Zapach jej krwi.5

To fajnie.-powiedziałam.
Matylda mogę u ciebie zostać na kilka dni?-spytała ida.
Jasne.Chwilę przecież się pogodziliście.
-Tak,ale chce żebys mi pomogła.
-W czym?
-Kupić cos dla dziecka.Pogadac.
-No spróbuje.
-Dobra dziewczyny ja przyjde za godzinę.-powiedział Bernard.
Idzie do Ervina.-stwierdziła Ida.
A tak serio ci pomoc?
-Tak będę wdzięczna.U ciebie mam spokoj.
-Mogę spac w salonie.-powiedziałam.
Jestes świetna!Moja kochana!-powiedziała Ida.
Czas z Ida leciał szybko i przyjemnie a raczej za szybko.Bałam się o nią i o jej dziecko.
Mama wróciła zmęczona z pracy i zasnęła a ja robiłam obiad i wtedy odwiedzil mnie Ervin.
Co robisz?-spytał ,ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać.
Poszli już?-znowu zapytal.
-TAk!Idź stad!-krzyknęłam.
Matylda nie możemy chociaż się przyjaźnić?!
-Ja się z wampirami nie przyjaźnie!
-Wogule ci niezależy?!
-Nie dziw się.
-Matylda!Ona nic nie znaczyła!
-No jak ona nic to ja tym bardziej!
-Kocham cię!Tęsknię za tobą!
-Gdzie byłeś jak wyciągali ze mnie kule?!Na Clarze...Nie ze mna.
-Byłem z nią,ale nie na niej!
-W dupie to mam i tak zdanie zmienieniasz ciągle!
-Chciałem cię chronić!
-Brawo!Nienawidze cię!Tak jak zaplanowałeś!
-Matylda!Zrobię wszystko żebyś mi wybaczyła!
-Prędzej zdechne!
-Mówiłem ci to już.Nie pozwolę na to żeby coś ci się stało!
-Ervin.Daj mi spokój!Idz do Clary albo innej.Ja mam dość!
-Nie chce innej!
-Wyjdź stąd!
-Wychodze.Jestem ci przecież posłuszny,ale wrócę.
Ida z Bernardem niedługo potem wrócili,ale nie byli zadowoleni.
Mówcie!-powiedziałam i obok mnie pojawił się Ervin którego ominęłam.
4miesiac.-powiedział Bernard.
Jesteś pewien?Przecież prawie nie widać.-powiedział Ervin.co zdenerwowało Bernarda.
Bo ono ją wyżera każdego dnia i będzie gorzej!Lekarz dał jej góra miesiąc.
-No,ale dziecko nie przeżyje jeśli.urodzi sie w piątym miesiącu.-powiedział Ervin.
Tak geniuszu!Ona i dziecko umrą!-powiedział Bernard a Ida nie odzywała się.
Co nic nie mowisz! IdaPrzepraszam.-powiedział do Idy -Bernard.
Ida nieodzywała się.Przeżywała w środku to co mialo się stać.Nie moglam znieść widoku jej oczu z których blask zniknął.Chciałam jej pomoc ,ale nie mogłam.
Matylda obiecała mi,że pomoże ci zaopiekować się dzieckiem.-nagle powiedziała Ida.
Ja też mogę pomoc.-powiedział Ervin.
Naprawdę Matylda?-spytał Bernard.
Tak.Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Ale sama masz obowiązki.
-Dam rade.
-Ja jej pomoge.-powiedział Ervin.
U ciebie Ervin nie ma mowy na pomoc.-powiedział Bernard
Dlaczego?!
-Bo za toba lata Clara!A dobrze wiesz co lubi najbardziej!
Co lubi?!-spytałam zaciekawiona.
Krew niemowląt.Zwłaszcza takich nie ludzkich.-odpowiedział Bernard a ja poczułam się obrzydzona i takim samym wzrokiem popatrzyłam na Ervina który ciągle miał smutek na twarzy który dodatkowo mnie brzydził.Nie umiałam mu wybaczyć tego co mi zrobił.Patrzyłam na Bernarda który teraz jakby bał się o Ide i ich dziecko.Szczerze było mi ich żal bo czułam,że stanie się coś strasznego.
Matylda pomożesz mi wstać?-spytała ida.
Ja ci pomogę skarbie.-powiedział Bernard.
Dobrze.-powiedziała Ida i poszli.
To straszne.-stwierdził Ervin.
Tak.-powiedziałam.
Mogli pomyśleć.
-Łatwo ci mówić.Oni się kochają i nie myślą rozsądnie.
-My też się kochaliśmy,ale umieliśmy się powstrzymać.
-I dobrze.Niechciałabym być z tobą w takiej sytuacji.-powiedziałam a on odwrócił się i zaczął płakać i wtedy wrócili Bernard z Ida.
Coś ty mu zrobiła?!-zapytał Bernard pomagając położyć się Idzie.
Nic.-odpowiedziałam.
To moja wina.-powiedział Ervin a ja nie chciałam go słuchać.
Przynieść ci coś Ida?-spytałam.
Przynieś mi wodę.-powiedziała ledwo co a ja poszłam do kuchni i miałam ochotę się rozpłakać.Nie chciałabym stracić jedynej przyjaciółki jaką miałam.
Dobrze się czujesz?-spytał Ervin a ja wzięłam wodę i chciałam wyjść jednak mnie zatrzymał.
Wiem zjebałem to wszystko.Przepraszam.-powiedział i popatrzył na mnie swoimi płacącymi oczami.
Tak zjebałeś.-powiedziałam i wyszłam.
Matylda proszę cię spotkajmy się później u mnie.Chciałem porozmawiać.Naprawić to!
-Ja nigdy tego nie zapomnę!To było okropne!Najlepej będzie jak nie będziemy sobie wchodzić w drogę.
-Nie mogę ci tego obiecać.-powiedział czym mnie rozłościł.
Dobra!Narazie i tak musimy się widywać ze względu na Ide.
-Może zrozumiesz ,że cię kocham?!Ja chciałem cię chronić!
-Bardziejbym to czuła gdybyś wtedy był obok.
-Byłem,ale kazałem nie mówić im o tym.
-Raz byłeś.Miałeś wyrzuty sumienia.
-Ja chciałem być przy tobie ,ale wtedy jak cię nie uratowałem to poczułem,że przeze mnie mogłabyś umrzeć.Zrozum chce cie odzyskać!
-I tak kiedyś zdechne.
-Nie pozwolę.
-Nie masz nic do gadania!
-Ty coś planujesz?!-spytał a ja się uśmiechnęłam i wróciłam do salonu z wodą dla Idy.
Dzięki.-powiedziała a gdy wzięła wodę wylała ją.Bernard szybko wziął ścierke i ją powycierał.
Ida wracamy do domu.-stwierdził nagle.
Chce tu zostać.
-Pomyśl ,że mama Matyldy nie może tego widzieć.
-Ale Matylda mnie wspiera i mi pomaga.
-Matylda zamieszkasz z nami do porodu?!-spytał Bernard.
Muszę spytać mamy.
-Dobrze.-powiedział a Ervin miał minę jakby chciał go zabić.
Ona ma szkołe a wy mieszkacie na końcu miasta!-powiedział Ervin.
Masz lepszy pomysł?!-Spytał Bernard.
Zamieszkacie u mnie z Ida.Mam wolny pokój.
Dzięki.-powiedziała Ida.
Gdyby tam zamieszkali byłabym skazana na nieustające towarzystwo Ervina jednak jestem to winna Idzie za jej pomoc dla mnie.
Już za kilka dni mieszkali z Ervinem a ja byłam coraz częszczym gościem w jego mieszkaniu.Ida mimo wszystko radziła sobie i oczekiwała dziecka jednak Bernard był coraz bardziej zaniepokojony i nie opuszczał jej na krok.
Ida.Skarbie?!-Wolał Bernard.
Ja słabo się czuję.-powiedziała Ida i upadła.
Dzwoń po naszego lekarza!-krzyknął Bernard a Ervin odrazu zadzwonił.
Doktorze.Tam!-powiedział i zaprowadził Ervin.
Który to miesiąc?-spytał lekarz.
Prawie 8.-odpowiedział Bernard.
Poród trochę trwał jednak Ida wciąż się nie budziła mimo tego ,że Bernard przemienił ją w wampira
Co się dzieje?!-spytał Bernard.
Ona nie żyje.-odpowiedział lekarz a Bernard na siłę budził Ide aż zauważył,że zbaladła i przestała oddychać.Ich syn był cały zdrowy jednak Bernard nie chciał na niego patrzeć gdy raz spojrzał to z obrzydzeniem do niego.
To twój syn.-powiedział Ervin.
Zajmicie się nim.-powiedział i poprostu sobie poszedł.
Jak się niby mamy nim zająć a co z Idą?!Gdzie ona jest?!-Spytałam Ervina.
On pewnie wziął jej ciało i idzie gdzieś ją zakopać.
-A co z dzieckiem?!
