Widzę szczęśliwą rodzinke.-stwierdziła Christina.
A co masz coś do tego?!-krzyknął Ervin.
Niewiem czy mam czy nie,ale gdzie jest ta ładniejsza laska co wczoraj wieczorem cię z nią widziałam?-spytała Christina a ja już miałam dość!Znowu spotkał się z Clarą!
Gdzie idziesz?!Matylda!-krzyknął Ervin i pobiegł za mna z wózkiem.
Czekaj!-zawołał.
Daj mi spokój!-powiedziałam.
Matylda!O co chodzi?!
-Nie mam obowiązku z tobą przybywać!
-Chodzi o Clare?!Boże ja tylko chciałem jej powiedzieć żeby dała nam wszystkim spokój!
-Akurat.-powiedziałam lekceważąc go a on odwrócił mnie do siebie i pocalował.
Naprawdę mi na tobie zależy.-powiedział a ja i tak miałam dość wszystkiego.
Spotkamy się dziś wieczorem?
-Niewiem.
-Proszę.
-Dobra.-powiedziałam i miałam już iść ,ale on mi dał wózek do ręki.
On cię bardzo lubi.Płakałby jakbyś poszła.-powiedział.
Serio?
-Tak.Czegoś ci nie mówiłem o małych wampirach.
-Czego?
-Szybko rosną im ząbki,szybciej uczą się chodzić i mówić.
-Ile im to zajmuje?
-Pół roku naj dłużej.Patrz mały już prawie ma ząbki.
-A taki mały wampir jest w stanie kogoś zabić?
-Zwierzęta napewno,ale nie umieją polować a jeśli to rzadko kiedy.Takie w połowie wampiry jedzą to co inne dzieci.
-Dużo wiesz.-stwierdziłam.
Wiesz muszę.Teraz mogę tym pomóc Bernardowi.
-Ty go uczysz?
-Wymieniamy się wiedzą.To on mi poradził starać o ciebie z całych sił.
-Aha.
-Patrz maluszek się obudził.
-Wracamy do domu?
-Tak.A co się dzieje?
-Poprostu chce już wrócić.
-A co z twoją mamą?
-Pracuje.
-Ciągle?!
-Na zycie trzba zarobić.
-No tak.Zawsze tak było?
-Wiesz mój ojciec zmarł jak miałam dwa lata.
-O Boże!
-Wszystko na jej głowie.Kiedyś jej pomogę.
-Ja mogę ci pomoc.
-Nie musisz.
-Jak będziesz miała problem to wiesz gdzie mnie szukać.
-Jeśli nie zmienisz zdania.-powiedziałam szeptem a on usłyszał i obrócił do siebie.
Nie zmienię zdania i spotkamy się dziś u mnie.
-Jak mama mnie puści.
-Przecież jest w pracy a ty masz 18 lat.
-Liczę się z jej zdaniem.
-Rozumiem.Musisz jednak żyć-powiedział i byliśmy przed bramą gdzie czekał Bernard palący papierosa jednak gdy nas zobaczył to go zgasił.
Zimno jest.Nie zmarzł?-spytał się i wziął małego na ręce.
Mogę się już nim zająć.-dopowiedział po chwil Bernard.
No to super.-powiedział zadowolony Ervin i poszliśmy razem na górę.
Bernard zachowywał się już normalnie i nawet bawił się z małym.
Ervin możemy pogadać w kuchni?-spytał nagle Bernard.
Jasne.Popilnuj małego.-powiedział Ervin a ja poprostu zaczęłam bawić się z nim,jednak byłam ciekawa o czym rozmawiali i postanowiłam przejść koło kuchni jednak nic tam ciekawego nie usłyszałam.
Mały był świetny jednak zaczął mnie gryźć co mało mi się podobało.
Już jesteśmy.Bernard weźmie już małego.-powiedział Ervin.
Dobrze.Au!-krzyknęłam.
Coś się stało?
-Marck mnie ugryzł!
-Jest głodny w domu mam dla niego zwierzątka.-powiedział Bernard i wziął małego po czym znikli.
Bernard przemyślał to wszystko.-powiedział Ervin.
W końcu mały to wszystko co ma.
-No tak.To może już coś zjemy w końcu 18.-zaproponował Ervin.
No dobrze.-powiedziałam a on przyniósł jedzenie i nalał wina.
Ja nie pije.
-Jednego chyba możesz?
-Spróbuje.
-W końcu to jedno z lepszych.
-Po co ta kolacja?-spytałam w końcu.
Żeby mile i wspólnie spędzić czas.
-Przecież i tak już spędzamy go większość razem.
-Chce do ciebie wrócić.Chce żeby było jak dawniej.-powiedział i wziął moją dłoń.
