nie będzie chciało!
-Dobrze wiesz jak chce ,ale sama mówiłaś,że lepiej nie ryzykować!
-To Idź kupić gumki.
-a jak pękną?!
-Nie pękną.-powiedziałam a on poszedł a gdy wrócił zaczął całować mnie od tyłu.
Dla ciebie nawet to pieroństwo założę!-powiedział i zaczął mnie całować po czym podniósł z ziemi i zaniusł na łóżko.
Bałam się ,ale pożądanie zrobiło swoje i udało się mu przejąć kontrolę nad umysłem.Kocham go mimo wszystko.Jego ciało podziwiać mogłabym bez końca.Niewiem tylko czy on mnie kocha.Niewiem czy mogę być tego pewna,ale chce spróbować i zgodzić się na wszystko.
Kochanie....-powiedział nagle Ervin.
Tak?
-Wieczorem zapraszam cię na kolację.
-Tu?
-Nie w restauracji.
-I później wracamy do domu już?
-A chcesz?
-Chce już wracać.-powiedziałam sama siebie szokując.
No to będziemy dziś wracać.-powiedział zmęczony Ervin a ja na chwilę położyłam się obok niego i patrzyłam na niego i wciąż nie wierzyłam w to jakie rzeczy przed chwilą robiłam z nim.Z chłopakiem,który nie powinnien mnie kochać.On idealny a ja taka starszna.
Kiedy chciałam go dotknąc to złapał moją rękę i ją pocalował pozwalając mi tylko na chwilę pieszczoty po czym Nagle usłyszałam telefon.
Kto to?-spytał Ervin.
Mama.
-Odbierz.-powiedział i uśmiechnął się a ja rozmawiałam z mamą.
Fajną masz mamę.-stwierdził Ervin.
Dzięki.
-Może kiedyś poznasz moją i też ci się spodoba.
-Może.
-Wiesz moja mama to jakby twoja babcia.
-Wiem wiem.
-I moja mama jest i twoją.-powiedział i dotknął mojej ręki a ja miałam ochotę go pocałować co wyczuł i sam zaczął to robić.
Kocham cię.-powiedział.
Ja ciebie też.-powiedziałam i pocałował mnie.
Wieczorem na koalicji był miły i to bardzo miły aż w końcu zadał mi jedno z ważniejszych pytań na świecie.
Wyjdziesz za mnie?
-Że co?!-stwierdziłam zdziwiona,gdy zaczął jakiś facet grać na skrzypcach.
Ervin to za wcześnie.
-Damy radę zobaczysz.-powiedział i założył mi pierścionek na rękę po czym grajek sobie poszedł a Ervin przytulił mnie mocno do siebie a ja zgodziłam się bezsilna.Zresztą tyle ludzi nas obserwowało,że nie chciałam wstydu.Później Jak wcześniej już było mówione wróćiliśmy do domu.
Kochanie chodź do mnie.-powiedział Ervin.
Muszę iść do domu.
-To czekaj tam na mnie.
-Już czekam cała naga.-zażartowałam.
Tym bardziej wpadnę.
Mama jakoś sobie radziła w domu a przynajmniej starała się.Choć widziałam jaka była załamana.W końcu jedyny facet jaki zwrócił uwagę na nią i był idealny okazał się takim nie być.
Nagle zauważyła mój pierścionek zaręcżynowy na ręce,który później starałam się ukryć.
Jesteś pewna swojej decyzji?-spytała.
Mamo.Jeśli coś będzie nie tak to ją zmienię.
-Kim jest ten szczęśliwiec?
-Ervin.
-Pamiątaj tylko ,żeby na siebie uważać.
-Wiem mamo.
-Wiesz po mnie jak to jest.
-Mamo on nie był fair wobec ciebie i to nie twoja wina.Nawet tak nie myśl!-powiedziałam jej a ona się na chwilę uśmiechnęła.
A proponował ci już żebyś z nim zamieszkała?
-Tak,ale muszę tu z tobą zostać żeby cię wspierać i nie mogę cię samej zostawić.
-mną się nie martw.Opowiedz mi lepiej jak ci się oświadczył.
-Wiesz wtedy zabrał mnie na kilka dni żebym odpoczęła od tego wszystkiego jak myślałam.Na sam koniec zaprosił mnie na kolację i gdy zjadłam to podszedł do nas jakiś grajek i zaczął grać a Ervin założył mi pierścionek na rękę.
-Jesteś szczęśliwa?-spytała a ja uśmiechnęłam się do niej.
Dobrze kochanie idź spać bo jutro już chyba mass zamiar wrócić do szkoły?-spytała mama.
Tak.-powiedziałam i poszłam bez myślnie do pokoju i ubrałam piżame po czym poczułam jak on dotyka mojego ramienia i całuje moją szyję.
Śpimy razem.Pamiętasz?-spytał.
No pamiętam,ale myślałam,że tylko u ciebie.
Kochanie mamy się żenić więc moje czy twoje to jedno.
-No ale chyba ze ślubem poczekamy.
-No poczekamy.-powiedział a ja pocalowałam go w policzek.
Chce ci się spać?-spytał.
Jutro ide do szkoły.Muszę.
-Kur..cze. Kiedy kończysz lekcje ?
-14:30.
-To będę po ciebie.
-Fajnie.
-I nie ściągaj mojego pierścionka.
-Na noc i w szkole muszę.
-No to na noc i tylko na wf ściągaj.
-Zgubi się.
-Nie gubi się.-powiedział a ja położyłam się obok niego i poczułam,że mnie przytulił mocno do siebie.
Rano gdy wstałam usłyszałam,że rozmawia w kuchni z moja mamą i ucieszyłam się,że dogadują się jak powinni.
O jesteś kochanie.-powiedziała mama a ja usiadłam.
Zrobiłem ci śniadanie.-powiedział Ervin i mi je podał.
Dzięki.-powiedziałam.
Ja już idę.-powiedziała mama i wyszła wcześniej zostawiając mi pieniądzę.
Twoja mama nie ma nic przeciwko temu żebyśmy razem mieszkali.-powiedział i poprawił mi swoją ręką nieułożone włosy.
Może i nie ma ,ale martwię się o nią.
-Przecież ja mieszkam obok was więc w czym problem?
-przecież możesz śpać ze mną u mnie.
-U mnie moglibyśmy więcej...-powiedział mi i pocalował moją szyję.
-Do końca roku szkolengo miesiąc to chyba wytrzymasz?
-Miesiąc z chakiem.Apropo zabieram ciebie i twoja mame do moich rodziców.
-Żartujesz?!
-Bynajmniej.Nic wam nie zrobią!Chyba ,Że chodzi o herbate czy kawę to napewno.Moja mama sama była w twojej sytuacji więc się dogadacie.Jak myślę.
-Czemu nie spytałeś mnie tylko decydujesz za mnie?
-Bo tak było szybciej.-powiedział a ja się obraziłam.
Oj no wiem źle to wszyszło i przepraszam,ale miałem dobre intencje.
-Podwieziesz mnie do szkoły?-spytałam go.
Tylko na to czekam.
Ervin był chyba szczęśliwy ze mną,ale,czasem czułam,że jego wzrok wędruje gdzie indziej.Podziwiał rodziny i starsze ode mnie kobiety.
Jakby marzył o tym,żeby być człowiekiem a ja tylko mu przypominałam jak to jest.
W końcu cudem dotrwałam do wakacji i oczywiście wyjazdu do moich przyszłych rodziców.
Ervin był taki szczęśliwy i całował mnie co chwilę.
Moja mama podobnie jak i ja bała się nieznanego.
W końcu Ervin miał wszystko a my mógłyśmy o tym pomarzyć.
Ervin wziął moją rękę żeby mnie uspokoić.
Na miejscu zobaczyłam wielki dom z basenem.
Jego rodzice już na nas czekali a ja byłam coraz bardziej wystraszona.
Dzień dobry.-usłyszałam od pani Adeli i Lukasa( rodziców Ervina)
Moja mama za to jakby wyczuwała,że coś jest nie tak.Wkońcu im do jej rówieśników było daleko.Udało im się trochę zestarzeć,ale wampiry robią to wolniej niż rosną.Nie sa wieczni,ale napewno mogą żyć dłużej od nas i przy tym wyglądać świetnie.
Stosuje pani jakieś kremy?-spytała moja mama bo już nie mogła wytrzymać.
Tak,ale bardzo lubię zdrowa kuchnie-wymyślała napoczekaniu mama Ervina a jego ojciec starał się nie śmiać i zaprosił nas do środka jednak mama Ervina mnie na chwilę zagarnęła.
Wiesz twoja mama powinna o nas wiedzieć w końcu będziemy rodziną.
-Powiem jej w odpowiednim czasie.
-Jak uważasz.Ta mądra kobieta w końcu sama się domyśli.Ty za to powinnaś zastanowić się na kim ci zależy bo w końcu to zemścić się na tobie.
-Jak pani to robi?!
-Doświadczenie mnie tego nauczyło.Ja też miałam do wyboru normalne zycie,ale czy teraz ono dałoby mi coś nowego i innego oprócz bólu?Z wiekiem pojawia się fizyczny ból,którego nie cierpię a wampira nie jest tak łatwo złamać fizycznie czy psychicznie.Mój syn bardzo cię kocha.Mógłby wszystko oddać żeby spełnić twoje marzenia.Chciałby żyć normalnie i żałuję,że nie może jednak najgorsze dla niego byłoby życie bez ciebie.-stwierdziła pani Adela a ja już mniej się jej bałam.Z wyglądu miła ,niska i ułożona,ale charakter ma straszliwy momenatami.
Ach ta moja mama i ten jej dar "czarnego"jasnowidzenia.-powiedział Ervin.
Nie boisz się ?
-Czego?
-Że Clara będzie chciała nam coś zrobić.
-Bernard nam zawsze pomoże a my za to mu.
-A co u Marcka?
-Chodzi,mówi i śpiewa.Jak wróćimy to Bernard obiecał nam go pokazać-powiedział Ervin.
Rano okazało się,że nigdzie nie ma mamy Matyldy.
Pojechała do pracy.-stwierdził lucas.
Aha.
-Wy też dziś wracie?
-Tak.
-Tylko uważajcie na zakrętach bo tu sa strasznie niebezpieczne i o wypadek nie trudno.
Jechaliśmy razem w ciszy i w końcu dotarliśmy do domu.