-Napewno wróci po nie jak dojdzie do siebie.-powiedział a ja wzięłam je z łóżka.
Co ono je?-spytałam.
Takie małe to krew zwierzątek.-powiedział.
Jakich zwierzątek?-spytałam.
Różnych.
-A kiedy będzie głodne?
-Puki co nie jest w końcu miał co jeść.
-Czemu ono jest takie spokojne?
-Bo takie sa dzieci jak ono.Właściwie sa jak maskotki.-powiedział i wziął rękę małego Marcka.
Chciałem kiedyś mieć rodzine,ale nie tak ryzykując.
-Aha.-powiedziałam i popatrzyłam na małego.
Niewiem jak ono poradzi sobie bez matki i z Bernardem.
-Ja też niewiem.A normalnie urośnie?
-Tak.
Mały spał a my czekaliśmy na Bernarda który wrócil pijany.
Stary!Oszalałeś?!-Krzyknął do niego Ervin.
To dziecko zabiło mi Ide!Trzeba je zabić!-powiedział Bernard.
To jedyne co ci pozostało po niej!-powiedział Ervin.
Gdyby nie ono to nie musiałbym jej chować w tej zimnej ziemi.-powiedział Bernard.
Wiem to przykre ,ale to twoje dziecko.-powiedział Ervin.
Jesteś moim przyjacielem?-spytał Bernard.
-Tak.
-To zajmij się nim.Ja może kiedyś was odwiedze.-powiedział i wyszedł.
To muszę poszukać niani.-powiedział Ervin a ja już miałam wychodzić do domu.
Może zostaniesz?-spytał.
Mały śpi przecież.
-Moglibyśmy się napić czekolady?
-No dobra chwilę zostanę.
-Dzięki.-powiedział a ja usiadłam na kanapie w salonie i myślałam o biednej Idzie.
O czym tak rozmyślasz?-spytał Ervin i podał mi czekoladę jednak wciąż trzymał moją rękę i patrzył mi w oczy.
Możesz puścić?Bo się poparzę.-powiałam.
Przepraszam.-powiedział a ja zaczęłam pić czekoladę.
Smakuje ci?-spytał.
Tak.-powiedziałam i usłyszałam dzwonek.
Clara?!-krzyknął Ervin.
Cześć kochanie.-powiedziała i zaczęła się rozglądać.
Czuję maluszka.-powiedziała Clara.
Tak,ale tam nie wchodź.-powiedział Ervin.
Dlaczego?!Chce poznać tego małego.Nic mu nie zrobię!-powiedziała i weszła do pokoju gościnnego gdzie spał Marck.
Jaki słodki.-powiedziała.
Tak.Możesz już wyjść?!-krzyknął Ervin.
Ciocia tylko chciała pocałować.-powiedziała i przysała się prawie do małego ,ale coś ja odciągnęło.
Bernard.-powiedziała i uciekła.
Boi się go?-spytałam.
Bardzo.W końcu on jest najsliniejszy.
-Co ty.
-Tak.
-Dziwne,że przyszedł obronić go skoro go nienawidzi.
-Ida go pewnie wcześniej pouczyła co ma robić i robi to dla niej.
-Szkoda,że nie przeżyła.-powiedziałam i miałam ochotę się rozpłakać a on tylko wziął moją rękę i popatrzył mnie w oczy.
Widocznie tak miało być żeby on żył.-powiedział Ervin i przybliżył się do mnie jakby chciał mnie pocalować.
Ja wstałam i poszłam do małego.
Spał już ,ale widać było dwie rany.Popatrzyłam na krzesło i był tam Bernard ,ale szybko zniknął.
Postanowiłam zakryć małego żeby nie zmarzł.
Nie płacz.-powiedział Ervin.
Clara jest okropna!
-Wiem.-powiedział Ervin.
Bernard pilnował małego.-powiedziałam.
Może mu zależy jednak.-stwierdził Ervin.
Pewnie potrzebuje czasu.-powiedziałam i miałam iść,ale Ervin mnie zatrzymał.
Mam coś dla ciebie.
-Co?
-Masz urodziny.
-Skąd wieez?!
-Ja wszystko wiem.
-Nie chce prezentów od ciebie.
-Ale ja nalegam.
-Dobra pokaż.powiedziałam a on wyciągął jakieś pudełko.
-Co to?!
-Naszyjnik.
-Piękny,ale ja nie chce go.
-Proszę cię zobacz go chociaż.-powiedział i założył mi go i spodobał mi się ,ale nie mogłam go przyjąć i go zdjęłam.
Jest twój.Możesz go wyrzucić ,ale nie oddawać.-powiedział Ervin.
Daj go komuś innemu.
-Nie podoba się?
-Nie chce niczego od ciebie!
-Proszę cię daj mi szansę.Pujdź ze mną na kolację.-powiedział i wziął moją rękę.
Ale to nie ma sensu.Z tego co widzę do Clara i tak nie da ci spokoju a ja w wasze sprawy nie chce się mieszać.
-Proszę cię to tylko jedna kolacja.
-I dasz mi spokój?!
-Tak trochę.
-A kiedy ta kolacja?!
-Jutro?
-No dobrze a która teraz godzina?
-22.
-To ja muszę iść do domu.
-A będziesz jutro?
-Jutro weekend i chciałam odpocząć.
-Ale sam sobie nie poradzę z małym.
-No dobrze.
-Zatrudnię jakąś nianie.
-Ale chyba nie człowieka?
-No nie.Jest dużo wampirów które się na tym znają.
-A nie zjedzą go?
-Nie ma mowy.
Następnego dnia gdy wstałam zauważyłam,że obok na fotelu śpi Marck a Ervin przyniósł mi śniadanie.
Mówiłam,że sama przyjde.-powiedziałam.
I tak mi się budziło.-stwierdził i poddał mi śniadanie.
Dzięki.
-Proszę.-powiedział a ja zauważyłam naszyjnik na szafce jednak nie chciałam się kłócić.
Gdzie moja mama?-spytałam.
Poszła do pracy,ale zdążyła poznać Marcka.
-Żartujesz?!
-Nie.Nie martw się powiedziałem jej,że to dziecko Idy.
-A pytała o nią?!
-Nie.
-To dobrze.
-Pójdziemy na spacer?
-Z małym?
-Tak.Musi trochę świata poznać.
-muszę się przebrać.
-Poczekamy.
-Ok.-powiedziałam i bałam się żeby ktoś nie pomyślał,że to moje dziecko.
A mamy wózek?-spytałam Ervina
Bernard był rano i przyniósł.
-I tyle?
-Tak.On się boi go.
-Wiem.Jednak on jest taki mały.
-Dlatego musimy pomóc pozbierać się jemu.On mi też pomagł z Idą.
-No tak.Jak myślisz kiedy on będzie chciał go w końcu traktować jak syna?
-niewiem.Chodźmy.-powiedział i wziął małego.
Kiedy schodziliśmy zobaczyliśmy Bernarda.
Pujdziesz z nami?-spytałam.
Przyniosłem rzeczy małemu.-powiedział Bernard.
To zanieś do mnie.-powiedział Ervin.
A z małym dobrze wszystko?-spytał Bernard.
Tak.Możesz go zobaczyć.-powiedział Ervin i pokazał małego Bernardowi który wziął go na ręce a po chwili zrzucił jednak Ervin szybko go złapał.
On wygląda jak Ida.-powiedział Bernard.
W końcu to wasze dziecko.Do ciebie też jest podobny.Nie możesz go tak odrzucić.-powiedziałam.
Wiem Matylda.Proszę cię zajmuj się nim jeszcze trochę ja postaram się go pokochać.-powiedział i poszedł.
Ervin za to był wściekły.
Rzucił se dziecko o schody i poszedł zadowolony!-powiedział.
Spokojnie.
-Przepraszam.-powiedział i odłożył małego do wózka.
Spacerowaliśmy trochę i rozmawialiśmy trochę o szkole i.Bernardzie i o wszystkim.
Pamiętasz ,że dziś kolacja?
-A u ciebie?
-Tak.
-A co z małym?
-Moja koleżanka się nim zajmie.
-Koleżanka.-powiedziałam obojętnie.
-Tak.Nie bądź zazdrosna.
-Nie jestem,ale niewiem czy przypadkiem ona go nie zje!
-Mam też normalne koleżanki.
-A nie możemy z nim zjeść?
-Chciałem żebyśmy byli we dwoje.
-Aha.
-chciałem z tobą porozmawiać.-powiedział a ja zauważyłam Christine z koleżankami jak się ze mnie śmiały.
Nie przejmuj się nimi.-Powiedział Ervin.
Chyba trzeba małego przewinąć.-powiedziałam.
Ja to zrobię.-zaproponował Ervin.
A umiesz?!
-A ty?!
-Niewiem.Ale to chyba trzeba iść gdzieś na ławkę.-zaproponowałam.
Dobrze.-powiedział a gdy skończyliśmy przewijać Marcka.Podeszła do nas Christina z koleżankami.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz