Spodobałam się Nickowi i cieszyło mnie to,ale Ervin od wczoraj nie był już moim wrogiem w końcu uratował mnie i nie mogłam już go traktować z obojętnością jednak Nick też mi się spodobał a co najważniejsze był żywy jak i ja co bardziej spodobałoby się mojej mamie czy cioci.
Matylda.-spytał Nick.
-Tak?
-Pójdziemy razem na koncert?
-Chętnie.
-Ale tylko my razem.Bez twojego ex prześladowcy.
-Niewiem czy się uda.
-Dlaczego?
-Bo mam poprostu z nim wspólne sprawy.
-Jakie?
-Rodzinne.-skłamałam.
To kiespko.Ok przeżyje jakoś tego "Ervina" ,ale musisz tam być!Znam głównego wokaliste i poznałabyś go!
-No dobrze.-powiedziałam i już cieszyłam się na koncert.
Po szkole Nick odprowadził mnie do domu i nawet przytulił mnie na pożegnanie co widział z okna wściekły Ervin.
Gdy wróciłam na górę i otworzyłam drzwi mojego mieszkania poczułam ręcę Ervina na moich biodrach.
Co on ma w sobie czego mi brak?-spytał Ervin.
Kto?
-Nick?
-Jest moim przyjacielem.
-Po tym co ci zrobił?
-Był pijany!
-A ty chcesz się spotykać z kimś takim?Pijakiem?
-To ty wczoraj pijany pomyliłeś mieszkania!
-Nie pomyliłem.
-Co?!
-Czekałem na ciebie.
-Po co?
-Mam dwa bilety na koncert.
-Nick mnie już zaprosił.
-Ale pujdziesz ze mną!-powiedział i brutalnie zaczął mnie całować wpychając swoi język do moich ust co mi się nawet podobało,ale nie mogłam się na to zgodzić.
Ervin nie będziemy już razem.
-W takim razie zmuszę cię do tego.
-Co?!-spytałam a on zaniusł mnie do łóżka i znowu zaczął mnie całować.
Tym razem był tak brutalny ,że czułam jego zęby na swoim całym ciele.
Nadal nie chcesz ze mną być?-spytał.
Puść mnie!-powiedziałam a on stał się jeszcze bardziej brutalny.
Ani mi się śni!Nigdy nie będziesz z kimś innym!-powiedział i zaczął mnie całować.Postanowiłam jakoś go zepchnąć ,ale nie mogłam i wtedy mnie uderzył.
Matylda przepraszam.Proszę nie płacz.-powiedział a już zapomniałam o tym ,że byłam mu czegokolwiek wdzięczna i wtedy weszła mama.
Wróciłam.Matylda!Kto ci to zrobił?!-spytała.
Nikt ważny .-stwierdziłam a ona tylko popatrzyła na mnie z żalem.
Chciałam już dziś iść do Jorga,ale nie mogę cię zostawić samej.
-Mamo idź!Ja i tak jutro ide na koncert.
-napewno mogę?
-Tak.Masz prawo do szczęścia.
-Kocham cię.
-A ja ciebie.-powiedziałam i wyszła po czym wrócił Ervin i chciał mi pomóc z bolącym policzkiem a ja nie chętnie się zgodziłam.
Zdenerwowałem się!To wszystko przez to,że staram się o ciebie a ty masz to gdzieś!Teraz masz Nicka i nie jestem ci potrzeby-powiedział zawiedzony.
Zrozum.Ja nie umiem ci wybaczyć.
-Nawet nie próbujesz!Zresztą nie to nie,ale później nie przychodź do mnie!-powiedział i wyszedł.
Następnego dnia był mój wymarzony koncert ,ale ja wciąż w głowie miałam słowa Ervina.
Świetnie wyglądasz!-powiedział Nick i zauważył sniaka na moim policzku.
Ty też.
-Idziemy?
-Idziemy!-powiedziałam a on wziął mnie za rękę.
Całą drogę żartowaliśmy z wszystkiego a na miejscu zobaczyłam Ervina z jakąś wampirzycą jak trzymał ja i całował w szyje zadowolony.Nick to zauważył i dobijął mnie swoim ramieniem po czym poszliśmy.
Frajer!-stwierdził Nick.
Żebyś wiedział.
-Może piwa?
-Chętnie.-powiedziałam i wypiłam pół.
Wiesz mam dziś wolną chatę.-powiedział Nick.
Aha.
-Może wpadniesz?
-Nie.
-Czemu?Byłoby fajnie.
-No może.Zastanowie się.
Cały koncert był świetny jednak niewiem dokońca co było później.
Idziemy do mnie?!-wolał Nick.
Nie słyszę!-krzyknęłam.
-Pytam czy pójdziemy do mnie?
-Źle się czuję.Wracam do domu!-powiedziałam i zwymiotowałam.
Odprowadze cię.
-Sama pujde.-powiedziałam a on pocalował mnie w usta na dowidzenia.
Do domu jakoś doszłam jednak niespodziewałam się w nim Ervina.
I co fajny koncert?-spytał.
Wyjdź stąd!
-A co mi zrobisz?!Ja mogę wszystko!-powiedział kompletnie pijany i zaczął mnie szarpać po czym wkuł mi się w szyje tak mocno ,że straciłam przytomność.
Obudziłam się w szpitalu gdzie obok mnie był Nick.
Gdy wstałam zauważył to i od razu do mnie podbiegł.
Nie Miałam siły na nic i czułam się słabo.
Matylda!-wolał mnie Nick a ja jakbym odpływała jednak wróciłam.
Co się stało?-spytałam ledwo co.
Ervin znalazł cię na ulicy nie przytomną.-powiedział Nick.
Ervin?
-Tak.Gdyby nie on to byłoby źle.-Powiedział Nick a Ervin wszedł.
Wyjdź na chwile Nick.-powiedziałam
Ok.
To twoja sprawka?-spytałam.
Tak.
-Czemu?!
-Nie mogłem się powstrzymać.Zawsze nie mogę.
-Mogłeś mnie zabić!
-Wiem.-powiedział prawie płacząc.
Nie pasujemy do siebie.Zrozum.-powiedziałam.
Nie potrafię cię zostawić!-powiedział.
Musisz.
-Matylda wiem to głupie,ale chce żebyś wyszła za mnie.-powiedział i pokazał mi pierścionek z diamentem.
-Nie.-powiedziałam a on znikł.
Czego on chciał?-spytał Nick.
Niczego.-powiedziałam.
Do domu szybko wróciłam jednak nie chętnie.Przyszedł do mnie Bernard z Marckiem.
Muszę coś załatwić a Ervin teraz nie nadaje się do opieki więc może ty się zgodzisz?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam.
Mały śpi więc wystarczy,że czasem do niego zerkniesz.Będę za godzinę.-powiedział a ja włączyłam telewizor.
Ta dziewczyna Z wczoraj to nikt ważny.-powiedział smutny Ervin który nagle się pojawił.
-Nie o nią chodzi.
To o co?
-O to,że nie pasujemy do siebie.
Zastanów się.Ja nadal chce z tobą być i chce żebyś była moją żoną.
-Nie wyjdę za ciebie.
-Błagam!Zrobię wszystko!-powiedział i nawet całował moje ręce klęcząc na dywanie.
Nic oprócz przyjaźni.-powiedziałam.
Ok.-powiedział zawiedzony a ja zajrzałam do małego który sobie spał.Ervin stanął obok mnie tak blisko ,że nie mogłam się ruszyć.
Nagle zaczął mnie całować a mnie niewiem co napadło,że też go całowałam i to mocno on odrazu zaczął mnie rozbierać jednak ja przestałam i poszłam do toalety.
Matylda!-zaczął wołać.
Daj mi spokój!Idź sobie!
-Ty też mnie kochasz!-powiedział a ja zawstydziłam się.
Poprostu to była chwila emocji.-stwierdziłam.
Jesteś pewna?!
-Tak.
-To dlaczego uciekłaś skoro mogłaś na tym zapanować!
-Poprostu źle się czuję.
-Otwórz te drzwi!-powiedział a ja to zrobiłam i wtedy on wszedł i zaczął mnie całować a ja czułam,że nie mogę się mu oprzeć i wtedy przyszedł Bernard.
Ładnie się zajmujecie Marckiem.-stwierdził zażenowany a mi się zrobiło przykro,że pozwoliłam na to wszystko.
Przecież mały jest pod dobrą opieką!-stwierdził Ervin.
Na Matylde nie narzekam ,ale ty nigdy nie umiesz trzymać rąk przy sobie!Zwłaszcza przy niej!
-Przecież dziecku nic nie jest!
-A jakby coś się stało?!
-To bym zauważył!
-Jakoś tego ,że koszulkę masz tył naprzód nie widzisz!-powiedział Bernard a Ervin poszedł do toalety.
Matylda wiem,że jesteś odpowiedzialna,ale Ervin za to głupieje!
-On sam tu przyszedł.-zaczęłam się bronić.
Dlatego następnym razem zadzwoń do mnie a ja go wygonie jak będzie wariował.
-Nie ma takiej pogrzeby-powiedział Ervin.
Nieważne.-Powiedział Bernard i zabrał małego a ja zostałam sama z Ervinem.
I po co ja zakładałem tą bluzkę.-stwierdził i zaczął mnie całować.
Miałam wtedy na to ochotę,ale miałam też wyrzuty sumienia.
Matylda przecież już możemy.-powiedział Ervin.
Moja mama dziś wraca.-powiedziałam a zanim zauważyłam byłam u niego w domu a on całował mnie wszędzie i glaskał po obolałej szyi.
Ervin ja muszę wracać!-powiedziałam a on zatrzymał mnie u siebie i niepozwolił mi wyjść.
Nic nie musisz a widzę,że chcesz tu zostać.-powiedział i rozebrał mnie całą a ja już nie mogłam wytrzymać i całowałam go jak szalona.Gdy się obudziłam był ranek a ja wciąż byłam u niego.Postanowiłam szybko wstać jednak on znowu mnie zatrzymał.
Może powtórka?
-Śpieszę się!
-Twoja mama wie,że u mnie jesteś.
-Skąd?
-Powiedziałem jej.
-Ktoś cię prosił?!
-No nie,ale powinna wiedzieć gdzie jesteś nie bądź zła!
-Mam cie dość!Nigdy nie pytasz mnie o zdanie!
-Gdy się nie pytam to chociaż możemy na tym skorzystać.
-Daruj sobie!-powiedziałam i wyszłam.
O jesteś!-powiedziała mama.
Tak.
-Co robiłaś u Ervina.
-Zajmowałam się Marckiem.-skłamałam.
Podziwiam cię.
-Muszę jakoś pomóc Bernardowi.
-Dobrze.Pewnie jesteś zmęczona.
-Tak.ide spać.-powiedziałam a gdy bylam w pokoju zauważyłam Bernarda.
Umiesz kłamać.Trzeba przyznać.-powiedział.
Co tu robisz?
-Przyszedłem cię odwiedzić.
-Gdzie mały?
-Z Ervinem.Mam prośbę do ciebie.
-Jaką?
-Muszę wyjechać.Mogłabyś zająć się małym?
-No dobrze.
-Dzięki.Ervin ci pomoże.Tylko nie bawcie się za dużo razem.
-Z kim?
-Z Ervinem.Musicie pilnować mojego maleństwa bo się wkurze!
-No dobrze.-powiedziałam a on znikł.
Miałam już dość zajmowania sie dzieckiem,ale dzięki mojemu wypadkowi miałam chociaż trochę wolnego.Nick ciągle do mnie pisał,ale ja po tym jak znów zbliżyłam się do Ervina nie miałam ochoty dawać mu nadziej jednak on nie dawał za wygraną.
Matylda!Słuchasz mnie?-spytał Nick.
Tak.
-To powtórz co mówiłem.
-Z twój ojciec gdzieś wyjeżda i nie będzie matmy.
-No tak a ,że ocenki mamy nie najgorsze to może wybierzemy się w piątek na piwo?
-Wiesz wtedy wypiłam trochę,ale rzadko tak pije.
-Ze mną się nie napijesz?-spytał Nick.
No,ale teraz zajmuje się takim dzieckiem.
-Jakim znowu dzieckiem?!
-Kolegi.
-A może twoim?!
-nie!Zwariowałeś!
-Cały weekend się nie odzywałaś.
-Nie miałam czasu!
-Przyznaj ,że to twoje dziecko!
-Jak tak bardzo cię to ciekawi to mojej koleżanki,ale zmarła przy porodzie jednak muszę przyznać ,że kocham Marcka jakby był moim dzieckiem w końcu zajmuje się nim od samego początku!
-Przepraszam!Jak chcesz mogę ci pomóc?!
-Ervin już mi pomaga!
-I znowu on?!
-To moja sprawa!
-Gdyby nie moja pomoc to gówno byś zdała a nie matematykę!-powiedział Nick a mi zrobiło się smutno.
Wiesz co nie musisz już mi pomagać!Nigdy cię o to nie prosiłam!-powiedziałam i sobie poszłam.
Nagle zobaczyłam Ervina w jego aucie.
Wskakuj!-powiedział a ja weszłam do środka i zaczęłam płakać.
Co się stało?-spytał i dotknął mojego policzka.
Mam dość tego wszystkiego!
-O co chodzi?!
-Każdy myśli,że Marck to nasze dziecko.Obiecałam Idzie,że się nim zajmę ,ale to nie jest proste!
-Spokojnie!Dobrze wiem jacy są ludzie.Uwierz mi sam to przechodziłem a wampiry są nie lepsze.-powiedział a ja już się trochę uspokoiłam.Mimo wszystko przy nim czułam się zawsze bezpiecznie a teraz wiedziałam,że mogę na niego liczyć.Cieszyłam się,że Clara dała mi spokój i już nie bałam się niczego.
U niego w mieszkaniu spał sobie Marck a on mi zaproponował wspólną kąpiel a ja zgodziłam się.Jeszcze nigdy z nim się nie myłam.
Podobało mi się to jednak nagle.usłyszałam płacz Marcka i szybko.wzięłam ręcznik po czym zauważyłam Clare.
Już wrociłaś do niego?-spytała i odłożyła Marcka.
Nie.-powiedziałam a ona wzięła mnie i już rzucała,gdy Ervin zaczął mnie bronić.
Po co tu przyszłaś?!-spytał Ervin.
Chciałam cię zobaczyć.-powiedziała i już chciała go pocałować na co on się nie zgodził i odpechnął ja a ona wtedy się wkurzyła i znowu się do mnie rzucała.
Zostaw ją!-powiedział Ervin a ona chciała ugryźć Marcka jednak nagle pojawił się Bernard i jej to nie umożliwił.
Jak zobaczę cię przy moim dziecku kurwo to oberwiesz a jak coś mu zrobisz to zagłodze cię na śmierć.!-powiedział Bernard trzymając Clare za szyje.
Dobra!-powiedziała i podeszła do mnie.
A my się jeszcze zobaczymy Matyldo.-powiedziała clara i znikła.
O co jej chodziło?-spytałam.
Ona coś planuje.-powiedział Ervin do Bernarda.
Musisz wyjechać!-powiedział Bernard.
Nie mogę!
Zapach jej krwi.6
Widzę szczęśliwą rodzinke.-stwierdziła Christina.
A co masz coś do tego?!-krzyknął Ervin.
Niewiem czy mam czy nie,ale gdzie jest ta ładniejsza laska co wczoraj wieczorem cię z nią widziałam?-spytała Christina a ja już miałam dość!Znowu spotkał się z Clarą!
Gdzie idziesz?!Matylda!-krzyknął Ervin i pobiegł za mna z wózkiem.
Czekaj!-zawołał.
Daj mi spokój!-powiedziałam.
Matylda!O co chodzi?!
-Nie mam obowiązku z tobą przybywać!
-Chodzi o Clare?!Boże ja tylko chciałem jej powiedzieć żeby dała nam wszystkim spokój!
-Akurat.-powiedziałam lekceważąc go a on odwrócił mnie do siebie i pocalował.
Naprawdę mi na tobie zależy.-powiedział a ja i tak miałam dość wszystkiego.
Spotkamy się dziś wieczorem?
-Niewiem.
-Proszę.
-Dobra.-powiedziałam i miałam już iść ,ale on mi dał wózek do ręki.
On cię bardzo lubi.Płakałby jakbyś poszła.-powiedział.
Serio?
-Tak.Czegoś ci nie mówiłem o małych wampirach.
-Czego?
-Szybko rosną im ząbki,szybciej uczą się chodzić i mówić.
-Ile im to zajmuje?
-Pół roku naj dłużej.Patrz mały już prawie ma ząbki.
-A taki mały wampir jest w stanie kogoś zabić?
-Zwierzęta napewno,ale nie umieją polować a jeśli to rzadko kiedy.Takie w połowie wampiry jedzą to co inne dzieci.
-Dużo wiesz.-stwierdziłam.
Wiesz muszę.Teraz mogę tym pomóc Bernardowi.
-Ty go uczysz?
-Wymieniamy się wiedzą.To on mi poradził starać o ciebie z całych sił.
-Aha.
-Patrz maluszek się obudził.
-Wracamy do domu?
-Tak.A co się dzieje?
-Poprostu chce już wrócić.
-A co z twoją mamą?
-Pracuje.
-Ciągle?!
-Na zycie trzba zarobić.
-No tak.Zawsze tak było?
-Wiesz mój ojciec zmarł jak miałam dwa lata.
-O Boże!
-Wszystko na jej głowie.Kiedyś jej pomogę.
-Ja mogę ci pomoc.
-Nie musisz.
-Jak będziesz miała problem to wiesz gdzie mnie szukać.
-Jeśli nie zmienisz zdania.-powiedziałam szeptem a on usłyszał i obrócił do siebie.
Nie zmienię zdania i spotkamy się dziś u mnie.
-Jak mama mnie puści.
-Przecież jest w pracy a ty masz 18 lat.
-Liczę się z jej zdaniem.
-Rozumiem.Musisz jednak żyć-powiedział i byliśmy przed bramą gdzie czekał Bernard palący papierosa jednak gdy nas zobaczył to go zgasił.
Zimno jest.Nie zmarzł?-spytał się i wziął małego na ręce.
Mogę się już nim zająć.-dopowiedział po chwil Bernard.
No to super.-powiedział zadowolony Ervin i poszliśmy razem na górę.
Bernard zachowywał się już normalnie i nawet bawił się z małym.
Ervin możemy pogadać w kuchni?-spytał nagle Bernard.
Jasne.Popilnuj małego.-powiedział Ervin a ja poprostu zaczęłam bawić się z nim,jednak byłam ciekawa o czym rozmawiali i postanowiłam przejść koło kuchni jednak nic tam ciekawego nie usłyszałam.
Mały był świetny jednak zaczął mnie gryźć co mało mi się podobało.
Już jesteśmy.Bernard weźmie już małego.-powiedział Ervin.
Dobrze.Au!-krzyknęłam.
Coś się stało?
-Marck mnie ugryzł!
-Jest głodny w domu mam dla niego zwierzątka.-powiedział Bernard i wziął małego po czym znikli.
Bernard przemyślał to wszystko.-powiedział Ervin.
W końcu mały to wszystko co ma.
-No tak.To może już coś zjemy w końcu 18.-zaproponował Ervin.
No dobrze.-powiedziałam a on przyniósł jedzenie i nalał wina.
Ja nie pije.
-Jednego chyba możesz?
-Spróbuje.
-W końcu to jedno z lepszych.
-Po co ta kolacja?-spytałam w końcu.
Żeby mile i wspólnie spędzić czas.
-Przecież i tak już spędzamy go większość razem.
-Chce do ciebie wrócić.Chce żeby było jak dawniej.-powiedział i wziął moją dłoń.
Przecież i tak już rozmawiamy.
-Cieszy mmie to,ale.Ja chce tego co wcześniej.
-To już nie wróci.
-Wróci jeśli mi zaufasz.-powiedział i zadzął mnie całować.
Co ty robisz?!-krzyknęłam do niego a on nie przestawał dopóki i mi się nie zrobiło gorąco.Gdy już zaczął mnie dotykać i powoli rozbierać to zadzwonił dzwonek.
Otwórz!-powiedziałam.
Nie.-Stwierdził i znów mnie całował jednak dzwonek wciąż dzwonił.
Zaraz wracam.-powiedział a ja usłyszałam głos wkurzonej Clary i ich kłótnię.
Szybko się ubrałam jednak on wrócił i znowu mnie rozebrał.Nie miałam jak wyjść a on nie chciał mnie wypuścić i nawet się z tym nie krył.Po wszystkim chciałam wyjść,ale on przykrył mnie i objął mocno.Czułam,że całował mnie jednak myślami byłam przy tym co mi zrobił gdy był z Clara.Postanowiłam zasnąć a rano szybko wyjść i zapomnieć o tym co miało miejsce.
Rano gdy wstałam on spał obok.Gdy się ubierałam to on wstał i przygniutł mnie sobą do łóżka.
Gdzie się wybierasz?-spytał.
Do domu.
-A wspólne śniadanie?
-To wczoraj to był błąd.
-Podobało ci się.
-Nie miałam jak wyjść!-powiedziałam jednak on nie słuchał i zamknął drzwi.
Zjesz śniadanie to wyjdziesz!-powiedział stanowczo.
Ok.-powiedziałam a on zniknął i wrócił ze śniadaniem.
Dzięki.-powiedziałam.
To ja ci dziękuję za tą noc kochanie.-powiedział i chciał mnie pocałować.
Co się dzieje?-spytał.
Nic nie czuję.
-Zdaje ci się.
-Nie!To ty mnie zmuszasz!Ciągle prześladujesz sobą!Ja chciałam to skończyć!
-Zjedz chociaż.-powiedział zawiedzony i wyszedł.
Ja zjadłam to co zrobił i wyszłam.
W domu znowu myślałam o tym ,że nie powinnam z nim niczego wczoraj robić ,ale zmusił mnie.Nagle przyszedł do mnie Bernard z małym.
Zajmiesz się nim?
-dobrze.
Tu masz wszystko.-powiedział i wyszedł a ja byłam ciekawa czemu nie poszedł poprosić o to Ervina.Mały wyglądał na starszego jednak wciąż miał tylko kilka tygodni.Bernard dbał o niego i ładnie go ubrał.Ida byłaby dumna z tego.Nagle zauważyłam,że bawił się myszką,ale to nie był pluszak.Wizęłam ją od niego i wyrzuciłam a on zaczął płakać więc znalazłam mu inną zabawkę.
Napewno nie taką która kiedyś chodziła i żyła i też się ucieszył.
Bernard po chwili wrócił i spytał czy wiem gdzie jest Ervin?
Niewiem.-powiedziałam.
Możesz trochę się nim jeszcze zająć?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam zmęczona a on zniknął.
Mały za to szukał go wszędzie i wyglądało to słodko aż w końcu wrócił do mnie i zobaczyłam,że obok pojawił się Ervin.
Co tu robisz?-spytałam.
Bernard mnie poprosił żebym tu przyszedł.
-Aha..-powiedziałam a on nagle odwrócił mnie do siebie i wziął za rękę.
Nie odpuszcze cię!-powiedział.
Chyba ja mam coś do powiedzenia!
-Nie znajdziesz lepszego ani ja więc po co tak uciekać po śniadaniu?
-Mam 18 lat więc mów za siebie!Zreztą nikogo nie szukam!
-Zobaczymy.-powiedział Ervin i znów na mnie popatrzył.
Miałam już go dość!Gdy się tylko na mnie chwilę popatrzył czułam się jakbym była prześladowana.
Bernard w końcu przyszedł po małego jednak Ervin nie opuścił mojego mieszkania nawet gdy wróciła mama.
Długo już jest?-spytała mama.
No kilka godzin.Mogłabyś go jakoś wygonić grzecznie?-poprosiłam.
Właściwie nie mam innego wyjśćia.Musimy porozmawiać.
-O czym?
-O zagrożeniu z matematyki.-powiedziała mama a ja już miałam dość.
Ervin musisz wyjść bo muszę pilnie porozmawiać z Matyldą.-powiedziała mama a on od razu wyszedł.
Musisz poprawić oceny.Wiem,że chcesz pomóc Bernardowi jednak nie ma o tym mowy.Musisz się zająć sobą i swoimi sprawami.
-Wiem mamo.-powiedziałam i poszłam do swojego pokoju uczyć się gdzie zobaczyłam Ervina leżącego na łóżku bez koszulki.
Idź sobie!-powiedziałam cicho.
Co bo nie słyszę?-powiedział i zanim się obojerzałam leżałam obok niego.
Co ty wyprawiasz!Muszę się uczyć!-powiedziałam.
Ja cię zaraz wszystkiego nauczę.-powiedział zadowlony.
Nie możesz mnie zabić albo oddalić się ode mnie?!
-Mówiłem nie ma takiej opcji!
-To chociaż daj mi się uczyć!-powiedziałam a on ubrał się i usiadł normalnie.
Tak się tego nie nauczysz.-powiedział.
A niby jak?!Co geniuszu?!-spytałam a on zaczął mi tłumaczyć aż nagle wziął ode mnie książkę i rzucił nią o podłogę.
Mówiłam nic nie umiem.
-Rzeczywiście jesteś odporna na matematykę.Może powtórzymy to co ostatnio?
-A co zmusisz mnie?!
-A to była propozycja?!Chętnie.-powiedział i weszła mama.
Książka mi spadła.
-Wychodzę.Umówiłam się.-powiedziała
-Z kim?-spytałam.
Z kolegą z pracy.Jorgiem.
To miłego wieczoru.-powiedziałam i wróciłam do pokoju.Gdy wzięłam książkę poczułam,że Ervin znowu wrócił.
Nie drocz się.-powiedział i mnie przytulił.
Co mam zrobić żebys zrozumiał,że nie wrócę?!
-Nic nie możesz zrobić.Ja mam swoje plany wobec nas.
-Mnie bzykanie nie interesuje!
-Chyba nie jestem w tym aż taki zły?Zresztą chciałem cię zaprosić do moich rodziców.
-Nie dzięki.
-Czemu?
-Poprostu nie mam czasu.
-A jak będziesz go miała?
-To też nie pojadę.
-Twoja mama potrafi się bawić a ty wciąż masz żal o jedno.Nikt nie zechce takiej zołzy!Przepraszam ,że to powiedziałem.
-Wyjdź stąd.
-Przepraszam.
-Nie chce cię znać!-powiedziałam i Zamknęłam drzwi.
Poczułam straszny żal po tym co mi powiedział a jutro szkoła i znów będę mieć doła.
Rano gdy wstałam mamy wciąż nie było,ale był nowy prezent od Ervina.
Nie powiem.On potrafi kupić dobry prezent,ale mnie nim nie kupi.
Matylda.Przyjmij prezent ode mnie.-powiedział Ervin i spoglądał na mnie.
Nie chce niczego od ciebie.Nawet cię nie lubię.
-Naprawdę?
-Niektóre rzeczy nie są warte wydarzenia.
-Dobrze dam ci narazie spokój.-powiedział.
Śpieszę się!-odpowiedziałam.
Kocham tylko ciebie.Pamiętaj.-powiedział i zniknął.
W mojej klasie była sensacja.Syn Pana Noaha.
Nick-Nicholas od dziś był w naszej klasie.On jednak nie chciał gadać z nikim a Miał wzięcie u nas.
Ze mną nikt nie chciał a on sam wybrał to co mam ja.
Współczułam mu jednak takiego ojca jednak w końcu sam go wychowywał.
Na matematyce stał się cud.
Nick do mnie przemówił.
Cześć.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Wolne?-spytał.
Tak.-odpowiedziałam.
Fanka rocka?-spytał.
Tak.
-Lubisz ich?
-Uwielbiam.
-Byłem na ich koncercie.
-Fajnie.
-Może kiedyś pujdziemy razem?
-Nie mam środków.
-Znam kumpla który ma bilety za darmo.
Mama jej nie puści.Ja chętnie pujde-powiedziała Christina
Ma 18 lat a z tobą to może iść twój chłopak chyba ,że go nie masz. -Powiedział a Christina się wkurzyła.
To jak?-spytał a ja dostałam kolejnego smsa od Ervina,że tęskni za mną.
Ona już ma Ervina.-powiedziała zadowolona Christina.
Cisza!jest lekcja!-krzyknął Noah a ja zauważyłam jak Nick się go bał.
Dziś kartkówka.Wyciągamy karteczki.-powiedział a ja bałam się ruszyć jednak Nick Puścił do mnie oczko.
I podał mi jakąś kartkę.
Pożycze ci bo nie masz.-powiedział do mnie a jego ojciec już nie patrzył na nas z podejrzeniem.
Na kartce była mała dodatkowa z ściągą.Chciałam mu ją oddać bo to była jego jedyna kartka jednak on tylko się uśmiechnął i poprosił o nową ojca.
Mówiłem ci żebyś wziął.-powiedział Pan Noah.
Wzięłem,ale koleżanka nie miała.
-Siadaj!Za trzy minuty oddajemy!-krzyknął pan Noah a ja byłam wdzięczna Nikowi.
Dzięki niemu w końcu radość wróciła do mnie i miałam z kim spędzać czas.To byłoby najlepsze ostanie pół roku w tej szkole jak myślałam.
Dzięki Nick.
-Może wzamian przyjedziesz dziś do mnie?
-No niewiem.
-Mieszkam niedaleko to mój numer.
-dzięki
-Zostaniemy przyjaciómi?
-Chętnie.-powiedziałam i zobaczyłam Ervina który nas obserwował.
Przyniosłem ci śniadanie.-powiedział Ervin
Dzięki.Nie trzeba było.-powiedziałam.
To twój chlopak?-spytał Nick.
Były.Poprostu czasem przychodzi do mnie.
-A ty to kto?-spytał Ervin.
Nick.-powiedział podkreślając każdą literę.
Rockowiec?
-Może a bo co?
-Tatuś wie ,że syneczek o mało co nie przedawkowałby?
-Daj mu spokój!-powiedziałam.
Nic niewiesz.Niewiesz jak to żyć z kimś takim jak mój tatuś!-powiedział Nick i sobie poszedł a ja zrobiłam to samo.
Matylda!-krzyknął Ervin.
Nie jesteśmy razem!Nie jestem twoją własnością!-powiedziałam i poszłam na lekcje.
Nick nie był na mnie zły i usiadł koło mnie.Cieszyłam się ,że w końcu mam przyjaciela.Odprowadził mnie nawet do domu jednak to co zastałam w moim pokoju było straszne.Ervin pijany spał w moim łóżku w środku tygodnia.
Wstawaj!-powiedziałam cicho.
Kochanie?-spytał.
Wstań!
Skarbie.Nie gniewaj się na mnie!Ja ciebie kocham.
-Wyjdź stąd Ervin!
-Tylko się wyśpie.-powiedział i zasnął.
Ja tego dnia i tak byłam umowiona z Nickiem więc nie miałam czasu na awantury.
Do Nicka idziesz?!-powiedział pogardliwie.
Ide.Wyjdź stąd!
-Chcesz tam iść?Znasz go?
-Ide żeby poznać.
-Idziesz bo sie boisz.Chcesz mieć przyjaciela.
-To moja sprawa.
-Mylisz się.-powiedział i wyszedł a ja w spokoju mogłam pujść do Nicka.
Hej.-powiedział wesoło i palił coś.
Hej.-odpowiedziałam i zaczęłam myśleć o tym co powiedział mi Ervin.
Mój ojciec gdzieś pojechał.Mamy ściągi na zajęcia.Zrób zzdjęcia.-powiedział i zaciągnął się.
Palisz?-spytałam.
Tak.Chcesz spróbować?
-Nie.
Rozweslisz się trochę.
-Będę już isc.
-Chyba coś mi się należy.-stwierdził i dotknął mojej twarzy gdy już prawie mnie całował zjawił się Ervin i mnie uratował.
Powinnieś dostać w mordę!-powiedział Ervin i mnie zabrał.
Mówiłem ci.-powiedział a ja się rozpłakałam.
Nie płacz mała.
-Ty zawsze musisz mieć rację?!Też mam prawo kogoś poznać!Kogoś normalnego!Trzebabyło być z Clara a mi dać spokój!-powiedziałam i zauważyłam Bernarda który poszedł gdzieś gdy zauważył nas.
Nigdy nie chciałem być z Clara!Chciałem cię chronić!Jak dziś!-powiedział a ja poszłam do domu.
Coś się stało?-spytała mama.
Głowa mnie boli.
-Odpocznij.
-A jak u ciebie?
-Jorge zapraszał mnie na weekend.
-To zgudź się.
-Zgodziłam.Odpocznij już od nauki.
-Obiecuję.-powiedziałam i położyłam się spać.Tej nocy miałam spokój od Ervina.
Następnego dnia było ciężko,ale omijałam Nicka.
Matylda przepraszam.Niewiedziałem co robię!
-Jakoś pamiętasz!
-Podobasz mi się,ale nie powinnienem tak.Wybacz mi.
-Ok.
-Wczoraj miałem zły dzień.
-Dlatego byłeś pijany jak przyszłam?
-Mój ojciec mnie wkurza.-opowiadał a ja myślałam o tym co się wydarzyło.
Słuchasz?-spytał.
Wiesz nie dziwie się.
-Szkoda,że tak późno cię poznałem.-powiedział i prawieby mnie pocakował,ale zadzwonił dzwonek.
A co masz coś do tego?!-krzyknął Ervin.
Niewiem czy mam czy nie,ale gdzie jest ta ładniejsza laska co wczoraj wieczorem cię z nią widziałam?-spytała Christina a ja już miałam dość!Znowu spotkał się z Clarą!
Gdzie idziesz?!Matylda!-krzyknął Ervin i pobiegł za mna z wózkiem.
Czekaj!-zawołał.
Daj mi spokój!-powiedziałam.
Matylda!O co chodzi?!
-Nie mam obowiązku z tobą przybywać!
-Chodzi o Clare?!Boże ja tylko chciałem jej powiedzieć żeby dała nam wszystkim spokój!
-Akurat.-powiedziałam lekceważąc go a on odwrócił mnie do siebie i pocalował.
Naprawdę mi na tobie zależy.-powiedział a ja i tak miałam dość wszystkiego.
Spotkamy się dziś wieczorem?
-Niewiem.
-Proszę.
-Dobra.-powiedziałam i miałam już iść ,ale on mi dał wózek do ręki.
On cię bardzo lubi.Płakałby jakbyś poszła.-powiedział.
Serio?
-Tak.Czegoś ci nie mówiłem o małych wampirach.
-Czego?
-Szybko rosną im ząbki,szybciej uczą się chodzić i mówić.
-Ile im to zajmuje?
-Pół roku naj dłużej.Patrz mały już prawie ma ząbki.
-A taki mały wampir jest w stanie kogoś zabić?
-Zwierzęta napewno,ale nie umieją polować a jeśli to rzadko kiedy.Takie w połowie wampiry jedzą to co inne dzieci.
-Dużo wiesz.-stwierdziłam.
Wiesz muszę.Teraz mogę tym pomóc Bernardowi.
-Ty go uczysz?
-Wymieniamy się wiedzą.To on mi poradził starać o ciebie z całych sił.
-Aha.
-Patrz maluszek się obudził.
-Wracamy do domu?
-Tak.A co się dzieje?
-Poprostu chce już wrócić.
-A co z twoją mamą?
-Pracuje.
-Ciągle?!
-Na zycie trzba zarobić.
-No tak.Zawsze tak było?
-Wiesz mój ojciec zmarł jak miałam dwa lata.
-O Boże!
-Wszystko na jej głowie.Kiedyś jej pomogę.
-Ja mogę ci pomoc.
-Nie musisz.
-Jak będziesz miała problem to wiesz gdzie mnie szukać.
-Jeśli nie zmienisz zdania.-powiedziałam szeptem a on usłyszał i obrócił do siebie.
Nie zmienię zdania i spotkamy się dziś u mnie.
-Jak mama mnie puści.
-Przecież jest w pracy a ty masz 18 lat.
-Liczę się z jej zdaniem.
-Rozumiem.Musisz jednak żyć-powiedział i byliśmy przed bramą gdzie czekał Bernard palący papierosa jednak gdy nas zobaczył to go zgasił.
Zimno jest.Nie zmarzł?-spytał się i wziął małego na ręce.
Mogę się już nim zająć.-dopowiedział po chwil Bernard.
No to super.-powiedział zadowolony Ervin i poszliśmy razem na górę.
Bernard zachowywał się już normalnie i nawet bawił się z małym.
Ervin możemy pogadać w kuchni?-spytał nagle Bernard.
Jasne.Popilnuj małego.-powiedział Ervin a ja poprostu zaczęłam bawić się z nim,jednak byłam ciekawa o czym rozmawiali i postanowiłam przejść koło kuchni jednak nic tam ciekawego nie usłyszałam.
Mały był świetny jednak zaczął mnie gryźć co mało mi się podobało.
Już jesteśmy.Bernard weźmie już małego.-powiedział Ervin.
Dobrze.Au!-krzyknęłam.
Coś się stało?
-Marck mnie ugryzł!
-Jest głodny w domu mam dla niego zwierzątka.-powiedział Bernard i wziął małego po czym znikli.
Bernard przemyślał to wszystko.-powiedział Ervin.
W końcu mały to wszystko co ma.
-No tak.To może już coś zjemy w końcu 18.-zaproponował Ervin.
No dobrze.-powiedziałam a on przyniósł jedzenie i nalał wina.
Ja nie pije.
-Jednego chyba możesz?
-Spróbuje.
-W końcu to jedno z lepszych.
-Po co ta kolacja?-spytałam w końcu.
Żeby mile i wspólnie spędzić czas.
-Przecież i tak już spędzamy go większość razem.
-Chce do ciebie wrócić.Chce żeby było jak dawniej.-powiedział i wziął moją dłoń.
Przecież i tak już rozmawiamy.
-Cieszy mmie to,ale.Ja chce tego co wcześniej.
-To już nie wróci.
-Wróci jeśli mi zaufasz.-powiedział i zadzął mnie całować.
Co ty robisz?!-krzyknęłam do niego a on nie przestawał dopóki i mi się nie zrobiło gorąco.Gdy już zaczął mnie dotykać i powoli rozbierać to zadzwonił dzwonek.
Otwórz!-powiedziałam.
Nie.-Stwierdził i znów mnie całował jednak dzwonek wciąż dzwonił.
Zaraz wracam.-powiedział a ja usłyszałam głos wkurzonej Clary i ich kłótnię.
Szybko się ubrałam jednak on wrócił i znowu mnie rozebrał.Nie miałam jak wyjść a on nie chciał mnie wypuścić i nawet się z tym nie krył.Po wszystkim chciałam wyjść,ale on przykrył mnie i objął mocno.Czułam,że całował mnie jednak myślami byłam przy tym co mi zrobił gdy był z Clara.Postanowiłam zasnąć a rano szybko wyjść i zapomnieć o tym co miało miejsce.
Rano gdy wstałam on spał obok.Gdy się ubierałam to on wstał i przygniutł mnie sobą do łóżka.
Gdzie się wybierasz?-spytał.
Do domu.
-A wspólne śniadanie?
-To wczoraj to był błąd.
-Podobało ci się.
-Nie miałam jak wyjść!-powiedziałam jednak on nie słuchał i zamknął drzwi.
Zjesz śniadanie to wyjdziesz!-powiedział stanowczo.
Ok.-powiedziałam a on zniknął i wrócił ze śniadaniem.
Dzięki.-powiedziałam.
To ja ci dziękuję za tą noc kochanie.-powiedział i chciał mnie pocałować.
Co się dzieje?-spytał.
Nic nie czuję.
-Zdaje ci się.
-Nie!To ty mnie zmuszasz!Ciągle prześladujesz sobą!Ja chciałam to skończyć!
-Zjedz chociaż.-powiedział zawiedzony i wyszedł.
Ja zjadłam to co zrobił i wyszłam.
W domu znowu myślałam o tym ,że nie powinnam z nim niczego wczoraj robić ,ale zmusił mnie.Nagle przyszedł do mnie Bernard z małym.
Zajmiesz się nim?
-dobrze.
Tu masz wszystko.-powiedział i wyszedł a ja byłam ciekawa czemu nie poszedł poprosić o to Ervina.Mały wyglądał na starszego jednak wciąż miał tylko kilka tygodni.Bernard dbał o niego i ładnie go ubrał.Ida byłaby dumna z tego.Nagle zauważyłam,że bawił się myszką,ale to nie był pluszak.Wizęłam ją od niego i wyrzuciłam a on zaczął płakać więc znalazłam mu inną zabawkę.
Napewno nie taką która kiedyś chodziła i żyła i też się ucieszył.
Bernard po chwili wrócił i spytał czy wiem gdzie jest Ervin?
Niewiem.-powiedziałam.
Możesz trochę się nim jeszcze zająć?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam zmęczona a on zniknął.
Mały za to szukał go wszędzie i wyglądało to słodko aż w końcu wrócił do mnie i zobaczyłam,że obok pojawił się Ervin.
Co tu robisz?-spytałam.
Bernard mnie poprosił żebym tu przyszedł.
-Aha..-powiedziałam a on nagle odwrócił mnie do siebie i wziął za rękę.
Nie odpuszcze cię!-powiedział.
Chyba ja mam coś do powiedzenia!
-Nie znajdziesz lepszego ani ja więc po co tak uciekać po śniadaniu?
-Mam 18 lat więc mów za siebie!Zreztą nikogo nie szukam!
-Zobaczymy.-powiedział Ervin i znów na mnie popatrzył.
Miałam już go dość!Gdy się tylko na mnie chwilę popatrzył czułam się jakbym była prześladowana.
Bernard w końcu przyszedł po małego jednak Ervin nie opuścił mojego mieszkania nawet gdy wróciła mama.
Długo już jest?-spytała mama.
No kilka godzin.Mogłabyś go jakoś wygonić grzecznie?-poprosiłam.
Właściwie nie mam innego wyjśćia.Musimy porozmawiać.
-O czym?
-O zagrożeniu z matematyki.-powiedziała mama a ja już miałam dość.
Ervin musisz wyjść bo muszę pilnie porozmawiać z Matyldą.-powiedziała mama a on od razu wyszedł.
Musisz poprawić oceny.Wiem,że chcesz pomóc Bernardowi jednak nie ma o tym mowy.Musisz się zająć sobą i swoimi sprawami.
-Wiem mamo.-powiedziałam i poszłam do swojego pokoju uczyć się gdzie zobaczyłam Ervina leżącego na łóżku bez koszulki.
Idź sobie!-powiedziałam cicho.
Co bo nie słyszę?-powiedział i zanim się obojerzałam leżałam obok niego.
Co ty wyprawiasz!Muszę się uczyć!-powiedziałam.
Ja cię zaraz wszystkiego nauczę.-powiedział zadowlony.
Nie możesz mnie zabić albo oddalić się ode mnie?!
-Mówiłem nie ma takiej opcji!
-To chociaż daj mi się uczyć!-powiedziałam a on ubrał się i usiadł normalnie.
Tak się tego nie nauczysz.-powiedział.
A niby jak?!Co geniuszu?!-spytałam a on zaczął mi tłumaczyć aż nagle wziął ode mnie książkę i rzucił nią o podłogę.
Mówiłam nic nie umiem.
-Rzeczywiście jesteś odporna na matematykę.Może powtórzymy to co ostatnio?
-A co zmusisz mnie?!
-A to była propozycja?!Chętnie.-powiedział i weszła mama.
Książka mi spadła.
-Wychodzę.Umówiłam się.-powiedziała
-Z kim?-spytałam.
Z kolegą z pracy.Jorgiem.
To miłego wieczoru.-powiedziałam i wróciłam do pokoju.Gdy wzięłam książkę poczułam,że Ervin znowu wrócił.
Nie drocz się.-powiedział i mnie przytulił.
Co mam zrobić żebys zrozumiał,że nie wrócę?!
-Nic nie możesz zrobić.Ja mam swoje plany wobec nas.
-Mnie bzykanie nie interesuje!
-Chyba nie jestem w tym aż taki zły?Zresztą chciałem cię zaprosić do moich rodziców.
-Nie dzięki.
-Czemu?
-Poprostu nie mam czasu.
-A jak będziesz go miała?
-To też nie pojadę.
-Twoja mama potrafi się bawić a ty wciąż masz żal o jedno.Nikt nie zechce takiej zołzy!Przepraszam ,że to powiedziałem.
-Wyjdź stąd.
-Przepraszam.
-Nie chce cię znać!-powiedziałam i Zamknęłam drzwi.
Poczułam straszny żal po tym co mi powiedział a jutro szkoła i znów będę mieć doła.
Rano gdy wstałam mamy wciąż nie było,ale był nowy prezent od Ervina.
Nie powiem.On potrafi kupić dobry prezent,ale mnie nim nie kupi.
Matylda.Przyjmij prezent ode mnie.-powiedział Ervin i spoglądał na mnie.
Nie chce niczego od ciebie.Nawet cię nie lubię.
-Naprawdę?
-Niektóre rzeczy nie są warte wydarzenia.
-Dobrze dam ci narazie spokój.-powiedział.
Śpieszę się!-odpowiedziałam.
Kocham tylko ciebie.Pamiętaj.-powiedział i zniknął.
W mojej klasie była sensacja.Syn Pana Noaha.
Nick-Nicholas od dziś był w naszej klasie.On jednak nie chciał gadać z nikim a Miał wzięcie u nas.
Ze mną nikt nie chciał a on sam wybrał to co mam ja.
Współczułam mu jednak takiego ojca jednak w końcu sam go wychowywał.
Na matematyce stał się cud.
Nick do mnie przemówił.
Cześć.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Wolne?-spytał.
Tak.-odpowiedziałam.
Fanka rocka?-spytał.
Tak.
-Lubisz ich?
-Uwielbiam.
-Byłem na ich koncercie.
-Fajnie.
-Może kiedyś pujdziemy razem?
-Nie mam środków.
-Znam kumpla który ma bilety za darmo.
Mama jej nie puści.Ja chętnie pujde-powiedziała Christina
Ma 18 lat a z tobą to może iść twój chłopak chyba ,że go nie masz. -Powiedział a Christina się wkurzyła.
To jak?-spytał a ja dostałam kolejnego smsa od Ervina,że tęskni za mną.
Ona już ma Ervina.-powiedziała zadowolona Christina.
Cisza!jest lekcja!-krzyknął Noah a ja zauważyłam jak Nick się go bał.
Dziś kartkówka.Wyciągamy karteczki.-powiedział a ja bałam się ruszyć jednak Nick Puścił do mnie oczko.
I podał mi jakąś kartkę.
Pożycze ci bo nie masz.-powiedział do mnie a jego ojciec już nie patrzył na nas z podejrzeniem.
Na kartce była mała dodatkowa z ściągą.Chciałam mu ją oddać bo to była jego jedyna kartka jednak on tylko się uśmiechnął i poprosił o nową ojca.
Mówiłem ci żebyś wziął.-powiedział Pan Noah.
Wzięłem,ale koleżanka nie miała.
-Siadaj!Za trzy minuty oddajemy!-krzyknął pan Noah a ja byłam wdzięczna Nikowi.
Dzięki niemu w końcu radość wróciła do mnie i miałam z kim spędzać czas.To byłoby najlepsze ostanie pół roku w tej szkole jak myślałam.
Dzięki Nick.
-Może wzamian przyjedziesz dziś do mnie?
-No niewiem.
-Mieszkam niedaleko to mój numer.
-dzięki
-Zostaniemy przyjaciómi?
-Chętnie.-powiedziałam i zobaczyłam Ervina który nas obserwował.
Przyniosłem ci śniadanie.-powiedział Ervin
Dzięki.Nie trzeba było.-powiedziałam.
To twój chlopak?-spytał Nick.
Były.Poprostu czasem przychodzi do mnie.
-A ty to kto?-spytał Ervin.
Nick.-powiedział podkreślając każdą literę.
Rockowiec?
-Może a bo co?
-Tatuś wie ,że syneczek o mało co nie przedawkowałby?
-Daj mu spokój!-powiedziałam.
Nic niewiesz.Niewiesz jak to żyć z kimś takim jak mój tatuś!-powiedział Nick i sobie poszedł a ja zrobiłam to samo.
Matylda!-krzyknął Ervin.
Nie jesteśmy razem!Nie jestem twoją własnością!-powiedziałam i poszłam na lekcje.
Nick nie był na mnie zły i usiadł koło mnie.Cieszyłam się ,że w końcu mam przyjaciela.Odprowadził mnie nawet do domu jednak to co zastałam w moim pokoju było straszne.Ervin pijany spał w moim łóżku w środku tygodnia.
Wstawaj!-powiedziałam cicho.
Kochanie?-spytał.
Wstań!
Skarbie.Nie gniewaj się na mnie!Ja ciebie kocham.
-Wyjdź stąd Ervin!
-Tylko się wyśpie.-powiedział i zasnął.
Ja tego dnia i tak byłam umowiona z Nickiem więc nie miałam czasu na awantury.
Do Nicka idziesz?!-powiedział pogardliwie.
Ide.Wyjdź stąd!
-Chcesz tam iść?Znasz go?
-Ide żeby poznać.
-Idziesz bo sie boisz.Chcesz mieć przyjaciela.
-To moja sprawa.
-Mylisz się.-powiedział i wyszedł a ja w spokoju mogłam pujść do Nicka.
Hej.-powiedział wesoło i palił coś.
Hej.-odpowiedziałam i zaczęłam myśleć o tym co powiedział mi Ervin.
Mój ojciec gdzieś pojechał.Mamy ściągi na zajęcia.Zrób zzdjęcia.-powiedział i zaciągnął się.
Palisz?-spytałam.
Tak.Chcesz spróbować?
-Nie.
Rozweslisz się trochę.
-Będę już isc.
-Chyba coś mi się należy.-stwierdził i dotknął mojej twarzy gdy już prawie mnie całował zjawił się Ervin i mnie uratował.
Powinnieś dostać w mordę!-powiedział Ervin i mnie zabrał.
Mówiłem ci.-powiedział a ja się rozpłakałam.
Nie płacz mała.
-Ty zawsze musisz mieć rację?!Też mam prawo kogoś poznać!Kogoś normalnego!Trzebabyło być z Clara a mi dać spokój!-powiedziałam i zauważyłam Bernarda który poszedł gdzieś gdy zauważył nas.
Nigdy nie chciałem być z Clara!Chciałem cię chronić!Jak dziś!-powiedział a ja poszłam do domu.
Coś się stało?-spytała mama.
Głowa mnie boli.
-Odpocznij.
-A jak u ciebie?
-Jorge zapraszał mnie na weekend.
-To zgudź się.
-Zgodziłam.Odpocznij już od nauki.
-Obiecuję.-powiedziałam i położyłam się spać.Tej nocy miałam spokój od Ervina.
Następnego dnia było ciężko,ale omijałam Nicka.
Matylda przepraszam.Niewiedziałem co robię!
-Jakoś pamiętasz!
-Podobasz mi się,ale nie powinnienem tak.Wybacz mi.
-Ok.
-Wczoraj miałem zły dzień.
-Dlatego byłeś pijany jak przyszłam?
-Mój ojciec mnie wkurza.-opowiadał a ja myślałam o tym co się wydarzyło.
Słuchasz?-spytał.
Wiesz nie dziwie się.
-Szkoda,że tak późno cię poznałem.-powiedział i prawieby mnie pocakował,ale zadzwonił dzwonek.
Zapach jej krwi.5
To fajnie.-powiedziałam.
Matylda mogę u ciebie zostać na kilka dni?-spytała ida.
Jasne.Chwilę przecież się pogodziliście.
-Tak,ale chce żebys mi pomogła.
-W czym?
-Kupić cos dla dziecka.Pogadac.
-No spróbuje.
-Dobra dziewczyny ja przyjde za godzinę.-powiedział Bernard.
Idzie do Ervina.-stwierdziła Ida.
A tak serio ci pomoc?
-Tak będę wdzięczna.U ciebie mam spokoj.
-Mogę spac w salonie.-powiedziałam.
Jestes świetna!Moja kochana!-powiedziała Ida.
Czas z Ida leciał szybko i przyjemnie a raczej za szybko.Bałam się o nią i o jej dziecko.
Mama wróciła zmęczona z pracy i zasnęła a ja robiłam obiad i wtedy odwiedzil mnie Ervin.
Co robisz?-spytał ,ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać.
Poszli już?-znowu zapytal.
-TAk!Idź stad!-krzyknęłam.
Matylda nie możemy chociaż się przyjaźnić?!
-Ja się z wampirami nie przyjaźnie!
-Wogule ci niezależy?!
-Nie dziw się.
-Matylda!Ona nic nie znaczyła!
-No jak ona nic to ja tym bardziej!
-Kocham cię!Tęsknię za tobą!
-Gdzie byłeś jak wyciągali ze mnie kule?!Na Clarze...Nie ze mna.
-Byłem z nią,ale nie na niej!
-W dupie to mam i tak zdanie zmienieniasz ciągle!
-Chciałem cię chronić!
-Brawo!Nienawidze cię!Tak jak zaplanowałeś!
-Matylda!Zrobię wszystko żebyś mi wybaczyła!
-Prędzej zdechne!
-Mówiłem ci to już.Nie pozwolę na to żeby coś ci się stało!
-Ervin.Daj mi spokój!Idz do Clary albo innej.Ja mam dość!
-Nie chce innej!
-Wyjdź stąd!
-Wychodze.Jestem ci przecież posłuszny,ale wrócę.
Ida z Bernardem niedługo potem wrócili,ale nie byli zadowoleni.
Mówcie!-powiedziałam i obok mnie pojawił się Ervin którego ominęłam.
4miesiac.-powiedział Bernard.
Jesteś pewien?Przecież prawie nie widać.-powiedział Ervin.co zdenerwowało Bernarda.
Bo ono ją wyżera każdego dnia i będzie gorzej!Lekarz dał jej góra miesiąc.
-No,ale dziecko nie przeżyje jeśli.urodzi sie w piątym miesiącu.-powiedział Ervin.
Tak geniuszu!Ona i dziecko umrą!-powiedział Bernard a Ida nie odzywała się.
Co nic nie mowisz! IdaPrzepraszam.-powiedział do Idy -Bernard.
Ida nieodzywała się.Przeżywała w środku to co mialo się stać.Nie moglam znieść widoku jej oczu z których blask zniknął.Chciałam jej pomoc ,ale nie mogłam.
Matylda obiecała mi,że pomoże ci zaopiekować się dzieckiem.-nagle powiedziała Ida.
Ja też mogę pomoc.-powiedział Ervin.
Naprawdę Matylda?-spytał Bernard.
Tak.Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Ale sama masz obowiązki.
-Dam rade.
-Ja jej pomoge.-powiedział Ervin.
U ciebie Ervin nie ma mowy na pomoc.-powiedział Bernard
Dlaczego?!
-Bo za toba lata Clara!A dobrze wiesz co lubi najbardziej!
Co lubi?!-spytałam zaciekawiona.
Krew niemowląt.Zwłaszcza takich nie ludzkich.-odpowiedział Bernard a ja poczułam się obrzydzona i takim samym wzrokiem popatrzyłam na Ervina który ciągle miał smutek na twarzy który dodatkowo mnie brzydził.Nie umiałam mu wybaczyć tego co mi zrobił.Patrzyłam na Bernarda który teraz jakby bał się o Ide i ich dziecko.Szczerze było mi ich żal bo czułam,że stanie się coś strasznego.
Matylda pomożesz mi wstać?-spytała ida.
Ja ci pomogę skarbie.-powiedział Bernard.
Dobrze.-powiedziała Ida i poszli.
To straszne.-stwierdził Ervin.
Tak.-powiedziałam.
Mogli pomyśleć.
-Łatwo ci mówić.Oni się kochają i nie myślą rozsądnie.
-My też się kochaliśmy,ale umieliśmy się powstrzymać.
-I dobrze.Niechciałabym być z tobą w takiej sytuacji.-powiedziałam a on odwrócił się i zaczął płakać i wtedy wrócili Bernard z Ida.
Coś ty mu zrobiła?!-zapytał Bernard pomagając położyć się Idzie.
Nic.-odpowiedziałam.
To moja wina.-powiedział Ervin a ja nie chciałam go słuchać.
Przynieść ci coś Ida?-spytałam.
Przynieś mi wodę.-powiedziała ledwo co a ja poszłam do kuchni i miałam ochotę się rozpłakać.Nie chciałabym stracić jedynej przyjaciółki jaką miałam.
Dobrze się czujesz?-spytał Ervin a ja wzięłam wodę i chciałam wyjść jednak mnie zatrzymał.
Wiem zjebałem to wszystko.Przepraszam.-powiedział i popatrzył na mnie swoimi płacącymi oczami.
Tak zjebałeś.-powiedziałam i wyszłam.
Matylda proszę cię spotkajmy się później u mnie.Chciałem porozmawiać.Naprawić to!
-Ja nigdy tego nie zapomnę!To było okropne!Najlepej będzie jak nie będziemy sobie wchodzić w drogę.
-Nie mogę ci tego obiecać.-powiedział czym mnie rozłościł.
Dobra!Narazie i tak musimy się widywać ze względu na Ide.
-Może zrozumiesz ,że cię kocham?!Ja chciałem cię chronić!
-Bardziejbym to czuła gdybyś wtedy był obok.
-Byłem,ale kazałem nie mówić im o tym.
-Raz byłeś.Miałeś wyrzuty sumienia.
-Ja chciałem być przy tobie ,ale wtedy jak cię nie uratowałem to poczułem,że przeze mnie mogłabyś umrzeć.Zrozum chce cie odzyskać!
-I tak kiedyś zdechne.
-Nie pozwolę.
-Nie masz nic do gadania!
-Ty coś planujesz?!-spytał a ja się uśmiechnęłam i wróciłam do salonu z wodą dla Idy.
Dzięki.-powiedziała a gdy wzięła wodę wylała ją.Bernard szybko wziął ścierke i ją powycierał.
Ida wracamy do domu.-stwierdził nagle.
Chce tu zostać.
-Pomyśl ,że mama Matyldy nie może tego widzieć.
-Ale Matylda mnie wspiera i mi pomaga.
-Matylda zamieszkasz z nami do porodu?!-spytał Bernard.
Muszę spytać mamy.
-Dobrze.-powiedział a Ervin miał minę jakby chciał go zabić.
Ona ma szkołe a wy mieszkacie na końcu miasta!-powiedział Ervin.
Masz lepszy pomysł?!-Spytał Bernard.
Zamieszkacie u mnie z Ida.Mam wolny pokój.
Dzięki.-powiedziała Ida.
Gdyby tam zamieszkali byłabym skazana na nieustające towarzystwo Ervina jednak jestem to winna Idzie za jej pomoc dla mnie.
Już za kilka dni mieszkali z Ervinem a ja byłam coraz częszczym gościem w jego mieszkaniu.Ida mimo wszystko radziła sobie i oczekiwała dziecka jednak Bernard był coraz bardziej zaniepokojony i nie opuszczał jej na krok.
Ida.Skarbie?!-Wolał Bernard.
Ja słabo się czuję.-powiedziała Ida i upadła.
Dzwoń po naszego lekarza!-krzyknął Bernard a Ervin odrazu zadzwonił.
Doktorze.Tam!-powiedział i zaprowadził Ervin.
Który to miesiąc?-spytał lekarz.
Prawie 8.-odpowiedział Bernard.
Poród trochę trwał jednak Ida wciąż się nie budziła mimo tego ,że Bernard przemienił ją w wampira
Co się dzieje?!-spytał Bernard.
Ona nie żyje.-odpowiedział lekarz a Bernard na siłę budził Ide aż zauważył,że zbaladła i przestała oddychać.Ich syn był cały zdrowy jednak Bernard nie chciał na niego patrzeć gdy raz spojrzał to z obrzydzeniem do niego.
To twój syn.-powiedział Ervin.
Zajmicie się nim.-powiedział i poprostu sobie poszedł.
Jak się niby mamy nim zająć a co z Idą?!Gdzie ona jest?!-Spytałam Ervina.
On pewnie wziął jej ciało i idzie gdzieś ją zakopać.
-A co z dzieckiem?!
-Napewno wróci po nie jak dojdzie do siebie.-powiedział a ja wzięłam je z łóżka.
Co ono je?-spytałam.
Takie małe to krew zwierzątek.-powiedział.
Jakich zwierzątek?-spytałam.
Różnych.
-A kiedy będzie głodne?
-Puki co nie jest w końcu miał co jeść.
-Czemu ono jest takie spokojne?
-Bo takie sa dzieci jak ono.Właściwie sa jak maskotki.-powiedział i wziął rękę małego Marcka.
Chciałem kiedyś mieć rodzine,ale nie tak ryzykując.
-Aha.-powiedziałam i popatrzyłam na małego.
Niewiem jak ono poradzi sobie bez matki i z Bernardem.
-Ja też niewiem.A normalnie urośnie?
-Tak.
Mały spał a my czekaliśmy na Bernarda który wrócil pijany.
Stary!Oszalałeś?!-Krzyknął do niego Ervin.
To dziecko zabiło mi Ide!Trzeba je zabić!-powiedział Bernard.
To jedyne co ci pozostało po niej!-powiedział Ervin.
Gdyby nie ono to nie musiałbym jej chować w tej zimnej ziemi.-powiedział Bernard.
Wiem to przykre ,ale to twoje dziecko.-powiedział Ervin.
Jesteś moim przyjacielem?-spytał Bernard.
-Tak.
-To zajmij się nim.Ja może kiedyś was odwiedze.-powiedział i wyszedł.
To muszę poszukać niani.-powiedział Ervin a ja już miałam wychodzić do domu.
Może zostaniesz?-spytał.
Mały śpi przecież.
-Moglibyśmy się napić czekolady?
-No dobra chwilę zostanę.
-Dzięki.-powiedział a ja usiadłam na kanapie w salonie i myślałam o biednej Idzie.
O czym tak rozmyślasz?-spytał Ervin i podał mi czekoladę jednak wciąż trzymał moją rękę i patrzył mi w oczy.
Możesz puścić?Bo się poparzę.-powiałam.
Przepraszam.-powiedział a ja zaczęłam pić czekoladę.
Smakuje ci?-spytał.
Tak.-powiedziałam i usłyszałam dzwonek.
Clara?!-krzyknął Ervin.
Cześć kochanie.-powiedziała i zaczęła się rozglądać.
Czuję maluszka.-powiedziała Clara.
Tak,ale tam nie wchodź.-powiedział Ervin.
Dlaczego?!Chce poznać tego małego.Nic mu nie zrobię!-powiedziała i weszła do pokoju gościnnego gdzie spał Marck.
Jaki słodki.-powiedziała.
Tak.Możesz już wyjść?!-krzyknął Ervin.
Ciocia tylko chciała pocałować.-powiedziała i przysała się prawie do małego ,ale coś ja odciągnęło.
Bernard.-powiedziała i uciekła.
Boi się go?-spytałam.
Bardzo.W końcu on jest najsliniejszy.
-Co ty.
-Tak.
-Dziwne,że przyszedł obronić go skoro go nienawidzi.
-Ida go pewnie wcześniej pouczyła co ma robić i robi to dla niej.
-Szkoda,że nie przeżyła.-powiedziałam i miałam ochotę się rozpłakać a on tylko wziął moją rękę i popatrzył mnie w oczy.
Widocznie tak miało być żeby on żył.-powiedział Ervin i przybliżył się do mnie jakby chciał mnie pocalować.
Ja wstałam i poszłam do małego.
Spał już ,ale widać było dwie rany.Popatrzyłam na krzesło i był tam Bernard ,ale szybko zniknął.
Postanowiłam zakryć małego żeby nie zmarzł.
Nie płacz.-powiedział Ervin.
Clara jest okropna!
-Wiem.-powiedział Ervin.
Bernard pilnował małego.-powiedziałam.
Może mu zależy jednak.-stwierdził Ervin.
Pewnie potrzebuje czasu.-powiedziałam i miałam iść,ale Ervin mnie zatrzymał.
Mam coś dla ciebie.
-Co?
-Masz urodziny.
-Skąd wieez?!
-Ja wszystko wiem.
-Nie chce prezentów od ciebie.
-Ale ja nalegam.
-Dobra pokaż.powiedziałam a on wyciągął jakieś pudełko.
-Co to?!
-Naszyjnik.
-Piękny,ale ja nie chce go.
-Proszę cię zobacz go chociaż.-powiedział i założył mi go i spodobał mi się ,ale nie mogłam go przyjąć i go zdjęłam.
Jest twój.Możesz go wyrzucić ,ale nie oddawać.-powiedział Ervin.
Daj go komuś innemu.
-Nie podoba się?
-Nie chce niczego od ciebie!
-Proszę cię daj mi szansę.Pujdź ze mną na kolację.-powiedział i wziął moją rękę.
Ale to nie ma sensu.Z tego co widzę do Clara i tak nie da ci spokoju a ja w wasze sprawy nie chce się mieszać.
-Proszę cię to tylko jedna kolacja.
-I dasz mi spokój?!
-Tak trochę.
-A kiedy ta kolacja?!
-Jutro?
-No dobrze a która teraz godzina?
-22.
-To ja muszę iść do domu.
-A będziesz jutro?
-Jutro weekend i chciałam odpocząć.
-Ale sam sobie nie poradzę z małym.
-No dobrze.
-Zatrudnię jakąś nianie.
-Ale chyba nie człowieka?
-No nie.Jest dużo wampirów które się na tym znają.
-A nie zjedzą go?
-Nie ma mowy.
Następnego dnia gdy wstałam zauważyłam,że obok na fotelu śpi Marck a Ervin przyniósł mi śniadanie.
Mówiłam,że sama przyjde.-powiedziałam.
I tak mi się budziło.-stwierdził i poddał mi śniadanie.
Dzięki.
-Proszę.-powiedział a ja zauważyłam naszyjnik na szafce jednak nie chciałam się kłócić.
Gdzie moja mama?-spytałam.
Poszła do pracy,ale zdążyła poznać Marcka.
-Żartujesz?!
-Nie.Nie martw się powiedziałem jej,że to dziecko Idy.
-A pytała o nią?!
-Nie.
-To dobrze.
-Pójdziemy na spacer?
-Z małym?
-Tak.Musi trochę świata poznać.
-muszę się przebrać.
-Poczekamy.
-Ok.-powiedziałam i bałam się żeby ktoś nie pomyślał,że to moje dziecko.
A mamy wózek?-spytałam Ervina
Bernard był rano i przyniósł.
-I tyle?
-Tak.On się boi go.
-Wiem.Jednak on jest taki mały.
-Dlatego musimy pomóc pozbierać się jemu.On mi też pomagł z Idą.
-No tak.Jak myślisz kiedy on będzie chciał go w końcu traktować jak syna?
-niewiem.Chodźmy.-powiedział i wziął małego.
Kiedy schodziliśmy zobaczyliśmy Bernarda.
Pujdziesz z nami?-spytałam.
Przyniosłem rzeczy małemu.-powiedział Bernard.
To zanieś do mnie.-powiedział Ervin.
A z małym dobrze wszystko?-spytał Bernard.
Tak.Możesz go zobaczyć.-powiedział Ervin i pokazał małego Bernardowi który wziął go na ręce a po chwili zrzucił jednak Ervin szybko go złapał.
On wygląda jak Ida.-powiedział Bernard.
W końcu to wasze dziecko.Do ciebie też jest podobny.Nie możesz go tak odrzucić.-powiedziałam.
Wiem Matylda.Proszę cię zajmuj się nim jeszcze trochę ja postaram się go pokochać.-powiedział i poszedł.
Ervin za to był wściekły.
Rzucił se dziecko o schody i poszedł zadowolony!-powiedział.
Spokojnie.
-Przepraszam.-powiedział i odłożył małego do wózka.
Spacerowaliśmy trochę i rozmawialiśmy trochę o szkole i.Bernardzie i o wszystkim.
Pamiętasz ,że dziś kolacja?
-A u ciebie?
-Tak.
-A co z małym?
-Moja koleżanka się nim zajmie.
-Koleżanka.-powiedziałam obojętnie.
-Tak.Nie bądź zazdrosna.
-Nie jestem,ale niewiem czy przypadkiem ona go nie zje!
-Mam też normalne koleżanki.
-A nie możemy z nim zjeść?
-Chciałem żebyśmy byli we dwoje.
-Aha.
-chciałem z tobą porozmawiać.-powiedział a ja zauważyłam Christine z koleżankami jak się ze mnie śmiały.
Nie przejmuj się nimi.-Powiedział Ervin.
Chyba trzeba małego przewinąć.-powiedziałam.
Ja to zrobię.-zaproponował Ervin.
A umiesz?!
-A ty?!
-Niewiem.Ale to chyba trzeba iść gdzieś na ławkę.-zaproponowałam.
Dobrze.-powiedział a gdy skończyliśmy przewijać Marcka.Podeszła do nas Christina z koleżankami.
Matylda mogę u ciebie zostać na kilka dni?-spytała ida.
Jasne.Chwilę przecież się pogodziliście.
-Tak,ale chce żebys mi pomogła.
-W czym?
-Kupić cos dla dziecka.Pogadac.
-No spróbuje.
-Dobra dziewczyny ja przyjde za godzinę.-powiedział Bernard.
Idzie do Ervina.-stwierdziła Ida.
A tak serio ci pomoc?
-Tak będę wdzięczna.U ciebie mam spokoj.
-Mogę spac w salonie.-powiedziałam.
Jestes świetna!Moja kochana!-powiedziała Ida.
Czas z Ida leciał szybko i przyjemnie a raczej za szybko.Bałam się o nią i o jej dziecko.
Mama wróciła zmęczona z pracy i zasnęła a ja robiłam obiad i wtedy odwiedzil mnie Ervin.
Co robisz?-spytał ,ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać.
Poszli już?-znowu zapytal.
-TAk!Idź stad!-krzyknęłam.
Matylda nie możemy chociaż się przyjaźnić?!
-Ja się z wampirami nie przyjaźnie!
-Wogule ci niezależy?!
-Nie dziw się.
-Matylda!Ona nic nie znaczyła!
-No jak ona nic to ja tym bardziej!
-Kocham cię!Tęsknię za tobą!
-Gdzie byłeś jak wyciągali ze mnie kule?!Na Clarze...Nie ze mna.
-Byłem z nią,ale nie na niej!
-W dupie to mam i tak zdanie zmienieniasz ciągle!
-Chciałem cię chronić!
-Brawo!Nienawidze cię!Tak jak zaplanowałeś!
-Matylda!Zrobię wszystko żebyś mi wybaczyła!
-Prędzej zdechne!
-Mówiłem ci to już.Nie pozwolę na to żeby coś ci się stało!
-Ervin.Daj mi spokój!Idz do Clary albo innej.Ja mam dość!
-Nie chce innej!
-Wyjdź stąd!
-Wychodze.Jestem ci przecież posłuszny,ale wrócę.
Ida z Bernardem niedługo potem wrócili,ale nie byli zadowoleni.
Mówcie!-powiedziałam i obok mnie pojawił się Ervin którego ominęłam.
4miesiac.-powiedział Bernard.
Jesteś pewien?Przecież prawie nie widać.-powiedział Ervin.co zdenerwowało Bernarda.
Bo ono ją wyżera każdego dnia i będzie gorzej!Lekarz dał jej góra miesiąc.
-No,ale dziecko nie przeżyje jeśli.urodzi sie w piątym miesiącu.-powiedział Ervin.
Tak geniuszu!Ona i dziecko umrą!-powiedział Bernard a Ida nie odzywała się.
Co nic nie mowisz! IdaPrzepraszam.-powiedział do Idy -Bernard.
Ida nieodzywała się.Przeżywała w środku to co mialo się stać.Nie moglam znieść widoku jej oczu z których blask zniknął.Chciałam jej pomoc ,ale nie mogłam.
Matylda obiecała mi,że pomoże ci zaopiekować się dzieckiem.-nagle powiedziała Ida.
Ja też mogę pomoc.-powiedział Ervin.
Naprawdę Matylda?-spytał Bernard.
Tak.Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Ale sama masz obowiązki.
-Dam rade.
-Ja jej pomoge.-powiedział Ervin.
U ciebie Ervin nie ma mowy na pomoc.-powiedział Bernard
Dlaczego?!
-Bo za toba lata Clara!A dobrze wiesz co lubi najbardziej!
Co lubi?!-spytałam zaciekawiona.
Krew niemowląt.Zwłaszcza takich nie ludzkich.-odpowiedział Bernard a ja poczułam się obrzydzona i takim samym wzrokiem popatrzyłam na Ervina który ciągle miał smutek na twarzy który dodatkowo mnie brzydził.Nie umiałam mu wybaczyć tego co mi zrobił.Patrzyłam na Bernarda który teraz jakby bał się o Ide i ich dziecko.Szczerze było mi ich żal bo czułam,że stanie się coś strasznego.
Matylda pomożesz mi wstać?-spytała ida.
Ja ci pomogę skarbie.-powiedział Bernard.
Dobrze.-powiedziała Ida i poszli.
To straszne.-stwierdził Ervin.
Tak.-powiedziałam.
Mogli pomyśleć.
-Łatwo ci mówić.Oni się kochają i nie myślą rozsądnie.
-My też się kochaliśmy,ale umieliśmy się powstrzymać.
-I dobrze.Niechciałabym być z tobą w takiej sytuacji.-powiedziałam a on odwrócił się i zaczął płakać i wtedy wrócili Bernard z Ida.
Coś ty mu zrobiła?!-zapytał Bernard pomagając położyć się Idzie.
Nic.-odpowiedziałam.
To moja wina.-powiedział Ervin a ja nie chciałam go słuchać.
Przynieść ci coś Ida?-spytałam.
Przynieś mi wodę.-powiedziała ledwo co a ja poszłam do kuchni i miałam ochotę się rozpłakać.Nie chciałabym stracić jedynej przyjaciółki jaką miałam.
Dobrze się czujesz?-spytał Ervin a ja wzięłam wodę i chciałam wyjść jednak mnie zatrzymał.
Wiem zjebałem to wszystko.Przepraszam.-powiedział i popatrzył na mnie swoimi płacącymi oczami.
Tak zjebałeś.-powiedziałam i wyszłam.
Matylda proszę cię spotkajmy się później u mnie.Chciałem porozmawiać.Naprawić to!
-Ja nigdy tego nie zapomnę!To było okropne!Najlepej będzie jak nie będziemy sobie wchodzić w drogę.
-Nie mogę ci tego obiecać.-powiedział czym mnie rozłościł.
Dobra!Narazie i tak musimy się widywać ze względu na Ide.
-Może zrozumiesz ,że cię kocham?!Ja chciałem cię chronić!
-Bardziejbym to czuła gdybyś wtedy był obok.
-Byłem,ale kazałem nie mówić im o tym.
-Raz byłeś.Miałeś wyrzuty sumienia.
-Ja chciałem być przy tobie ,ale wtedy jak cię nie uratowałem to poczułem,że przeze mnie mogłabyś umrzeć.Zrozum chce cie odzyskać!
-I tak kiedyś zdechne.
-Nie pozwolę.
-Nie masz nic do gadania!
-Ty coś planujesz?!-spytał a ja się uśmiechnęłam i wróciłam do salonu z wodą dla Idy.
Dzięki.-powiedziała a gdy wzięła wodę wylała ją.Bernard szybko wziął ścierke i ją powycierał.
Ida wracamy do domu.-stwierdził nagle.
Chce tu zostać.
-Pomyśl ,że mama Matyldy nie może tego widzieć.
-Ale Matylda mnie wspiera i mi pomaga.
-Matylda zamieszkasz z nami do porodu?!-spytał Bernard.
Muszę spytać mamy.
-Dobrze.-powiedział a Ervin miał minę jakby chciał go zabić.
Ona ma szkołe a wy mieszkacie na końcu miasta!-powiedział Ervin.
Masz lepszy pomysł?!-Spytał Bernard.
Zamieszkacie u mnie z Ida.Mam wolny pokój.
Dzięki.-powiedziała Ida.
Gdyby tam zamieszkali byłabym skazana na nieustające towarzystwo Ervina jednak jestem to winna Idzie za jej pomoc dla mnie.
Już za kilka dni mieszkali z Ervinem a ja byłam coraz częszczym gościem w jego mieszkaniu.Ida mimo wszystko radziła sobie i oczekiwała dziecka jednak Bernard był coraz bardziej zaniepokojony i nie opuszczał jej na krok.
Ida.Skarbie?!-Wolał Bernard.
Ja słabo się czuję.-powiedziała Ida i upadła.
Dzwoń po naszego lekarza!-krzyknął Bernard a Ervin odrazu zadzwonił.
Doktorze.Tam!-powiedział i zaprowadził Ervin.
Który to miesiąc?-spytał lekarz.
Prawie 8.-odpowiedział Bernard.
Poród trochę trwał jednak Ida wciąż się nie budziła mimo tego ,że Bernard przemienił ją w wampira
Co się dzieje?!-spytał Bernard.
Ona nie żyje.-odpowiedział lekarz a Bernard na siłę budził Ide aż zauważył,że zbaladła i przestała oddychać.Ich syn był cały zdrowy jednak Bernard nie chciał na niego patrzeć gdy raz spojrzał to z obrzydzeniem do niego.
To twój syn.-powiedział Ervin.
Zajmicie się nim.-powiedział i poprostu sobie poszedł.
Jak się niby mamy nim zająć a co z Idą?!Gdzie ona jest?!-Spytałam Ervina.
On pewnie wziął jej ciało i idzie gdzieś ją zakopać.
-A co z dzieckiem?!
-Napewno wróci po nie jak dojdzie do siebie.-powiedział a ja wzięłam je z łóżka.
Co ono je?-spytałam.
Takie małe to krew zwierzątek.-powiedział.
Jakich zwierzątek?-spytałam.
Różnych.
-A kiedy będzie głodne?
-Puki co nie jest w końcu miał co jeść.
-Czemu ono jest takie spokojne?
-Bo takie sa dzieci jak ono.Właściwie sa jak maskotki.-powiedział i wziął rękę małego Marcka.
Chciałem kiedyś mieć rodzine,ale nie tak ryzykując.
-Aha.-powiedziałam i popatrzyłam na małego.
Niewiem jak ono poradzi sobie bez matki i z Bernardem.
-Ja też niewiem.A normalnie urośnie?
-Tak.
Mały spał a my czekaliśmy na Bernarda który wrócil pijany.
Stary!Oszalałeś?!-Krzyknął do niego Ervin.
To dziecko zabiło mi Ide!Trzeba je zabić!-powiedział Bernard.
To jedyne co ci pozostało po niej!-powiedział Ervin.
Gdyby nie ono to nie musiałbym jej chować w tej zimnej ziemi.-powiedział Bernard.
Wiem to przykre ,ale to twoje dziecko.-powiedział Ervin.
Jesteś moim przyjacielem?-spytał Bernard.
-Tak.
-To zajmij się nim.Ja może kiedyś was odwiedze.-powiedział i wyszedł.
To muszę poszukać niani.-powiedział Ervin a ja już miałam wychodzić do domu.
Może zostaniesz?-spytał.
Mały śpi przecież.
-Moglibyśmy się napić czekolady?
-No dobra chwilę zostanę.
-Dzięki.-powiedział a ja usiadłam na kanapie w salonie i myślałam o biednej Idzie.
O czym tak rozmyślasz?-spytał Ervin i podał mi czekoladę jednak wciąż trzymał moją rękę i patrzył mi w oczy.
Możesz puścić?Bo się poparzę.-powiałam.
Przepraszam.-powiedział a ja zaczęłam pić czekoladę.
Smakuje ci?-spytał.
Tak.-powiedziałam i usłyszałam dzwonek.
Clara?!-krzyknął Ervin.
Cześć kochanie.-powiedziała i zaczęła się rozglądać.
Czuję maluszka.-powiedziała Clara.
Tak,ale tam nie wchodź.-powiedział Ervin.
Dlaczego?!Chce poznać tego małego.Nic mu nie zrobię!-powiedziała i weszła do pokoju gościnnego gdzie spał Marck.
Jaki słodki.-powiedziała.
Tak.Możesz już wyjść?!-krzyknął Ervin.
Ciocia tylko chciała pocałować.-powiedziała i przysała się prawie do małego ,ale coś ja odciągnęło.
Bernard.-powiedziała i uciekła.
Boi się go?-spytałam.
Bardzo.W końcu on jest najsliniejszy.
-Co ty.
-Tak.
-Dziwne,że przyszedł obronić go skoro go nienawidzi.
-Ida go pewnie wcześniej pouczyła co ma robić i robi to dla niej.
-Szkoda,że nie przeżyła.-powiedziałam i miałam ochotę się rozpłakać a on tylko wziął moją rękę i popatrzył mnie w oczy.
Widocznie tak miało być żeby on żył.-powiedział Ervin i przybliżył się do mnie jakby chciał mnie pocalować.
Ja wstałam i poszłam do małego.
Spał już ,ale widać było dwie rany.Popatrzyłam na krzesło i był tam Bernard ,ale szybko zniknął.
Postanowiłam zakryć małego żeby nie zmarzł.
Nie płacz.-powiedział Ervin.
Clara jest okropna!
-Wiem.-powiedział Ervin.
Bernard pilnował małego.-powiedziałam.
Może mu zależy jednak.-stwierdził Ervin.
Pewnie potrzebuje czasu.-powiedziałam i miałam iść,ale Ervin mnie zatrzymał.
Mam coś dla ciebie.
-Co?
-Masz urodziny.
-Skąd wieez?!
-Ja wszystko wiem.
-Nie chce prezentów od ciebie.
-Ale ja nalegam.
-Dobra pokaż.powiedziałam a on wyciągął jakieś pudełko.
-Co to?!
-Naszyjnik.
-Piękny,ale ja nie chce go.
-Proszę cię zobacz go chociaż.-powiedział i założył mi go i spodobał mi się ,ale nie mogłam go przyjąć i go zdjęłam.
Jest twój.Możesz go wyrzucić ,ale nie oddawać.-powiedział Ervin.
Daj go komuś innemu.
-Nie podoba się?
-Nie chce niczego od ciebie!
-Proszę cię daj mi szansę.Pujdź ze mną na kolację.-powiedział i wziął moją rękę.
Ale to nie ma sensu.Z tego co widzę do Clara i tak nie da ci spokoju a ja w wasze sprawy nie chce się mieszać.
-Proszę cię to tylko jedna kolacja.
-I dasz mi spokój?!
-Tak trochę.
-A kiedy ta kolacja?!
-Jutro?
-No dobrze a która teraz godzina?
-22.
-To ja muszę iść do domu.
-A będziesz jutro?
-Jutro weekend i chciałam odpocząć.
-Ale sam sobie nie poradzę z małym.
-No dobrze.
-Zatrudnię jakąś nianie.
-Ale chyba nie człowieka?
-No nie.Jest dużo wampirów które się na tym znają.
-A nie zjedzą go?
-Nie ma mowy.
Następnego dnia gdy wstałam zauważyłam,że obok na fotelu śpi Marck a Ervin przyniósł mi śniadanie.
Mówiłam,że sama przyjde.-powiedziałam.
I tak mi się budziło.-stwierdził i poddał mi śniadanie.
Dzięki.
-Proszę.-powiedział a ja zauważyłam naszyjnik na szafce jednak nie chciałam się kłócić.
Gdzie moja mama?-spytałam.
Poszła do pracy,ale zdążyła poznać Marcka.
-Żartujesz?!
-Nie.Nie martw się powiedziałem jej,że to dziecko Idy.
-A pytała o nią?!
-Nie.
-To dobrze.
-Pójdziemy na spacer?
-Z małym?
-Tak.Musi trochę świata poznać.
-muszę się przebrać.
-Poczekamy.
-Ok.-powiedziałam i bałam się żeby ktoś nie pomyślał,że to moje dziecko.
A mamy wózek?-spytałam Ervina
Bernard był rano i przyniósł.
-I tyle?
-Tak.On się boi go.
-Wiem.Jednak on jest taki mały.
-Dlatego musimy pomóc pozbierać się jemu.On mi też pomagł z Idą.
-No tak.Jak myślisz kiedy on będzie chciał go w końcu traktować jak syna?
-niewiem.Chodźmy.-powiedział i wziął małego.
Kiedy schodziliśmy zobaczyliśmy Bernarda.
Pujdziesz z nami?-spytałam.
Przyniosłem rzeczy małemu.-powiedział Bernard.
To zanieś do mnie.-powiedział Ervin.
A z małym dobrze wszystko?-spytał Bernard.
Tak.Możesz go zobaczyć.-powiedział Ervin i pokazał małego Bernardowi który wziął go na ręce a po chwili zrzucił jednak Ervin szybko go złapał.
On wygląda jak Ida.-powiedział Bernard.
W końcu to wasze dziecko.Do ciebie też jest podobny.Nie możesz go tak odrzucić.-powiedziałam.
Wiem Matylda.Proszę cię zajmuj się nim jeszcze trochę ja postaram się go pokochać.-powiedział i poszedł.
Ervin za to był wściekły.
Rzucił se dziecko o schody i poszedł zadowolony!-powiedział.
Spokojnie.
-Przepraszam.-powiedział i odłożył małego do wózka.
Spacerowaliśmy trochę i rozmawialiśmy trochę o szkole i.Bernardzie i o wszystkim.
Pamiętasz ,że dziś kolacja?
-A u ciebie?
-Tak.
-A co z małym?
-Moja koleżanka się nim zajmie.
-Koleżanka.-powiedziałam obojętnie.
-Tak.Nie bądź zazdrosna.
-Nie jestem,ale niewiem czy przypadkiem ona go nie zje!
-Mam też normalne koleżanki.
-A nie możemy z nim zjeść?
-Chciałem żebyśmy byli we dwoje.
-Aha.
-chciałem z tobą porozmawiać.-powiedział a ja zauważyłam Christine z koleżankami jak się ze mnie śmiały.
Nie przejmuj się nimi.-Powiedział Ervin.
Chyba trzeba małego przewinąć.-powiedziałam.
Ja to zrobię.-zaproponował Ervin.
A umiesz?!
-A ty?!
-Niewiem.Ale to chyba trzeba iść gdzieś na ławkę.-zaproponowałam.
Dobrze.-powiedział a gdy skończyliśmy przewijać Marcka.Podeszła do nas Christina z koleżankami.
Zapach jej krwi.4
Tak będzie ,ale proszę niegniewaj się na mnie.
-Ona tam będzie?!Przecież coś mi obiecałeś!
-Przecież będę ja ignorował.
-Jakoś ci nie wierzę!
-Proszę cię nie zaczynaj znowu!
-To ty ciągle wszędzie ją za sobą ciągniesz!
-To był pomysł Bernarda.
-Kogo?!
-Mojego przyjaciela.
-Jakoś go nie znam.
-Bo wtedy go nie było na imprezie.Zreztą wiem,że nie lubisz Clary,ale ona potrafi polować.
-Mogę iść z wami?
-Nie!Nie ma mowy!
-Napewno?!
-Przecież to nie bezpieczne!
-Idę tam na swoją odpowiedzialność!
-Nie ma mowy!Niezgadzam sie!-odpowiedział zdenerwowany Ervin.
Skoro tak to nie mogę ci ufać więc musimy zerwać.-powiedziałam obojętnie i pościeliłam swoje łóżko.
To szantaż?!-powiedział niepewnie.
Nie.Poprostu nie będziemy razem bo nie mogę ci ufać.
-Ok zgadzam się i pójdziesz tam z nami,ale masz się mnie słuchać i bez mojego pozwolenia nie ruszyć się na krok!
-Dobrze.-powiedziałam i go przytuliłam.
Nie mógłbym być bez ciebie.Proszę jednak nie szantażuj mnie tak już.
-Narazie.
-Co?!
-Nic ...nic.-powiedziałam i nie mogłam się doczekać polowania jednak miałam złe przeczucia.
Kiedy przygotowywałam się Ervin założył mi kurtkę i czapke.
Żeby ci było ciepło.-powiedział i mnie pocałował.
Dziękuję.
-Zanim pójdziemy to chcialem cię o coś prosić.
-Tak?
-Matylda proszę cie nie rozmawiaj z nikim.
-No dobrze.-powiedziałałam i po chwili byliśmy przed jakimś klubem i zobaczyłam Clare i jak myślałam Bernarda.
To jest ta mała?-spytał Bernard.
Tak!
-Tylko żeby niezrobiła czegoś głupiego.-stwierdziła Clara.
Matylda zostań tu.-powiedział do mnie jak do psa i poszedł z Clara.
Ja za to byłam coraz bardziej zdenerwowana i poszłam za nimi.
Zauważyłam,że mimo obiecał mi ignorować Clare to jakoś miło się im rozmawiało.Już miałam iść gdy to zobaczyłam,ale Bernard mi nie pozwolił.
Chciałaś to chodź!-krzyknął do mnie.
Zostaw mnie!-krzyknęłam.
Co ty robisz debilu!-krzyknął Ervin.
Poluje.Ona też jest człowiekiem jakbyś nie zauważył!-krzyknął Bernard.
Ale to moja dziewczyna i jak ja tylko tkniesz to twoją też zabije!
Wow jego dziewczyna też jest człowiekiem.-pomyślałam.
Przepraszam.-powiedział Bernard.
Wracaj na dwór!-powiedziała Clara a ja nie reagowałam.
Schowaj się Matylda!-krzyknął Ervin a ja się ukryłam za ścianą i obserwowałam ich wszystkich z zaciekawieniem.
Zauważyłam,że Clara wraca z jakimś chłopakiem.
Kotku gdzie ty mnie tak ciągniesz po zakamarkach.-spytał.
Chciałam żebyś poznał dwóch moich kolegów.-stwierdziła Clara.
Ostra jesteś.-Powiedział.
Nawet niewiesz jak bardzo.-powiedziała i nagle wyszli.Bernard z Ervinem.Nigdy w jego oczach niewidziałam takiego mroku i chęci mordu.On pierwszy wbił się w jego szyje a za nim inni.Nie mogłam na to patrzeć ,ale gorsze było tylko to jak widziałam gdy z on razem z Clara ustalali zgodnie kto ile i gdzie pije z chłopaka gdy nagle wszedł jakiś facet z bronią i zaczął szczelać.Wtedy nagle uciekli a ja myślałam ,że jestem sama gdy poczułam,że Ervin próbuje mnie stamtąd zabrać jednak nagle usłyszałam strzał w moja stroną i z nikąd ratunku choć byłam pewna,że jeśli chciałby to mógłby mnie stamtąd wyciągnąć.
Co to za dziewczyna?-usłyszałam tylko głos jakiegoś faceta i myślałam,że umarłam.
Gdzie ja jestem?-spytałam.
W domu.-powiedziała jakaś dziewczyna.
My się znamy?!
-Mój chłopak Bernard kazał mi wrócić po ciebie.
-A co z tym facetem?!
-Nie chciał cię ratować.Gdyby nie ja i mój chłopak umarłabyś na miejscu.-powiedziała a mi się chciało płakać.
I może lepiej!-stwierdziłam nagle.
Co ty piepszysz?!Jesteś młoda i całe życie na ciebie czeka!
-Łatwo ci mówić.Twój chłopak by ciebie chociaż samej nie zostawił!
-Ervin poprostu.
-Co?!
-Kazał przekazać że jest z Clara.
-I dobrze!Możesz sobie iść!
-Matylda...
-Znamy się że mówisz mi na ty?!
-Rozumiem.Też byłabym zła.Ja też wiele poświęciłam dla Bernarda ,ale on mnie kochał.
-Słabe pocieszenie.Zresztą oni oboje słuchają tylko jej!
-To że on cię zostawił to nie moja sprawa!Ale ty nie oczerniaj Bernarda bo to on cię ratował i wyciągał te kule!
-Podziekuj mój i idź sobie!
-Jakbyś zmieniła zdanie to zostawiłam ci mój numer.
-Wyjdź!-powiedziałam zła na siebie że zaufałam Ervinowi a on poprostu wolał Clare.Czułam jednak większy ból na swoim brzuchu po kuli niż po złamanym sercu a przynajmniej chciałam tak myśleć.W nocy nie mogłam spać i chciało mi się płakać gdy myślałam,że on jest teraz z Clara u niego w mieszkaniu.Widocznie bezpłodna i myślna wampirzyca zawsze lepsza.Po co wampirowi zwykły i zdychający człowiek.
Nagle usłyszałam szmer za szybą,ale gdy się odwróciłam nikogo tam nie było.Może i lepiej by było jakby mnie wtedy nikt nie uratował,ale mama by tego nie przeżyła.Niby Bernard uratował mnie ,ale czułam sie strasznie i postanowiłam zadzwonić do Idy.
Przyjdziesz?-spytałam.
O a jednak zmieniłaś zdanie?
-Proszę przyjdź..słabo się czuję..
-Matylda!Już ide!
Matylda!Matylda!halo!-wolała po chwili.
Zawieź mnie do szpitala.
-Zadzwonie po Bernarda.
-Ja chyba umieram.
-Co?!Matylda!
Po chwili zobaczyłam Ervina ,ale nie chciałam na niego patrzeć jednak okazało się ,że go tam nie było.
Matylda!-krzyknął Bernard i czułam ,że zaczął coś robić.
Co sie dzieje?!-usłyszałam jakby Ervina.
Jedna kula została.Muszę ja zwieść do szpitala.-powiedział Bernard.
Kurwa!Przecież wyciągnęłeś wszystkie!Nie mozemy jej zawieść!-powiedział jakby przejęty.
Dobra to zachipnozuj jakiegoś lekarza.
-Ty to zrób!Ja nie chce żeby ona wiedziała,że to byłem wracam do Clary.-powiedział i sobie poszedł a jq zasnęłam.
Matylda!-krzyknęła Ida.
Żyje.-odpowiedziałam.
Tak się bałam!
-Bez potrzeby!-powiedziałam obojętnie.
Pamiętaj jak by się coś działo to dzwoń do mnie.
-Ta jasne..
-Matylda!Wiem że ty mnie nie lubisz ,ale martwię sie o ciebie!
-Dzięki.Jestem ci wdzięczna.-powiedziałam.
Przyjde jutro.
-Jak chcesz.-powiedziałam udając obojętna ,ale polubiłam Ide.Zawsze chciałam taką przyjaciółkę,ale ona przychodzi do mnie z litości.
Rano czułam się lepiej i chciałam wyjść z domu,ale gdy zauważyłam Ervina i Clare całujących się to postanowiłam wrócić się do domu.Nagle usłyszałam dzwonek.
Hej Matylda.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Coś cię boli?
-Duma.
-Chcesz pogadać?
-Nie..
-Matylda!Znajdziesz lepszego niż Ervin.Zobaczysz wszystko się ułoży.On poprostu zrozumiał,że skrzywdziłby cię udając miłość.
-Już mnie raz skrzywdził.Przeżyje.
-Widzisz!Dasz sobie radę!
-Dzięki.
-Może poznamy się bo w sumie nie było czasu?
-Ok.
-ida.-powiedziała i poddała mi reke.
Matylda.-odpowiedziałam i zrobiłam to samo.
Masz ochotę na gorącą czekoladę?
-Nie chce wychodzić.
-Matylda!Musisz wyjść do ludzi!Ja też byłam kiedyś jak ty..-powiedziała a ja zauważyłam pierścionek zręczynowy na jej palcu.
Bernard ci się oświadczył?!
-Miesiąc temu.
-Gratuluję.
-Dziękuję.Długo na to czekałam i nie liczyłam na to.
-Ile masz lat?
-Siedemnaście.
-Ja też.Długo jesteś z nim?
-Pół roku,ale znam go długo.Poznałam go jak miałam siedem lat i pomógł mi znaleźć drogę do domu gdy się tu przeprowadziłam.
-Wow.
-Idziemy?!
-Poczekaj.-powiedziałam i zaczełam się ubierać i myśleć o tym jak to możliwe ,że tak ją polubiłam nieznając jej prawie.Podobna do mnie nie jest bo ona z Bernardem jest szczęśliwa i zazdroszte jej tego a ja jestem właściwe sama.Miło spędzało mi się z nią każda chwilę i dzięki niej mniej myślałam o tym co przykre.
Gdy była u mnie wieczorem przyszedł po nią Bernard.
Nie możesz sie z nią zadawać!Mówiłem ci coś!-krzyknął do niej a ona niereagowała.
Tak ją traktujesz?!Tak ją kochasz?!-powiedziałam najgłośniej jak mogłam a on już prawieby mnie popchnął.
Ciesz się ,że żyjesz śmiertelniczko!
-Twoja narzeczona też nią jest!
-Już nie długo w przeciwieństwie do ciebie!-powiedział i wyszli a ja miałam ochotę zakopać się pod ziemnią.
Nad ranem usłyszałam dzwonek,ale gdy wyjrzałam nikogo tam nie było.Zamknęłam drzwi i zobaczyłam Bernarda.
Nie dzwoń więcej do Idy!Trzymaj się od niej z daleka!
-Spytałam się jej tylko jak sie czuję!
-Masz zakaz!
-Bo co mi zrobisz?!Zabijesz!
-Może.
-Super!Możesz nawet teraz!
-Masz się do niej nie zbliżać!
-Dobra!Wyjdź!
-Z przyjemnościa.
-Tam masz drzwi!-powiedziałam i poczułam ból głowy.
Miałam dość.Najlepej będzie jak się wyprowadze stąd,ale do tego jescze mam czas.
Położyłam się spac a gdy wstałam zobaczyłam Clare.
Co tu robisz?
-Przyszłam cię odwiedzić.
-Wyjdź stąd!
-Taka bylas pewna siebie a on i tak wybrał mnie!Ah muszę ci podziękować bo tylko go dodatkowo nakręciłaś na mnie!
-Super!Idź sobie!
-Chętnie,ale nie nudzi ci sie tu tak samotnie?!W końcu nikt cie nie lubi.-powiedziała i wyszła.
Miałam już dość tego miejsca i ich wszystkich!Niech sobie będą szczęśliwi!-pomyślałam i przyszła mama.
Co z ciocia?!
-Wszystko dobrze.Nudziłaś się tu sama?
-Bardzo.
-A Ervin?!
-Mamo nie chce go znać!
-Co się stało?!
-Nie chce o tym rozmawiać.
-Dobrze.A nauka?
-Miałam lenia.
-To nie dobrze.Może pojedziemy razem do cioci na te ostanie dni feri?
-Mogę jechać nawet dziś.
-To pakuj się.-powiedziała mama a ja byłam szczęśliwa ,że odpoczne od tego wszystkiego jednak okazało się,że tam poczuje to bardziej.Ciocia wyglądała okropnie i noe poznałam jej.Była smutna a kiedyś to ona zarażała energia.Na jej kanapie równie dobrze mogłabym być i ja.
Matylda.Nigdy się nie zakochuj.Pamiętaj!-powiedziała mi ostatniego dnia gdy odjezdalismy.
Z ciocia nie jest dobrze.
-Dlatego będę ja częściej odwiedzać.
-Dobrze.
-Obiecuje ,że jak już się ciocia pozbiera to razem z nią pojdziemy na zakupy albo do kina.
-To dlugo potrwa.
-Wiem.Widzisz ciocia i tak sobie radzi.
-No tak.-powiedziałam choć nie myślałam.
Gdy byłyśmy na klatce spotkałyśmy Ervina z Clara co już nie robiło na mnie wrażenia.
Dzień dobry pani Doris.Cześć Matylda.-powiedział jakby nigdy nic a moja mama wyczuła o co chodzi i nawet mu nie odpowiedziała.
To jego nowa dziewczyna.-powiedziała mama.
Razej jedyna.-powiedziałam i zaśmiałam się.
Nie był ciebie wart.
-Wiem.
-To dobrze.Pamiętaj we wszystkim cię będę wspierać.
-Dzięki mamo.-powiedziałam i poszłam do salonu.
Chcesz herbate?-spytała mama.
Chętnie.-powiedziałam i dostałam wiadomość od Ervina która usunęłam i nie czytałam nawet i jedną od Idy.
Mogę u ciebie zanocować?-ida.
Mamo!
-Tak?
-Może koleżanka u mnie zanocować?!
-No jasne.-powiedziała zaskoczona mama.
Dobrywieczór.-powiedziała zapłakana Ida.
Wejdź.-powiedziałam.
Dziewczynki ja ide do pracy a wy tu nic głupiego nie róbcie!-nakazała mama.
Dobrze mamo.
-Będę jutro.
-Ok.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Co się dzieje?!-spytałam Idy.
Mam go dość!
-Rozumiem.
-Zastanawiam się czy z nim nie zerwać.
-Wiesz on jest brutalem,ale chyba cię kocha.
-Ja się go boję!Niby traktuje mnie jak równą sobie,ale jest szorstki.
-Wiesz zrobisz co chcesz.
-A jak z tobą?!
-A ze mną lepiej.Nauczyłam się żyć w bólu nic nowego.-powiedziałam a ona zaczęła płakać.
Ja chyba jestem w ciąży.-powiedziała.
Co?!
-Mam objawy.Boję się go.Ostatnio jak się kłócił ze mną to miałam wrażenie ,że chce mnie zbić!I już raz prawie to zrobił!
-Wiesz może nie jestes w ciąży a to nerwy.
-Matylda ja czuję się nie najlepej.Jakby coś mnie wyżerało!
-Musisz mu powiedzieć on coś zaradzi!
-Zabije mnie i dziecko.
-Czasem udaje sie uratować matkę i dziecko.
-Czasem.Zwykle to dziecko przeżywa.
-Musisz byc dobrej myśli.
-Wolę żeby ono przeżyło,ale obiecaj mi,że wychowasz je i nic mu nie powiesz jeślibym tego nie przeżyła.
-Ida.To nie proste.Ja sama się uczę.
-Obiecaj mi.Proszę!
-Ida on ma prawo wiedzieć.
-No tak.-powiedziała a ja nagle usłyszałam walenie do drzwi.
Ida!Ida!-krzyczał Bernard.
On czuje mój zapach.
-Trzeba było wcześniej powiedzieć!-powiedziałam a Bernard był już w środku.
Kochanie!Gdzie ty znikasz!
-Ja chciałam...
-Mówiłem ci żebys tu nie przychodziła!
-Mam cię dość
-Co'?!Przesłyszałem się chyba!Wracasz ze mna!-powiedział i zaczął ja ciągnąć a ja zaczełam ją bronić.
Puść ja!-powiedziałam i zaczęłam się z nim szarpać a on poprostu rzucił mną w podłogę.Ona jakoś oderwała sie od niego i starała mi się pomóc.
Zostaw ja!Idziemy!-nakazał jej Bernard.
Nigdzie nie ide!Matylda wszystko dobrze?!-spytała i pomogła mi wstać.
Tak a z tobą?!
-Też.-powiedziała prawie ze łzami w oczach.
Przepraszam.Chodź Ida!
-Nie!To koniec!-powiedziała ledwo co a on zbił ją w twarz i zemdlała.
Ida!Ida!-próbował ja przepraszać a ona tam leżała.Co się gapisz?!-powiedział do mnie.
Kochanie!-wolał ja a ja wzięłam ja na swoje łóżko i otarłam jej policzek woda.
To twoja wina!-powiedział.
To nie ja ją uderzyłam.-powiedziałam i usłyszałam,że ktoś wszedł.
Co się tu dzieję?!-Spytała Clara a obok niej stał Ervin.
Ja miałam isc,ale Ida zatrzymała mnie reka przy sobie.
Nic.Wszystko dobrze.-powiedziała Ida.
Coś ty im zrobił!-krzyknął Ervin a Clara zasmiala się i sobie poprostu poszła.
Odwal sie!To wina twojej byłej!
-To ty mnie zbiles!A dotego Matylde!-powiedziała Ida a Ervin już miał szykować się do bicia.
Należało się jej!A ciebie przepraszam!
-Ciebie kurwa całkowicie popierdolilo!-powiedział Ervin co mnie zdziwiło.
To ty bujasz się w niej a ruchasz Clare więc się nie odzywaj!-powiedział Bernard a ja wolałam zająć się Ida.
Jestem w ciazy.-powiedziala cichutko Ida .
Co?!-krzyknął Bernard.
Tak!I donosze ja!
-Który to miesiąc?!
-Niewiem.
-Jestes nie odpowiedzialna!
-Chyba ty!-powiedziała i kazał mu wyjść.
Matylda jak on mógł.-mówiła zapłakana.
-Cii.Śpij.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.Postanowiłam spac w salonie i przebrać się jednak nagle pojawił się Ervin.
Nigdy mi nie wybaczysz.-powiedział a ja nie reagowałam.
Matylda chciałem cię chronić!-powiedział izłapał mnie za reke,ale ja swoją wzięłam.
Ciekawe.Każdy wampir jest takim Dupkiem?!
-Niewiem.Matydla nie możesz mnie znienawidzic.
-Wyjdź stąd!Idz sobie lepiej do swojej kochanej dziewczyny.-powiedziałam zmęczona.
Czytałas chociaż mojego smsa?!
-Nie i zmieniam numer!
-Co'?!
-No nie udawaj zaskoczonego!Wynocha!-powiedziałam i wyszedł.
Na co to coś liczy?!Jak ja mogłam to kochać?!Pewnie mi czegoś dosypywał.-myślałam i żałowałam biednej Idy bo w końcu Bernard to kretyn.
Słyszałem.-powiedział Bernard.
Masz rację.Ona nie zasługuje na takie traktowanie.
-To nie traktuj jej tak.
-Poprostu byłem zazdrosny.
-O mnie?!
-Tak.Nie chce żeby mnie zostawiła i jeszcze to dziecko.Boję się o nią!-powiedział a mi się zrobilo przykro.
Ervin też bał się wtedy.
-Nie chce o nim gadać!Nie istnieje dla mnie!
-On poprostu czuję się odpowiedzialny za ciebie i nie chcial być z tobą żeby cię nie narażać!
-Poprostu leciał na Clare i tyle..
-Clara to tylko miała za zadanie odciągnąć ciebie od niego.
-Udało sie jej.
-Teraz jest zla bo zerwał z nią.
-Przecież miała okazję do sexu i zabawy nierozumiem jej niezadowolenia.
-Ty już go nie kochasz.
-Nienawidze go.
-Proszę cie pomóż mi chociaż odzyskać Ide!
-Przecież jestem tylko nedzna śmiertelniczka!
-Ratowałem cię!
-Trzeba nie było!Ida tu podejmuje decyzję nie ja ,ale radzę ci jej wiecej nie bić bo to napewno nie pomaga!
-Wiem!Głupio mi!
-Słusznie!Możesz isc bo chce mi się spać?!
-A mógłbym wejść do niej?!
-Jej też daj spac a raczej im.
-Dobrze.Przyjde rano.-powiedział a ja zasnełam.
Rano gdy wstałam wszystko tętniło życiem w moim mieszkaniu.Bernard z Ida siedzieli razem a Ervin obserwował mnie z fotela obok.
Zapraszałam cię?!-spytałam go.
Poprostu chciałem zobaczyć co u Idy i Bernarda i u ciebie.Już ide.
-Tam sa drzwi.
-Wiem.-powiedział smutny a ja popatrzyłam na niego z obrzydzeniem.Może Bernard był zły,ale chce się zmienic dla Idy i nigdy jej nie zdradził.
Pogodzeni?!-spytałam wesoło.
Tak.-powiedziała Ida a on ja pocałował.
Słodko.
-Ervin zrobił ci śniadanie.-powiedziała Ida.
Nie jestem głodna smacznego.
-musicie się pogodzić!-powiedziała Ida.
Ja nic nie muszę.I tak to nawet nie był zwiazek.Poprostu chciałam zobaczyć jak to z wampirem i mi się nie podoba.
Ide do ginekologa z Bernardem.-powiedziała Ida a ja zazdrościłam im tej zgody.
-Ona tam będzie?!Przecież coś mi obiecałeś!
-Przecież będę ja ignorował.
-Jakoś ci nie wierzę!
-Proszę cię nie zaczynaj znowu!
-To ty ciągle wszędzie ją za sobą ciągniesz!
-To był pomysł Bernarda.
-Kogo?!
-Mojego przyjaciela.
-Jakoś go nie znam.
-Bo wtedy go nie było na imprezie.Zreztą wiem,że nie lubisz Clary,ale ona potrafi polować.
-Mogę iść z wami?
-Nie!Nie ma mowy!
-Napewno?!
-Przecież to nie bezpieczne!
-Idę tam na swoją odpowiedzialność!
-Nie ma mowy!Niezgadzam sie!-odpowiedział zdenerwowany Ervin.
Skoro tak to nie mogę ci ufać więc musimy zerwać.-powiedziałam obojętnie i pościeliłam swoje łóżko.
To szantaż?!-powiedział niepewnie.
Nie.Poprostu nie będziemy razem bo nie mogę ci ufać.
-Ok zgadzam się i pójdziesz tam z nami,ale masz się mnie słuchać i bez mojego pozwolenia nie ruszyć się na krok!
-Dobrze.-powiedziałam i go przytuliłam.
Nie mógłbym być bez ciebie.Proszę jednak nie szantażuj mnie tak już.
-Narazie.
-Co?!
-Nic ...nic.-powiedziałam i nie mogłam się doczekać polowania jednak miałam złe przeczucia.
Kiedy przygotowywałam się Ervin założył mi kurtkę i czapke.
Żeby ci było ciepło.-powiedział i mnie pocałował.
Dziękuję.
-Zanim pójdziemy to chcialem cię o coś prosić.
-Tak?
-Matylda proszę cie nie rozmawiaj z nikim.
-No dobrze.-powiedziałałam i po chwili byliśmy przed jakimś klubem i zobaczyłam Clare i jak myślałam Bernarda.
To jest ta mała?-spytał Bernard.
Tak!
-Tylko żeby niezrobiła czegoś głupiego.-stwierdziła Clara.
Matylda zostań tu.-powiedział do mnie jak do psa i poszedł z Clara.
Ja za to byłam coraz bardziej zdenerwowana i poszłam za nimi.
Zauważyłam,że mimo obiecał mi ignorować Clare to jakoś miło się im rozmawiało.Już miałam iść gdy to zobaczyłam,ale Bernard mi nie pozwolił.
Chciałaś to chodź!-krzyknął do mnie.
Zostaw mnie!-krzyknęłam.
Co ty robisz debilu!-krzyknął Ervin.
Poluje.Ona też jest człowiekiem jakbyś nie zauważył!-krzyknął Bernard.
Ale to moja dziewczyna i jak ja tylko tkniesz to twoją też zabije!
Wow jego dziewczyna też jest człowiekiem.-pomyślałam.
Przepraszam.-powiedział Bernard.
Wracaj na dwór!-powiedziała Clara a ja nie reagowałam.
Schowaj się Matylda!-krzyknął Ervin a ja się ukryłam za ścianą i obserwowałam ich wszystkich z zaciekawieniem.
Zauważyłam,że Clara wraca z jakimś chłopakiem.
Kotku gdzie ty mnie tak ciągniesz po zakamarkach.-spytał.
Chciałam żebyś poznał dwóch moich kolegów.-stwierdziła Clara.
Ostra jesteś.-Powiedział.
Nawet niewiesz jak bardzo.-powiedziała i nagle wyszli.Bernard z Ervinem.Nigdy w jego oczach niewidziałam takiego mroku i chęci mordu.On pierwszy wbił się w jego szyje a za nim inni.Nie mogłam na to patrzeć ,ale gorsze było tylko to jak widziałam gdy z on razem z Clara ustalali zgodnie kto ile i gdzie pije z chłopaka gdy nagle wszedł jakiś facet z bronią i zaczął szczelać.Wtedy nagle uciekli a ja myślałam ,że jestem sama gdy poczułam,że Ervin próbuje mnie stamtąd zabrać jednak nagle usłyszałam strzał w moja stroną i z nikąd ratunku choć byłam pewna,że jeśli chciałby to mógłby mnie stamtąd wyciągnąć.
Co to za dziewczyna?-usłyszałam tylko głos jakiegoś faceta i myślałam,że umarłam.
Gdzie ja jestem?-spytałam.
W domu.-powiedziała jakaś dziewczyna.
My się znamy?!
-Mój chłopak Bernard kazał mi wrócić po ciebie.
-A co z tym facetem?!
-Nie chciał cię ratować.Gdyby nie ja i mój chłopak umarłabyś na miejscu.-powiedziała a mi się chciało płakać.
I może lepiej!-stwierdziłam nagle.
Co ty piepszysz?!Jesteś młoda i całe życie na ciebie czeka!
-Łatwo ci mówić.Twój chłopak by ciebie chociaż samej nie zostawił!
-Ervin poprostu.
-Co?!
-Kazał przekazać że jest z Clara.
-I dobrze!Możesz sobie iść!
-Matylda...
-Znamy się że mówisz mi na ty?!
-Rozumiem.Też byłabym zła.Ja też wiele poświęciłam dla Bernarda ,ale on mnie kochał.
-Słabe pocieszenie.Zresztą oni oboje słuchają tylko jej!
-To że on cię zostawił to nie moja sprawa!Ale ty nie oczerniaj Bernarda bo to on cię ratował i wyciągał te kule!
-Podziekuj mój i idź sobie!
-Jakbyś zmieniła zdanie to zostawiłam ci mój numer.
-Wyjdź!-powiedziałam zła na siebie że zaufałam Ervinowi a on poprostu wolał Clare.Czułam jednak większy ból na swoim brzuchu po kuli niż po złamanym sercu a przynajmniej chciałam tak myśleć.W nocy nie mogłam spać i chciało mi się płakać gdy myślałam,że on jest teraz z Clara u niego w mieszkaniu.Widocznie bezpłodna i myślna wampirzyca zawsze lepsza.Po co wampirowi zwykły i zdychający człowiek.
Nagle usłyszałam szmer za szybą,ale gdy się odwróciłam nikogo tam nie było.Może i lepiej by było jakby mnie wtedy nikt nie uratował,ale mama by tego nie przeżyła.Niby Bernard uratował mnie ,ale czułam sie strasznie i postanowiłam zadzwonić do Idy.
Przyjdziesz?-spytałam.
O a jednak zmieniłaś zdanie?
-Proszę przyjdź..słabo się czuję..
-Matylda!Już ide!
Matylda!Matylda!halo!-wolała po chwili.
Zawieź mnie do szpitala.
-Zadzwonie po Bernarda.
-Ja chyba umieram.
-Co?!Matylda!
Po chwili zobaczyłam Ervina ,ale nie chciałam na niego patrzeć jednak okazało się ,że go tam nie było.
Matylda!-krzyknął Bernard i czułam ,że zaczął coś robić.
Co sie dzieje?!-usłyszałam jakby Ervina.
Jedna kula została.Muszę ja zwieść do szpitala.-powiedział Bernard.
Kurwa!Przecież wyciągnęłeś wszystkie!Nie mozemy jej zawieść!-powiedział jakby przejęty.
Dobra to zachipnozuj jakiegoś lekarza.
-Ty to zrób!Ja nie chce żeby ona wiedziała,że to byłem wracam do Clary.-powiedział i sobie poszedł a jq zasnęłam.
Matylda!-krzyknęła Ida.
Żyje.-odpowiedziałam.
Tak się bałam!
-Bez potrzeby!-powiedziałam obojętnie.
Pamiętaj jak by się coś działo to dzwoń do mnie.
-Ta jasne..
-Matylda!Wiem że ty mnie nie lubisz ,ale martwię sie o ciebie!
-Dzięki.Jestem ci wdzięczna.-powiedziałam.
Przyjde jutro.
-Jak chcesz.-powiedziałam udając obojętna ,ale polubiłam Ide.Zawsze chciałam taką przyjaciółkę,ale ona przychodzi do mnie z litości.
Rano czułam się lepiej i chciałam wyjść z domu,ale gdy zauważyłam Ervina i Clare całujących się to postanowiłam wrócić się do domu.Nagle usłyszałam dzwonek.
Hej Matylda.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Coś cię boli?
-Duma.
-Chcesz pogadać?
-Nie..
-Matylda!Znajdziesz lepszego niż Ervin.Zobaczysz wszystko się ułoży.On poprostu zrozumiał,że skrzywdziłby cię udając miłość.
-Już mnie raz skrzywdził.Przeżyje.
-Widzisz!Dasz sobie radę!
-Dzięki.
-Może poznamy się bo w sumie nie było czasu?
-Ok.
-ida.-powiedziała i poddała mi reke.
Matylda.-odpowiedziałam i zrobiłam to samo.
Masz ochotę na gorącą czekoladę?
-Nie chce wychodzić.
-Matylda!Musisz wyjść do ludzi!Ja też byłam kiedyś jak ty..-powiedziała a ja zauważyłam pierścionek zręczynowy na jej palcu.
Bernard ci się oświadczył?!
-Miesiąc temu.
-Gratuluję.
-Dziękuję.Długo na to czekałam i nie liczyłam na to.
-Ile masz lat?
-Siedemnaście.
-Ja też.Długo jesteś z nim?
-Pół roku,ale znam go długo.Poznałam go jak miałam siedem lat i pomógł mi znaleźć drogę do domu gdy się tu przeprowadziłam.
-Wow.
-Idziemy?!
-Poczekaj.-powiedziałam i zaczełam się ubierać i myśleć o tym jak to możliwe ,że tak ją polubiłam nieznając jej prawie.Podobna do mnie nie jest bo ona z Bernardem jest szczęśliwa i zazdroszte jej tego a ja jestem właściwe sama.Miło spędzało mi się z nią każda chwilę i dzięki niej mniej myślałam o tym co przykre.
Gdy była u mnie wieczorem przyszedł po nią Bernard.
Nie możesz sie z nią zadawać!Mówiłem ci coś!-krzyknął do niej a ona niereagowała.
Tak ją traktujesz?!Tak ją kochasz?!-powiedziałam najgłośniej jak mogłam a on już prawieby mnie popchnął.
Ciesz się ,że żyjesz śmiertelniczko!
-Twoja narzeczona też nią jest!
-Już nie długo w przeciwieństwie do ciebie!-powiedział i wyszli a ja miałam ochotę zakopać się pod ziemnią.
Nad ranem usłyszałam dzwonek,ale gdy wyjrzałam nikogo tam nie było.Zamknęłam drzwi i zobaczyłam Bernarda.
Nie dzwoń więcej do Idy!Trzymaj się od niej z daleka!
-Spytałam się jej tylko jak sie czuję!
-Masz zakaz!
-Bo co mi zrobisz?!Zabijesz!
-Może.
-Super!Możesz nawet teraz!
-Masz się do niej nie zbliżać!
-Dobra!Wyjdź!
-Z przyjemnościa.
-Tam masz drzwi!-powiedziałam i poczułam ból głowy.
Miałam dość.Najlepej będzie jak się wyprowadze stąd,ale do tego jescze mam czas.
Położyłam się spac a gdy wstałam zobaczyłam Clare.
Co tu robisz?
-Przyszłam cię odwiedzić.
-Wyjdź stąd!
-Taka bylas pewna siebie a on i tak wybrał mnie!Ah muszę ci podziękować bo tylko go dodatkowo nakręciłaś na mnie!
-Super!Idź sobie!
-Chętnie,ale nie nudzi ci sie tu tak samotnie?!W końcu nikt cie nie lubi.-powiedziała i wyszła.
Miałam już dość tego miejsca i ich wszystkich!Niech sobie będą szczęśliwi!-pomyślałam i przyszła mama.
Co z ciocia?!
-Wszystko dobrze.Nudziłaś się tu sama?
-Bardzo.
-A Ervin?!
-Mamo nie chce go znać!
-Co się stało?!
-Nie chce o tym rozmawiać.
-Dobrze.A nauka?
-Miałam lenia.
-To nie dobrze.Może pojedziemy razem do cioci na te ostanie dni feri?
-Mogę jechać nawet dziś.
-To pakuj się.-powiedziała mama a ja byłam szczęśliwa ,że odpoczne od tego wszystkiego jednak okazało się,że tam poczuje to bardziej.Ciocia wyglądała okropnie i noe poznałam jej.Była smutna a kiedyś to ona zarażała energia.Na jej kanapie równie dobrze mogłabym być i ja.
Matylda.Nigdy się nie zakochuj.Pamiętaj!-powiedziała mi ostatniego dnia gdy odjezdalismy.
Z ciocia nie jest dobrze.
-Dlatego będę ja częściej odwiedzać.
-Dobrze.
-Obiecuje ,że jak już się ciocia pozbiera to razem z nią pojdziemy na zakupy albo do kina.
-To dlugo potrwa.
-Wiem.Widzisz ciocia i tak sobie radzi.
-No tak.-powiedziałam choć nie myślałam.
Gdy byłyśmy na klatce spotkałyśmy Ervina z Clara co już nie robiło na mnie wrażenia.
Dzień dobry pani Doris.Cześć Matylda.-powiedział jakby nigdy nic a moja mama wyczuła o co chodzi i nawet mu nie odpowiedziała.
To jego nowa dziewczyna.-powiedziała mama.
Razej jedyna.-powiedziałam i zaśmiałam się.
Nie był ciebie wart.
-Wiem.
-To dobrze.Pamiętaj we wszystkim cię będę wspierać.
-Dzięki mamo.-powiedziałam i poszłam do salonu.
Chcesz herbate?-spytała mama.
Chętnie.-powiedziałam i dostałam wiadomość od Ervina która usunęłam i nie czytałam nawet i jedną od Idy.
Mogę u ciebie zanocować?-ida.
Mamo!
-Tak?
-Może koleżanka u mnie zanocować?!
-No jasne.-powiedziała zaskoczona mama.
Dobrywieczór.-powiedziała zapłakana Ida.
Wejdź.-powiedziałam.
Dziewczynki ja ide do pracy a wy tu nic głupiego nie róbcie!-nakazała mama.
Dobrze mamo.
-Będę jutro.
-Ok.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Co się dzieje?!-spytałam Idy.
Mam go dość!
-Rozumiem.
-Zastanawiam się czy z nim nie zerwać.
-Wiesz on jest brutalem,ale chyba cię kocha.
-Ja się go boję!Niby traktuje mnie jak równą sobie,ale jest szorstki.
-Wiesz zrobisz co chcesz.
-A jak z tobą?!
-A ze mną lepiej.Nauczyłam się żyć w bólu nic nowego.-powiedziałam a ona zaczęła płakać.
Ja chyba jestem w ciąży.-powiedziała.
Co?!
-Mam objawy.Boję się go.Ostatnio jak się kłócił ze mną to miałam wrażenie ,że chce mnie zbić!I już raz prawie to zrobił!
-Wiesz może nie jestes w ciąży a to nerwy.
-Matylda ja czuję się nie najlepej.Jakby coś mnie wyżerało!
-Musisz mu powiedzieć on coś zaradzi!
-Zabije mnie i dziecko.
-Czasem udaje sie uratować matkę i dziecko.
-Czasem.Zwykle to dziecko przeżywa.
-Musisz byc dobrej myśli.
-Wolę żeby ono przeżyło,ale obiecaj mi,że wychowasz je i nic mu nie powiesz jeślibym tego nie przeżyła.
-Ida.To nie proste.Ja sama się uczę.
-Obiecaj mi.Proszę!
-Ida on ma prawo wiedzieć.
-No tak.-powiedziała a ja nagle usłyszałam walenie do drzwi.
Ida!Ida!-krzyczał Bernard.
On czuje mój zapach.
-Trzeba było wcześniej powiedzieć!-powiedziałam a Bernard był już w środku.
Kochanie!Gdzie ty znikasz!
-Ja chciałam...
-Mówiłem ci żebys tu nie przychodziła!
-Mam cię dość
-Co'?!Przesłyszałem się chyba!Wracasz ze mna!-powiedział i zaczął ja ciągnąć a ja zaczełam ją bronić.
Puść ja!-powiedziałam i zaczęłam się z nim szarpać a on poprostu rzucił mną w podłogę.Ona jakoś oderwała sie od niego i starała mi się pomóc.
Zostaw ja!Idziemy!-nakazał jej Bernard.
Nigdzie nie ide!Matylda wszystko dobrze?!-spytała i pomogła mi wstać.
Tak a z tobą?!
-Też.-powiedziała prawie ze łzami w oczach.
Przepraszam.Chodź Ida!
-Nie!To koniec!-powiedziała ledwo co a on zbił ją w twarz i zemdlała.
Ida!Ida!-próbował ja przepraszać a ona tam leżała.Co się gapisz?!-powiedział do mnie.
Kochanie!-wolał ja a ja wzięłam ja na swoje łóżko i otarłam jej policzek woda.
To twoja wina!-powiedział.
To nie ja ją uderzyłam.-powiedziałam i usłyszałam,że ktoś wszedł.
Co się tu dzieję?!-Spytała Clara a obok niej stał Ervin.
Ja miałam isc,ale Ida zatrzymała mnie reka przy sobie.
Nic.Wszystko dobrze.-powiedziała Ida.
Coś ty im zrobił!-krzyknął Ervin a Clara zasmiala się i sobie poprostu poszła.
Odwal sie!To wina twojej byłej!
-To ty mnie zbiles!A dotego Matylde!-powiedziała Ida a Ervin już miał szykować się do bicia.
Należało się jej!A ciebie przepraszam!
-Ciebie kurwa całkowicie popierdolilo!-powiedział Ervin co mnie zdziwiło.
To ty bujasz się w niej a ruchasz Clare więc się nie odzywaj!-powiedział Bernard a ja wolałam zająć się Ida.
Jestem w ciazy.-powiedziala cichutko Ida .
Co?!-krzyknął Bernard.
Tak!I donosze ja!
-Który to miesiąc?!
-Niewiem.
-Jestes nie odpowiedzialna!
-Chyba ty!-powiedziała i kazał mu wyjść.
Matylda jak on mógł.-mówiła zapłakana.
-Cii.Śpij.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.Postanowiłam spac w salonie i przebrać się jednak nagle pojawił się Ervin.
Nigdy mi nie wybaczysz.-powiedział a ja nie reagowałam.
Matylda chciałem cię chronić!-powiedział izłapał mnie za reke,ale ja swoją wzięłam.
Ciekawe.Każdy wampir jest takim Dupkiem?!
-Niewiem.Matydla nie możesz mnie znienawidzic.
-Wyjdź stąd!Idz sobie lepiej do swojej kochanej dziewczyny.-powiedziałam zmęczona.
Czytałas chociaż mojego smsa?!
-Nie i zmieniam numer!
-Co'?!
-No nie udawaj zaskoczonego!Wynocha!-powiedziałam i wyszedł.
Na co to coś liczy?!Jak ja mogłam to kochać?!Pewnie mi czegoś dosypywał.-myślałam i żałowałam biednej Idy bo w końcu Bernard to kretyn.
Słyszałem.-powiedział Bernard.
Masz rację.Ona nie zasługuje na takie traktowanie.
-To nie traktuj jej tak.
-Poprostu byłem zazdrosny.
-O mnie?!
-Tak.Nie chce żeby mnie zostawiła i jeszcze to dziecko.Boję się o nią!-powiedział a mi się zrobilo przykro.
Ervin też bał się wtedy.
-Nie chce o nim gadać!Nie istnieje dla mnie!
-On poprostu czuję się odpowiedzialny za ciebie i nie chcial być z tobą żeby cię nie narażać!
-Poprostu leciał na Clare i tyle..
-Clara to tylko miała za zadanie odciągnąć ciebie od niego.
-Udało sie jej.
-Teraz jest zla bo zerwał z nią.
-Przecież miała okazję do sexu i zabawy nierozumiem jej niezadowolenia.
-Ty już go nie kochasz.
-Nienawidze go.
-Proszę cie pomóż mi chociaż odzyskać Ide!
-Przecież jestem tylko nedzna śmiertelniczka!
-Ratowałem cię!
-Trzeba nie było!Ida tu podejmuje decyzję nie ja ,ale radzę ci jej wiecej nie bić bo to napewno nie pomaga!
-Wiem!Głupio mi!
-Słusznie!Możesz isc bo chce mi się spać?!
-A mógłbym wejść do niej?!
-Jej też daj spac a raczej im.
-Dobrze.Przyjde rano.-powiedział a ja zasnełam.
Rano gdy wstałam wszystko tętniło życiem w moim mieszkaniu.Bernard z Ida siedzieli razem a Ervin obserwował mnie z fotela obok.
Zapraszałam cię?!-spytałam go.
Poprostu chciałem zobaczyć co u Idy i Bernarda i u ciebie.Już ide.
-Tam sa drzwi.
-Wiem.-powiedział smutny a ja popatrzyłam na niego z obrzydzeniem.Może Bernard był zły,ale chce się zmienic dla Idy i nigdy jej nie zdradził.
Pogodzeni?!-spytałam wesoło.
Tak.-powiedziała Ida a on ja pocałował.
Słodko.
-Ervin zrobił ci śniadanie.-powiedziała Ida.
Nie jestem głodna smacznego.
-musicie się pogodzić!-powiedziała Ida.
Ja nic nie muszę.I tak to nawet nie był zwiazek.Poprostu chciałam zobaczyć jak to z wampirem i mi się nie podoba.
Ide do ginekologa z Bernardem.-powiedziała Ida a ja zazdrościłam im tej zgody.
Zapach jej krwi.3
Zrozum ja już raz zostałam zdradzona.
-Matylda wiem o tym,ale uwierz zależy mi na tobie!Mogę nawet klękać przed tobą na kolanach!Nie śpię przez ciebie,nie mam apetytu i mogę żyć samym powietrzem i miłością do ciebie a to chyba coś znaczy?Nic dla ciebie nie znaczy to,że byłem tym pierwszym?!Nikt to kiedykolwiek cię oszukał nie miał tego zaszczytu bo czekałaś na mnie w końcu nic niedzieje się bez powodu!-powiedział i złapał mocno moja reke.
Jasne ,że jestem ci wdzięczna,że starałeś się aby mi wtedy było dobrze.
-Matylda ja nadal chce dla ciebie jak najlepej!
-Wiem,ale po tym jak Clara powiedziała mi,że nie dopuści ciebie to czuje się przegrana!
-Ale to z tobą chce być!-powiedział i zaczął mnie całować po czym jego ręce znalazły się na mojej tali i wtedy weszła moja mama.
Jestem wcześniej!-powiedziała zaskoczona naszym widokiem,ale się uśmiechnęła.
Ja zawstydzona popatrzyłam w podłogę a Ervin zauważył to i kulturalnie pożegnał się i wyszedł.
Coś było?-spytała wesoło mama.
Tak jakby.Co u cioci?
-Będzie wyjeżdżać.
-Gdzie?
-Do Angli.
-Aha.
-A u ciebie oprócz związku z Ervinem?
-Nic ciekawego.
-Czekają cię ferie a jak koniec semstru?Jakieś jedynki?!
-Tylko z Matematyki.
-To musisz to załatwić z panem Noahem.Spytać jak poprawić w ciągu roku możesz!
-Jestem kiepska z matematyki!Nie licze nawet na dwa a co dopiero trzy!Wiesz ,że wolę wiedzę o społeczeństwie,historię i nawet już geografię!
-Wiem i pamiętaj ,że zawsze ci pomogę.
-Tak wiem skończonę pod mostem.
-A może Ervin umie coś i ci pomoże?!
-Nie chce go o to prosić!
-Czemu?
-Bo krótko się znamy.
-To niewiem.Narazie ciesz się wolnością.-powiedziała radośnie mama a ja zaczęłam się zastanawiać nad wszystkim i może Ervin pomógłby mi.Cały wieczór do mnie pisał jednak ja bałam się go poprosić o pomoc jednak później postanowiłam spsprawdźic czy jest w domu i co mnie zdziwiło drzwi były niedomknięte i weszłam do srodka gdzie zauważyłam go jak malował Clarze plecy i wtedy coś we mnie pękło.
Marylda to nie tak!-krzyczał roześmiany Ervin.
Ja tylko masowałem jej plecy bo prosiła mnie o to.-powiedział a do mnie to niedocierało.Poczułam się oszukana.Weszłam do domu i trzasnęłam drzwiami.Mamy nie było bo wyszla do koleżanki a ja postanowiłam isc gdzie kolwiek byle nie być sama w domu.Chciałam zrobić mu na złość i chciałam isc się zabawić i mieć gdzieś to co się stanie.Ubrałam kiecke która odsłaniała wiele a miałam co pokazać.Pomalowałam się wyzywająco i zostawiłam mamie wiadomośc ,że wrócę jutro.
Kiedy zamykałam drzwi zobaczyłam Ervina który obserwował mnie dziwnym wzrokiem.
Gdzie idziesz?!-nagle spytał zdenerwowany a ja nie miałam zamiaru odpowiadać jednak on złapał mnie za ramie.
Nie wywalisz się w takich wysokich butach?-spytał cały czerwony a ja poprawiłam swoją sukienke i udawałam obojętna.
Jak chcesz,ale później nie żałuj!-powiedział wkurzony a ja szybko zeszłam na dół.Nie myślałam już i poszłam do jakiegoś klubu.Kupiłam sobie drinka i przysiadł się do mnie jakiś chłopak,ale szybko go spławiłam jednak po chwili znowu przyszedł i zamówił mi drinka a ja wypiłam go.Później proponował mi sex,ale wtedy postanowiłam wracać do domu i dał mi spokój.Kiedy wracałam zauważyłam Alfreda z Christina i nie chciałam żeby zobaczyli mnie pijana i starłam się iść najszybciej jak tylko mogłam jednak tam ten chłopak szedł za mna a gdy byłam na jezdni i chciałam jak najszybciej przejść na druga stronę zahaczyłam o coś butem który spadł i gdy chciałam go podnieść to wjechało we mnie jakieś auto.Rano gdy się obudziłam byłam w szpitalu i czułam na sobie gips i czyjąś rękę.Popatrzyłam chwilę niewyraźnym wzrokiem i zobaczyłam włosy Ervina i szybko zabrałam dłoń.
Matylda!-powiedział Ervin.
Co się stało?!-spytałam.
-Miałaś wypadek.
-Idź sobie!-powiedziałam gdy przypomniałam sobie wczorajszy dzień.
-Martwiłem się o ciebie!Byłem tu z tobą cały czas!
-Nie potrzebnie!-powiedziałam.
Mówiłem ci żebys nie szła!-krzyknął.
Proszę o spokoj!-powiedziała pielęgniarka.
Jak sie czujesz?Boli?-spytał i dotknął mojej ręki a ja znowu swoją zabrałam.
Chyba widzisz.-stwierdziłam i przyszla moja mama.
Jak mogłaś się tak zachować!Coś ty sobie myślała?!-zaczęła a ja tylko czekałam aż pójdę do domu.
Oczywiście Ervin zaproponował nas odwieść a mama się zgodziła.
Usiadłam z tyłu i obserwowałam jak im się świetnie rozmawia.Jedyne z czego się cieszyłam to to,że miałam wolne.Dojechalismy pod dom i gdy chciałam wyjsc Ervin zaproponował mi pomoc a mama zmusiła mnie do zgody.
Powolutku.-powiedział troskliwie a ja chciałam jak najszybciej być z daleka od niego jednak miałam myśl w głowie żeby dać mu szansę.
Jakoś udalo mu się wprowadzić mnie na nasze piętro gdzie czekała na niego Clara a ja tylko uśmiechęłam się do niego zażenowana i popatrzyłam szybko na nią a on i tak chciał wejść razem ze mna jednak ja kazałam się mu tam zatrzymać.
Matylda.Proszę!-powiedział smutno a ja zamknęłam drzwi przed nim.
Dalej starłam się isc sama i wtedy weszła moja mama.
Teraz to jestes uziemiona.-powiedziała zartobliwie.
Wiem wiem.
-I z tej okazji będziesz miec czas na powtórzenie materiału.-powiedziała a ja miałam dość.
Jednak dziś musisz odpocząć wiec odpuszcze ci.-powiedziała a ja wstałam i pomogła mi dojść do pokoju.Niewiedziałam co dalej i co robić ze sobą.Jak on mógł mnie oszukać.Przecież to wszystko jego wina a on chciał się mna tylko zabawić!Przed kolacją jednak postanowił mnie odwiedzić i spytać jak się czuje i przyniusł mi jakieś czekoladki.
Półkuliscie się?-spytała mama i na nas popatrzyła.
Nie.-powiedział Ervin.
Mów za siebie.-pomyślałam a on zrobił dziwna minę.
No to może pomożesz jej z matematyka?-spytała moja mama a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Bardzo chętnie.Kiedy?-powiedział.
Kiedy możesz.-stwierdziła.
Nawet teraz.
-Mamo mówiłam ci cos!
-Oj no wyluzuj się i będzie dobrze!Ja ide do pracy.
-A no tak.Zamknę.-powiedziałam jednak Ervin zatrzymał mnie na miejscu.
Ja to zrobię -powiedział i wrócil.
Twoja mama dużo pracuje.-stwierdził.
Tak jak kazdy.Nie każdy ma bogatych rodziców.
-Wiem.Nie jest ci smutno tak samej?
-Nie.Niedługo sama pójdę pewnie do pracy i się wyprowadze.
-Co?!
-Pstro.Możesz sobie isc!
-Obiecalem ci pomóc!
-Nie potrzebuje pomocy!
-Ale obiecałem i pomogę!-powiedział a ja nie chętnie otworzyłam książkę.
Zaczął mi tłumaczyć i nieźle mu to wychodziło jednak do czasu.
Matylda ja naprawdę tylko ją masowałem wtedy!Była zmęczona bo musiała się uczuć cały dzien!-powiedział korzystając z okazji.
-A masuj ją!Mam to gdzieś!
-Nie mów tak!Ja przepraszam to już się niepowtórzy!
-No właśnie bo ja juz nie chce cię znać!
-Wiem to było głupie!Ale przepraszam to już się niepowtórzy!-powiedział już zdenerwowany i zaczął mnie całować.
Co ty robisz!Przestan!-powiedziałam.
Przepraszam nie mogę już się powstrzymać!-powiedział i zaczął całować moja szyję i później poczułam ukucie i sie przeraziłam a on wtedy oderwał się i zobaczyłam jego dwa boczne zeby które były większe.
Matylda ja jestem wampirem.
-To żart?!Ukryta kamera?!
-Nie!To ja co noc tu przychodziłem przez okno!
-Po co?!
-Zakochałem się, gdy cię spotkałem przypadkiem.Poczułem twoją krew.Twój zapach-powiedzial a ja się od niego odsunęłam.
Później gdy oddałaś mi się nie mogłem wytrzymać i co noc zakradałem sie do ciebie i patrzyłem jak spisz.Całowałem cię,pieściłem i wdychałem twój zapach.
Piłes moja krew?!
-Raz.
-Kiedy?!
-Wtedy jak się źle czułaś..mówiłem żebys odpoczywała ,jadła i piła to pomaga.
-Ja jestem wampirem?!
-Nie bo tylko trochę jej piłem.
-ile masz lat?
-24.
-Naprawdę ile ?!
-35.-powiedział a ja się przeraziłam.
Matylda to tylko trochę różnicy.
-Ile masz dziewczyn?
-Co?!
-Jestes z Clara?Niewiem wampiry mają po kilka?!
-Z Clara tylko poluje.
-Czemu ja wtedy masowałeś?!
-Chciałem żeby pomogła mi w czymś.
-W czym?!
-Chcialem żeby zapolowała ze mna żebym miał krew i nie pragnął tak twojej!Gdy polujemy w stanach mamy więcej siły i możemy więcej.
-Spales z nią tego dnia gdy widziałam was jak wysiadacie z twojego auta?!
-Tak...-powiedział niepewnie.
-Wypierdalaj!
-Co?!
-To co słyszysz!
-Matylda to było raz i wtedy jeszcze z tobą nie spałem!Naprawdę!
-Wypierdalaj stad !-powiedziałam i wstałam i próbowałam go wyrzucić.
Dobrze ide już,ale przyjde do ciebie!
-Nie waż się nigdy więcej!
-Co?!
-Nie istniejesz dla mnie!-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Wampir?!To żart?!-pomyślałam i chciałam poprosić mame o kratę na okna jednak wiedziałam,że się niezgodzi.
W nocy Ervin odwiedził mnie jednak tym razem tylko wisiał nad moim oknem.Ja odwróciłam się od strony okna żeby na niego nie patrzeć a wcześniej znowu je zasłoniłam po tym jak zostało przez niego znowu odsłonięte.Rano gdy wstałam zauważyłam róże ,i liścik od niego i wiedziałam,że potrafił się dostać do środka i mógł zrobić co tylko chciał.Wtedy zaczęłam się bać o siebie i o to co mógłby mi zrobić gdyby tylko chciał.Postanowiłam ignorować go jak tylko się dało i udawać brak zainteresowania jego obecnością.
Poszłam do kuchni gdzie okazało się ,że już na mnie czekał.
Ervin przyniósł ci bułki na śniadanie.
-Aha.-powiedziałam a on wziął mnie za reke do salonu.
-Pogadamy chwilę?-spytał mnie nagle.
Nie mamy o czym.
-A może wysłuchasz mnie do końca.
-Ale nie chce tu.-powiedziałam zaciekawiona.
-No to chodź do mnie.
-Mamo ja na chwilę wyjde.
-Dasz rade?!
-Ja jej pomogę proszę panią.-powiedział i pomógł mi dojść do swojego mieszkania.
Dasz rade sama usiąść?-spytał na miejscu.
Dam rade.
-Nie musisz się mnie bać nic ci nie zrobię!
-Już raz mnie ugryzłeś!
-Przepraszam!
-Zresztą niewiem o czym mamy że sobą rozmawiać?
-Matylda ja naprawdę niechciałem cię zranić i bardzo cię przepraszam.Ja naprawde odkąd z tobą się pierwszy raz kochałem nie robiłem tego z Clara!
-Wiesz co to niczego niezmienia bo widocznie nic dla ciebie nieznaczyłam bo gdy mnie podrywałeś to ..
-Wiem byłem głupi!Jednak ona inaczej by mi nie pomogła!
-To nie jest wytłumaczenie!
-Gdyby ktoś z twojej szkoły zobaczył,że zabijam kogoś to nie byłoby za fajnie!
-Haha zabawne.Trzebabyło nie zabijać!
-Dlatego Clara to robi ,ale nie za nic.
-A ty nie masz z tym problemów!
-Wolisz żebym był głodny i zabił cię?!
-Może i byłoby lepiej.
-Co ty gadasz?!
-I tak dla nikogo nic nieznacze!
-Matylda ja obiecuje już nigdy więcej niezgodze się na nic więcej z Clara!
-A ten masaż?!
-To tylko głupi masaż.Ciebie też mogę pomasować.
-Nie dzieki.-powiedziałam i chciałam wyjść ,ale on mi niepozwolił i zatrzymał na miejscu.
Poczekaj.Mam coś dla ciebie.-powiedział i wyjął jakiś kuferek.
Jak to wypijesz to szybciej wyzdrowiejesz.
Co to jest?
-Moja krew.
-I dzięki temu lepiej się poczuje?
-Tak.
-Nie dzieki.
-Dlaczego?!
-Nie lubię krwi.
-Wypij i nie marudź w końcu to przeze mnie.
-Jak to smakuje?
-Normalnie.
-Aha.-powiedziałam i postanowiłam spróbować.
I jak?-spytał.
Dziwnie.
-Nie smakuje ci?
-Smakuje jak metal.
-To dobrze.Wypij połowę a później druga bo twoja mama zdziwiłaby się,że tak szybko wracasz do zdrowia.
-Aha.Wy macie jeszcze jakieś sztuczki?
-Kto "wy"?
-"wampiry"
-Mnóstwo,ale o tym to wiele można gadać i sam się jeszcze wielu uczę.
-Jak to się stało,że jesteś wampirem?
-Urodziłem się taki i gdy skończyłem dojrzewać stanełem.
-A twoi rodzicie?
-Tata jest wapirem i przemienił mame.
-To wampiry mogą rodzić dzieci?!
-Moja mama była w ciazy przed tym jak tata ją zmienił,ale i tak było blisko żeby umarła jednak skąś zdobyli krew noworotka.
-Zabili inne dziecko żebyś mógł żyć?!
-Nie mieli wyjśćia i tak nie u każdego to wychodzi,ale moja mama miała szczęście.
-To okrutne!
-To dziecko nie miało szans na przeżycie.
-Skąd to wiesz?!
-Mój ojciec potrafił to wyczuć.To było dziecko brata mojej matki.
-Zgodził się na to?!
-Ufał im.Matylda wiem to dziwne i niezrozumiałe.Ja też miałem z tym problem.
-Nie jesz nic?-spytałam nagle.
-Jem i nawet lubię ,ale krew to to co mnie ożywia.
Wyczuwasz emocje ?
-Czasem.Nie jestem aż tak zaawansowany.
-A choroby?
-To niestety tak.
-Po czym?
-Po zapachu czasem.Jest inny taki gnijacy.
-A jeśli twoja mama chciałaby jeszcze jedno dziecko?!
-Jako wampir nie może.Gdy jednak przed przemiana uda się jej utrzymać do 3 miesiąca ciążę to ma szansę jednak gdyby nie chciala przemiany to umarłaby a dziecko by ja zjadło.
Czyli taka Clara już dzieci mieć nie będzie?
-Tak.Ona i tak ich nie chce.
-Kto ja zmienił?
-Jej były chłopak.
-Aha.
-Jeszcze jakieś pytania?
-Naprawdę nie da się żyć bez krwi?
-Można próbować ,ale to nic nie da.
-Co ile trzeba ja pić?
-A z tym już lepiej co osiem miesięcy a może rok.Tylko ja jak już zacznę to nie daje rady i muszę trochę jej wypić.
-A jak to sie stało ,że Ja nie jestem wampirem?!
-Bo nie pije do końca.
-To oni cię pamiętają?
-Nie bo umiem hipnotyzować.
-To czemu ja pamiętam?!
-Bo ciebie nie chce a nawet jakbym chcial nie mogę.
-Dlaczego?!
-Bo coś do ciebie czuje i nie mogę się skupić.-powiedział i dotknął mojej twarzy patrząc w oczy.
Jednak ty narazie nie chcesz niczego do mnie czuć.
-Racja.Czytasz to z moich myśli?
Widać po oczach.
-Czyli nie z myśli?!
-Myśli nie czytam bez przesady.
-Chociaż tyle.
-Już lepiej się czujesz?
-Masz coś do picia?
-Wodę mam.
-To mi daj.-powiedziałam a on mi poddał wodę.
Teraz się lepiej czuję.-powiedziałam a on popatrzył zdziwiony.
Ja wierze,że woda pomaga na wszystko.
-Ciekawe.Wiesz ,że powinnaś jeść więcej winogron.
-Czemu?Nie lubię.
-A pomogłyby ci.
-Nie jestem chora.
-Ale możesz być.
-Dobrze się czuję i z ręką już lepiej.
-Dzięki mojej krwi.
-Moją też piłeś więc rachunki wyrównane.
-Idziesz już?!Tak sie fajnie rozmawia.
-Ide się położyć spac.
-A no tak musisz teraz trochę pospać.-powiedział a ja odleciałam i gdy się zbudziłam to byłam wciąż u niego,ale było bardzo ciemno.
Już zaplam światło.-powiedział.
Zasnęłam?!
-Nom trochę spałaś.
-Czemu?!
-Bo tak jest.Najpierw się pobudzasz i masz ochotę rozmawiać a później chce sie spać i organizm się regeneruje.
-A moja mama wie ,że tu jestem?!
-Prosiła mnie żebym cię nawet przenocował.
-Dlaczego?!
-Bo pojechała do twojej cioci.
-Znowu?!
-Podobno jest w szpitalu.
-Muszę tam jechać!-powiedziałam i już wstałam bez problemu.
Nie ma mowy!Zostaniesz ze mną!
-Mówiła co się jej stało?!
-Nie.Wiem,że lepiej się czujesz,ale nie możesz jeszcze tego okazywać.
-Zdjemiesz mi ten gips z ręki?!Już mi nie jest potrzebny!
-Jeszcze kilka dni sie musisz z nim pomęczyć.Nadal jesteś na mnie zła?
-To akurat się niezmieniło.
-A jest coś co mogę zrobić żebyś mi wybaczyła?!
-Jest,ale sam musisz na to wpaść.-odpowiedziałam mu tajemniczo.
Oj no powiedz.-powiedział smutny.
Musiałbyś zerwać jakiekolwiek kontakty z Clara.-powiedziałam zdecydowanie a on tylko na mnie popatrzył jakby się zastanawiał.
Zgadzam się,ale wtedy musisz zostać moją dziewczyną.
-Jeśli to zrobisz to się zgodzę.
-Czekaj.-powiedział i wziął telefon i zaczął coś pisać i nagle pokazał mi to.
Teraz jesteś moją dziewczyną?-spytał uroczo.
A zdjemiesz mi ten gips?
-Jak mnie ładnie pocałujesz.-powiedział a ja pocalowałam go w policzek jednak jemu było za mało j obrócił mnie w stronę swoich ust.
Niewiem ile bym bez tego wytrzymał.-oderwał się od moich ust i powiedział.
To ja już pójdę do domu.
-Możesz tu zostać.W końcu jesteśmy razem i możemy spać razem.
-A mój gips?
-Obiecuje ci,że jutro lekarz ci go zdejmie.
-A nie będzie ci przeszkadzać?
-Nie.-powiedział i znalazłam się w jego łóżku a on przykrył mnie czerwoną kołdrą i położył się obok mnie.
Mógłbyśbyć moim ojcem .-powiedziałam bezmyślnie.
Co?
-W końcu naprawdę masz 35 lat.
-ale nie wyglądam i nie czuję się na tyle.Zrezta ciesz się ,że nie mam setki.
-Znasz takie wampiry?!
-Mało ich.Większość miała już dość i przestała pić krew przez co po czasie wymarli.Wiesz to tak jakbyś nie jadła.-powiedział i przytulił mnie do siebie.
Nie boisz się,że mogę umrzeć?!
-Jesteś młoda!
-Ale różne rzeczy się zdarzają.Ten wypadek.
-To akurat przypadek.Zresztą nie pozwolę ci umrzeć.
-A co jeśli..
-Żyjesz i uwierz ,że nie dałbym ci umrzeć.-powiedział a ja zasnęłam przy nim.Rano wstałam pełna energii i o wiele lepiej wyglądałam.Obok mnie leżał Ervin i przypatrywał mi się z uśmiechem na twarzy.
Ja jednak przypomniałam sobie żeby napisać do mamy i okazało się ,że musi zająć się ciocia.Od razu sobie pomysłałam,że przez wojka który ją zdradził tak się załamała,że chciała sobie coś zrobić.
Zrobiłem sniadanie.-powiedział Ervin i zaczął mnie całować.
Nie jestem głodna.
-Serio?!Nie masz ochoty na..-powiedział a ja odrazu poleciałam do kuchni.
Może później pójdziemy do kina?!Ja stawiam!-powiedział Ervin.
Ok.-powiedziałam ledwo co przez jedzenie w moich ustach.
Wcześniej jednak idziemy ściągnąć gips.-nakazał mi.
Tak wiem.-powiedziałam
Gdy zjadłam to przebrałam się i wyszliśmy razem za reke i nawet niespodziewałam się ,że spotkamy tam Alfreda.
Matylda?!-krzyknął zaskoczony Alferd.
Ja a kto?!
-Wow!Tak szybko wrociłaś do zdrowia?!
-Tak.
-To ja wtedy zadzwoniłem..
-Fajnie.Śpieszymy się!-powiedział Ervin i wziął mnie za rekę.
Co ty taki nabuzowany?!-spytałam go wesoło.
Nie będziesz z nim gadać!
-Dlaczego?!
-Bo gdyby nie on to byś się nie przestraszyła i by ciebie nie było na tej jezdni.
-To nie tylko jego wina.
-A co był z ta Christiną?!
-Tak.
-Moje biedactwo.-powiedział i mnie przytulił a ja nie chciałam mu wspominać o chłopaku który mnie wtedy godnił.
Wybierz coś a ja kupię popkorn.-powiedział Ervin a ja postanowiłam coś wybrać.
Widziałem jak uciekałaś przed kimś.-powiedział Alferd.
I co z tego?!
-Twój chłopak wie jak się bawisz bez niego?!
-To nie twoja sprawa!
-Chyba moja bo niepowinnaś go tak traktować!
-Święty sie znalazł!Tylko ja wprzeciwieństwie do ciebie nie zdradzam!-powiedziałam i zobaczyłam Ervina obok.
Wybrałaś już coś?-spytał Ervin.
-Tak.-powiedziałam a on wziął mnie za ramie i zaprowadził do sali.Wybrał dwu osobowe miejsca oddalone od innych i tak razem oglądaliśmy film.
On nagle wziął moja reke i zaczął mnie całować tak że aż mi się zrobiło gorąco.
Moja słodziutka.-powiedział i trzymał swoją reke na mojej twarzy.
Ja nagle zauważyłam,że przed nami siedzą Alferd z Christina i się na nas gapią.
Ervin za to niezwracał na to uwagi i zachowywał się naturalnie.
Mi za to skonczyło się picie i miałam isc po następne,ale on dał mi swoje.
Wejś moje.-powiedział a ja dostałam smsa od mamy.
Coś się stalo?!-spytał Ervin.
Mama zostaje u cioci do końca ferii i mam isc do banku wsiąść pieniądze.
-No to pójdziemy razem.Nie ma problemu.
-Dzięki.-powiedziałam.
Nie martw się.Może nie ma twojej mamy,ale ja tu jestem.-powiedział i się uśmiechał.
Film zleciał szybko i może lepiej bo miałam dość wgapiania sie we mnie przez Alfreda i Christine.
Kiedy wróciłam do domu zauważyłam,że Ervin wszedł za mną.
Mieszkasz ze mną?-spytałam w żartach.
Niewiedziałaś?!
-No nie.
-Przecież mieszkam na drugiej stronie.
-Jeszcze się nie zmęczyłeś,że przywędrowałeś tu za mną?-spytałam.
Tobą się zmęczyć nie da!-powiedział i mnie pocalował.
Jesteś może głodna?!-spytał.
Trochę.-powiedziałam a on zrobił mi kolację.
Dzięki. Bardzo to dobre.-powiedziałam i zajadałam sie.
-A może buziaka dostanę?
-No dobrze.-powiedziałam i go pocalowałam.
Mogę dziś spac u ciebie?!
-Czemu?!
-Bo nie chce sam.
-No dobrze.-powiedziałam a on zaniósł mnie na moje łóżko i zaczął całować.
Kochasz mnie?-spytałam.
Bardzo.-odpowiedział a ja usiadłam obok niego.
Czemu pytasz?-powiedział.
Bo jestem ciekawa.
-Może chcesz zobaczyć jak bardzo?!
-Chętnie.-powiedziałam a on zaczął ściągać mi bluzkę.
Mam gips na nodze.
-Będę ostrożny.-powiedział i ściągnął sobie spodnie po czym i mnie zaczął rozbierać.Znowu zostałam cała wycałowana i byłam bardzo ciepła a on tylko trochę co i tak mnie szokowało w końcu to wampir.
Popatrzył na moja szyje i nawet ją dotknął a ja zaczęłam się bać jednak wtedy wrócil do masowania mnie.
Chciałeś się napić?
-Nie.-powiedział ledwo co znów patrząc na moja szyje.
Jak chcesz to trochę możesz.
-Nie.
-Czemu?
-Bo dziś na trochę to by sie nie skończyło.-powiedział i pocalował moje spocone czoło a ja miałam ochotę na więcej i zaczęłam całować wszędzie jego wyrzeźbione ciało.
Już nie.-powiedział.
Czemu?!
-Bo za drugim razem jest większe ryzyko.-powiedział.
To może kupimy coś zeby nie było ryzka?!-powiedziałam a on popatrzył na mnie zdenerwowany.
Ja chce ciebie czuć a nie jakiś plastik!
-To mogę brać tabletki?!
-Nie!
-Czemu?!
-Tabletki to można brać jak się jest chorym.
-Ervin miliony ludzi sobie tak radzi!
-A któreś z nich jest z wampirem?!-powiedział.
No nie.-stwierdziłam zawiedziona.
Oj no nie smutaj.Jescze będzie tyle okazji.
-A skąd wiesz ,że nie mam dni płodnych?!
-Wyczuwam.Dlatego już za dwa dni nie będziemy tego robić.
-Wogule?!
-Wogule.
-Ok.
-I tak kilka razy w miesiącu nam wystarczą.
-Niby tak.
-A od kiedy masz na mnie taka ochotę?-Spytał wesoło.
Sama niewiem.
-Ciesze się,że cię podniecam.-powiedział a ja się zawstydziłam jak dziecko.
Nie ma się czego wstydzić bo nawet teraz jesteśmy tu nago.-powiedział i przytulił mnie do siebie po czym zasnęłam.Rano gdy się obudziłam miałam już na sobie ubrania a koło mnie leżał pół nagi Ervin.
Jak się spało?-spytał wesoły.
Dobrze.-powiedziałam i wstałam jakby słabsza i znowu bolała mnie szyja.
Ugryzłeś mnie?!-spytałam.
Troszkę.Zgodziłaś się a zgłodniałem.
-Mogłeś mnie uprzedzić.
-Przepraszam,ale przy tobie nie mogę się skupić.-powiedział i pocalował mnie.
Nie zrobisz już tak więcej?
-Obiecuje ,że zawsze będę pytał czy mogę.-powiedział a jego oczy strasznie się świeciły.
Nie bądź zła skarbie,ale dziś ide qspotkać się z kolega.
-Ok.
-Idziemy polować.
-A bedzie tam Clara?
-Matylda wiem o tym,ale uwierz zależy mi na tobie!Mogę nawet klękać przed tobą na kolanach!Nie śpię przez ciebie,nie mam apetytu i mogę żyć samym powietrzem i miłością do ciebie a to chyba coś znaczy?Nic dla ciebie nie znaczy to,że byłem tym pierwszym?!Nikt to kiedykolwiek cię oszukał nie miał tego zaszczytu bo czekałaś na mnie w końcu nic niedzieje się bez powodu!-powiedział i złapał mocno moja reke.
Jasne ,że jestem ci wdzięczna,że starałeś się aby mi wtedy było dobrze.
-Matylda ja nadal chce dla ciebie jak najlepej!
-Wiem,ale po tym jak Clara powiedziała mi,że nie dopuści ciebie to czuje się przegrana!
-Ale to z tobą chce być!-powiedział i zaczął mnie całować po czym jego ręce znalazły się na mojej tali i wtedy weszła moja mama.
Jestem wcześniej!-powiedziała zaskoczona naszym widokiem,ale się uśmiechnęła.
Ja zawstydzona popatrzyłam w podłogę a Ervin zauważył to i kulturalnie pożegnał się i wyszedł.
Coś było?-spytała wesoło mama.
Tak jakby.Co u cioci?
-Będzie wyjeżdżać.
-Gdzie?
-Do Angli.
-Aha.
-A u ciebie oprócz związku z Ervinem?
-Nic ciekawego.
-Czekają cię ferie a jak koniec semstru?Jakieś jedynki?!
-Tylko z Matematyki.
-To musisz to załatwić z panem Noahem.Spytać jak poprawić w ciągu roku możesz!
-Jestem kiepska z matematyki!Nie licze nawet na dwa a co dopiero trzy!Wiesz ,że wolę wiedzę o społeczeństwie,historię i nawet już geografię!
-Wiem i pamiętaj ,że zawsze ci pomogę.
-Tak wiem skończonę pod mostem.
-A może Ervin umie coś i ci pomoże?!
-Nie chce go o to prosić!
-Czemu?
-Bo krótko się znamy.
-To niewiem.Narazie ciesz się wolnością.-powiedziała radośnie mama a ja zaczęłam się zastanawiać nad wszystkim i może Ervin pomógłby mi.Cały wieczór do mnie pisał jednak ja bałam się go poprosić o pomoc jednak później postanowiłam spsprawdźic czy jest w domu i co mnie zdziwiło drzwi były niedomknięte i weszłam do srodka gdzie zauważyłam go jak malował Clarze plecy i wtedy coś we mnie pękło.
Marylda to nie tak!-krzyczał roześmiany Ervin.
Ja tylko masowałem jej plecy bo prosiła mnie o to.-powiedział a do mnie to niedocierało.Poczułam się oszukana.Weszłam do domu i trzasnęłam drzwiami.Mamy nie było bo wyszla do koleżanki a ja postanowiłam isc gdzie kolwiek byle nie być sama w domu.Chciałam zrobić mu na złość i chciałam isc się zabawić i mieć gdzieś to co się stanie.Ubrałam kiecke która odsłaniała wiele a miałam co pokazać.Pomalowałam się wyzywająco i zostawiłam mamie wiadomośc ,że wrócę jutro.
Kiedy zamykałam drzwi zobaczyłam Ervina który obserwował mnie dziwnym wzrokiem.
Gdzie idziesz?!-nagle spytał zdenerwowany a ja nie miałam zamiaru odpowiadać jednak on złapał mnie za ramie.
Nie wywalisz się w takich wysokich butach?-spytał cały czerwony a ja poprawiłam swoją sukienke i udawałam obojętna.
Jak chcesz,ale później nie żałuj!-powiedział wkurzony a ja szybko zeszłam na dół.Nie myślałam już i poszłam do jakiegoś klubu.Kupiłam sobie drinka i przysiadł się do mnie jakiś chłopak,ale szybko go spławiłam jednak po chwili znowu przyszedł i zamówił mi drinka a ja wypiłam go.Później proponował mi sex,ale wtedy postanowiłam wracać do domu i dał mi spokój.Kiedy wracałam zauważyłam Alfreda z Christina i nie chciałam żeby zobaczyli mnie pijana i starłam się iść najszybciej jak tylko mogłam jednak tam ten chłopak szedł za mna a gdy byłam na jezdni i chciałam jak najszybciej przejść na druga stronę zahaczyłam o coś butem który spadł i gdy chciałam go podnieść to wjechało we mnie jakieś auto.Rano gdy się obudziłam byłam w szpitalu i czułam na sobie gips i czyjąś rękę.Popatrzyłam chwilę niewyraźnym wzrokiem i zobaczyłam włosy Ervina i szybko zabrałam dłoń.
Matylda!-powiedział Ervin.
Co się stało?!-spytałam.
-Miałaś wypadek.
-Idź sobie!-powiedziałam gdy przypomniałam sobie wczorajszy dzień.
-Martwiłem się o ciebie!Byłem tu z tobą cały czas!
-Nie potrzebnie!-powiedziałam.
Mówiłem ci żebys nie szła!-krzyknął.
Proszę o spokoj!-powiedziała pielęgniarka.
Jak sie czujesz?Boli?-spytał i dotknął mojej ręki a ja znowu swoją zabrałam.
Chyba widzisz.-stwierdziłam i przyszla moja mama.
Jak mogłaś się tak zachować!Coś ty sobie myślała?!-zaczęła a ja tylko czekałam aż pójdę do domu.
Oczywiście Ervin zaproponował nas odwieść a mama się zgodziła.
Usiadłam z tyłu i obserwowałam jak im się świetnie rozmawia.Jedyne z czego się cieszyłam to to,że miałam wolne.Dojechalismy pod dom i gdy chciałam wyjsc Ervin zaproponował mi pomoc a mama zmusiła mnie do zgody.
Powolutku.-powiedział troskliwie a ja chciałam jak najszybciej być z daleka od niego jednak miałam myśl w głowie żeby dać mu szansę.
Jakoś udalo mu się wprowadzić mnie na nasze piętro gdzie czekała na niego Clara a ja tylko uśmiechęłam się do niego zażenowana i popatrzyłam szybko na nią a on i tak chciał wejść razem ze mna jednak ja kazałam się mu tam zatrzymać.
Matylda.Proszę!-powiedział smutno a ja zamknęłam drzwi przed nim.
Dalej starłam się isc sama i wtedy weszła moja mama.
Teraz to jestes uziemiona.-powiedziała zartobliwie.
Wiem wiem.
-I z tej okazji będziesz miec czas na powtórzenie materiału.-powiedziała a ja miałam dość.
Jednak dziś musisz odpocząć wiec odpuszcze ci.-powiedziała a ja wstałam i pomogła mi dojść do pokoju.Niewiedziałam co dalej i co robić ze sobą.Jak on mógł mnie oszukać.Przecież to wszystko jego wina a on chciał się mna tylko zabawić!Przed kolacją jednak postanowił mnie odwiedzić i spytać jak się czuje i przyniusł mi jakieś czekoladki.
Półkuliscie się?-spytała mama i na nas popatrzyła.
Nie.-powiedział Ervin.
Mów za siebie.-pomyślałam a on zrobił dziwna minę.
No to może pomożesz jej z matematyka?-spytała moja mama a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Bardzo chętnie.Kiedy?-powiedział.
Kiedy możesz.-stwierdziła.
Nawet teraz.
-Mamo mówiłam ci cos!
-Oj no wyluzuj się i będzie dobrze!Ja ide do pracy.
-A no tak.Zamknę.-powiedziałam jednak Ervin zatrzymał mnie na miejscu.
Ja to zrobię -powiedział i wrócil.
Twoja mama dużo pracuje.-stwierdził.
Tak jak kazdy.Nie każdy ma bogatych rodziców.
-Wiem.Nie jest ci smutno tak samej?
-Nie.Niedługo sama pójdę pewnie do pracy i się wyprowadze.
-Co?!
-Pstro.Możesz sobie isc!
-Obiecalem ci pomóc!
-Nie potrzebuje pomocy!
-Ale obiecałem i pomogę!-powiedział a ja nie chętnie otworzyłam książkę.
Zaczął mi tłumaczyć i nieźle mu to wychodziło jednak do czasu.
Matylda ja naprawdę tylko ją masowałem wtedy!Była zmęczona bo musiała się uczuć cały dzien!-powiedział korzystając z okazji.
-A masuj ją!Mam to gdzieś!
-Nie mów tak!Ja przepraszam to już się niepowtórzy!
-No właśnie bo ja juz nie chce cię znać!
-Wiem to było głupie!Ale przepraszam to już się niepowtórzy!-powiedział już zdenerwowany i zaczął mnie całować.
Co ty robisz!Przestan!-powiedziałam.
Przepraszam nie mogę już się powstrzymać!-powiedział i zaczął całować moja szyję i później poczułam ukucie i sie przeraziłam a on wtedy oderwał się i zobaczyłam jego dwa boczne zeby które były większe.
Matylda ja jestem wampirem.
-To żart?!Ukryta kamera?!
-Nie!To ja co noc tu przychodziłem przez okno!
-Po co?!
-Zakochałem się, gdy cię spotkałem przypadkiem.Poczułem twoją krew.Twój zapach-powiedzial a ja się od niego odsunęłam.
Później gdy oddałaś mi się nie mogłem wytrzymać i co noc zakradałem sie do ciebie i patrzyłem jak spisz.Całowałem cię,pieściłem i wdychałem twój zapach.
Piłes moja krew?!
-Raz.
-Kiedy?!
-Wtedy jak się źle czułaś..mówiłem żebys odpoczywała ,jadła i piła to pomaga.
-Ja jestem wampirem?!
-Nie bo tylko trochę jej piłem.
-ile masz lat?
-24.
-Naprawdę ile ?!
-35.-powiedział a ja się przeraziłam.
Matylda to tylko trochę różnicy.
-Ile masz dziewczyn?
-Co?!
-Jestes z Clara?Niewiem wampiry mają po kilka?!
-Z Clara tylko poluje.
-Czemu ja wtedy masowałeś?!
-Chciałem żeby pomogła mi w czymś.
-W czym?!
-Chcialem żeby zapolowała ze mna żebym miał krew i nie pragnął tak twojej!Gdy polujemy w stanach mamy więcej siły i możemy więcej.
-Spales z nią tego dnia gdy widziałam was jak wysiadacie z twojego auta?!
-Tak...-powiedział niepewnie.
-Wypierdalaj!
-Co?!
-To co słyszysz!
-Matylda to było raz i wtedy jeszcze z tobą nie spałem!Naprawdę!
-Wypierdalaj stad !-powiedziałam i wstałam i próbowałam go wyrzucić.
Dobrze ide już,ale przyjde do ciebie!
-Nie waż się nigdy więcej!
-Co?!
-Nie istniejesz dla mnie!-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Wampir?!To żart?!-pomyślałam i chciałam poprosić mame o kratę na okna jednak wiedziałam,że się niezgodzi.
W nocy Ervin odwiedził mnie jednak tym razem tylko wisiał nad moim oknem.Ja odwróciłam się od strony okna żeby na niego nie patrzeć a wcześniej znowu je zasłoniłam po tym jak zostało przez niego znowu odsłonięte.Rano gdy wstałam zauważyłam róże ,i liścik od niego i wiedziałam,że potrafił się dostać do środka i mógł zrobić co tylko chciał.Wtedy zaczęłam się bać o siebie i o to co mógłby mi zrobić gdyby tylko chciał.Postanowiłam ignorować go jak tylko się dało i udawać brak zainteresowania jego obecnością.
Poszłam do kuchni gdzie okazało się ,że już na mnie czekał.
Ervin przyniósł ci bułki na śniadanie.
-Aha.-powiedziałam a on wziął mnie za reke do salonu.
-Pogadamy chwilę?-spytał mnie nagle.
Nie mamy o czym.
-A może wysłuchasz mnie do końca.
-Ale nie chce tu.-powiedziałam zaciekawiona.
-No to chodź do mnie.
-Mamo ja na chwilę wyjde.
-Dasz rade?!
-Ja jej pomogę proszę panią.-powiedział i pomógł mi dojść do swojego mieszkania.
Dasz rade sama usiąść?-spytał na miejscu.
Dam rade.
-Nie musisz się mnie bać nic ci nie zrobię!
-Już raz mnie ugryzłeś!
-Przepraszam!
-Zresztą niewiem o czym mamy że sobą rozmawiać?
-Matylda ja naprawdę niechciałem cię zranić i bardzo cię przepraszam.Ja naprawde odkąd z tobą się pierwszy raz kochałem nie robiłem tego z Clara!
-Wiesz co to niczego niezmienia bo widocznie nic dla ciebie nieznaczyłam bo gdy mnie podrywałeś to ..
-Wiem byłem głupi!Jednak ona inaczej by mi nie pomogła!
-To nie jest wytłumaczenie!
-Gdyby ktoś z twojej szkoły zobaczył,że zabijam kogoś to nie byłoby za fajnie!
-Haha zabawne.Trzebabyło nie zabijać!
-Dlatego Clara to robi ,ale nie za nic.
-A ty nie masz z tym problemów!
-Wolisz żebym był głodny i zabił cię?!
-Może i byłoby lepiej.
-Co ty gadasz?!
-I tak dla nikogo nic nieznacze!
-Matylda ja obiecuje już nigdy więcej niezgodze się na nic więcej z Clara!
-A ten masaż?!
-To tylko głupi masaż.Ciebie też mogę pomasować.
-Nie dzieki.-powiedziałam i chciałam wyjść ,ale on mi niepozwolił i zatrzymał na miejscu.
Poczekaj.Mam coś dla ciebie.-powiedział i wyjął jakiś kuferek.
Jak to wypijesz to szybciej wyzdrowiejesz.
Co to jest?
-Moja krew.
-I dzięki temu lepiej się poczuje?
-Tak.
-Nie dzieki.
-Dlaczego?!
-Nie lubię krwi.
-Wypij i nie marudź w końcu to przeze mnie.
-Jak to smakuje?
-Normalnie.
-Aha.-powiedziałam i postanowiłam spróbować.
I jak?-spytał.
Dziwnie.
-Nie smakuje ci?
-Smakuje jak metal.
-To dobrze.Wypij połowę a później druga bo twoja mama zdziwiłaby się,że tak szybko wracasz do zdrowia.
-Aha.Wy macie jeszcze jakieś sztuczki?
-Kto "wy"?
-"wampiry"
-Mnóstwo,ale o tym to wiele można gadać i sam się jeszcze wielu uczę.
-Jak to się stało,że jesteś wampirem?
-Urodziłem się taki i gdy skończyłem dojrzewać stanełem.
-A twoi rodzicie?
-Tata jest wapirem i przemienił mame.
-To wampiry mogą rodzić dzieci?!
-Moja mama była w ciazy przed tym jak tata ją zmienił,ale i tak było blisko żeby umarła jednak skąś zdobyli krew noworotka.
-Zabili inne dziecko żebyś mógł żyć?!
-Nie mieli wyjśćia i tak nie u każdego to wychodzi,ale moja mama miała szczęście.
-To okrutne!
-To dziecko nie miało szans na przeżycie.
-Skąd to wiesz?!
-Mój ojciec potrafił to wyczuć.To było dziecko brata mojej matki.
-Zgodził się na to?!
-Ufał im.Matylda wiem to dziwne i niezrozumiałe.Ja też miałem z tym problem.
-Nie jesz nic?-spytałam nagle.
-Jem i nawet lubię ,ale krew to to co mnie ożywia.
Wyczuwasz emocje ?
-Czasem.Nie jestem aż tak zaawansowany.
-A choroby?
-To niestety tak.
-Po czym?
-Po zapachu czasem.Jest inny taki gnijacy.
-A jeśli twoja mama chciałaby jeszcze jedno dziecko?!
-Jako wampir nie może.Gdy jednak przed przemiana uda się jej utrzymać do 3 miesiąca ciążę to ma szansę jednak gdyby nie chciala przemiany to umarłaby a dziecko by ja zjadło.
Czyli taka Clara już dzieci mieć nie będzie?
-Tak.Ona i tak ich nie chce.
-Kto ja zmienił?
-Jej były chłopak.
-Aha.
-Jeszcze jakieś pytania?
-Naprawdę nie da się żyć bez krwi?
-Można próbować ,ale to nic nie da.
-Co ile trzeba ja pić?
-A z tym już lepiej co osiem miesięcy a może rok.Tylko ja jak już zacznę to nie daje rady i muszę trochę jej wypić.
-A jak to sie stało ,że Ja nie jestem wampirem?!
-Bo nie pije do końca.
-To oni cię pamiętają?
-Nie bo umiem hipnotyzować.
-To czemu ja pamiętam?!
-Bo ciebie nie chce a nawet jakbym chcial nie mogę.
-Dlaczego?!
-Bo coś do ciebie czuje i nie mogę się skupić.-powiedział i dotknął mojej twarzy patrząc w oczy.
Jednak ty narazie nie chcesz niczego do mnie czuć.
-Racja.Czytasz to z moich myśli?
Widać po oczach.
-Czyli nie z myśli?!
-Myśli nie czytam bez przesady.
-Chociaż tyle.
-Już lepiej się czujesz?
-Masz coś do picia?
-Wodę mam.
-To mi daj.-powiedziałam a on mi poddał wodę.
Teraz się lepiej czuję.-powiedziałam a on popatrzył zdziwiony.
Ja wierze,że woda pomaga na wszystko.
-Ciekawe.Wiesz ,że powinnaś jeść więcej winogron.
-Czemu?Nie lubię.
-A pomogłyby ci.
-Nie jestem chora.
-Ale możesz być.
-Dobrze się czuję i z ręką już lepiej.
-Dzięki mojej krwi.
-Moją też piłeś więc rachunki wyrównane.
-Idziesz już?!Tak sie fajnie rozmawia.
-Ide się położyć spac.
-A no tak musisz teraz trochę pospać.-powiedział a ja odleciałam i gdy się zbudziłam to byłam wciąż u niego,ale było bardzo ciemno.
Już zaplam światło.-powiedział.
Zasnęłam?!
-Nom trochę spałaś.
-Czemu?!
-Bo tak jest.Najpierw się pobudzasz i masz ochotę rozmawiać a później chce sie spać i organizm się regeneruje.
-A moja mama wie ,że tu jestem?!
-Prosiła mnie żebym cię nawet przenocował.
-Dlaczego?!
-Bo pojechała do twojej cioci.
-Znowu?!
-Podobno jest w szpitalu.
-Muszę tam jechać!-powiedziałam i już wstałam bez problemu.
Nie ma mowy!Zostaniesz ze mną!
-Mówiła co się jej stało?!
-Nie.Wiem,że lepiej się czujesz,ale nie możesz jeszcze tego okazywać.
-Zdjemiesz mi ten gips z ręki?!Już mi nie jest potrzebny!
-Jeszcze kilka dni sie musisz z nim pomęczyć.Nadal jesteś na mnie zła?
-To akurat się niezmieniło.
-A jest coś co mogę zrobić żebyś mi wybaczyła?!
-Jest,ale sam musisz na to wpaść.-odpowiedziałam mu tajemniczo.
Oj no powiedz.-powiedział smutny.
Musiałbyś zerwać jakiekolwiek kontakty z Clara.-powiedziałam zdecydowanie a on tylko na mnie popatrzył jakby się zastanawiał.
Zgadzam się,ale wtedy musisz zostać moją dziewczyną.
-Jeśli to zrobisz to się zgodzę.
-Czekaj.-powiedział i wziął telefon i zaczął coś pisać i nagle pokazał mi to.
Teraz jesteś moją dziewczyną?-spytał uroczo.
A zdjemiesz mi ten gips?
-Jak mnie ładnie pocałujesz.-powiedział a ja pocalowałam go w policzek jednak jemu było za mało j obrócił mnie w stronę swoich ust.
Niewiem ile bym bez tego wytrzymał.-oderwał się od moich ust i powiedział.
To ja już pójdę do domu.
-Możesz tu zostać.W końcu jesteśmy razem i możemy spać razem.
-A mój gips?
-Obiecuje ci,że jutro lekarz ci go zdejmie.
-A nie będzie ci przeszkadzać?
-Nie.-powiedział i znalazłam się w jego łóżku a on przykrył mnie czerwoną kołdrą i położył się obok mnie.
Mógłbyśbyć moim ojcem .-powiedziałam bezmyślnie.
Co?
-W końcu naprawdę masz 35 lat.
-ale nie wyglądam i nie czuję się na tyle.Zrezta ciesz się ,że nie mam setki.
-Znasz takie wampiry?!
-Mało ich.Większość miała już dość i przestała pić krew przez co po czasie wymarli.Wiesz to tak jakbyś nie jadła.-powiedział i przytulił mnie do siebie.
Nie boisz się,że mogę umrzeć?!
-Jesteś młoda!
-Ale różne rzeczy się zdarzają.Ten wypadek.
-To akurat przypadek.Zresztą nie pozwolę ci umrzeć.
-A co jeśli..
-Żyjesz i uwierz ,że nie dałbym ci umrzeć.-powiedział a ja zasnęłam przy nim.Rano wstałam pełna energii i o wiele lepiej wyglądałam.Obok mnie leżał Ervin i przypatrywał mi się z uśmiechem na twarzy.
Ja jednak przypomniałam sobie żeby napisać do mamy i okazało się ,że musi zająć się ciocia.Od razu sobie pomysłałam,że przez wojka który ją zdradził tak się załamała,że chciała sobie coś zrobić.
Zrobiłem sniadanie.-powiedział Ervin i zaczął mnie całować.
Nie jestem głodna.
-Serio?!Nie masz ochoty na..-powiedział a ja odrazu poleciałam do kuchni.
Może później pójdziemy do kina?!Ja stawiam!-powiedział Ervin.
Ok.-powiedziałam ledwo co przez jedzenie w moich ustach.
Wcześniej jednak idziemy ściągnąć gips.-nakazał mi.
Tak wiem.-powiedziałam
Gdy zjadłam to przebrałam się i wyszliśmy razem za reke i nawet niespodziewałam się ,że spotkamy tam Alfreda.
Matylda?!-krzyknął zaskoczony Alferd.
Ja a kto?!
-Wow!Tak szybko wrociłaś do zdrowia?!
-Tak.
-To ja wtedy zadzwoniłem..
-Fajnie.Śpieszymy się!-powiedział Ervin i wziął mnie za rekę.
Co ty taki nabuzowany?!-spytałam go wesoło.
Nie będziesz z nim gadać!
-Dlaczego?!
-Bo gdyby nie on to byś się nie przestraszyła i by ciebie nie było na tej jezdni.
-To nie tylko jego wina.
-A co był z ta Christiną?!
-Tak.
-Moje biedactwo.-powiedział i mnie przytulił a ja nie chciałam mu wspominać o chłopaku który mnie wtedy godnił.
Wybierz coś a ja kupię popkorn.-powiedział Ervin a ja postanowiłam coś wybrać.
Widziałem jak uciekałaś przed kimś.-powiedział Alferd.
I co z tego?!
-Twój chłopak wie jak się bawisz bez niego?!
-To nie twoja sprawa!
-Chyba moja bo niepowinnaś go tak traktować!
-Święty sie znalazł!Tylko ja wprzeciwieństwie do ciebie nie zdradzam!-powiedziałam i zobaczyłam Ervina obok.
Wybrałaś już coś?-spytał Ervin.
-Tak.-powiedziałam a on wziął mnie za ramie i zaprowadził do sali.Wybrał dwu osobowe miejsca oddalone od innych i tak razem oglądaliśmy film.
On nagle wziął moja reke i zaczął mnie całować tak że aż mi się zrobiło gorąco.
Moja słodziutka.-powiedział i trzymał swoją reke na mojej twarzy.
Ja nagle zauważyłam,że przed nami siedzą Alferd z Christina i się na nas gapią.
Ervin za to niezwracał na to uwagi i zachowywał się naturalnie.
Mi za to skonczyło się picie i miałam isc po następne,ale on dał mi swoje.
Wejś moje.-powiedział a ja dostałam smsa od mamy.
Coś się stalo?!-spytał Ervin.
Mama zostaje u cioci do końca ferii i mam isc do banku wsiąść pieniądze.
-No to pójdziemy razem.Nie ma problemu.
-Dzięki.-powiedziałam.
Nie martw się.Może nie ma twojej mamy,ale ja tu jestem.-powiedział i się uśmiechał.
Film zleciał szybko i może lepiej bo miałam dość wgapiania sie we mnie przez Alfreda i Christine.
Kiedy wróciłam do domu zauważyłam,że Ervin wszedł za mną.
Mieszkasz ze mną?-spytałam w żartach.
Niewiedziałaś?!
-No nie.
-Przecież mieszkam na drugiej stronie.
-Jeszcze się nie zmęczyłeś,że przywędrowałeś tu za mną?-spytałam.
Tobą się zmęczyć nie da!-powiedział i mnie pocalował.
Jesteś może głodna?!-spytał.
Trochę.-powiedziałam a on zrobił mi kolację.
Dzięki. Bardzo to dobre.-powiedziałam i zajadałam sie.
-A może buziaka dostanę?
-No dobrze.-powiedziałam i go pocalowałam.
Mogę dziś spac u ciebie?!
-Czemu?!
-Bo nie chce sam.
-No dobrze.-powiedziałam a on zaniósł mnie na moje łóżko i zaczął całować.
Kochasz mnie?-spytałam.
Bardzo.-odpowiedział a ja usiadłam obok niego.
Czemu pytasz?-powiedział.
Bo jestem ciekawa.
-Może chcesz zobaczyć jak bardzo?!
-Chętnie.-powiedziałam a on zaczął ściągać mi bluzkę.
Mam gips na nodze.
-Będę ostrożny.-powiedział i ściągnął sobie spodnie po czym i mnie zaczął rozbierać.Znowu zostałam cała wycałowana i byłam bardzo ciepła a on tylko trochę co i tak mnie szokowało w końcu to wampir.
Popatrzył na moja szyje i nawet ją dotknął a ja zaczęłam się bać jednak wtedy wrócil do masowania mnie.
Chciałeś się napić?
-Nie.-powiedział ledwo co znów patrząc na moja szyje.
Jak chcesz to trochę możesz.
-Nie.
-Czemu?
-Bo dziś na trochę to by sie nie skończyło.-powiedział i pocalował moje spocone czoło a ja miałam ochotę na więcej i zaczęłam całować wszędzie jego wyrzeźbione ciało.
Już nie.-powiedział.
Czemu?!
-Bo za drugim razem jest większe ryzyko.-powiedział.
To może kupimy coś zeby nie było ryzka?!-powiedziałam a on popatrzył na mnie zdenerwowany.
Ja chce ciebie czuć a nie jakiś plastik!
-To mogę brać tabletki?!
-Nie!
-Czemu?!
-Tabletki to można brać jak się jest chorym.
-Ervin miliony ludzi sobie tak radzi!
-A któreś z nich jest z wampirem?!-powiedział.
No nie.-stwierdziłam zawiedziona.
Oj no nie smutaj.Jescze będzie tyle okazji.
-A skąd wiesz ,że nie mam dni płodnych?!
-Wyczuwam.Dlatego już za dwa dni nie będziemy tego robić.
-Wogule?!
-Wogule.
-Ok.
-I tak kilka razy w miesiącu nam wystarczą.
-Niby tak.
-A od kiedy masz na mnie taka ochotę?-Spytał wesoło.
Sama niewiem.
-Ciesze się,że cię podniecam.-powiedział a ja się zawstydziłam jak dziecko.
Nie ma się czego wstydzić bo nawet teraz jesteśmy tu nago.-powiedział i przytulił mnie do siebie po czym zasnęłam.Rano gdy się obudziłam miałam już na sobie ubrania a koło mnie leżał pół nagi Ervin.
Jak się spało?-spytał wesoły.
Dobrze.-powiedziałam i wstałam jakby słabsza i znowu bolała mnie szyja.
Ugryzłeś mnie?!-spytałam.
Troszkę.Zgodziłaś się a zgłodniałem.
-Mogłeś mnie uprzedzić.
-Przepraszam,ale przy tobie nie mogę się skupić.-powiedział i pocalował mnie.
Nie zrobisz już tak więcej?
-Obiecuje ,że zawsze będę pytał czy mogę.-powiedział a jego oczy strasznie się świeciły.
Nie bądź zła skarbie,ale dziś ide qspotkać się z kolega.
-Ok.
-Idziemy polować.
-A bedzie tam Clara?
Subskrybuj:
Posty (Atom)