Przecież i tak już rozmawiamy.
-Cieszy mmie to,ale.Ja chce tego co wcześniej.
-To już nie wróci.
-Wróci jeśli mi zaufasz.-powiedział i zadzął mnie całować.
Co ty robisz?!-krzyknęłam do niego a on nie przestawał dopóki i mi się nie zrobiło gorąco.Gdy już zaczął mnie dotykać i powoli rozbierać to zadzwonił dzwonek.
Otwórz!-powiedziałam.
Nie.-Stwierdził i znów mnie całował jednak dzwonek wciąż dzwonił.
Zaraz wracam.-powiedział a ja usłyszałam głos wkurzonej Clary i ich kłótnię.
Szybko się ubrałam jednak on wrócił i znowu mnie rozebrał.Nie miałam jak wyjść a on nie chciał mnie wypuścić i nawet się z tym nie krył.Po wszystkim chciałam wyjść,ale on przykrył mnie i objął mocno.Czułam,że całował mnie jednak myślami byłam przy tym co mi zrobił gdy był z Clara.Postanowiłam zasnąć a rano szybko wyjść i zapomnieć o tym co miało miejsce.
Rano gdy wstałam on spał obok.Gdy się ubierałam to on wstał i przygniutł mnie sobą do łóżka.
Gdzie się wybierasz?-spytał.
Do domu.
-A wspólne śniadanie?
-To wczoraj to był błąd.
-Podobało ci się.
-Nie miałam jak wyjść!-powiedziałam jednak on nie słuchał i zamknął drzwi.
Zjesz śniadanie to wyjdziesz!-powiedział stanowczo.
Ok.-powiedziałam a on zniknął i wrócił ze śniadaniem.
Dzięki.-powiedziałam.
To ja ci dziękuję za tą noc kochanie.-powiedział i chciał mnie pocałować.
Co się dzieje?-spytał.
Nic nie czuję.
-Zdaje ci się.
-Nie!To ty mnie zmuszasz!Ciągle prześladujesz sobą!Ja chciałam to skończyć!
-Zjedz chociaż.-powiedział zawiedzony i wyszedł.
Ja zjadłam to co zrobił i wyszłam.
W domu znowu myślałam o tym ,że nie powinnam z nim niczego wczoraj robić ,ale zmusił mnie.Nagle przyszedł do mnie Bernard z małym.
Zajmiesz się nim?
-dobrze.
Tu masz wszystko.-powiedział i wyszedł a ja byłam ciekawa czemu nie poszedł poprosić o to Ervina.Mały wyglądał na starszego jednak wciąż miał tylko kilka tygodni.Bernard dbał o niego i ładnie go ubrał.Ida byłaby dumna z tego.Nagle zauważyłam,że bawił się myszką,ale to nie był pluszak.Wizęłam ją od niego i wyrzuciłam a on zaczął płakać więc znalazłam mu inną zabawkę.
Napewno nie taką która kiedyś chodziła i żyła i też się ucieszył.
Bernard po chwili wrócił i spytał czy wiem gdzie jest Ervin?
Niewiem.-powiedziałam.
Możesz trochę się nim jeszcze zająć?-spytał Bernard.
Jasne.-powiedziałam zmęczona a on zniknął.
Mały za to szukał go wszędzie i wyglądało to słodko aż w końcu wrócił do mnie i zobaczyłam,że obok pojawił się Ervin.
Co tu robisz?-spytałam.
Bernard mnie poprosił żebym tu przyszedł.
-Aha..-powiedziałam a on nagle odwrócił mnie do siebie i wziął za rękę.
Nie odpuszcze cię!-powiedział.
Chyba ja mam coś do powiedzenia!
-Nie znajdziesz lepszego ani ja więc po co tak uciekać po śniadaniu?
-Mam 18 lat więc mów za siebie!Zreztą nikogo nie szukam!
-Zobaczymy.-powiedział Ervin i znów na mnie popatrzył.
Miałam już go dość!Gdy się tylko na mnie chwilę popatrzył czułam się jakbym była prześladowana.
Bernard w końcu przyszedł po małego jednak Ervin nie opuścił mojego mieszkania nawet gdy wróciła mama.
Długo już jest?-spytała mama.
No kilka godzin.Mogłabyś go jakoś wygonić grzecznie?-poprosiłam.
Właściwie nie mam innego wyjśćia.Musimy porozmawiać.
-O czym?
-O zagrożeniu z matematyki.-powiedziała mama a ja już miałam dość.
Ervin musisz wyjść bo muszę pilnie porozmawiać z Matyldą.-powiedziała mama a on od razu wyszedł.
Musisz poprawić oceny.Wiem,że chcesz pomóc Bernardowi jednak nie ma o tym mowy.Musisz się zająć sobą i swoimi sprawami.
-Wiem mamo.-powiedziałam i poszłam do swojego pokoju uczyć się gdzie zobaczyłam Ervina leżącego na łóżku bez koszulki.
Idź sobie!-powiedziałam cicho.
Co bo nie słyszę?-powiedział i zanim się obojerzałam leżałam obok niego.
Co ty wyprawiasz!Muszę się uczyć!-powiedziałam.
Ja cię zaraz wszystkiego nauczę.-powiedział zadowlony.
Nie możesz mnie zabić albo oddalić się ode mnie?!
-Mówiłem nie ma takiej opcji!
-To chociaż daj mi się uczyć!-powiedziałam a on ubrał się i usiadł normalnie.
Tak się tego nie nauczysz.-powiedział.
A niby jak?!Co geniuszu?!-spytałam a on zaczął mi tłumaczyć aż nagle wziął ode mnie książkę i rzucił nią o podłogę.
Mówiłam nic nie umiem.
-Rzeczywiście jesteś odporna na matematykę.Może powtórzymy to co ostatnio?
-A co zmusisz mnie?!
-A to była propozycja?!Chętnie.-powiedział i weszła mama.
Książka mi spadła.
-Wychodzę.Umówiłam się.-powiedziała
-Z kim?-spytałam.
Z kolegą z pracy.Jorgiem.
To miłego wieczoru.-powiedziałam i wróciłam do pokoju.Gdy wzięłam książkę poczułam,że Ervin znowu wrócił.
Nie drocz się.-powiedział i mnie przytulił.
Co mam zrobić żebys zrozumiał,że nie wrócę?!
-Nic nie możesz zrobić.Ja mam swoje plany wobec nas.
-Mnie bzykanie nie interesuje!
-Chyba nie jestem w tym aż taki zły?Zresztą chciałem cię zaprosić do moich rodziców.
-Nie dzięki.
-Czemu?
-Poprostu nie mam czasu.
-A jak będziesz go miała?
-To też nie pojadę.
-Twoja mama potrafi się bawić a ty wciąż masz żal o jedno.Nikt nie zechce takiej zołzy!Przepraszam ,że to powiedziałem.
-Wyjdź stąd.
-Przepraszam.
-Nie chce cię znać!-powiedziałam i Zamknęłam drzwi.
Poczułam straszny żal po tym co mi powiedział a jutro szkoła i znów będę mieć doła.
Rano gdy wstałam mamy wciąż nie było,ale był nowy prezent od Ervina.
Nie powiem.On potrafi kupić dobry prezent,ale mnie nim nie kupi.
Matylda.Przyjmij prezent ode mnie.-powiedział Ervin i spoglądał na mnie.
Nie chce niczego od ciebie.Nawet cię nie lubię.
-Naprawdę?
-Niektóre rzeczy nie są warte wydarzenia.
-Dobrze dam ci narazie spokój.-powiedział.
Śpieszę się!-odpowiedziałam.
Kocham tylko ciebie.Pamiętaj.-powiedział i zniknął.
W mojej klasie była sensacja.Syn Pana Noaha.
Nick-Nicholas od dziś był w naszej klasie.On jednak nie chciał gadać z nikim a Miał wzięcie u nas.
Ze mną nikt nie chciał a on sam wybrał to co mam ja.
Współczułam mu jednak takiego ojca jednak w końcu sam go wychowywał.
Na matematyce stał się cud.
Nick do mnie przemówił.
Cześć.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Wolne?-spytał.
Tak.-odpowiedziałam.
Fanka rocka?-spytał.
Tak.
-Lubisz ich?
-Uwielbiam.
-Byłem na ich koncercie.
-Fajnie.
-Może kiedyś pujdziemy razem?
-Nie mam środków.
-Znam kumpla który ma bilety za darmo.
Mama jej nie puści.Ja chętnie pujde-powiedziała Christina
Ma 18 lat a z tobą to może iść twój chłopak chyba ,że go nie masz. -Powiedział a Christina się wkurzyła.
To jak?-spytał a ja dostałam kolejnego smsa od Ervina,że tęskni za mną.
Ona już ma Ervina.-powiedziała zadowolona Christina.
Cisza!jest lekcja!-krzyknął Noah a ja zauważyłam jak Nick się go bał.
Dziś kartkówka.Wyciągamy karteczki.-powiedział a ja bałam się ruszyć jednak Nick Puścił do mnie oczko.
I podał mi jakąś kartkę.
Pożycze ci bo nie masz.-powiedział do mnie a jego ojciec już nie patrzył na nas z podejrzeniem.
Na kartce była mała dodatkowa z ściągą.Chciałam mu ją oddać bo to była jego jedyna kartka jednak on tylko się uśmiechnął i poprosił o nową ojca.
Mówiłem ci żebyś wziął.-powiedział Pan Noah.
Wzięłem,ale koleżanka nie miała.
-Siadaj!Za trzy minuty oddajemy!-krzyknął pan Noah a ja byłam wdzięczna Nikowi.
Dzięki niemu w końcu radość wróciła do mnie i miałam z kim spędzać czas.To byłoby najlepsze ostanie pół roku w tej szkole jak myślałam.
Dzięki Nick.
-Może wzamian przyjedziesz dziś do mnie?
-No niewiem.
-Mieszkam niedaleko to mój numer.
-dzięki
-Zostaniemy przyjaciómi?
-Chętnie.-powiedziałam i zobaczyłam Ervina który nas obserwował.
Przyniosłem ci śniadanie.-powiedział Ervin
Dzięki.Nie trzeba było.-powiedziałam.
To twój chlopak?-spytał Nick.
Były.Poprostu czasem przychodzi do mnie.
-A ty to kto?-spytał Ervin.
Nick.-powiedział podkreślając każdą literę.
Rockowiec?
-Może a bo co?
-Tatuś wie ,że syneczek o mało co nie przedawkowałby?
-Daj mu spokój!-powiedziałam.
Nic niewiesz.Niewiesz jak to żyć z kimś takim jak mój tatuś!-powiedział Nick i sobie poszedł a ja zrobiłam to samo.
Matylda!-krzyknął Ervin.
Nie jesteśmy razem!Nie jestem twoją własnością!-powiedziałam i poszłam na lekcje.
Nick nie był na mnie zły i usiadł koło mnie.Cieszyłam się ,że w końcu mam przyjaciela.Odprowadził mnie nawet do domu jednak to co zastałam w moim pokoju było straszne.Ervin pijany spał w moim łóżku w środku tygodnia.
Wstawaj!-powiedziałam cicho.
Kochanie?-spytał.
Wstań!
Skarbie.Nie gniewaj się na mnie!Ja ciebie kocham.
-Wyjdź stąd Ervin!
-Tylko się wyśpie.-powiedział i zasnął.
Ja tego dnia i tak byłam umowiona z Nickiem więc nie miałam czasu na awantury.
Do Nicka idziesz?!-powiedział pogardliwie.
Ide.Wyjdź stąd!
-Chcesz tam iść?Znasz go?
-Ide żeby poznać.
-Idziesz bo sie boisz.Chcesz mieć przyjaciela.
-To moja sprawa.
-Mylisz się.-powiedział i wyszedł a ja w spokoju mogłam pujść do Nicka.
Hej.-powiedział wesoło i palił coś.
Hej.-odpowiedziałam i zaczęłam myśleć o tym co powiedział mi Ervin.
Mój ojciec gdzieś pojechał.Mamy ściągi na zajęcia.Zrób zzdjęcia.-powiedział i zaciągnął się.
Palisz?-spytałam.
Tak.Chcesz spróbować?
-Nie.
Rozweslisz się trochę.
-Będę już isc.
-Chyba coś mi się należy.-stwierdził i dotknął mojej twarzy gdy już prawie mnie całował zjawił się Ervin i mnie uratował.
Powinnieś dostać w mordę!-powiedział Ervin i mnie zabrał.
Mówiłem ci.-powiedział a ja się rozpłakałam.
Nie płacz mała.
-Ty zawsze musisz mieć rację?!Też mam prawo kogoś poznać!Kogoś normalnego!Trzebabyło być z Clara a mi dać spokój!-powiedziałam i zauważyłam Bernarda który poszedł gdzieś gdy zauważył nas.
Nigdy nie chciałem być z Clara!Chciałem cię chronić!Jak dziś!-powiedział a ja poszłam do domu.
Coś się stało?-spytała mama.
Głowa mnie boli.
-Odpocznij.
-A jak u ciebie?
-Jorge zapraszał mnie na weekend.
-To zgudź się.
-Zgodziłam.Odpocznij już od nauki.
-Obiecuję.-powiedziałam i położyłam się spać.Tej nocy miałam spokój od Ervina.
Następnego dnia było ciężko,ale omijałam Nicka.
Matylda przepraszam.Niewiedziałem co robię!
-Jakoś pamiętasz!
-Podobasz mi się,ale nie powinnienem tak.Wybacz mi.
-Ok.
-Wczoraj miałem zły dzień.
-Dlatego byłeś pijany jak przyszłam?
-Mój ojciec mnie wkurza.-opowiadał a ja myślałam o tym co się wydarzyło.
Słuchasz?-spytał.
Wiesz nie dziwie się.
-Szkoda,że tak późno cię poznałem.-powiedział i prawieby mnie pocakował,ale zadzwonił dzwonek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz