Zapach jej krwi.4

 Tak będzie ,ale proszę niegniewaj się na mnie.
-Ona tam będzie?!Przecież coś mi obiecałeś!
-Przecież będę ja ignorował.
-Jakoś ci nie wierzę!
-Proszę cię nie zaczynaj znowu!
-To ty ciągle wszędzie ją za sobą ciągniesz!
-To był pomysł Bernarda.
-Kogo?!
-Mojego przyjaciela.
-Jakoś go nie znam.
-Bo wtedy go nie było na imprezie.Zreztą wiem,że nie lubisz Clary,ale ona potrafi polować.
-Mogę iść z wami?
-Nie!Nie ma mowy!
-Napewno?!
-Przecież to nie bezpieczne!
-Idę tam na swoją odpowiedzialność!
-Nie ma mowy!Niezgadzam sie!-odpowiedział zdenerwowany Ervin.
Skoro tak to nie mogę ci ufać więc musimy zerwać.-powiedziałam obojętnie i pościeliłam swoje łóżko.
To szantaż?!-powiedział niepewnie.
Nie.Poprostu nie będziemy razem bo nie mogę ci ufać.
-Ok zgadzam się i pójdziesz tam z nami,ale masz się mnie słuchać i bez mojego pozwolenia nie ruszyć się na krok!
-Dobrze.-powiedziałam i go przytuliłam.
Nie mógłbym być bez ciebie.Proszę jednak nie szantażuj mnie tak już.
-Narazie.
-Co?!
-Nic ...nic.-powiedziałam i nie mogłam się doczekać polowania jednak miałam złe przeczucia.
Kiedy przygotowywałam się Ervin założył mi kurtkę i czapke.
Żeby ci było ciepło.-powiedział i mnie pocałował.
Dziękuję.
-Zanim pójdziemy to chcialem cię o coś prosić.
-Tak?
-Matylda proszę cie nie rozmawiaj z nikim.
-No dobrze.-powiedziałałam i po chwili byliśmy przed jakimś klubem i zobaczyłam Clare i jak myślałam Bernarda.
To jest ta mała?-spytał Bernard.
Tak!
-Tylko żeby niezrobiła czegoś głupiego.-stwierdziła Clara.
Matylda zostań tu.-powiedział do mnie jak do psa i poszedł z Clara.
Ja za to byłam coraz bardziej zdenerwowana i poszłam za nimi.
Zauważyłam,że mimo obiecał mi ignorować Clare to jakoś miło się im rozmawiało.Już miałam iść gdy to zobaczyłam,ale Bernard mi nie pozwolił.
Chciałaś to chodź!-krzyknął do mnie.
Zostaw mnie!-krzyknęłam.
Co ty robisz debilu!-krzyknął Ervin.
Poluje.Ona też jest człowiekiem jakbyś nie zauważył!-krzyknął Bernard.
Ale to moja dziewczyna i jak ja tylko tkniesz to twoją też zabije!
Wow jego dziewczyna też jest człowiekiem.-pomyślałam.
Przepraszam.-powiedział Bernard.
Wracaj na dwór!-powiedziała Clara a ja nie reagowałam.
Schowaj się Matylda!-krzyknął Ervin a ja się ukryłam za ścianą i obserwowałam ich wszystkich z zaciekawieniem.
Zauważyłam,że Clara wraca z jakimś chłopakiem.
Kotku gdzie ty mnie tak ciągniesz po zakamarkach.-spytał.
Chciałam żebyś poznał dwóch moich kolegów.-stwierdziła Clara.
Ostra jesteś.-Powiedział.
Nawet niewiesz jak bardzo.-powiedziała i nagle wyszli.Bernard z Ervinem.Nigdy w jego oczach niewidziałam takiego mroku i chęci mordu.On pierwszy wbił się w jego szyje a za nim inni.Nie mogłam na to patrzeć ,ale gorsze było tylko to jak widziałam gdy z on razem z Clara ustalali zgodnie kto ile i gdzie pije z chłopaka gdy nagle wszedł jakiś facet z bronią i zaczął szczelać.Wtedy nagle uciekli a ja myślałam ,że jestem sama gdy poczułam,że Ervin próbuje mnie stamtąd zabrać jednak nagle usłyszałam strzał w moja stroną i z nikąd ratunku choć byłam pewna,że jeśli chciałby to mógłby mnie stamtąd wyciągnąć.
Co to za dziewczyna?-usłyszałam tylko głos jakiegoś faceta i myślałam,że umarłam.
Gdzie ja jestem?-spytałam.
W domu.-powiedziała jakaś dziewczyna.
My się znamy?!
-Mój chłopak Bernard kazał mi wrócić po ciebie.
-A co z tym facetem?!
-Nie chciał cię ratować.Gdyby nie ja i mój chłopak umarłabyś na miejscu.-powiedziała a mi się chciało płakać.
I może lepiej!-stwierdziłam nagle.
Co ty piepszysz?!Jesteś młoda i całe życie na ciebie czeka!
-Łatwo ci mówić.Twój chłopak by ciebie chociaż samej nie zostawił!
-Ervin poprostu.
-Co?!
-Kazał przekazać że jest z Clara.
-I dobrze!Możesz sobie iść!
-Matylda...
-Znamy się że mówisz mi na ty?!
-Rozumiem.Też byłabym zła.Ja też wiele poświęciłam dla Bernarda ,ale on mnie kochał.
-Słabe pocieszenie.Zresztą oni oboje słuchają tylko jej!
-To że on cię zostawił to nie moja sprawa!Ale ty nie oczerniaj Bernarda bo to on cię ratował i wyciągał te kule!
-Podziekuj mój i idź sobie!
-Jakbyś zmieniła zdanie to zostawiłam ci mój numer.
-Wyjdź!-powiedziałam zła na siebie że zaufałam Ervinowi a on poprostu wolał Clare.Czułam jednak większy ból na swoim brzuchu po kuli niż po złamanym sercu a przynajmniej chciałam tak myśleć.W nocy nie mogłam spać i chciało mi się płakać gdy myślałam,że on jest teraz z Clara u niego w mieszkaniu.Widocznie bezpłodna i myślna wampirzyca zawsze lepsza.Po co wampirowi zwykły i zdychający człowiek.
Nagle usłyszałam szmer za szybą,ale gdy się odwróciłam nikogo tam nie było.Może i lepiej by było jakby mnie wtedy nikt nie uratował,ale mama by tego nie przeżyła.Niby Bernard uratował mnie ,ale czułam sie strasznie i postanowiłam zadzwonić do Idy.
Przyjdziesz?-spytałam.
O a jednak zmieniłaś zdanie?
-Proszę przyjdź..słabo się czuję..
-Matylda!Już ide!
Matylda!Matylda!halo!-wolała po chwili.
Zawieź mnie do szpitala.
-Zadzwonie po Bernarda.
-Ja chyba umieram.
-Co?!Matylda!
Po chwili zobaczyłam Ervina ,ale nie chciałam na niego patrzeć jednak okazało się ,że go tam nie było.
Matylda!-krzyknął Bernard i czułam ,że zaczął coś robić.
Co sie dzieje?!-usłyszałam jakby Ervina.
Jedna kula została.Muszę ja zwieść do szpitala.-powiedział Bernard.
Kurwa!Przecież wyciągnęłeś wszystkie!Nie mozemy jej zawieść!-powiedział jakby przejęty.
Dobra to zachipnozuj jakiegoś lekarza.
-Ty to zrób!Ja nie chce żeby ona wiedziała,że to byłem wracam do Clary.-powiedział i sobie poszedł a jq zasnęłam.
Matylda!-krzyknęła Ida.
Żyje.-odpowiedziałam.
Tak się bałam!
-Bez potrzeby!-powiedziałam obojętnie.
Pamiętaj jak by się coś działo to dzwoń do mnie.
-Ta jasne..
-Matylda!Wiem że ty mnie nie lubisz ,ale martwię sie o ciebie!
-Dzięki.Jestem ci wdzięczna.-powiedziałam.
Przyjde jutro.
-Jak chcesz.-powiedziałam udając obojętna ,ale polubiłam Ide.Zawsze chciałam taką przyjaciółkę,ale ona przychodzi do mnie z litości.
Rano czułam się lepiej i chciałam wyjść z domu,ale gdy zauważyłam Ervina i Clare całujących się to postanowiłam wrócić się do domu.Nagle usłyszałam dzwonek.
Hej Matylda.
-Hej.-powiedziałam obojętnie.
Coś cię boli?
-Duma.
-Chcesz pogadać?
-Nie..
-Matylda!Znajdziesz lepszego niż Ervin.Zobaczysz wszystko się ułoży.On poprostu zrozumiał,że skrzywdziłby cię udając miłość.
-Już mnie raz skrzywdził.Przeżyje.
-Widzisz!Dasz sobie radę!
-Dzięki.
-Może poznamy się bo w sumie nie było czasu?
-Ok.
-ida.-powiedziała i poddała mi reke.
Matylda.-odpowiedziałam i zrobiłam to samo.
Masz ochotę na gorącą czekoladę?
-Nie chce wychodzić.
-Matylda!Musisz wyjść do ludzi!Ja też byłam kiedyś jak ty..-powiedziała a ja zauważyłam pierścionek zręczynowy na jej palcu.
Bernard ci się oświadczył?!
-Miesiąc temu.
-Gratuluję.
-Dziękuję.Długo na to czekałam i nie liczyłam na to.
-Ile masz lat?
-Siedemnaście.
-Ja też.Długo jesteś z nim?
-Pół roku,ale znam go długo.Poznałam go jak miałam siedem lat i pomógł mi znaleźć drogę do domu gdy się tu przeprowadziłam.
-Wow.
-Idziemy?!
-Poczekaj.-powiedziałam i zaczełam się ubierać i myśleć o tym jak to możliwe ,że tak ją polubiłam nieznając jej prawie.Podobna do mnie nie jest bo ona z Bernardem jest szczęśliwa i zazdroszte jej tego a ja jestem właściwe sama.Miło spędzało mi się z nią każda chwilę i dzięki niej mniej myślałam o tym co przykre.
Gdy była u mnie wieczorem przyszedł po nią Bernard.
Nie możesz sie z nią zadawać!Mówiłem ci coś!-krzyknął do niej a ona niereagowała.
Tak ją traktujesz?!Tak ją kochasz?!-powiedziałam najgłośniej jak mogłam a on już prawieby mnie popchnął.
Ciesz się ,że żyjesz śmiertelniczko!
-Twoja narzeczona też nią jest!
-Już nie długo w przeciwieństwie do ciebie!-powiedział i wyszli a ja miałam ochotę zakopać się pod ziemnią.
Nad ranem usłyszałam dzwonek,ale gdy wyjrzałam nikogo tam nie było.Zamknęłam drzwi i zobaczyłam Bernarda.
Nie dzwoń więcej do Idy!Trzymaj się od niej z daleka!
-Spytałam się jej tylko jak sie czuję!
-Masz zakaz!
-Bo co mi zrobisz?!Zabijesz!
-Może.
-Super!Możesz nawet teraz!
-Masz się do niej nie zbliżać!
-Dobra!Wyjdź!
-Z przyjemnościa.
-Tam masz drzwi!-powiedziałam i poczułam ból głowy.
Miałam dość.Najlepej będzie jak się wyprowadze stąd,ale do tego jescze mam czas.
Położyłam się spac a gdy wstałam zobaczyłam Clare.
Co tu robisz?
-Przyszłam cię odwiedzić.
-Wyjdź stąd!
-Taka bylas pewna siebie a on i tak wybrał mnie!Ah muszę ci podziękować bo tylko go dodatkowo nakręciłaś na mnie!
-Super!Idź sobie!
-Chętnie,ale nie nudzi ci sie tu tak samotnie?!W końcu nikt cie nie lubi.-powiedziała i wyszła.
Miałam już dość tego miejsca i ich wszystkich!Niech sobie będą szczęśliwi!-pomyślałam i przyszła mama.
Co z ciocia?!
-Wszystko dobrze.Nudziłaś się tu sama?
-Bardzo.
-A Ervin?!
-Mamo nie chce go znać!
-Co się stało?!
-Nie chce o tym rozmawiać.
-Dobrze.A nauka?
-Miałam lenia.
-To nie dobrze.Może pojedziemy razem do cioci na te ostanie dni feri?
-Mogę jechać nawet dziś.
-To pakuj się.-powiedziała mama a ja byłam szczęśliwa ,że odpoczne od tego wszystkiego jednak okazało się,że tam poczuje to bardziej.Ciocia wyglądała okropnie i noe poznałam jej.Była smutna a kiedyś to ona zarażała energia.Na jej kanapie równie dobrze mogłabym być i ja.
Matylda.Nigdy się nie zakochuj.Pamiętaj!-powiedziała mi ostatniego dnia gdy odjezdalismy.
Z ciocia nie jest dobrze.
-Dlatego będę ja częściej odwiedzać.
-Dobrze.
-Obiecuje ,że jak już się ciocia pozbiera to razem z nią pojdziemy na zakupy albo do kina.
-To dlugo potrwa.
-Wiem.Widzisz ciocia i tak sobie radzi.
-No tak.-powiedziałam choć nie myślałam.
Gdy byłyśmy na klatce spotkałyśmy Ervina z Clara co już nie robiło na mnie wrażenia.
Dzień dobry pani Doris.Cześć Matylda.-powiedział jakby nigdy nic a moja mama wyczuła o co chodzi i nawet mu nie odpowiedziała.
To jego nowa dziewczyna.-powiedziała mama.
Razej jedyna.-powiedziałam i zaśmiałam się.
Nie był ciebie wart.
-Wiem.
-To dobrze.Pamiętaj we wszystkim cię będę wspierać.
-Dzięki mamo.-powiedziałam i poszłam do salonu.
Chcesz herbate?-spytała mama.
Chętnie.-powiedziałam i dostałam wiadomość od Ervina która usunęłam i nie czytałam nawet i jedną od Idy.
Mogę u ciebie zanocować?-ida.
Mamo!
-Tak?
-Może koleżanka u mnie zanocować?!
-No jasne.-powiedziała zaskoczona mama.
Dobrywieczór.-powiedziała zapłakana Ida.
Wejdź.-powiedziałam.
Dziewczynki ja ide do pracy a wy tu nic głupiego nie róbcie!-nakazała mama.
Dobrze mamo.
-Będę jutro.
-Ok.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Co się dzieje?!-spytałam Idy.
Mam go dość!
-Rozumiem.
-Zastanawiam się czy z nim nie zerwać.
-Wiesz on jest brutalem,ale chyba cię kocha.
-Ja się go boję!Niby traktuje mnie jak równą sobie,ale jest szorstki.
-Wiesz zrobisz co chcesz.
-A jak z tobą?!
-A ze mną lepiej.Nauczyłam się żyć w bólu nic nowego.-powiedziałam a ona zaczęła płakać.
Ja chyba jestem w ciąży.-powiedziała.
Co?!
-Mam objawy.Boję się go.Ostatnio jak się kłócił ze mną to miałam wrażenie ,że chce mnie zbić!I już raz prawie to zrobił!
-Wiesz może nie jestes w ciąży a to nerwy.
-Matylda ja czuję się nie najlepej.Jakby coś mnie wyżerało!
-Musisz mu powiedzieć on coś zaradzi!
-Zabije mnie i dziecko.
-Czasem udaje sie uratować matkę i dziecko.
-Czasem.Zwykle to dziecko przeżywa.
-Musisz byc dobrej myśli.
-Wolę żeby ono przeżyło,ale obiecaj mi,że wychowasz je i nic mu nie powiesz jeślibym tego nie przeżyła.
-Ida.To nie proste.Ja sama się uczę.
-Obiecaj mi.Proszę!
-Ida on ma prawo wiedzieć.
-No tak.-powiedziała a ja nagle usłyszałam walenie do drzwi.
Ida!Ida!-krzyczał Bernard.
On czuje mój zapach.
-Trzeba było wcześniej powiedzieć!-powiedziałam a Bernard był już w środku.
Kochanie!Gdzie ty znikasz!
-Ja chciałam...
-Mówiłem ci żebys tu nie przychodziła!
-Mam cię dość
-Co'?!Przesłyszałem się chyba!Wracasz ze mna!-powiedział i zaczął ja ciągnąć a ja zaczełam ją bronić.
Puść ja!-powiedziałam i zaczęłam się z nim szarpać a on poprostu rzucił mną w podłogę.Ona jakoś oderwała sie od niego i starała mi się pomóc.
Zostaw ja!Idziemy!-nakazał jej Bernard.
Nigdzie nie ide!Matylda wszystko dobrze?!-spytała i pomogła mi wstać.
Tak a z tobą?!
-Też.-powiedziała prawie ze łzami w oczach.
Przepraszam.Chodź Ida!
-Nie!To koniec!-powiedziała ledwo co a on zbił ją w twarz i zemdlała.
Ida!Ida!-próbował ja przepraszać a ona tam leżała.Co się gapisz?!-powiedział do mnie.
Kochanie!-wolał ja a ja wzięłam ja na swoje łóżko i otarłam jej policzek woda.
To twoja wina!-powiedział.
To nie ja ją uderzyłam.-powiedziałam i usłyszałam,że ktoś wszedł.
Co się tu dzieję?!-Spytała Clara a obok niej stał Ervin.
Ja miałam isc,ale Ida zatrzymała mnie reka przy sobie.
Nic.Wszystko dobrze.-powiedziała Ida.
Coś ty im zrobił!-krzyknął Ervin a Clara zasmiala się i sobie poprostu poszła.
Odwal sie!To wina twojej byłej!
-To ty mnie zbiles!A dotego Matylde!-powiedziała Ida a Ervin już miał szykować się do bicia.
Należało się jej!A ciebie przepraszam!
-Ciebie kurwa całkowicie popierdolilo!-powiedział Ervin co mnie zdziwiło.
To ty bujasz się w niej a ruchasz Clare więc się nie odzywaj!-powiedział Bernard a ja wolałam zająć się Ida.
Jestem w ciazy.-powiedziala cichutko Ida .
Co?!-krzyknął Bernard.
Tak!I donosze ja!
-Który to miesiąc?!
-Niewiem.
-Jestes nie odpowiedzialna!
-Chyba ty!-powiedziała i kazał mu wyjść.
Matylda jak on mógł.-mówiła zapłakana.
-Cii.Śpij.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.Postanowiłam spac w salonie i przebrać się jednak nagle pojawił się Ervin.
Nigdy mi nie wybaczysz.-powiedział a ja nie reagowałam.
Matylda chciałem cię chronić!-powiedział izłapał mnie za reke,ale ja swoją wzięłam.
Ciekawe.Każdy wampir jest takim Dupkiem?!
-Niewiem.Matydla nie możesz mnie znienawidzic.
-Wyjdź stąd!Idz sobie lepiej do swojej kochanej dziewczyny.-powiedziałam zmęczona.
Czytałas chociaż mojego smsa?!
-Nie i zmieniam numer!
-Co'?!
-No nie udawaj zaskoczonego!Wynocha!-powiedziałam i wyszedł.
Na co to coś liczy?!Jak ja mogłam to kochać?!Pewnie mi czegoś dosypywał.-myślałam i żałowałam biednej Idy bo w końcu Bernard to kretyn.
Słyszałem.-powiedział Bernard.
Masz rację.Ona nie zasługuje na takie traktowanie.
-To nie traktuj jej tak.
-Poprostu byłem zazdrosny.
-O mnie?!
-Tak.Nie chce żeby mnie zostawiła i jeszcze to dziecko.Boję się o nią!-powiedział a mi się zrobilo przykro.
Ervin też bał się wtedy.
-Nie chce o nim gadać!Nie istnieje dla mnie!
-On poprostu czuję się odpowiedzialny za ciebie i nie chcial być z tobą żeby cię nie narażać!
-Poprostu leciał na Clare i tyle..
-Clara to tylko miała za zadanie odciągnąć ciebie od niego.
-Udało sie jej.
-Teraz jest zla bo zerwał z nią.
-Przecież miała okazję do sexu i zabawy nierozumiem jej niezadowolenia.
-Ty już go nie kochasz.
-Nienawidze go.
-Proszę cie pomóż mi chociaż odzyskać Ide!
-Przecież jestem tylko nedzna śmiertelniczka!
-Ratowałem cię!
-Trzeba nie było!Ida tu podejmuje decyzję nie ja ,ale radzę ci jej wiecej nie bić bo to napewno nie pomaga!
-Wiem!Głupio mi!
-Słusznie!Możesz isc bo chce mi się spać?!
-A mógłbym wejść do niej?!
-Jej też daj spac a raczej im.
-Dobrze.Przyjde rano.-powiedział a ja zasnełam.
Rano gdy wstałam wszystko tętniło życiem w moim mieszkaniu.Bernard z Ida siedzieli razem a Ervin obserwował mnie z fotela obok.
Zapraszałam cię?!-spytałam go.
Poprostu chciałem zobaczyć co u Idy i Bernarda i u ciebie.Już ide.
-Tam sa drzwi.
-Wiem.-powiedział smutny a ja popatrzyłam na niego z obrzydzeniem.Może Bernard był zły,ale chce się zmienic dla Idy i nigdy jej nie zdradził.
Pogodzeni?!-spytałam wesoło.
Tak.-powiedziała Ida a on ja pocałował.
Słodko.
-Ervin zrobił ci śniadanie.-powiedziała Ida.
Nie jestem głodna smacznego.
-musicie się pogodzić!-powiedziała Ida.
Ja nic nie muszę.I tak to nawet nie był zwiazek.Poprostu chciałam zobaczyć jak to z wampirem i mi się nie podoba.
Ide do ginekologa z Bernardem.-powiedziała Ida a ja zazdrościłam im tej zgody.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz