Spodobałam się Nickowi i cieszyło mnie to,ale Ervin od wczoraj nie był już moim wrogiem w końcu uratował mnie i nie mogłam już go traktować z obojętnością jednak Nick też mi się spodobał a co najważniejsze był żywy jak i ja co bardziej spodobałoby się mojej mamie czy cioci.
Matylda.-spytał Nick.
-Tak?
-Pójdziemy razem na koncert?
-Chętnie.
-Ale tylko my razem.Bez twojego ex prześladowcy.
-Niewiem czy się uda.
-Dlaczego?
-Bo mam poprostu z nim wspólne sprawy.
-Jakie?
-Rodzinne.-skłamałam.
To kiespko.Ok przeżyje jakoś tego "Ervina" ,ale musisz tam być!Znam głównego wokaliste i poznałabyś go!
-No dobrze.-powiedziałam i już cieszyłam się na koncert.
Po szkole Nick odprowadził mnie do domu i nawet przytulił mnie na pożegnanie co widział z okna wściekły Ervin.
Gdy wróciłam na górę i otworzyłam drzwi mojego mieszkania poczułam ręcę Ervina na moich biodrach.
Co on ma w sobie czego mi brak?-spytał Ervin.
Kto?
-Nick?
-Jest moim przyjacielem.
-Po tym co ci zrobił?
-Był pijany!
-A ty chcesz się spotykać z kimś takim?Pijakiem?
-To ty wczoraj pijany pomyliłeś mieszkania!
-Nie pomyliłem.
-Co?!
-Czekałem na ciebie.
-Po co?
-Mam dwa bilety na koncert.
-Nick mnie już zaprosił.
-Ale pujdziesz ze mną!-powiedział i brutalnie zaczął mnie całować wpychając swoi język do moich ust co mi się nawet podobało,ale nie mogłam się na to zgodzić.
Ervin nie będziemy już razem.
-W takim razie zmuszę cię do tego.
-Co?!-spytałam a on zaniusł mnie do łóżka i znowu zaczął mnie całować.
Tym razem był tak brutalny ,że czułam jego zęby na swoim całym ciele.
Nadal nie chcesz ze mną być?-spytał.
Puść mnie!-powiedziałam a on stał się jeszcze bardziej brutalny.
Ani mi się śni!Nigdy nie będziesz z kimś innym!-powiedział i zaczął mnie całować.Postanowiłam jakoś go zepchnąć ,ale nie mogłam i wtedy mnie uderzył.
Matylda przepraszam.Proszę nie płacz.-powiedział a już zapomniałam o tym ,że byłam mu czegokolwiek wdzięczna i wtedy weszła mama.
Wróciłam.Matylda!Kto ci to zrobił?!-spytała.
Nikt ważny .-stwierdziłam a ona tylko popatrzyła na mnie z żalem.
Chciałam już dziś iść do Jorga,ale nie mogę cię zostawić samej.
-Mamo idź!Ja i tak jutro ide na koncert.
-napewno mogę?
-Tak.Masz prawo do szczęścia.
-Kocham cię.
-A ja ciebie.-powiedziałam i wyszła po czym wrócił Ervin i chciał mi pomóc z bolącym policzkiem a ja nie chętnie się zgodziłam.
Zdenerwowałem się!To wszystko przez to,że staram się o ciebie a ty masz to gdzieś!Teraz masz Nicka i nie jestem ci potrzeby-powiedział zawiedzony.
Zrozum.Ja nie umiem ci wybaczyć.
-Nawet nie próbujesz!Zresztą nie to nie,ale później nie przychodź do mnie!-powiedział i wyszedł.
Następnego dnia był mój wymarzony koncert ,ale ja wciąż w głowie miałam słowa Ervina.
Świetnie wyglądasz!-powiedział Nick i zauważył sniaka na moim policzku.
Ty też.
-Idziemy?
-Idziemy!-powiedziałam a on wziął mnie za rękę.
Całą drogę żartowaliśmy z wszystkiego a na miejscu zobaczyłam Ervina z jakąś wampirzycą jak trzymał ja i całował w szyje zadowolony.Nick to zauważył i dobijął mnie swoim ramieniem po czym poszliśmy.
Frajer!-stwierdził Nick.
Żebyś wiedział.
-Może piwa?
-Chętnie.-powiedziałam i wypiłam pół.
Wiesz mam dziś wolną chatę.-powiedział Nick.
Aha.
-Może wpadniesz?
-Nie.
-Czemu?Byłoby fajnie.
-No może.Zastanowie się.
Cały koncert był świetny jednak niewiem dokońca co było później.
Idziemy do mnie?!-wolał Nick.
Nie słyszę!-krzyknęłam.
-Pytam czy pójdziemy do mnie?
-Źle się czuję.Wracam do domu!-powiedziałam i zwymiotowałam.
Odprowadze cię.
-Sama pujde.-powiedziałam a on pocalował mnie w usta na dowidzenia.
Do domu jakoś doszłam jednak niespodziewałam się w nim Ervina.
I co fajny koncert?-spytał.
Wyjdź stąd!
-A co mi zrobisz?!Ja mogę wszystko!-powiedział kompletnie pijany i zaczął mnie szarpać po czym wkuł mi się w szyje tak mocno ,że straciłam przytomność.
Obudziłam się w szpitalu gdzie obok mnie był Nick.
Gdy wstałam zauważył to i od razu do mnie podbiegł.
Nie Miałam siły na nic i czułam się słabo.
Matylda!-wolał mnie Nick a ja jakbym odpływała jednak wróciłam.
Co się stało?-spytałam ledwo co.
Ervin znalazł cię na ulicy nie przytomną.-powiedział Nick.
Ervin?
-Tak.Gdyby nie on to byłoby źle.-Powiedział Nick a Ervin wszedł.
Wyjdź na chwile Nick.-powiedziałam
Ok.
To twoja sprawka?-spytałam.
Tak.
-Czemu?!
-Nie mogłem się powstrzymać.Zawsze nie mogę.
-Mogłeś mnie zabić!
-Wiem.-powiedział prawie płacząc.
Nie pasujemy do siebie.Zrozum.-powiedziałam.
Nie potrafię cię zostawić!-powiedział.
Musisz.
-Matylda wiem to głupie,ale chce żebyś wyszła za mnie.-powiedział i pokazał mi pierścionek z diamentem.
-Nie.-powiedziałam a on znikł.
Czego on chciał?-spytał Nick.
Niczego.-powiedziałam.
Do domu szybko wróciłam jednak nie chętnie.Przyszedł do mnie Bernard z Marckiem.
Muszę coś załatwić a Ervin teraz nie nadaje się do opieki więc może ty się zgodzisz?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam.
Mały śpi więc wystarczy,że czasem do niego zerkniesz.Będę za godzinę.-powiedział a ja włączyłam telewizor.
Ta dziewczyna Z wczoraj to nikt ważny.-powiedział smutny Ervin który nagle się pojawił.
-Nie o nią chodzi.
To o co?
-O to,że nie pasujemy do siebie.
Zastanów się.Ja nadal chce z tobą być i chce żebyś była moją żoną.
-Nie wyjdę za ciebie.
-Błagam!Zrobię wszystko!-powiedział i nawet całował moje ręce klęcząc na dywanie.
Nic oprócz przyjaźni.-powiedziałam.
Ok.-powiedział zawiedzony a ja zajrzałam do małego który sobie spał.Ervin stanął obok mnie tak blisko ,że nie mogłam się ruszyć.
Nagle zaczął mnie całować a mnie niewiem co napadło,że też go całowałam i to mocno on odrazu zaczął mnie rozbierać jednak ja przestałam i poszłam do toalety.
Matylda!-zaczął wołać.
Daj mi spokój!Idź sobie!
-Ty też mnie kochasz!-powiedział a ja zawstydziłam się.
Poprostu to była chwila emocji.-stwierdziłam.
Jesteś pewna?!
-Tak.
-To dlaczego uciekłaś skoro mogłaś na tym zapanować!
-Poprostu źle się czuję.
-Otwórz te drzwi!-powiedział a ja to zrobiłam i wtedy on wszedł i zaczął mnie całować a ja czułam,że nie mogę się mu oprzeć i wtedy przyszedł Bernard.
Ładnie się zajmujecie Marckiem.-stwierdził zażenowany a mi się zrobiło przykro,że pozwoliłam na to wszystko.
Przecież mały jest pod dobrą opieką!-stwierdził Ervin.
Na Matylde nie narzekam ,ale ty nigdy nie umiesz trzymać rąk przy sobie!Zwłaszcza przy niej!
-Przecież dziecku nic nie jest!
-A jakby coś się stało?!
-To bym zauważył!
-Jakoś tego ,że koszulkę masz tył naprzód nie widzisz!-powiedział Bernard a Ervin poszedł do toalety.
Matylda wiem,że jesteś odpowiedzialna,ale Ervin za to głupieje!
-On sam tu przyszedł.-zaczęłam się bronić.
Dlatego następnym razem zadzwoń do mnie a ja go wygonie jak będzie wariował.
-Nie ma takiej pogrzeby-powiedział Ervin.
Nieważne.-Powiedział Bernard i zabrał małego a ja zostałam sama z Ervinem.
I po co ja zakładałem tą bluzkę.-stwierdził i zaczął mnie całować.
Miałam wtedy na to ochotę,ale miałam też wyrzuty sumienia.
Matylda przecież już możemy.-powiedział Ervin.
Moja mama dziś wraca.-powiedziałam a zanim zauważyłam byłam u niego w domu a on całował mnie wszędzie i glaskał po obolałej szyi.
Ervin ja muszę wracać!-powiedziałam a on zatrzymał mnie u siebie i niepozwolił mi wyjść.
Nic nie musisz a widzę,że chcesz tu zostać.-powiedział i rozebrał mnie całą a ja już nie mogłam wytrzymać i całowałam go jak szalona.Gdy się obudziłam był ranek a ja wciąż byłam u niego.Postanowiłam szybko wstać jednak on znowu mnie zatrzymał.
Może powtórka?
-Śpieszę się!
-Twoja mama wie,że u mnie jesteś.
-Skąd?
-Powiedziałem jej.
-Ktoś cię prosił?!
-No nie,ale powinna wiedzieć gdzie jesteś nie bądź zła!
-Mam cie dość!Nigdy nie pytasz mnie o zdanie!
-Gdy się nie pytam to chociaż możemy na tym skorzystać.
-Daruj sobie!-powiedziałam i wyszłam.
O jesteś!-powiedziała mama.
Tak.
-Co robiłaś u Ervina.
-Zajmowałam się Marckiem.-skłamałam.
Podziwiam cię.
-Muszę jakoś pomóc Bernardowi.
-Dobrze.Pewnie jesteś zmęczona.
-Tak.ide spać.-powiedziałam a gdy bylam w pokoju zauważyłam Bernarda.
Umiesz kłamać.Trzeba przyznać.-powiedział.
Co tu robisz?
-Przyszedłem cię odwiedzić.
-Gdzie mały?
-Z Ervinem.Mam prośbę do ciebie.
-Jaką?
-Muszę wyjechać.Mogłabyś zająć się małym?
-No dobrze.
-Dzięki.Ervin ci pomoże.Tylko nie bawcie się za dużo razem.
-Z kim?
-Z Ervinem.Musicie pilnować mojego maleństwa bo się wkurze!
-No dobrze.-powiedziałam a on znikł.
Miałam już dość zajmowania sie dzieckiem,ale dzięki mojemu wypadkowi miałam chociaż trochę wolnego.Nick ciągle do mnie pisał,ale ja po tym jak znów zbliżyłam się do Ervina nie miałam ochoty dawać mu nadziej jednak on nie dawał za wygraną.
Matylda!Słuchasz mnie?-spytał Nick.
Tak.
-To powtórz co mówiłem.
-Z twój ojciec gdzieś wyjeżda i nie będzie matmy.
-No tak a ,że ocenki mamy nie najgorsze to może wybierzemy się w piątek na piwo?
-Wiesz wtedy wypiłam trochę,ale rzadko tak pije.
-Ze mną się nie napijesz?-spytał Nick.
No,ale teraz zajmuje się takim dzieckiem.
-Jakim znowu dzieckiem?!
-Kolegi.
-A może twoim?!
-nie!Zwariowałeś!
-Cały weekend się nie odzywałaś.
-Nie miałam czasu!
-Przyznaj ,że to twoje dziecko!
-Jak tak bardzo cię to ciekawi to mojej koleżanki,ale zmarła przy porodzie jednak muszę przyznać ,że kocham Marcka jakby był moim dzieckiem w końcu zajmuje się nim od samego początku!
-Przepraszam!Jak chcesz mogę ci pomóc?!
-Ervin już mi pomaga!
-I znowu on?!
-To moja sprawa!
-Gdyby nie moja pomoc to gówno byś zdała a nie matematykę!-powiedział Nick a mi zrobiło się smutno.
Wiesz co nie musisz już mi pomagać!Nigdy cię o to nie prosiłam!-powiedziałam i sobie poszłam.
Nagle zobaczyłam Ervina w jego aucie.
Wskakuj!-powiedział a ja weszłam do środka i zaczęłam płakać.
Co się stało?-spytał i dotknął mojego policzka.
Mam dość tego wszystkiego!
-O co chodzi?!
-Każdy myśli,że Marck to nasze dziecko.Obiecałam Idzie,że się nim zajmę ,ale to nie jest proste!
-Spokojnie!Dobrze wiem jacy są ludzie.Uwierz mi sam to przechodziłem a wampiry są nie lepsze.-powiedział a ja już się trochę uspokoiłam.Mimo wszystko przy nim czułam się zawsze bezpiecznie a teraz wiedziałam,że mogę na niego liczyć.Cieszyłam się,że Clara dała mi spokój i już nie bałam się niczego.
U niego w mieszkaniu spał sobie Marck a on mi zaproponował wspólną kąpiel a ja zgodziłam się.Jeszcze nigdy z nim się nie myłam.
Podobało mi się to jednak nagle.usłyszałam płacz Marcka i szybko.wzięłam ręcznik po czym zauważyłam Clare.
Już wrociłaś do niego?-spytała i odłożyła Marcka.
Nie.-powiedziałam a ona wzięła mnie i już rzucała,gdy Ervin zaczął mnie bronić.
Po co tu przyszłaś?!-spytał Ervin.
Chciałam cię zobaczyć.-powiedziała i już chciała go pocałować na co on się nie zgodził i odpechnął ja a ona wtedy się wkurzyła i znowu się do mnie rzucała.
Zostaw ją!-powiedział Ervin a ona chciała ugryźć Marcka jednak nagle pojawił się Bernard i jej to nie umożliwił.
Jak zobaczę cię przy moim dziecku kurwo to oberwiesz a jak coś mu zrobisz to zagłodze cię na śmierć.!-powiedział Bernard trzymając Clare za szyje.
Dobra!-powiedziała i podeszła do mnie.
A my się jeszcze zobaczymy Matyldo.-powiedziała clara i znikła.
O co jej chodziło?-spytałam.
Ona coś planuje.-powiedział Ervin do Bernarda.
Musisz wyjechać!-powiedział Bernard.
Nie mogę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz